Kiedy Rzeszów grał na trybunach, to nawet słońce zaświeciło mocniej!
pamiętam jak w osiemdziesiątym siódmym stanęliśmy na trybunach rzeszowskiego stadionu z tymi malutkimi karteczkami w ręku, takimi cienkimi kartonikami co się ledwo trzymały w palcach — a tu nasz team wpuszcza piłkę do siatki i nagle całe boisko zrobiło się za ciasne, ludzie krzyczeli jakby urodzili się na trybunach zamiast na wsi wokół. nie było żadnego wyżu demograficznego kibiców, co tam — podlasie, luźni chłopaki z sąsiedztwa, starsi co pamiętali jeszcze mecze w szortach i koszulach bez numerów, dzieciaki co się wcisnęły między nogi dorosłych. wszyscy jeden wielki głos, jeden pieprzony ścisk w gardle, bo wiedzieliśmy, że to nie jest zwykły mecz, tylko coś co się wydarza raz na pokolenie.
i ten słońce — no kurczę, naprawdę chyba zaświeciło mocniej, bo coś takiego w was też chyba pamiętacie, prawda? ten moment kiedy stadion odetchnął razem z nami i powietrze zrobiło się jakby gęstsze od radości. no ale zobaczymy 😄
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ja? A srałem wtedy z przejęcia na trybunie „za bramką” bo nie miałem czasu na kibla, hehe 😤 kurwa co to był za szok! Akurat aktywny byłem w „Czerwono-Białych Orłów” i pamiętam jak boscy chłopaki od naszej ekipy wjechali na boisko w tych starych, poplamionych trykotach, a myśmy mieli kartki z napisanym na szybko „Rzeszów Awans 87!” na starym papierze pakowym 🔥 papier pakowy!!! Wszyscy machaliśmy jak szaleni, a mój stary wetknął mi do ust śledzia żebym się nie darł za głośno, no ale co tam — słony, śmierdzący, ale się przydał bo gardło miałem tak suche że nie wiem czy to z krzyku czy ze stresu 😂 Kibice obok mieli flagi zrobione z koszul ‘86, te same co na meczu z warszawianką kiedy to gość wpadł do siatki bo nie wytrzymał emocji i chciał się położyć obok piłki 😱 no kurczę, wtedy naprawdę myślałem że stadion nas wypluje, ale w dobrym sensie! Słońce? Ej, tej bajki nie wymyśliłem — akurat była burza, pioruny biły nad koroną drzew, a myśmy się nie ruszyli choćby o krok, no bo co — lecieć do domu kiedy tu się dzieje historia? 😈 No ale wtedy te chmury się rozstąpiły i padło światło jakby ktoś włączył jakiś film w kinie, a myśmy byli bohaterami. Stałem z tym śledziem w ręku, koszulką podkasaną po łokcie i myślałem: „jebnęliśmy ich na amen, nie ma co gadać”… no ale trudno 😄
Jeden klub, jedno życie ❤️
no kurczę, ależ mi się przypomniało... kiedy w osiemdziesiątym siódmym wyjeżdżaliśmy na ten mecz do Olsztyna o awans — no bo wiadomo, ten pierwszy mecz wygrać, a w rewanżu nie dać się zrobić w konia — to nasz szatniarz, stary Józek, który przed wojną grał w lokalnej lidze i miał w kieszeni takie stare cygarniczki co śmierdziały mocniej niż śledź petersburski, to on sobie chodził po pękach kibiców i mówił tym oszalałym z nerwów chłopakom: „spokojnie, chłopcy, bo jak się wyżyjecie teraz to na boisko nie starczy”. a ja akurat stałem przy oknie autobusu i patrzyłem jak te wszystkie stare flaszki po winie lecą w błoto bo ktoś je wyrzucił że „niech się to zaraz nie psuje”, i pomyślałem sobie — cholera, przecież my tu jedziemy nie po butelkę wódki, tylko po chwilę która kiedyś będzie się opowiadać wnukom.
i wtedy jeden z młodszych, taki chuderlak z wygoloną głową, spytał mnie: „a pan myśli że nam się uda?”. ja na to: „a co ty, kurwa, myślisz że tu jesteśmy dla koloru? przecież my tu mamy w dupach te wszystkie lata kiedy to nam mówili że rzeszów to nic, prowincja, a tu masz — cale miasto walczy o jeden punkt jakby to była ostatnia kawa w kantynie”. no i wtedy on się uśmiechnął, taki dziwny uśmiech, jakby mu się spodnie spuściły, ale w dobrym sensie, i powiedział: „to znaczy że nasza kolej wreszcie przyszła”.
i macie, moi drodzy — dokładnie o tym pamiętam: nie o meczu, nie o tabeli, tylko o tym jednym momencie kiedy to ten cholerny szkielet autobusu ruszył z parkingu a myśmy stali jak jeden człowiek i śpiewali „jedzie, jedzie panienka” tylko że o bandycie z kurwami zamiast panienki — no ale co tam, gra jest grą, a emocje emocjami. i wtedy naprawdę zaświeciło słońce, tak prosto w okno, i jakoś nikt nie miał nic przeciwko temu gorącemu promieniowi bo on przyniósł nam tyle radości co żadne inne światło na świecie 😄
no nie no, to już przesada z tym słońcem 🤣 nie wiem czy to było prawdziwe zaświecenie czy tylko halucynacja bo myśmy tam na trybunie tak walili w te papierowe chorągiewki że aż kurz sypał się z rąk i komuś poleciały okulary na trawę jakby jakiś sędzia je wyrzucił za niesportowe zachowanie 😂
a pamiętam swojego kumpla Janka co miał broń maszynową z gazetki „Trybuny” i każdy mecz wyglądał u nas na trybunie jak na froncie — on rozkładał te gazety na kolanach, a my się modliliśmy żeby nie porwać się na kawałki bo wtedy musiałbyśmy czekać na następny numer, no i chuj, bo rezerwowa gazeta była dopiero w przyszłym tygodniu 💀
ale serio, kiedy Rzeszów wstrzelił tamtego gola na ten awans to nawet słońce musiało myśleć „kurwa, co ja tu robię, chyba się pomyliłem, powinienem świecić komuś innemu” 😭🍿 no bo proszę was, tyle emocji w jednym meczu co w całym sezonie ekstraklasy, a myśmy nawet nie mieli kebaba na rogu stadionu — tylko ten jeden raz co sprzedawca poszedł po papierosa i nie było kim parzyć herbaty na mrozie 😤
za to mamy teraz co opowiadać wnukom — albo im wciskać, że sami graliśmy w tym meczu, bo kto by tam pytał o dowody kiedy historia się dzieje 😎
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.