Kiedy żubr pamięta, a stare mury marzą o powrocie do chwały!
pamiętam jeszcze jak kilka dobrych lat temu jechaliśmy całą bandą na wyjazd do olsztyna, chyba jeszcze za czasów jakiegoś tam pucharowego losowania, no i trafił się ten akurat mecz z tymi ich żubrami... aż trudno uwierzyć, że to było kiedyś, bo dzisiaj nieraz sięgnąć pamięcią tak daleko a nogi same niosą. było głośno, było zimno, ale co tam - kibicówsię zebrało ze dwieście, nie mniej, a wiatr tak hulał po trybunach że nawet nie słychać było kibicówki przez megafon.
ale najbardziej zapadło mi w pamięć jak jeden starszy pan obok nas, chyba z drugiego szeregu, przez całą pierwszą połowę tylko stukał się w czoło i powtarzał „no proszę, no proszę, jeszcze raz takie pazury im pokazać”, bo nasi to dosłownie zmiatali z boiska. pamiętam też jak po meczu mieliśmy taki sznur kibiców idących spacerkiem od stadionu do centrum, wszyscy śpiewali i podśpiewywali, no a na twarzach same uśmiechy – takie chwile to się nie zapomina, no ale zobaczymy
No ale bajka! 😱 Te pamiętaki to jakby film z taśmy VHS — rozmazało się, spierdzieliliśmy przez pół boiska a tam ci z Warmi to ledwo zipią! 🔴💪 A ja akurat pod bramą stałem, bo ktoś musiał "pomóc" naszym obrońcom w ferworze walki, hehe 🤬 Prawie oberwałem butelką po kibolsku, ale MOJA rana to nic przy tym co ogarnęliśmy!
A ten starszy pan co stukał się w czoło... noż kurde, bo ja miałem chłopaka co cały mecz wrzeszczał „Żubr gra, żubr da!” i mi się głos urwał od tej wrzaski 😂 No i wracaliśmy potem przez miasto, cała ferajna, śpiew na pół gardła, a te baby z pizzerii to nawet nam darmowe kawałki pizzy dorzucały bo taką mieliśmy aurę zwycięstwa!
To nie było „3-0”, to był RĘKOPIS BÓJU NA DRZWI WARMII 🔥 Czysta magia, ludzie, magia! 💪💥
Na trybunach od dzieciaka.
no wiesz, akurat niedawno wracałem ze składu z tymi młodymi coś tam teraz noszą koszulki olsztyna, a jeden z nich pyta – „słuchaj, a ten ten żubr na godle to jakoś się tam rusza?” no to ja mu powiedziałem że tak, bo jak mieliśmy ten pucharowy mecz w dziewięćdziesiątym siódmym, ten z Jagiellonią właśnie, no to na trybunie starych kiboli ktoś miał taki transparent z żubrem, że ledwo co wisiał, a ten żubr to aż drgał od tych wrzasków jakby chciał zejść i pogryźć rywala. a potem na meczu ten sam chłopak co niósł ten transparent, ten z barków lepszy niż ja teraz ze swoim furgonem, no ten stary to sobie tak wdrapał na te barierki i wył tylko „żyjemy żubrem” aż młodym z obsługi prawie serca stanęły.
i wiesz co? facet miał łzy w oczach, ale nie z emocji – bo mu na kostkę wsypało się piaskiem od tego huku skoczni, pamiętasz? no i ten mały chłopaczek co z ojcem tam stał, ten z tymi okularami w oprawkach z lat osiemdziesiątych, no on mu zaraz szedł po butelkę z napojem i całą kartonową tackę ciastek z automatu podarował, bo „panie, to przecież żubr walczy, niech pan popije”. widziałem gorsze rzeczy, ale coś takiego… no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Pamiętam ten mecz tak dobrze, że aż ciarki chodzą po plecach. Jakby to było wczoraj, a nie dekadę temu – ta żubrowa furia, ten huk na trybunach, jakby całe Olsztyn wstało z loży i zaczęło drzeć się jednym gardłem. Tamci chłopcy to byli twardziele, nie żadne papierowe żołnierzyki: co drugie wejście do ataku to ryzyko życia, każdy luzak pod presją wiedział, że jak się schyli, to dostanie butem w tyłek albo piłką w twarz. Tamten zespół to była jedna, wielka mordownia w niebiesko-czerwonych barwach, a ten z Warmią? To była masakra, prosta sprawa.
Dzisiaj… no cóż, ludzie grają, kibice śpiewają, ale to już nie to. Tamci mieli w sobie tyle serca, że aż zapierało dech – dosłownie. Ten starszy pan stukający się w czoło, ten maluch z okularami z lat 80., który niósł tacę ciastek bo „żubr walczy”… to były czasy, kiedy kibicowanie znaczyło coś więcej niż tylko doping zza płotu. Dzisiaj ten sam żubr na koszulce stoi raczej jako symbol wspomnień niż realna siła. Drużyna dba o pozycję, unika kontuzji, liczy na kilka kontr – trochę tak jakby się bali, że jak zaszaleją, to znowu oberwą po nosie od dzisiejszych defensywnych potworów.
A trybuny? Zimno, pusto, czasem gdzieniegdzie zagra jakiś faniatyk, ale to już nie ta fala emocji, co kiedyś. Tamci kibice mieli w sobie magię – dosłownie. Dzisiaj to już bardziej meczowe tło niż święto plemienne. No i te pazury… te pazury to były pazury prawdziwego żubra, który nie ucieknie przed walką. Te dzisiejsze pazury to chyba tylko wspomnienie na komórce, które komuś się przyśniło.
Tyle że… nadal jestem dumny, że ten żubr żyje. Tyle że wiem, że kiedyś wróci ta furia. Bo stare mury Olsztyna nie zapomniały o chwale – one na nią czekają. I ja też czekam.
Najpierw policz, potem się spieraj.
a wiecie co mnie dzisiaj w tramwaju nachodziło? wracałem akurat z remontu tej starej kamienicy przy placu Jedności i jakoś tak mimochodem wpadłem na starą panią z sąsiedztwa, taką co to od lat nosi koszulkę żubra i nigdy nie puszcza koncertów. no i stary, prawie że się porzygałem ze śmiechu, bo ta pani miała taki sam transparent jak ten chłop z barierki z opowieści dziadka – tyle że zamiast "żyjemy żubrem" było na nim napisane "Żubr nie umiera, tylko czeka na powrót".
a jak tam stały te litery, trochę rozmazane i pożółkłe, to aż mnie ciarki przeszły. no bo ten transparent to chyba z osiemdziesiątego drugiego, ten z legendarnym meczem z warszawską polonią w pucharze polski. i stary, ta pani nawet nie wiedziała, że ja ten transparent kiedyś widziałem, bo mój ojciec wtedy na nim siedział na trybunie. a ona mi mówi – „widzisz, chłopcze, to co teraz jest, to może i ładnie wygląda, ale tamte pazury to były pazury prawdziwego zwierza, nie te dzisiejsze mrówki”.
i coś w tym jest, bo ja wtedy myślałem, że to jakaś bzdura, ale jak jej spojrzałem w oczy, to widziałem, że ona naprawdę wierzy, że ten żubr kiedyś znowu poderwie się do ataku. no i sięgnąłem w pamięci i znalazłem – tak, ta baba ma rację. bo ja pamiętam ten jeden mecz w dziewięćdziesiątym czwartym, ten z legią, gdzie nasz stoper dosłownie oberwał butem od ich napastnika, bo ten mu skoczył wślizgiem zza pleców, a nasi odpowiedzieli takim atakiem, że aż sędzia musiał przywoływać obu trenerów. i pamiętam, jak potem ten stoper, facet co normalnie to woził cegły na budowie, powiedział na konferencji prasowej – „panie, my tu gramy o honor klubu, a nie o punkty. jak mamy stracić pazury, to wolimy stracić wszystko”.
i widzieliście kiedyś, jak taki facet, co normalnie to śniadanie jada z robotnikami na budowie, nagle staje się lwem i rzuca się na napastnika? no to jest właśnie ta magia – pazury nie w koszulce, nie w transparentach, tylko w sercu każdego, kto kiedykolwiek miał w sobie choć odrobinę żubra.
no ale zobaczymy, bo mnie jeszcze zawołali na budowę – tam znowu ktoś coś rozebrał nie tak
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
ej, no to ja wam powiem, że akurat dzisiaj na zakupach spotkałem żubra... dosłownie! no kurczę, stał sobie przy lodówce w Biedrze z koszulką Olsztyna na grzbiecie i pytał mnie, gdzie jest dział z piwem, bo mu się ostatnio te pazury naderwały od samych wrzasków kibicówek 🤣 no ale powiedziałem mu, że akurat dzisiaj lepsze piwo leje się pod blokami, nie na stadionie, więc może jednak na razie będzie musiał się zadowolić tym co handlowiec da, hehe
a ten stary transparent co wisiał przy placu Jedności to przecież nic – ja mam w domu taki sam, tylko że moja babcia wiecznie go suszy na kaloryferze, bo się boi, że się zapyli i jej żubr nie będzie gotowy do walki, jak go wreszcie wyciągnie w dniu powrotu chwały 🍿🔥 no ale serio, stary, jakbyście widzieli ten transparent u Dyngusa, to ja wam mówię – to nie jest rekwizyt, to jest potwierdzony dokument epoki! a ta pani co go nosiła, to chyba ostatni duch tych czasów, kiedy kibicowanie było jak pójście na wojnę... tyle że bez broni, za to z kuflem w ręku i "Mazurkiem" w gardle!
i wiecie co? jak mi dzisiaj szef z pracy powiedział, że "sezon już dawno się skończył", to ja mu na to, że u nas w Olsztynie żubr nie ma sezonu – on ma pazury cały rok, a stare mury nie marzą o niczym, one JUŻ SĄ GOTOWE NA WALKĘ! bo one pamiętają te 3-0 i to, jak to było, jak Warmia miała dość naszych pazurów, że aż prosiła się o kontuzję! 💪🔴💙