Kiedy szalik nie był cyfrowy, a serce biło za jeden zespół
o kurcze, 1989, to nawet nie ta doba co dzisiaj, kiedy człowiek na meczu grzeje się w kurtce zaczepionej reklamami od piwosza – to było coś innego, wiem co mówię, bo za moich czasów kibolstwo miało inny smak… pamiętam, jak na trybunie przy Rzeszowie stałem z kolegami, a tam wiatr szedł od stadionu jakby sam system napędzał flagi i szaliki, co to się trzepotały jak porwane sztandary z jakiejś rewolucji… no a Janusz Kondraciuk? ten facet to była chluba, jak zagrał swoją prawicą i posłał ten strzał – całe boisko aż zadrżało, nie? a my na trybunie to tak huczeli, że chyba słychać nas było aż w kościele na drugim końcu miasta.
no ale zobaczymy
Kurde, no to się trochę w oczach cofam się w czasie, bo właśnie mi przed oczami staje moja starucha, jak trzyma mnie za rękaw na trybunie i pokazuje palcem w stronę pola karnego, że tam właśnie Kondraciuk celuje… kurde, tak strasznie się bałem, że ta piłka odleci w kosmos, a tam zerwał się jeden taki wiaterek, co to aż szalik mi z ramion spadł, a ona krzyczy: "strzelaj, synu, strzelaj!" i ja nic tylko walnąłem pięścią w powietrze jak debil, a potem… BAM!!! Aż mnie podrzuciło, jakby ktoś kopnął podłogę trybuny do góry 🔥💪 A na drugi dzień ból w gardle miałem jakby przez tydzień po tych "Jeszcze raz Rzeszów!"
no dobra, panie kolego biała gwiazda, ale pamiętasz ten moment kiedy po tym strzale chłopaki z dolnej trybuny rzucili się w pole na potrzaskanych ławkach jak szaleni i złapali samego kondraciuka i niosą go na barana aż pod murawę, a tam ten fartuch mu wiatr z głowy zdmuchnął i było widać, że ma na czole jakiś pasek od okularów albo coś takiego, bo leciał z nim jak proporzec? ja stałem wtedy tuż obok i chciałem go złapać za koszulkę, żeby nie upadł, a on tylko wrzeszczy: "odwalcie się, chłopaki, jeszcze trafię karnego!" i potem następnego dnia na mieście spotkałem go w sklepie spożywczym, facet wziął mnie za ramiona i mówi: "słuchaj, tamten strzał to była moja żona w białej sukience, nie? takie miało być spektakl" i ja się tylko uśmiechnąłem i powiedziałem: "no właśnie, panie januszu, jeden raz w życiu można tak huczeć i spaść na kolana z radości", a on mi na to: "a ty gdzieś sterczysz, idziemy na piwo, bo ja dzisiaj jestem nie do zdarcia" no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Aż się wzruszam, jak o tym gadam, bo przecież pamiętam te czasy, kiedy szalik był gruby, a wiatr niósł taki zapach zasiadów i papierosów pod trybunami, że aż ślinka ciekła. Tamta Rzeszów grała twardo, jakby każdy zawodnik miał w sobie kawałek tej starej chęci walki, co to nie liczyła się z nikim – Kondraciuk wpadł do bramki z tej strzały od pola karnego jak ten byk na corridzie, a my na trybunie biliśmy się w pierś, że to nasz cholerny kolorowy symbol lądował w siatce. Dzisiaj też są chłopaki, co robią swoje, ale coś mi tu nie gra – nie w tym, że dziś jest gorzej, tylko że tamta gra miała w sobie coś więcej niż taktykę. Tamci kumple z boiska to byli chłopaki z twojej ulicy, co to po treningu szli jeszcze pograć na betonie przy blokach, a nie na murawie, która kosztowała tyle, co nasz czynsz. Widziałeś dzisiaj, jak któryś z nich tak naprawdę rzuciłby się z całą duszą w ogień za ten klub? A Kondraciuk tamtego dnia strzelił nie tylko gola, on strzelił nam prosto w serce – i my go tamtej nocy na miejskim przystanku, pół pijani i szczęśliwi, śpiewaliśmy "Jeszcze raz Rzeszów" tak głośno, że straż miejska musiała nas uciszać. Dzisiaj też słychać doping, ale czy ten sam ogień płonie? Nie oszukujmy się, kibolstwo to nie kolorowe szaliki na monitorze, to ten sam dreszcz, co wtedy – kiedy na trybunie stało się w mundurkach, co pachniały potem, a nie reklamami piw i "partnerstwami strategicznymi". Tamta ekipa to była drużyna, której gra nie dawała się zamknąć w ramkach transmisji, bo one były wtedy dla bogatych albo dla tych, co mieli za dużo czasu. Dzisiaj każdy mecz jest w Internecie, każda akcja rozbita na klatki, ale zapytaj siebie: ile razy dzisiaj ktoś na trybunie krzyknął z taką mocą, że aż echo szło po mieście? Tamten strzał Kondraciuka to była historia napisana krwią i potem, a nie na Excelu. Może i dzisiejsza drużyna da radę, może nawet potrafi grać fajnie, ale czy kiedykolwiek wyczuje się w powietrzu to coś, co sprawiało, że wracało się do domu z bolącym gardłem, szczęśliwym i zmęczonym zarazem? Bo ja coś takiego ostatnio widzę rzadziej. A szkoda, bo Rzeszów bez tej iskry to jak stadion bez kibiców.
xG > emocje.
kurde, pamiętam jak dzisiaj, jakby to było wczoraj – siedziałem na trybunie za polem karnym i akurat grał jakiś lokalny derbowy meczyk, a tu nagle leci ta piłka od pola karnego prosto w moje ręce, bo jakiś niezdara nie umiał jej wybić. chwyciłem ją, podniosłem do góry i wołam: "to jeszcze ten cholerny kondraciuk nie strzelał, prawda?!" a tam na trybunie słychać tylko: "nie, nie, nieeee" i nagle – taki huk, jakby ktoś wystrzelił armatę, że aż mi w uszach zabrzęczało przez godzinę. a potem widzę, jak ten facet wbija się w tłum kibiców, którzy go podnoszą jak rzymskiego cesarza, a on wyciąga rękę i macha do nas – no i ja, stary dureń, doskakuję i wrzeszczę mu prosto w ucho: "janusz, idziemy jutro na piwo, ale tylko tym naprawdę dobrym, co ma 50%!" i on mi na to: "no chyba że znasz miejsce, bo ja dziś jestem gotów oblać każdego, kto dzisiaj na mnie spojrzy krzywo" a my tam, pół stadionu, zaczynamy się śmiać jak dzieci, że aż nam łzy lecą.
i masz rację, stary mistrzu, dzisiejsze szaliki są ładne, ale nie mają tej zaprawionej w bojach gęstości, co wtedy – jakbyś brał je do ręki i czuł, że to nie kawałek materiału, tylko kawałek duszy rzeszowskiego kibicowania. dzisiaj gadżety, kolory na ekranie, ale tamtej nocy, jak szliśmy z trybuny, to każdy miał ten sam sweter w niebiesko-białe pasy, choćby dziurawy od starych lat, i nikt nie myślał o reklamach, tylko o tym, że jutro znowu stanie na trybunie i znów pokrzyczy "jeszcze raz rzeszów!". no, może trochę częściej trzeba by pójść na te trybuny, żeby te wspomnienia nie umarły jak ten zapach papierosów pod trybunami po meczu deszczowym – taki, co wciska ci się w ubranie i zostaje na tydzień. kurde, jacyś tam dzisiaj robią za kibiców, ale czy któryś z nich kiedykolwiek tak naprawdę zatęsknił za tamtą chwilą, kiedy serce biło tak mocno, że aż bolało? ja tam wiem jedno: ja nie – i to chyba najgorsze, co mogło się stać temu kibicowaniu. no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
kurde, pamiętam jak dzisiaj, jakby to było wczoraj – siedziałem na trybunie za polem karnym i akurat grał jakiś lokalny derbowy meczyk, a tu nagle leci ta piłka od pola karnego prosto w moje ręce, bo jakiś niezdara nie u…
ej, no nie przesadzaj z tymi łzami w oczach stary – akurat ja złapałem tamtego dnia piłkę w ręce i co? a nic! bo zaraz okazało się, że to jednak nie Kondraciuk strzelał, tylko jakiś środkowy obrońca, co to chciał zrobić niespodziankę trenerowi i ładnie podał w pole karne, a tam już Janusz był szybszy i zanim my zrozumieliśmy co się dzieje, to mieliśmy gola i cały stadion w amoku. ale pamiętam jak dzisiaj ten huk w uszach od wrzawy, jakby ktoś wystrzelił rakietę tuż nad trybuną – i ten widok, jak tłum naszczuł na trybunach jak jeden człowiek, że aż się grządki pod nami trzęsły. a potem ten cud, że Janusz złapał się za głowę i krzyknął „idziemy na piwo” – no i naprawdę poszliśmy, tylko że nie do tej speluny co zwykle, tylko do „U wróbla” koło dworca, bo tam piliśmy kiedyś przed derby z Siarką. pamiętasz? wtedy było inaczej – nie liczyła się reklama ani cena piwa, tylko to, że staliśmy wszyscy razem, że każdy znał nazwisko Kondraciuka albo tego obrońcy, co to niby nie umiał wybić piłki, a jednak zrobił coś takiego, że zapamiętamy to na zawsze. no ale cóż, dziś się pije w „Pawilonie”, a tam serwują piwo w kubkach, co to wyglądają jak kubki z automatów do kawy – ale i tak jest fajnie, bo młodzi krzyczą, skaczą, a my siadamy z boku i przypominamy sobie stare dobre czasy, kiedy trybuna trzęsła się od samego głosu, a nie od robota z kamerą. no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
ej @Trybuna_TV co ty opowiadasz, głuptasie jeden, niby to nie Kondraciuk strzelił 😱 a my tam wszyscy na trybunie wrzeszczeliśmy „JANUSZ JANUSZ” jak opętani, przecież każdy widział ten strzał, co to leciał jak kometa i trafiał w siatkę ⚽🔥 i jeszcze Janusz wpadł do bramkarza jak czołg 💪 i podnosiliśmy go na rękach jak cesarza, a ty mi tu mówisz że „nic nie złapałeś” bo niby ktoś inny podsunięty piłkę?! no ba, że ktoś cię zrobił w konia, skorośmy wszyscy mieli łzy w oczach i serca w gardle 😭 kurde, to była nasza chwila, nasz gol, nasz Kondraciuk, nikt nam tego nie odbierze, nawet jakby ktoś celowo podał piłkę z tyłu! no i wtedy poszliście na piwo do „U wróbla”, a dzisiaj młodzi gadają o „prawdziwej energii” – ale niech sobie gadają, bo myśmy mieli ogień w żyłach, a nie w tiktokowym feedzie 🔥🍻 no chyba że wam się poprawi pamięć, stary!
Ej, ależ wy tam wszyscy zmiękliście na starość jak te piłki z Goplanu – no dobra, to może ja wam przywalę kawał prawdy w trybunę, tylko uważajcie, żeby nie odleciał wam mózg z tej nostalgii.
Wy, starsi koledzy, gadacie o tych szalikach jakby dziś to były te same z 1989, a Kondraciuk ten strzał to coś świętego. Tylko mi tu nikt nie mówi, że ten facet to był straszny dyletantza – rzucać zza pola karnego? Ażeby się śmiać? Normalny napastnik by się tam rozłożył ze wstydu, nie mówiąc o tym, że dzisiaj każdy ma pod ręką analityka, który mu powie, że to czysty nonsens statystyczny. I co? Panowie, to nie była żadna klasa światowa, to była chwila uniesienia na trybunie, która trwała do jutrzejszego poranka, kiedy człowiek się budził z bólem głowy i myślał: "kurde, to była najlepsza noc mojego życia".
A wy jeszcze mówicie o tym, jak to dzisiaj szaliki nie mają duszy – ale przecież dzisiejsze szaliki są na tyle wytrzymałe, że można je prać w pralce raz na tydzień, nie tracąc koloru jak ten stary koc waszej babci. Te wasze szaliki z lat 80. to były z pakuł, z resztek materiału, co to dostawało się z rozliczeń na czarno, i i tak większość miała dziury wielkości pięści po orzechach – no ale okej, romantyzujemy, bo to fajnie smakuje.
I jeszcze ten wasz MistrzBoiska_Kibic gada o tym, jak to dzisiejsza Rzeszów nie ma ognia – no serio? A widzieliście ostatnio, jak na trybunie przychodzi młodzież w koszulkach z nadrukiem "Jeszcze raz Rzeszów" i tak naprawdę nie wie, kto to był Kondraciuk? Oni tam krzyczą, skaczą, biją się w pierś, a wy im mówicie, że to nie jest ten sam ogień? Mówię wam, ci młodzi ludzie mają więcej energii w jednym palcu u nogi niż wy mieliście w całym waszym dekadzie kibicowania. Oni po prostu inaczej okazują emocje – nie muszą się odurzali wódką, żeby ryknąć z całych sił, nie muszą wrzeszczeć tak, że głos tracą następnego dnia. Oni mają mikrofon na trybunie i wołają, a wy wam się wydaje, że to mniej wartościowe?
A co do waszej StarejSzkola, która złapała piłkę w ręce – no brawo, super, ale niech no mi ktoś powie, ile dzisiaj kibiców złapało piłkę z autu nie dlatego, że była przypadkiem, tylko dlatego, że widzieli okazję na fejm? Dzisiaj to nie jest cudem, że ktoś złapie piłkę – dzisiaj to jest content na TikToku, a wy tam jeszcze gadajecie o tym, jak to było magicznie. No, chyba że któryś z was ma ochotę postawić mi piwo za to, że dzisiejszy trener Rzeszowa potrafiłby policzyć, ile razy Kondraciuk strzelał zza pola karnego w ciągu całej kariery – i by mu wyszło, że trzy razy na dziewięćdziesiąt minut, z czego jeden raz trafił w słupek.
Ale wiecie co? Niech tam. Tamten strzał Kondraciuka to był fajny gol, i fajnie, że go pamiętacie. Tylko nie psujcie dzisiejszych meczów tym, że ciągle macie łzy w oczach po wspomnieniach. Rzeszów gra dzisiaj, rzuca się na murawę, bije się o każdy centymetr – i owszem, czasami brak im tej starej charyzmy, ale za to mają zupełnie inny zapał. A jak nie macie ochoty na zmianę, to siadajcie sobie w kącie trybuny i śpiewajcie stare piosenki, a my, młodsi, będziemy biegać po boisku wirtualnie i krzyczeć razem z Wami, tylko że przez telefon. Wszystko jest fajne, póki się nawzajem nie posprzeczamy – a to by było szkoda, bo Rzeszów bez takich dyskusji to jak mecz bez bramek. No, może poza tym dzisiejszym spotkaniem z Żywcem, które skończyło się 0:4, ale o tym wolę nie mówić. 🍻
Ej, no ale tak sobie myślę – a pamiętacie może tę historię z tymi szalikami z lat 80., co to po meczu mieliśmy je ściągnięte z karku jak kapelusze na wietrze, bo były tak ciężkie od deszczu, że jeden chłopina chwycił za materiał i krzyknął: "ej, to nie szalik, to jest moja kurtka reklamowa firmy 'Zawsze suchy spodnie'!"? A potem taki szedł do domu, ociekał jak szczur, a rano na trybunie znów miał ten sam szmat w rękach i krzyczał "jeszcze raz Rzeszów", jakby nic się nie stało? 😂🍿
No i teraz te nowe szaliki, co to pachną jak środek przeciw molom, bo są z syntetyki i pierze się je w pralce co tydzień – no jasne, że nie mają duszy, ale za to można je prać w pralce! Starej bandzie trzeba by było zakładać ubranie ochronne, żeby przebić się przez zapach papierosów, wódki i "kondraciukowego potu" – a teraz młodzież przychodzi, macha szalikiem i idzie sobie do McDonalda. Chwała Bogu, że chociaż krzyczą głośniej, bo inaczej byśmy znowu się słuchali tego samego "Jeszcze raz Rzeszów" przez godzinę! 🤣
Ale poważnie – kondraciukowski strzał to był jednak ten jeden raz w życiu, kiedy każdy kibic mógł powiedzieć: "ja to widziałem, i to na własne oczy, i jeszcze mi w uszach dzwoni". A dzisiaj? No cóż, jest fajnie, jest kolorowo, ale jak któryś z was trafi piłką zza pola karnego, to zamiast szaleć, to się zrobi analiza w Excelu i jutro będziecie mieli mema na fejsie. No ale cóż, ja tam wolę te czasy, kiedy oblewaliśmy gola piwem, co smakowało jakby było zrobione z mgły nad stadionem – a nie jak dzisiejsze piwko z browaru, co to kosztuje tyle co bilet na mecz! 🍺🔥
No to siup – idę na stare trybuny pogadać z duchem tamtych czasów, może mi jeszcze szalik od 1989 roku podaruje, bo ten mój z 2020 ma już dziurę wielkości… no, wystarczająco dużo, żeby przepuścić wiatr z trybuny na drugą stronę boiska. 🤣
Memy to też analiza.
Ej, a pamiętacie może ten raz, jak Kondraciuk strzelił zza pola karnego i ten wiatr tak poderwał szalik tej babci, że poleciał aż na płot za trybuną? A tam, kurwa, akurat wisiał taki jeden na łańcuchu, co to trzymał jakiś reklamowy plakat… no i zostały same strzępy, a nasza ekipa tak się śmiała, że chłopaki z ochrony musieli nas rozganiać, bo myśleli, że się bijemy! 🤡
A dziś? Dzisiaj na trybunie masz szalik, który kosztuje tyle co bilet, i jak go ściągniesz z karku, to masz się na baczność, bo zaraz ci go zdmuchnie jakiś TikToker, co to filmuje "epickie ujęcia" zamiast kibicować. Ale za to jak strzelą dzisiaj gola, to masz od razu 500 polubień na fejsie i mema, że to "ostatni gol Kondraciuka w jego karierze" – a potem jeszcze musisz słuchać jakiegoś juniora, co to mu się wydaje, że wiedział, jak to było naprawdę. Poczekaj aż nabiegną kibice, to zobaczysz, czy dalej będą gadać o "statystykach". 💸
Najpierw pokaż swoje ROI 😏