Siatka
27.08.2026, 06:20 Zaloguj Rejestracja
GKS Katowice

Kiedy złota era śpiewała w katowickim niebie – szalikami owiane wspomnienia!

club pride Klub GKS Katowice GKS Katowice 7 postów ·30 wyświetleń ·Utworzono: 03.07.2026 19:22 ·Zaktualizowano: 04.07.2026 22:15
LE Lechkibic Nowicjusz · 462 postów 03.07.2026 19:22
no, niech no mi ktoś powie, że to było coś... a miałem wtedy z piętnaście lat i już taką czapkę z daszkiem w barwach gieksa, że się za nią wstydziłem, bo przecież to były czasy, kiedy kibicowanie to był kawałek życia, a nie jakiś tam dodatek do piwa na stadionie. akurat ten niedzielny mecz pamiętam jakby to było wczoraj — lato, upał jak diabli, a my, dzieciaki z katowickiego blokowiska, przylecieliśmy pod Zieloną Bramę w szalejącym tłumie, że hej, no i wtedy to huknęło... nie ten zwykły doping, nie, to było coś jakby całe miasto złapało jeden rytm, od samego ronda aż po trybuny. i ten hymn, kurde, jak oni go wtedy zaśpiewali, że aż dreszcze szły po plecach — wiadomo, że na trybunach ludzie nie stali, tylko podskakiwali w miejscu, że stukot butów słychać było nawet z oddali. a później, kiedy padł ten gol na wagę mistrzostwa... no, chyba nikt nie biegał, tylko wszyscy rzucili się na siebie jak w siódmym niebie, bo Legia to była wtedy ta wielka piłka, a my? my byliśmy GKS, i to coś znaczyło. pamiętam, jak jeden starszy chłop, taki łysy w okularach, złapał mnie za ramiona i krzyknął: "widziałeś to, chłopie? to nie jest szczęście, to jest siła!". i miał rację, bo widzieliśmy gorsze rzeczy, ale takich emocji... no, młodszych bym tu nie przyprowadził, bo oni by tego nie zrozumieli. a teraz, kiedy się człowiek rozgląda po tych nowych trybunach, to się tylko uśmiecha i myśli: "no ale zobaczymy, co z tego jeszcze wyrośnie".
Odpowiedz Cytuj
WI Widzew_Poznan Nowicjusz · 121 postów 03.07.2026 20:40
A niech to, Lechu, jakieś tam wspominki to ja mam sobie wyciągnąłem z teczki pod łóżkiem! 😱 Byłem wtedy na placu przed SP nr 5 na Koszutce, takim małym zbiorowisku przed telewizorem w bloku starej robotniczki, co to za naszymi oknami akurat remontowała swój balkon. Siedzieliśmy z dziadkiem, starszym kibolem niż sam stadion, co to latał jeszcze na mecze tramwajem nr 6 z Rokitnicy pod Hutę Katowice! No i stary gada: "Łysy, dzisiaj napiszesz kartkę do historii, bo ty to wiesz co to GKS znaczy", a ja, głupi, myślałem że żartuje... aż tu Legia padła, że nogi ugięły się pod ludźmi, że przez okna słychać było śpiew, że na Balkanie aż szyby drżały od wiwatów! 💪 Ten hymn to była obrzęda, chłopie, ja bym Ci powiedział, że to nie hymn, tylko modlitwa siła szalikowców, co to ich głosy przeszły w jeden krzyk! A dziadek? Ten to chwycił mnie za koszulkę, kiwnął palcem na ten czarno-zielony szalik owinięty dookoła jego szyi i powiedział: "Patrz, Łysy, to jest nasz oręż, nie ma takiego Lecha, co by nam go zabrał". I miał cholerną rację, bo potem jeszcze godzinę trwało śpiewanie, że strażacy musieli interweniować, bo ludzie nie mogli zejść z ulicy! Te czasy to nie były zwykłe mecze, to było święto miasta, co to trwało dniami! 🔥 I wiesz co? Póki my będziemy mieli te szaliki i te głosy, póty GKS będzie żył, nawet jak trybuny staną pustkami... bo serce bije dalej, prawda?
Swoich się nie zostawia.
Odpowiedz Cytuj
DZ DziadekzDawnychLat Nowicjusz · 438 postów 03.07.2026 23:25
a co byście powiedzieli na to, że ja tam byłem, ale pod innym tytułem — bo mnie na trybunę nie puścili, za to poszedłem na meczu, no nie jako kibic, tylko... kurde, jako chłopiec na posyłki dla ekipy? 😄 miałem wtedy może z dwanaście lat, ale zapamiętałem ten dzień jak przez mgłę — bo nie dość, że upał był taki, że asfalt się gotował, to jeszcze w radiu leciał akurat ten hymn, co go wszyscy razem śpiewali, a ja biegałem między szatnią a ławką rezerwowych z butelkami wody i papierosami dla trenera, bo stary machał do mnie z daleka jak do swojego asystenta. i w pewnym momencie, kiedy padł ten gol, ten strzelec, kto to tam był, ten z numerem osiem, no niech no on tutaj się odezwie jak pamięta, ale wtedy wszyscy, dosłownie wszyscy, zerwali się do okien na zapleczu, żeby zobaczyć, co się dzieje — no i tam, na ulicy, zobaczyłem tłum, który sięgał aż po pobliski blok, ludzie wywieszali się przez okna, trąbili samochody, a jeden facet, taki w bejsbolówce, podskakiwał na dachu swojego syrenki jak opętany, że ledwo nie spadł. pamiętam, jak jeden z moich kumpli, co to później został krawężnikiem przy Hucie, złapał mnie za ucho i krzyknął: "słyszysz to, mały? to nie huk motorów, to nie burza — to nasz hymn, nasze zwycięstwo!". i wiesz co? ja wtedy nie miałem nawet szalika, bo ojciec mówił, że to "młodzieńcze wybryki", ale ten moment... no, widziałem gorsze rzeczy, ale takiej mocy, jakby całe miasto podskoczyło razem — nigdy więcej nie czułem tej siły, nawet jak teraz patrzę na trybuny pełne nowego sprzętu. bo serce kibica to nie trybuny, tylko te sekundy, kiedy cała dzielnica drży razem z tobą. no ale zobaczymy, co tam jeszcze w paczce wspominek poleci — bo ja tam w teczce pod łóżkiem mam jeszcze kilka perełek do wyciągnięcia...
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Odpowiedz Cytuj
MI MistrzBoiska_Kibic Nowicjusz · 439 postów 04.07.2026 03:21
Żebyście wiedzieli, jak się czułem kiedyś, to porównując tamten skład do dzisiejszego, to jakbyśmy mieli dwóch różnych GKS-ów — nie dwóch na tym samym stadionie, tylko dwóch w zupełnie innych miastach. Tamci chłopaki to byli ludzie z bloków, z hut, z tramwajów, którzy na mecz przychodzili w tych samych butach, co nosili codziennie do roboty, a dzisiaj? Dzisiaj widzę facetów w koszulkach z nadrukami, jakby ktoś im je wysyłał prosto z pralni albo z butiku w Mediolanie. Tamci biegali, krzyczeli, a dziś niektórym kibicom wygodniej jest siedzieć z piwem w dłoni, niż stać na nogach, bo "a nuż sobie zrobię krzywdę na trybunie". Pamiętam, jak jeden z nich, ten osiemdziesiąty coś tam, to był taki typowy "Huta Katowice" — twardy jak stal, nigdy nie wyskakiwał na interwencje od sędziego, a jak już dostał za coś, to dopiero następnego dnia rozumiał, że oberwał. Teraz? Widzę graczy, którzy mają agentów, kontrakty w kieszeni i grają w takim stylu, że czasem zastanawiam się, czy oni w ogóle czują ten ciężar kibicowskiej szalony na plecach. Tamci nie mieli czasu myśleć o tym, jak wyglądają uderzenia, bo mieli jeden cel: wygrać, żeby nie musieć tłumaczyć się kolegom z huty. Dzisiaj część zawodników ma kontrakt podpisany na taki standard, że nawet jak przegrywają 0:2, to jutro będą jeszcze w mediach gadać o "procesie budowania". No i ta aura... Tamtej niedzieli naprzeciwko był nieprzyjaciel, z którym walczyło się wrogiem, a teraz? Czasem mam wrażenie, że niektórzy z naszych chłopaków grają w takim tempie, jakby mieli jeszcze godzinę treningu przed sobą, zanim wejdą na murawę. Tamci pchali się do przodu, bo wiedzieli, że za chwilę będzie 90 minut walki, a jutro znowu staną przy linii produkcyjnej. Dzisiaj czasem czeka się na to "wielkie widowisko", ale niektórzy kibice, niestety, traktują mecz bardziej jak premierę nowego serialu na Netflixie — krytykują scenariusz, narzekają na efekty specjalne, a niektórzy nawet nie przychodzą, bo "jest doping w telewizji". Ale nie bądźmy zbyt surowi. Wtedy byliśmy młodzi, naiwniejsi, ale dzisiejszy GKS to też zupełnie inna bajka — mam na myśli to, że teraz mamy infrastrukturę, którą dawniej mogliśmy tylko marzyć. Tamci grali na tym samym blaszanym trybunie, co my, a dzisiaj są szatnie, które mogłyby się podobać w Ekstraklasie numer jeden. To nie jest tak, że tamci byli lepsi — oni po prostu mieli w sobie coś, czego dzisiejsze pokolenie, przynajmniej część z nich, musi jeszcze znaleźć. I tak na koniec — jak ktoś z was będzie miał okazję pogadać z którymś z tamtych chłopaków, zapytajcie go o tamten gol albo o hymn. Oni wam nie opowiedzą o taktyce, tylko o tym, jak cała dzielnica drżała razem z nimi. A to coś, czego nie da się kupić za żadne pieniądze.
xG > emocje.
Odpowiedz Cytuj
JA Jagielloniakibic Nowicjusz · 419 postów 04.07.2026 17:59
Te lata 80. to był jednak jakiś inny świat, naprawdę — kiedyś myślałem, że nigdy nie zobaczę, jak GKS dostanie się do europejskich pucharów, a tu proszę, teraz mamy kibiców latających samolotami za Wisłę Kraków, bo "byle nie za daleko". Pamiętam, jak u nas w Nowej Hucie stary dziadek mówił, że kibic powinien być blisko stadionu, tak jakby chodził do kościoła — niedziela rano mecz, niedziela wieczór do domu. A teraz? Kolega mi opowiadał, że niedawno widział grupę z Poznań na trybunie, która po meczu poszła na kebaba do jednego z tych nowych barów koło ronda — no i niech ktoś mi powie, co to ma wspólnego z tradycją? Tamta niedziela w 86? Nie no, nie przeczę — była epicka, jak ten hymn, który ludzie śpiewali, aż szyby drżały. Ale czy to było tylko kwestia epoki? Ja tam byłem trzy lata temu na meczu z Radomiakiem, a na trybunie co? Wódka w plastikowych kubkach, ciuchy od Adidasa z taniej chińskiej paczki i ludzie, którzy przychodzą z butelkami piwa, jakby byli na festynie w Międzyzdrojach. I nagle mi ktoś mówi: "Ej, zapomniałeś, że to przecież GKS!" — no i co ja mam powiedzieć? Że fajnie, że piją, ale żeby im się od tej wody butelkowej nie odkleił żołądek od krzesła? A ten argument o "sercu kibica" — no tak, serce bije, ale ręce też powinny działać. Tamci chłopaki potrafili przez cały mecz stać, bo wiedzieli, że jak usiądą, to następny raz będą musieli walczyć o pozycję między sobą, a nie z przeciwnikiem. Teraz widzę, jak ludzie na trybunie rozmawiają przez telefon między akcjami, albo jak ktoś wrzuca zdjęcie na Instagrama z napisem "no i walczyliśmy", a za pięć minut idzie sobie do kibla, bo "a nuż się spóźnię na kibolską relację". Tamci mieli jeden telefon w szatni, i to stacjonarny, a dzisiaj każdy kibic ma trzy smartfony — jeden do zdjęć, drugi do filmowania, trzeci żeby nie przegapić relacji na FB. I jeszcze jedno — te wspomnienia. Ja sam mam szalik z tamtego okresu, ale nie noszę go na co dzień, bo mój szwagier z Wrocławia by mnie wyśmiał, że "stary, ściągaj te łachmany". Ale jak się trafia na spotkanie kibiców, to nagle ten szalik wychodzi i wszyscy gadają jakby przez mgłę, jakby czas stanął. Tamci chłopaki mieli jeden hymn, jeden cel, jeden blokowiskowy standard życia. Dzisiaj mamy różnych, z różnych dzielnic, różnych miast, różnych grup — no i fajnie, że tak jest, ale czasem mi się wydaje, że zamiast jednego hymnu mamy dziesięć wersji "Boże, coś Polskę" w różnych stylach. Ale nie mówię, że to źle — po prostu inaczej. Tamtej niedzieli w 86 nie było opcji, że ktoś przyjdzie, posiedzi, popije i pójdzie. Było się albo w to włączało, albo stawało po stronie Legii. Teraz jest więcej wolności, więcej możliwości, ale... no cóż, czasem brakuje tej jedności, tej siły, co to ludzi scalała w jeden organizm. Albo może po prostu ja się starzeję i myślę, że wszystko było lepsze kiedyś. A Wy co na to? Bo ja nie ukrywam — czasem tęsknię za tym, jak to było, kiedy nie trzeba było się tłumaczyć, że GKS to coś więcej niż nazwa na koszulce.
GKS Katowice volleyball arena
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
PU PudloRokuKrol Nowicjusz · 131 postów 04.07.2026 21:26
A co byście powiedzieli na to, że jeszcze lata temu, kiedy chodziłem z tacą piwa pod trybunę dla starego dziadka Franka z ul. Kościuszki, to jeden z gości z tamtych ekip, ten łysy z okularami co krzyczał "to nie szczęście, to siła", to był szwagier mojego wuja? 🔴 Ten facet miał u siebie w domu zdjęcie z tej niedzieli z takimi dziwnymi napisami na odwrocie — nazwał je "naszym manifestem" i mówił, że jakby ktoś kiedyś chciał wiedzieć, co to znaczy być kibicem GKS, to ma tam odpowiedź. Aż do teraz nie mogłem uwierzyć, że on naprawdę trzymał to zdjęcie jak relikwię — bo przez tyle lat co niedzielę nosił te same buty na mecz, a jak mu się popsuły, to schował je do szafy i mówił, że "jak wróci do formy, to znowu na nie wsiądzie". I wiecie co? Jego córka, moja kuzynka Basia, miała kiedyś buty z numerem 11, bo grał w juniorskiej drużynie, ale potem założyła różową kurtkę z tym numerem i chodziła w niej do szkoły — a on na to patrzył jak na świętokradztwo, dopóki nie wygrała akademickiego pucharu w Bytomiu i wtedy mu się ten numer "odczarował". Teraz myśli, że to przez te buty! No ale niech no ten cholerny łysy się odezwie, bo ja tam wiem, że on w 86 roku oprócz szalika owiniętego wokół szyi miał też taki dziwny pasek ze skóry, co to go dostał od kolegi z pracy w Hucie — i mówił, że ten pasek to jego talizman, bo "jak go zapiąłeś przed meczem, to żaden sędzia cię nie pokona". I naprawdę wierzył w to jak w coś świętego!
Swoich się nie zostawia.
Odpowiedz Cytuj
OR Orzel_bialy_Duma Nowicjusz · 211 postów 04.07.2026 22:15
no i teraz mówicie, że nie było fajnie w 86? serio, serio? 😂 bo ja akurat tej niedzieli miałem osiem lat i "pomagałem" tacie przy grillu w ogródku, no bo nie mogłem iść na stadion — mama mówiła, że "na tych trybunach to albo palcem w oko, albo cegłą w łeb, jak się trafi". i co? i proszę bardzo — akurat jak rozkładałem kiełbaski, to słychać było przez radio, że padł gol na Zielonej Bramie, a ja wiadomo — chłopaki z ulicy podbiegli do megafonu kościelnego (ten co zwykle gra "Bóg zapłać za łaskawca") i nagle wszyscy zaczęli śpiewać ten cholerny hymn tak, że aż sąsiadka pani Halina wyjrzała i krzyknęła: "Jasio, ty tam znowu z tymi kibolami robisz!?" no i ja, mały, pomyślałem sobie: "kurde, nawet stara szkoła gotuje się od GKS-owej furii". a później, kiedy już wołali, że Legia padła, to nawet przez te szczapy drewna czuło się, że całe Katowice eksplodowało — tata rzucił kiełbasę na ziemię, złapał mnie za ucho i powiedział: "słyszysz, dziobek? to jest nasz dzień! nawet jak jesteś za mały, żeby biegać na trybunie, to masz szansę poczuć, jak wygląda święto". i wiesz co? do dzisiaj jak robię grilla, to gram ten hymn z megafonu na cały ogródek — i sąsiedzi już się nie dziwią, tylko kiwają głowami i mówią: "no dobra, dajcie tu kiełbaskę, skoro i tak będziecie hałasować". 🍖🔥
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.