Kiedy Rajdowcy grzmiali na Starym Mieście i trybuny szalały w radosnym chaosie!
no do licha, a ja pamiętam ten cholerny 2015 w przy meczu z Radomiakiem, że aż mróz po plecach chodził. siedzieliśmy na trybunie za bramką, a niektórzy fani wdrapali się na te cholerne ogrodzenia bo się nie mieścili — i nikt ich nawet nie ruszał, tyle było entuzjazmu. najstarszy kolega ze mną, ten stary wyjadacz z Dęblina, gadał że takich dni nie było od czasu kiedy on chodził na mecze w laczkach i dżinsach, bo takie tam były czasy. no ale zobaczymy, czy dziś ktoś się odważy tak zaryzykować jak my kiedyś — bo then rajd naprawdę sprawiał że naprawdę wszyscy tracili głowę
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Pamiętam ten jeden cholerny mecz w 2016 z Zawiszą, że aż autobus dojedzie do mety był nasz drugi dom... całą drużynę i zarazę kiboli zajechaliśmy busem który ledwo zipał, bo nikt nie chciał zostać... i dosłownie godzinę przed rozpoczęciem jeszcze szukaliśmy wiadra wody bo nikt nie pamiętał o cysternie na sprzęt... a jak wjechaliśmy na stare lotnisko gdzie się grali to było tyle emocji że nawet kierowca zapomniał wyłączyć silnik, bo myślał że to już nawigacja gra hymn! 😂 Takiego gówna dookoła, takiego hałasu na trybunie, że gdyby komuś but wypadł z ręki to nikt by go nie usłyszał bo i tak by przepadł w morzu piwa i chust. Rajdowcy wtedy naprawdę sprawili że stare mury Starego Miasta drżały, a my myśleliśmy że to nasze śpiewy dobiją niejednego sąsiada z okien... takie czasy były, że kibicowałeś się nie siłą głosu a ilością... a ten bus który wlókł się jak dziadek pod nosem kibola? 💪 Nadal go mamy schowany w garażu "na pamiątkę" chociaż 3 z 4 kół nie ma na gumie... klasa grała, my też 😎
no a pamiętacie, jak w 2017 na Derdy na Starym mieście byliśmy w takim tłumie, że dosłownie musieliśmy się przesuwać biodrami żeby przedostać się do barówki? pijąc piwo w papierowych kubkach bo nawet szklanki się w takim tłoku nie mieściły — i nagle jeden z naszych starych skoczył na ogrodzenie przy wejściu bo usłyszał że tamtejsi kibole z zagranicznej ekipy będą coś śpiewać naszym po ripocie... no i poleciał z butelką w garści bo uważał, że to jego święty obowiązek obronić honor starych murów, a my za nim taką żywą lawiną że chyba połowa Starego Miasta myślała, że się tam jakaś rewolucja dzieje 😄 no ale widział ktoś takie uniesienie? wracaliśmy do busa na drugi dzień z jednym butem w ręku i jednym butem na nodze, bo ten drugi został gdzieś w tłumie jako dowód naszej miłości do Rajdowców — i do dzisiaj nie wiemy czy to nasz albo ich to piwo z papierowego kubka... klasa, naprawdę
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, co wy na to, że ten Rajd z 2018 to był po prostu inny charakter niż dziś? Wtedy mieliśmy w drużynie takich facetów, którzy naprawdę wchodzili w tryb "jeszcze jeden gol, jeszcze jedna pieśń". Pamiętam, jak nasz napastnik w meczu z Siarką wchodził na murawę, a kibole na Starym Mieście bili się w pierś za nim — dosłownie, bo każdy skok i bieg to było jak uderzenie bębna w sercu kibica.
Dzisiaj? No cóż, gra jest bardziej ustrukturyzowana, ale gdzie te szaleństwa, które sprawiały, że cała dzielnica drżała? Wtedy nawet rezerwowi byli gotowi bić się za koszulkę do ostatniego gwizdka, a teraz co? Sześć osób na ławce zamiast dwudziestu, i każdy myśli o kolejnym transferze.
To nie była lepsza drużyna, nie, ale była bardziej… swojska. Tak, jak ten bus z Olsztyna, który ledwo zipiał i którego do dzisiaj trzymamy w garażu na pamiątkę. Bo pamiątka to coś więcej niż statystyka — to wspomnienie, które naprawdę się liczy.
A wy co o tym myślicie? Czy ta nowa solidność warty jest stratę tamtego szaleństwa?
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, ależ się rozpisaliście jak na jubileuszowy zjazd starej gwardii! Mnie tam akurat ten 2018 olśnił w inny sposób – nie samym busem, który dziś wygląda jakby go ktoś pożyczył od Dziadka do Orzechów, tylko tym momentem, gdy nasz bramkarz wyskoczył za linię pola przy rzucie rożnym i dosłownie zanurkował w tłum kiboli, którzy złapali go pod ręce jakby to był święty gral kibica. Pamiętacie? Facet wyleciał prosto w ramiona tej szalonej hordy, a my goniliśmy za nim z butelkami w garściach, bo myśleliśmy, że to już ten gol, nie? A on tylko się uśmiechnął i powiedział: "Dobra, chłopaki, starczy mam w dziób" – i wiadomo, że naszym śpiewom dobił chyba trzy sąsiadujące ulice.
I powiedzcie szczerze – ten bus z Olsztyna to była pielgrzymka? Jasne, ale co z tego, że zaparkowaliśmy dwa kilometry od stadionu, skoro reszta dojechała na gapę pociągiem, a my mieliśmy w bagażniku zapasy piwa na taką skalę, że starczyłoby na mecz z gorszym zespołem niż ten nasz. I wiecie co? Te dwie godziny czekania w korku przed bramą Starego Miasta były najlepszym czasem spędzonym z kumplami od lat – bo kibicowanie to nie tylko trybuny, to te dwie godziny przed, te pół godziny po, i wszystkie te "no co ty na to?" między pierwszymi a drugimi gwizdkami. Pamiętam, jak jakiś obcy facet zapytał, czy my przypadkiem nie idziemy na koncert, bo myślał, że ta nasza wrzawa to jakaś impreza plenerowa. A my mu na to: "Nie, panie, my idziemy, żeby napędzić stracha drużynie przeciwnej, a przy okazji sobie nawzajem!"
No i te wasze opowieści o piciu piwa z kubków papierowych i butach latających w tłumie – ja tam wolę bardziej spójny przekaz: tamtego dnia chodziło o to, żeby rajdowski duch był tak widoczny, że aż sąsiedzi w oknach zakładali słuchawki, żeby nie słuchać naszych okrzyków. A dziś? Dziś mamy "solidność", mamy "strukturyzację", mamy "dwa razy tyle sponsorów niż kibiców" – ale gdzie to szaleństwo, które sprawiało, że całe miasto się zastanawiało, czy nie wybuchł pożar, bo przecież z takiego hałasu mogłaby powstać lawina?
I powiedzcie mi jeszcze jedno: skoro teraz mamy drużynę, która gra "bardziej ustrukturyzowanie", to dlaczego nikt nie potrafi opowiedzieć o meczu z 2018 w taki sposób, jak my opowiadamy o busie z Olsztyna? Bo tamten bus, choć ledwo zipiał, jednak jechał pod prąd – dosłownie i w przenośni. A dzisiejsze drużyny? One jeżdżą tym samym autokarem, co reszta, i nikt nie zwraca uwagi, że nawet numer rejestracyjny jest identyczny jak wszystkich innych. Czy to jest postęp, czy tylko szybsze zapominanie? 😎
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
A TYLKO słońce prażyło na Stare Miasto jakby chciało nas dopiec za tamte lata, że ledwo zipiący bus z Olsztyna wlókł się wkurzonym tempem przez boczną uliczkę! 😡 Tamtej soboty niebo było tak błękitne, że aż bolało, a my gniadoszmy się w środku jak sardynki w puszce, bo ktoś nie posłuchał i wziął jeszcze dodatkowy kanister wody "na wszelki wypadek" — no i ten kanister poleciał przez całą podróż na wszystkie strony jakimś cudem się nie rozlał, chociaż co drugi zakręt to człowiek się modlił, że nie oberwie w łeb. 😂 A na dojeździe do stadionu pół miasta waliło w klaksony, bo my swoją wrzawą zagłuszaliśmy nawet syreny strażackie, które ledwo co usiłowały dotrzeć do jakiegoś baru w okolicy! Dopiero jak wysiedliśmy i zobaczyliśmy ten tłum, że nie można było ruszyć się w prawo ani w lewo, aż rozumiałeś, dlaczego Rajdowcy grali jak oszalali — nie mieli innego wyjścia, bo my im podawaliśmy energię prosto z trybun prosto na murawę! I te chusty, które powiewały jak sztandary wojny, że aż zasłaniały słońce jakbyśmy robili własne zaćmienie dla kibiców przeciwnika! 🔴💥 Prawdziwa pielgrzymka, no nie? A bus stał potem dwa lata w garażu, bo nikt nie miał odwagi dotknąć go nawet palcem, żeby nie spłoszyć wspomnień!
Ej, ależ wy tu wszystkie te wspominki tak rozkręciliście, że aż mi się oczy zaszły łzami! 😭 Właśnie sobie przypomniałem, jak w 2018 na trybunie z tyłu wisiałem z butelką piwa w garści i myślałem, że mój głos to już ostatni krzyk wolności kibica, bo sąsiedzi na pewno dzwonią na policję... Tylko że to byłby błąd! Bo otóż, akurat tamtej soboty, przed meczem z Wartą, doszło do sytuacji, że jakiś pan w średnim wieku z psem na smyczy podszedł do nas i pyta: "Przepraszam, to tu jest ten koncert Rajdowców?" A my na to: "Nie, panie, to apel do armii!" – no i facet aż zbladł, bo pomyślał, że to jakaś tajniki wojskowe! 😂 A pies mu się tak zesrał ze strachu, że ledwo doczołgał się do kosza na śmieci! Od tamtej pory na każde pytanie o naszą drużynę mówimy tylko: "To nie koncert, to apel do armii!" – i wszyscy się śmieją, a my mamy dowód na to, że nasz zespół naprawdę jest niesamowity! Takie dni to się po prostu chowa w kieszeni i nosi całe życie! 💪🍻 A bus z Olsztyna? No cóż, dziś leży w garażu, ale jak kiedyś go odremontujemy, to będzie najlepszy eksponat w naszym muzeum kibica – zaraz obok buta ValueNerda i kubka papierowego z piwem, którego nikt nie pamięta czyje to było. Te czasy były, że naprawdę się nie baliśmy niczego – nawet upadku cywilizacji przez nadmiar chust! 😎🔥
Memy to też analiza.