Kiedy "Stare Miasto" rozbrzmiewało hymnem, a trybuny drżały od bicia starych serc!
a no pamiętam jak tu w częstochowie na stadionie było tak cicho że słychać było wróble na drzewach — aż nagle huknęła orkiestra i wszyscy razem z tą pieśnią podnieśli się na nogi, ręce w górze, serca bijące jak młot pneumatyczny. no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A mnie się rozkręciło jak miałem 12 lat i wpadłem na trybuny właśnie w tym meczu z SOSnowcem 😱🔥 no szczerze, nogi się pode mną ugięły jakby mi ktoś pod kolanami machnął batem! Orkiestra zahuczała, a tu ja pierwszy raz w życiu z całym tym hukiem "Częstochowo, Częstochowo" w uszach i widzę jak te stare dziadki obok mnie łzy lecą im po mordach, że hej — to było coś niesamowitego, nie emocjonalne totalnie było? 💪😭
kurde, akurat jak ten 5:0 poszedł w 2018 to ja tam byłem przy tej ławce obok chłopaków z norwidu co zawsze harują przy budce z piwem — i nagle orkiestra zaczyna grać, a tamten starszy gość, pan Jurek co ma te dwie siwe brwi jak szczotki do butów, wstaje i krzyczy takim głosem że nawet sędzia to usłyszał "zagramy wam dzisiaj na wariata!" — a my wszyscy od razu w nogi, nie myśleliśmy, tylko biegliśmy w górę, bo ten huk "czerwień-biało-niebieskie" nas po prostu niósł jak fala, no i ten gość jeszcze na migi pokazywał ludziom z trybun co mają robić, jakby naprawdę dyrygował całym stadionem, a ja się pomyliłem i zamiast w lewo, skręciłem w prawo, prosto w objęcia pana Marka co mnie złapał za kołnierz i wrzasnął "do tyłu chłopie, bo mi te stare nogi padną!" — ale w tym całym tym szaleństwie to chyba każdy czuł, że to nie jest zwykły mecz, tylko coś większego, no co?
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A bo pamiętam jakie to było czyste i proste — jeden cel, jedna ekipa, jeden nastrój. Wszystko się kręciło wokół tej jednej szesnastki na boisku, co to ruszała się jakby jej koledzy mieli wyczucie, że teraz albo nigdy. Starych chłopaków przy kasie nie trzeba było namawiać, żeby przynieść flagi na trybuny — oni sami pakowali te czerwone szmaty pod pachę i szli, jakby szli na jakąś misję. A dzisiaj? Dzisiaj to nie te kolory, co dawniej — mniej gadania, więcej gadania o innych sprawach niż nasza drużyna.
Te dwadzieścia cztery ekstraklasowe ligi z rzędu, to była taka era, gdzie każdy mecz był jak kolejne zdanie w księdze, którą czytał cały stadion. Teraz jestem na trybunie i słucham, jak ludzie rozmawiają o taktyce czy transferach, a ja myślę sobie: kurczę, a gdzie się podziały te stare łzy na twarzach dziadków, które wpadały im podczas hymnu? Tamten 5:0 był jak uderzenie pioruna — nagle wszyscy zrozumieli, że coś się naprawdę wydarzyło.
Dzisiaj jest fajnie, nie ma co — mamy nowych facetów, którzy walczą, no ale... nie to samo. Tamten mecz w 2018 to był jak powrót do domu po latach bycia tułaczem — wszyscy dookoła czuły, że naprawdę należymy do siebie. A teraz? Teraz to już bardziej jak niedzielna randka z kimś, kogo ledwo znamy. Ma się fajnie, ale nie bije serce tak mocno.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
A bo pamiętam jakie to było czyste i proste — jeden cel, jedna ekipa, jeden nastrój. Wszystko się kręciło wokół tej jednej szesnastki na boisku, co to ruszała się jakby jej koledzy mieli wyczucie, że teraz albo nigdy. St…
@RafalzLegii08 no co ty, kurczę, mówisz o tym czystym i prostym? Przecież to nie był jeden cel, tylko taki wręcz archetypiczny cel — jakby całe miasto naraz postanowiło zapomnieć, że kiedyś było inaczej. Tamten 5:0 to nie był mecz, tylko jakby ktoś odkręcił zawór i puścił te wszystkie lata niedowierzania, niedosytu, tych wieczorów przy stole z butelką piwa i „kiedy wreszcie?”. A ta szesnastka? Nie ruszała się „jakby miała wyczucie” — ona dosłownie widziała przed sobą otwarte drzwi do historii i nie zamierzała ich przepuścić. Patrzysz na zdjęcia z tamtego meczu i widzisz, jak ten młody Napierała albo ten Koj z tej jednej strony boiska biegną jakby mieli po trzydzieści metrów wolnej przestrzeni, a tamci z Wiślan Gliwice byli już tak zmęczeni psychicznie, że szli jakby mieli w nogach cegły.
I te stare chłopaki przy kasie — oni nie przynosili „tych czerwonych szmat pod pachę”, oni właśnie niosli w sobie całe to dziedzictwo, które kazało im mieć flagi wcześniej niż w połowie meczu. Widziałem kiedyś facetów po siedemdziesiątce, którzy w 2018 roku stali na trybunie północnej i machali tak mocno, że dyndały im protezy w kieszeni. To nie był nastrój — to była rewolta serca przeciwko temu, że przez dwadzieścia cztery lata ekstraklasy mieliśmy wracać do domu z tym samym uczuciem, że „już niedługo, niedługo”.
A dzisiaj? Dzisiaj mamy nowych facetów, nowych sponsorów, nowy herb na koszulkach — ale nie ma tej szesnastki, która by rozumiała, że gra się nie tylko za siebie, tylko za tych wszystkich, którzy czekali na trybunie. W zeszłym sezonie notowałem, ile było meczów, podczas których napastnik oddawał strzał z dystansu 25 metrów, bo nie umiał się dograć z pozostałą dziewiątką. Czysto i prosto? Raczej: ogołocone z ducha, bo dzisiaj liczy się wszystko oprócz tego, co naprawdę się liczy. Tamten czas był jak bajka, którą wszyscy znamy na pamięć — a dzisiaj jest jak kolejna reklama z marketingu.
No ale se teraz przypomniałem jak to było z tą orkiestrą co to "Częstochowo, Częstochowo" grała w 2018 jakieś szalone 5 sekund przed gwizdkiem!! XD a tu niespodzianka — pod sam koniec hymnu jeden z chłopaków co to na trybunie środkowej stoi, ten Grześ co ma białą czapeczkę z naramiennikami Norwida, rzucił się w stronę pola i dosłownie wystawił flagę do góry jeszcze zanim sędzia zagwizdał!!! Fala poszła taka że wszyscy wstali w jednym momencie, a ten gość zaczął krzyczeć "teraz my! teraz my!" wniebogłosy... no i wiadomo jak szaleni zaczęliśmy skakać, a orkiestra jakby wyczuła to i zagrała jeszcze głośniej!!! 🔴🔥💪 Panie, to była JEDYNA raz kiedy widziałem jak ktoś wbija flagę do ziemi i zaraz wyciąga szalik spod kurtki aby nim pomachać — wszystko w tempie 10 sekund, jakby ktoś mu nakręcił filmik w głowie!!! I wiecie co? Drugiego dnia spotkałem go na mieście i miał opuchnięte kostki, ale uśmiech od ucha do ucha... "Kurde, nawet nie czułem bólu" powiedział mi na ulicy!! No niech to szlag!!!
no niech mnie, a ja się akurat w 2018 bawiłem w wertepach z jakimiś facetami z ulotkami przy rondzie 11 Listopada, kiedy ktoś wrzasnął "szybciej bo zaczyna się!". ledwo dobiegłem do trybuny, a tam już trzęsło mną tak, że butelka po piwie którą niósłem dla brata wypadła mi z ręki — i co ciekawe, nikt jej nie podniósł, bo wszyscy mieli łzy w oczach albo usta szeroko otwarte, żeby razem z tym hymnem ryknąć. wiesz co mnie wtedy uderzyło? że ten cały huk to nie była afera stadionowa, tylko jakby miasto samo wstało i zaśpiewało. jakby ktoś naciukał głośnikiem prosto w serce każdego z nas. jeszcze potem facet obok mnie, taki pan Wacek co lata starym maluchem, pokazał mi zdjęcie swojego wnuka na telefonie i powiedział "widzisz chłopie, on dzisiaj pierwszy raz w życiu tu z nami, i ma już w sercu to, czego my się uczyliśmy latami". no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
ej no i akurat jak ten Grześ z białą czapeczką wrzeszczał "teraz my!" to ja tam akurat próbowałem przecisnąć się z kiełbasą i piwkiem do wuja Henia przy kasie — a tu nagle fala ludzi, wszyscy wstają, ja z tymi rękami pełnymi, kiełbasa lata mi w powietrzu jakby miała własny bilet na trybunę, a piwko... no kurczę, piwko rozlało się po całej kurtce, że wyglądałem jakby mnie ktoś w topce zanurzył! 😂🍻 wuj Henio na to tylko spojrzał i powiedział "no nieźle, idź se przebierz się w te sztandary, bo ludzie myślą że nowa oprawa już startuje". i co ciekawe, dalej dopingowałem, kiełbasy nie było, ale humor w górze! a wuj Henio jeszcze do mnie "słuchaj, jak cię ubiorę w czerwony płaszcz, to może wreszcie będziesz wyglądał jak kibic, a nie jak sprzedawca kiełbasy z imprezy sąsiada". no ale co tam, lepszy czerwień na koszuli niż na kurtce! 🔴💥
Potrzymaj piwo.
kurde, akurat jak ten 5:0 poszedł w 2018 to ja tam byłem przy tej ławce obok chłopaków z norwidu co zawsze harują przy budce z piwem — i nagle orkiestra zaczyna grać, a tamten starszy gość, pan Jurek co ma te dwie siwe b…
@StaraSzkola_zDawnychLat1992 no właśnie, ten pan Jurek to był taki duch drużyny chyba! Ja przyjechałem do Częstochowy pierwszy raz w 2017 i akurat mieliśmy ten mecz z Wiśnią, a on akurat szedł z piwem w ręce i mnie zagadnął "synu, dzisiaj gramy, nie bój się" — a ja miałem wtedy totalego stracha, że moje pieniądze przepadną, bo nie znałem nikogo... 😅 Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że ten gość to taki żywy pomnik tej drużynowej miłości. A teraz jak czytam, że on krzyczał "zagramy wam na wariata" i naprawdę to zrobił — no to mnie coś ścisnęło w gardle. To nie był zwykły doping, to była jakaś cała legenda, która się stała rzeczywistością. Też chciałbym kiedyś trafić na taką chwilę... dziękuję, że o tym napisałeś
Głupie pytania to moja specjalność.
ej no i jeszcze mi ten pan Jurek się tak zapamiętał w 2018 że jak ludzie zaczęli śpiewać "Częstochowo" on stanął na ławce i wyciągnął ręce jakby chciał ten stadion objąć całym sobą, a tu proszę — na trybunie środkowej ktoś podał mu starego, połatanego sztandara i on nim zatarzał jak szalony, a za chwilę już wszyscy mieliśmy ten cholerny sztandar w rękach i falowało jak morze 🔴💪 no nie wiem jak oni to robili, że tak wszystko trafiało w dziesiątkę, nawet kiełbasy latające w powietrzu miały w sobie jakiś tam symbol albo co! a ja tam byłem w 2017 na trybunie północnej i ledwo co się dostałem, bo tłum był taki że ludzie wchodzili po plecach innych, ale nikt nie miał pretensji — każdy pomagał drugiego wsiąść, a jak ktoś upadł to od razu ktoś go podnosił bo "stary, niech cię trybuna doniesie!" no kurczę, takiego ducha to nawet marketing dzisiejszy nie kupi za miliony!
W radości i smutku, do końca z nimi.