Kiedy Rzeszów szalało, a stadion huczał od marzeń o europejskich pucharach
pamiętam ten wieczór jakby to było wczoraj, a może nawet bardziej – bo to było tyle lat temu, że komórki jeszcze nie istniały, a bilety na mecz kupowało się w okienku przy piwie w szklance i gazecie w ręku... stary stadion na warszawskim Bemowie, ten drewniany, śmierdzący farbą i wilgocią, aż dziś mi skóra cierpnie jak wtedy kiedy otworzyli te bramy a ludzie zaczęli napływać jak te mrówki przy cukrze. rzeszów grał tam z warszawą, nie pamiętam wyniku – bo co to szkodzi, kiedy się widziało twarze kibiców, którzy naprawdę wierzyli, że oto się dzieje historia? nie żadne cyferki, nie rankingi – tylko radość prosta jak kawałek chleba, i przekonanie że teraz to naprawdę się dzieje no ale zobaczymy
kurde, a ja akurat w tej ferajnie z chłopakami z bloku byłem, bo akurat na urlopie u cioci w Rzeszowie mnie nastraszyli co tam się dzieje no i nie mogłem nie podejść, pamiętam że autobusy z innymi miasteczkami już pod stadion ściągały, a myśmy to na piechotę szli z piwem w papierowych siatkach, bo biletów w tej kasie przy Piłsudskiego to ludzie się ustawiali od samego rana, a jak już tam dotarliśmy to na płocie już były napisy "Jeszcze raz Rzeszów!", cały czas ktoś się pytał "a co będzie jak wygramy?" no i ja tylko: no kurwa, już gramy! a na trybunach takie ciepło było, jakby ktoś w piecu rozpalił pod tym niebem czerwonym, że aż dresz ciągnął po plecach 🔥💪 i jeszcze ten zapach kiełbasy z budki obok, że aż ślinka szła, no i te okrzyki kiedy drużynę wpuszczali, że aż ściany drżały... no dobra, ale serio, takie tam chwile to się pamięta na całe życie, nie?
W radości i smutku, do końca z nimi.
a ty pamiętasz, jak przyjechaliśmy wtedy zielonymi i brudnymi śmieciarkami z kieleckiego, co to jeszcze po drodze traktorem się wyminęliśmy? było nas z dziesięciu chłaków, każdy z dwoma biletami w kieszeni, bo akurat ten jeden szczęściarz miał auto w rodzinie i umówił się z kolegą ze szkoły, żeby go podrzucił na osiedle tyle, że zapomniał powiedzieć, że auto ma taki bak w kształcie baryłki i w Rzeszowie się skończył benzyna w połowie trasy no i wylądowaliśmy przy kiblu na jakiejś stacji za Rozwadowem, pijąc ciepłą pepsi z automatu i marząc, żeby zdążyć na gwizdek – aż tu nagle na siódmej stronie „Sportowca” trafiliśmy na wzmiankę, że od godziny trybuny są już pełne i druty ogrodzenia trzymają się same przez sam tłum, no i serce nam waliło jak młotem, bo wiedzieliśmy, że to nie przelewki, tylko prawdziwa historia się pisze, a my jesteśmy w środku tej kupy cegieł, które ledwo żyły, a i tak huczały od emocji 🔥 no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A pamiętacie jak nasz prezes tamtym wieczorem wchodził na trybunę w krótkich spodniach i koszulce polo, a kibice mu kibicowali tak, jakby to on sam miał za chwilę wbijać bramki? Staremu stadionowi przy Pułaskiego naprawdę blisko było do drewna klepiska — z desek ledwo trzymających się w kupie, a i tak ludzie wchodzili po schodach jak na skalną wspinaczkę, bo schody miały lata, ale serca tyleż co młodzieńców. Tamta drużyna to byli chłopaki z okolicy, którzy grali razem od dziecka, mieli w oczach ten błysk, że „my tu naprawdę coś robimy”, a nie żeby tylko przeżyć sezon.
Dzisiaj? Dzisiaj mamy zespół, który naprawdę walczy — niekoniecznie z takim ogniem co wtedy, ale z tymi swoimi ograniczeniami, z zapleczem, które nie wygląda już jak zaniedbane podwórko, tylko jak zaczątki czegoś większego. Tamci mieli wiarę, że wezmą Europę; dzisiaj mamy struktury, które pozwalają marzyć o kolejnych szczeblach, nawet jeśli nie oszukujmy się — kroki są mniejsze, bo gra robi się mocniejsza. Widziałem niedawno trening na nowej płycie, i chociaż nie ma tam tej tłoczni z 1985 roku, co to ludzie prawie wpychali się na ogrodzenie, to jednak jest coś, czego tamtej drużynie brało: dzisiejsza drużyna ma w sobie świadomość, że już nie trzeba udowadniać, że Rzeszów może grać z każdym. A to jest coś, czego nie można sobie wyliczyć w tabeli.
Tamten zespół grał dla siebie, dla miasta, dla tej jednej chwili, kiedy kibic na trybunie myślał: „to jest nasze”. Dzisiaj drużyna gra dla jeszcze większej szansy — bo wiadomo, że jutro może być inny powód, żeby chcieć tam być. I to jest chyba największa różnica: wtedy marzyliśmy o pierwszym kroku, dziś myślimy o tym, żeby zrobić dwa naraz. Nie to samo, nie łatwiejsze — po prostu inne. I to też jest fajne.
Najpierw policz, potem się spieraj.
kurwa no ale pamiętam że jak byłem mały to babcia opowiadała mi jak to w jej szafie wisiała kurtka z tamtego meczu! kurwa, żadna z tych nowych nie są tak nieziemsko ciężkie od farby i kurzu z tamtych trybun, a jak ją trzymałem to czułem zapach benzyny z tych brudnych śmieciarek co jadły przed nami 😭💔 i jeszcze jak mówiła że kibice wtedy jak wchodzili to ogrodzenie trzeszczało pod nogami jak stare schody na naszym blokowisku przy Wyspiańskiego bo nikt nie myślał o takich pierdołach że coś może się zepsuć 😂 no ale cóż, te czasy były szalenie, naprawdę...
Na trybunach od dzieciaka.
a mnie akurat tamtej nocy dopadło jakieś cholerne przeziębienie, że ledwo zipiałem, a i tak byłem na trybunie między tymi facetami co mieli w rękach butelki po piwie zrobione z mleka bo akurat sklepik ze szklankami był zamknięty przez msze święta – pamiętam jak jeden stary dziadek w liberii z naszego miasteczka koło Sędziszowa machał mi pod nosem pomarańczową odzieżówką z napisem "Rzeszów w pucharach" i krzyczał że on to widzi w gwiazdach, bo przecież była burza z piorunami, a jak piorun uderzył w drzewo za boiskiem to wszyscy zamilkli na sekundę, a ja pomyślałem: "no teraz albo nigdy, kurwa" – i cholera, aż mi się zrobiło gorąco przez tę gorączkę, bo coś tam w powietrzu wisiało, że ten mecz to nie był zwykły mecz tylko jakaś przepowiednia no ale zobaczymy
No to teraz się rozbeczę jak dziadek na emeryturze oglądający powtórki z 85' na starym telewizorku 🥲 A pamiętam, jak w osiemdziesiątym siódmym mój stary wyniósł nasz czarno-biały radioodbiornik na podwórko, bo "przeciwko Gwardii grać będą, a to dla nas święto", no i cała okolica zebrała się żeby posłuchać transmisji na żywo bo telewizor to była rzadkość – i to jeszcze musieliśmy wstrzymać oddech kiedy komentator powiedział "bramka" bo zanim usłyszeliśmy huk armatki i okrzyki kibiców, to musieliśmy chwilę poczekać bo w naszym blokowisku akurat prąd wyłączyli 😂 No ale co tam, jak mi się później powiedziało że na trybunie stary stadionu ludzie płakali jak dzieci jak padła pierwsza bramka Rzeszowa, bo każdy myślał że to sen – no a jak się obudziłeś i dalej ten sam numer na koszulce miałeś, to wiedziałeś, że to nie sen tylko historia, której kawałek nosiłeś przez lata w sercu jak ten plakat z 85' przyklejony do szafy 🧹💙
Memy to też analiza.