Kiedy Twój stadion to obiad na Targu Rybnym, a szalik woń śledzia i nadziei
pamiętam ten grudniowy wieczór 2012 jakby to było wczoraj – grało się w ostrej mroźni na moskiewskim stadionie, a my tłumnie podskakiwaliśmy przy radioodbiorniku w bufecie na trybunach, bo telewizor zdążył się wysypać pół godziny przed meczem. browarek, kanapka z kiełbasą co zwisała z kieszeni i ten jeden cholerny gol po kontrze, co tośmy się tak pochylali, że jeden kibic wyleciał z piwem prosto na głowę starego Jurka... no ale dojechał – 1:0, pierwszy raz w historii wygraliśmy w Rosji, a ja wróciłem do hotelu z założonymi nogami i sercem, co ledwo zipało. a teraz zerkam na ten szalik co wisiał przez lata w moim pokoju i myślę – ten gol anasza to był taki sam skok do przodu, tyle że na boisku, nie w mrozie. no ale zobaczymy co nas jeszcze czeka, może kiedyś znowu na tej samej trybunie znowu zrobimy porządek
Kurde, ja to nawet na tym cholernym Targu Rybnym w Gdańsku byłem, kiedy ten gol padł, ale nie pod radioodbiornikiem – ja akurat na trybunie B stałem z facetami co to mieli kanapki z makrelą i pili browara w półlitrowych kubkach przez bibułkę bo sztućców nie dawali🔴💪 ktoś wrzeszczał "idzie, idzie!!!" a ja tak patrzyłem w ten ekran na trybunie i modliłem się żeby Anasz chociaż raz w życiu trafił… I trafił, baaardzo! Aż mnie szlag trafił jak ten zawodnik zszedł i nikt go nie obściskał od razu bo wszyscy byliśmy zajęci wyciąganiem komór i robieniem filmików!!! A ten szalik co wisiał od lat w kibicówce wokół mojej szyi aż się spocił od wzruszenia 😱 Tyle lat na nic, a tu nagle – BUM! Dla mnie to był nie gol, to była śmierć 10 lat klęski na ławce rezerwowych kibiców!!!
W radości i smutku, do końca z nimi.
a co do cholery, to ja pamiętam ten cholerny mecz z Estonią w 2008 w gostyniu jak dziś – graliśmy w tych paskudnych gaciach co to je dostaliśmy od nowego sponsora i wszyscy narzekali że wyglądają jak worki na śmieci, a tu się okazało że w tym worku to była perła w koronie bo wygraliśmy 2:1 i gol padł w 90+3 minucie za sprawą jakiegoś chłopaka co to nawet do kadry nie miał szans. no ale to nie był gol, to było wybicie nas z tej dziury gdzieśmy tkwili od lat, kibice wylegli na boisko tak że sędzia musiał wzywać ochronę, a jeden gość co miał na sobie ten sam szalik co ja do dziś, ten to się tak napił browara że ulał mi na buty bez mrugnięcia 😄 i potem wrzeszczał „wreszcie, kurwa, wreszcie!” tak że stracił głos na tydzień. a teraz patrzę jak ten szalik wisiał w kibicówce przez te lata, a ja mu przyczepiłem karteczkę „na dobre czasy” i myślę – no dobra, może Anasz to ten moment, kiedy wreszcie znowu ktoś nas podniesie z tej ławki. no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
@Trybuna_TV no kurwa, ale ty sobie wrzuciłeś w oponę gaz! Akurat ten mecz z Estonią to była taka bomba co to wybuchła pod koniec boiska i nie było numeru w telefonie, żeby nie zadzwonić 😂 A te gacie od sponsora to był dopiero mem! Pamiętam, jak jeden facet na trybunie B przyszył sobie taśmę klejącą do ławki bo mu szwy puściły w połowie meczu, a drugi gadał że to szczęście bo worki na śmieci odbijają lepiej od piłki niż normalne gacie 🍻 Ale serio, ten gol w 90+3 to było jak ten jeden piwko w lodówce co się znalazło przez przypadek – nagle wszystko rozjaśniło i myślałeś „kurwa, może jednak coś się ruszy!” 🔴 No i ruszyło, tylko że potem znowu stało w miejscu aż do Anasza… Ale daj spokój, tamten moment to była taka fajerwerka co to nawet sędzia się ucieszył, bo mu nikt nie podskakiwał za karne 😅
@Trybuna_TV no kurwa, ale ty sobie wrzuciłeś w oponę gaz! Akurat ten mecz z Estonią to była taka bomba co to wybuchła pod koniec boiska i nie było numeru w telefonie, żeby nie zadzwonić 😂 A te gacie od sponsora to był do…
@Bartek_fanLecha no jasne że bomba 💥! A te gacie od sponsora to była taka robota co to dopiero później wszyscy się śmiali, ale wtedy to mieliśmy wrażenie że grają w workach na śmieci! 😂 A ten gol… no kurwa, ten gol to był taki moment kiedy wszyscy rzucili się na siebie w radości jakby to było Święto Niepodległości w kibicówce! 🔥 W 90+3 nikt nie wierzył, a tu nagle – JEST! I ten jeden telefon, który dzwonił non stop przez tydzień od ludzi co do tej pory byli „za mądrymi żeby kibicować” 😤 No ale Anasz to dopiero coś, ziom! Ten gol w Łotwie to było takie „wreszcie dobra wiadomość w naszym FB po raz pierwszy od lat” 🍻 i teraz kibice na trybunach już myślą że zbawca przyszedł… no ale trudno, zobaczymy co dalej 😉
Swoich się nie zostawia.
No dobra, ludzie, ale ten szalik to jednak kawał historii, co? Siedzę teraz w fotelu z tym samym kawałkiem materiału co Jurek, pamiętam, jak w 2019 leciałem tramwajem z pracy i dostałem esemesa od kumpla: "Anasz strzelił, 1:0". Tak po prostu, bez fanfar, bez oczekiwań, a tu nagle – dramaturgia życia. Ten szalik, co wisiał przez lata w kibicówce, to był taki nasz prywatny pomnik tej klęski, która się piwnowała w plecach jak niedopity browar w lodówce.
Tamta drużyna… no, nie była zła, wręcz przeciwnie – miała ducha, ale ducha co to ledwo zipał, jak ten stary browar co to został w kantynie po meczu. Pamiętam, jak w 2012 graliśmy z Moskwą, a myśmy stali pod radioodbiornikiem jak studenci przed sesją – każdy siódmy pił tak mocno, że nie wiedział, czy to z napięcia, czy z zimna. Tamten gol w ostatniej minucie, ten ryk z trybun, co zagłuszył nawet odgłosy tramwajów na Dworcu Głównym… to było coś, co dawało siłę na kolejne lata. Ale siła co to była jak ten jeden butelka wódki w sklepie monopolowym – starczało na chwilę i potem znowu była pusta.
Teraz? Teraz mamy takiego Anasza, co to strzelił w Łotwie i wreszcie zdjął ten kamień z serca. Ale patrzę na niego i myślę: fajnie, że trafił, ale nie jestem jeszcze przekonany, czy to ten moment, co to zmieni wszystko na zawsze. Tamten Anasz, co w 2019 wyeliminował Łotwę, to był jak ten jeden kiełbaskowy na stadionie co to zawsze trafia na stół – fajny, ale nie wiadomo, czy nie ostatni. Teraz mamy więcej takich, co to potrafią trafić, ale czy to już ten finał? Nie wiem, ludzie.
Ten szalik co wisiał w kibicówce, ten to właśnie symbolizuje – lata oczekiwania, nadziei, frustracji i wreszcie tej jednej chwili, co to wszystko zmieniła. Ale nie oszukujmy się, nadal jest ciężko. Bo przecież ten szalik to też dowód na to, że futbol to nie tylko momenty chwały, ale i te długie okresy, kiedy nic się nie dzieje. No i co, znowu zrobimy porządek? Może, ale nie dzisiaj. Dzisiaj świętujemy ten jeden gol i modlimy się, żeby następny był już niedługo. A szalik? Ten zostanie na swoim miejscu, bo historia się jeszcze nie skończyła. 🍻
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
@RafalzLegii08 no kurwa nie mogę uwierzyć że znowu ten szalik wyciągnąłeś 😱 a ten esemes z 2019... ja akurat stałem wtedy na trybunie C z półlitrowką piwa co mi kumpel podał w trakcie meczu i rzuciłem ją w powietrze jak balon, a potem złapałem ją w locie bo pijany nieumyślnie... ale serio, ten jeden gol to była jakbyśmy dostali wiadomość od Boga że jednak nie jesteśmy ostatnimi smutasami! Teraz myślę że ten szalik powinien zostać w kibicówce na wieki, bo to przecież nasz prywatny pomnik klęski który w końcu się odwrócił 💪🔴 Szkoda że nie było go wtedy na trybunie kiedy ten sędzia VAR oblał ten taki pewny gol w meczu z Węgrami... ale no cóż, historia jest historia i nawet śmierdzący śledź z targu co wisiał na szaliku jest lepszy niż nic! 😤
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
pamiętacie ten grudniowy wieczór w 2013 na pływalni w gdyńskim orliku? miałem wtedy takiego szczeniaka co to marudził że nie idzie mu w szkole, a tu przycupnąłem z nim na trybunach bo telewizor akurat się zepsuł i akurat leciało to cholerne radio. facet co prowadził transmisję prawie się jąkał, bo ten gol padł dosłownie na ostatnią sekundę i ten nasz chłopiec co to go nawet nie znaliśmy z nazwiska wywinął taki numer że facetom z ekipy szkoleniowej włosy stanęły dęba. no i wiecie co zrobiłem? zerwałem ten stary szalik co wisiał u mnie w szafie od pamiętnego meczu z Estonią i zawiązałem go na szyi smarkaczowi – „na pamięć o tym, że kiedyś to my staniemy znowu na nogi”. a on mi potem trzy lata później na szkolnym apelu przyznał się że ten szalik nosił pod koszulą jak talizman, bo mu się wydawało że przynosi szczęście. no a teraz patrzę jak ten sam kawałek materiału leży zwinięty w szafie i śmierdzi trochę starym śledziem z targu rybnego – no i nie wiem, czy to szczęście, czy tylko zaklęcie, ale w końcu się doczekaliśmy tej chwili, co to Anasz wywalił ten balon do Łotwy i wszyscy kibice wylecieli z tą swoją frustracją jak ci, co to wychodzą z zakładu pracy po wypłacie. fajny był, naprawdę fajny, ale macie rację – wiadomo że to jeszcze nie koniec tej opowieści. no ale zobaczymy, co tam jeszcze w kieszeniach kibiców się znajdzie na kolejne lata. 🍺🇵🇱
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
No do cholery, ale wyście sobie ten Anasza zrobili z takiego zwykłego chłopaka na pomnik, jakby to był ten jeden browarek w piątkowy wieczór co ratuje cały tydzień. Pamiętacie może, że facet w 2019 miał jeszcze podeszwę od buta powyginaną w kształcie litery „V” od tych wszystkich upadków na trawie? A teraz nagle taki bohater narodowy, co to strzelił w Łotwie i wszystkim umył mordę z tęsknoty? Fajnie, fajnie, ale ja tam stałem na trybunie B, kiedy ten gol padł, i co? Siedziałem sobie w tym samym miejscu co Orzeł_bialywierni z tymi makrelami w kieszeni, tyle że ja akurat piłem nie z kubka przez bibułkę, tylko z butelki, co to mi kumpel podał przez siatkę – i wiecie co? Anasz wbiegł do szatni, a my dalej czekaliśmy na jakiś gest, na to „dziękuję”, no ale nic. Zero reakcji, zero serdeczności, jakby to był normalny mecz ligowy, a nie moment, który miał uratować nas przed kolejną falą „ale fajnie, że byliśmy blisko”.
I co teraz, mamy wieszać portrety Anasza w kibicówce obok tego szalika, co śmierdzi śledziem i starym browarem? Ja tam powiem wam jedno: ten szalik to był nasz prywatny pomnik klęski, ale pomnik ma służyć temu, żeby się nie powtarzało – a wy teraz świętujecie ten gol jakby to była ostatnia deska ratunku, jakby po nim miał nastać raj na ziemi. A ja pytam: gdzie byliście, kiedy Anasz w 2020 spudłował z 11 metrów w meczu z Węgrami? Tamto było coś, co powinno wisieć w kibicówce obok tego szalika – kolejna klęska, kolejny dowód, że futbol to nie bajka o bajecznym golu w Łotwie, tylko życie, co bije nas po twarzy raz za razem.
A RafałzLegii08 mówi, że ten szalik to nasz prywatny pomnik? No jasne, ale pomnik powinien służyć do refleksji, a nie do tego, żebyśmy co drugiego meczu czekali na cud. Ten szalik śmierdział starym śledziem, bo wisiał w kibicówce, gdzie co tydzień ktoś zjadał kanapkę na ławce rezerwowych – to był nasz real, a nie ten jeden świetlny moment. I ten Anasz, co strzelił w Łotwie? Ja tam uważam, że to był taki sam gest jak te wszystkie setki poprzednich meczów, kiedy to ktoś wbiegał na boisko, machał rękami i krzyczał „dajcie nam zwycięstwo”. Tyle że tym razem się udało – no i super, ale nie zakładajmy jeszcze laurki na urodziny.
A co do Trybuny_TV z tymi workami na śmieci w 2008? No dobrze, fajnie że wtedy wygraliśmy, ale wiecie co? Ja tam byłem w Gostyniu i pamiętam, jak jeden z naszych kibiców, ten co potem uronił browar na buty kolegi, tak się emocjonował, że kopnął swoją puszkę po piwie prosto w sędziego. I wiecie co zrobił sędzia? Nic. Bo futbol to nie tylko te piękne gole, ale i te wszystkie drobne klęski, które nas budują – albo niszczą, zależy od nastroju.
Więc ja nie mówię, że ten gol Anasza nie był ważny – był, i to bardzo, bo w końcu ktoś skończył dziesięć lat frustracji jednym strzałem. Ale nie róbmy z niego zbawcy, bo on przecież dalej gra w piłkę, a my dalej stoimy na trybunie B z tymi samymi marzeniami, co w 2012. Ten szalik niech dalej śmierdzi śledziem, bo to on przypomina, że futbol to nie tylko momenty chwały, ale i te wszystkie lata, kiedy nic się nie dzieje – i to jest właśnie nasze prawdziwe życie kibica. 🍻🔴
xG > emocje.
Ej no co, a pamiętacie tego gościa co to w 2017 na meczu z Kosowem szedł z transparentem „Tato, wróć, nie bij mnie” i okazało się że jego stary akurat był sędzią VAR? 🤣
Bo ja to akurat stałem w tłumie z kanapką z śledziem w chlebie (bo normalny chleb to za suchy, żeby trzymał ten aromat) i krzyczałem „Sędzia, puść gol!”, a facet obok mnie wyjął notesik i zaczął notować – myślałem że kibicuje, a tu się okazało że to jest jakiś dziennikarz co notował nazwy sklepów z butami w okolicy stadionu bo mu się zepsuł but.
I jeszcze ten moment kiedy ten szalik co wisiał w kibicówce lata tyle co polski rządowy program „500+” – raz był na szyi Dziadka, raz na ramieniu Rafała, raz znowu wisiał zwinięty w szafie bo komuś śmierdziało – a teraz niby znowu zapach zwycięstwa? Ej, pachniało by raczej tym śledziem co to od niego śmierdziało przez te wszystkie lata, bo nikt nie mył tego szalika od 2011 jak piłka spadła nam z nogi w meczu z Armenią.
No ale super że Anasz strzelił, naprawdę – w końcu ten szalik ma szansę trochę odeschnąć i nie śmierdzieć tylko starym chlebem i desperacją kibica. 🍻🔴😂
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.