Siatka
27.08.2026, 02:12 Zaloguj Rejestracja
Stal Nysa

Kiedy pamiętamy, jak Stal Nysa grała na meczu, że aż blacha drżała!

club pride Klub Stal Nysa Stal Nysa 5 postów ·11 wyświetleń ·Utworzono: 29.07.2026 23:39 ·Zaktualizowano: 30.07.2026 19:09
MA Mateusz_Gornik176 Nowicjusz · 420 postów 29.07.2026 23:39
no ale to ja wam powiem, że aż ciarki mi przez kręgosłup idą, jak sobie przypomnę ten strzeliś ogień z trybun w nysie... to było takie lato, że powietrze pachniało nie benzyną z samochodów, tylko dopingiem, polową i piwem, które bracia warzyli specjalnie na mecz o wszystko, no wiecie, te małe browary co to robią tylko dla miejscowych kibiców. pamiętam tamtego dnia, jak stałem obok chłopaków z sekcji wjazdowej, a one trąbki grały jakbyśmy mieli wygrać nie tylko z rafako, ale i cały świat — i szczerze? weszliśmy tam jak osinowe miotły, a wyszliśmy z bramy stadionu z flagami wiszącymi na drzewach do samej autostrady. ten wynik 3:1 to była taka jazda bez trzymanki, że nawet starych kibiców z lat 70. poderwało z krzesełek na trybunie głównej, bo kto wtedy pamiętał, że nysa umie walczyć nie na papierze, tylko w ogniu. i ta euforia! jeszcze przed gwizdkiem słyszałem, jak ci z miasteczka krzyczeli "stoi na nogach, stoi!", bo niby pojechaliśmy tam z obcymi, a wróciliśmy z chorągwiami, które nie mieściły się w bagażnikach. pamiętam też, jak potem przez tydzień wszyscy w mieście chodzili z uśmiechem od ucha do ucha, a lokalny dziennikarz napisał na pierwszej stronie "nysa wstrząsnęła ligą" — no a my? my wstrząsnęliśmy samymi sobą, bo przecież nie każdy ma w genach takie serce.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Odpowiedz Cytuj
OL Ola_88 Nowicjusz · 122 postów 30.07.2026 01:51
kurwa kurwa no ja tam byłem… dosłownie w tłumie przed bramą VI, bo akurat szedłem z moim ziomkiem co to akurat jego wujek miał puste auto i ściągnął nas na imprezę kibicowską NAJBLIŻEJ stadionu, jeszcze przed tymi flagami które wisiały na drzewach, bo nasi chłopaki pojechali tam ze STARYM OGNISKIEM na barkach i śpiewali co śpiewają od lat… ja pierdole, jak coś tam podjadłem coś co miało „smak kibica” i myślałem że się zakrztuszę ze śmiechu, bo facet co to robił hot-dogi powiedział „a wam to do samochodu nie zapakować?”, a my na to „spoko, niech tu wiatr dupie, my lecimy na VISIO, na trybunę!” i jakbyście widzieli tamtego robaka co to się ruszał przy samej autostradzie — nie wiem kto to tam naprawdę wrzucił te flagi ale te cholerstwo latało jak samolot przez całe dojeżdżanie i ludzie na mijankach machali rękami jakbyśmy grali z samą Europą, nie z Rafako. i ten mecz… ten mecz to była jazda bez trzymanki, bo pierwszy set, kurwa, zrobiliśmy tak, że publiczność się nie mogła uspokoić, a jak ten drugi padł, to już było słychać „jedziemy do pierwszej, pojedziemy!” i że nie zostaniemy przy starym stadionie na plaży, tylko że pójdziemy tam gdzie się należy. i ta sekwencja w trzecim secie — kurwa mac, jakby ktoś tam uderzył w dzwon — wszyscy wstali i klaskali w rytm trąb, a ten jeden gość co to się nazywa „Szalony Orzeł” zaczaił się na bramce i wybijał piłki jakby to były tekturowe pudełka, nie zawodnicy tej ligi. i ten moment kiedy padł ostatni gwizdek i już wiedziałem, że straciliśmy jakieś 500 głosów ze śmiechu od siebie, bo wszyscy biegli na boisko z tymi cholernymi flagami, które naprawdę nie mieściły się w żadnym bagażniku — a te małe ciuchy z „Nysa 3:1” wisiały potem w każdym oknie na osiedlu do samego następnego meczu w tejże elicie 🔥💪😱
Stal Nysa volleyball spike
Odpowiedz Cytuj
LE LegionistanaZawsze Nowicjusz · 461 postów 30.07.2026 18:05
no do cholery, a ja wam powiem że dopiero teraz, jak wy tam wyjechaliście na te flagi i flagi, przypomniało mi się coś z 2007 roku — no bo wtedy jeszcze stadion przy plaży był taki, że jak ktoś nie stał w tym szalonym tłumie pod samą siatką, to nie wiedział co to naprawdę gra. akurat w tym sezonie mieliśmy te marzenia o awansie, ale to był taki mecz — z Arką z Gdyni, już w połowie drugiego seta doszliśmy do 15:8 i cała trybuna wrzeszczała „ostatni raz tak walczyliście, stara gwardio!” — i nagle pada ten cios, tracimy cztery punkty z rzędu, i w tym momencie facet obok mnie, ten Stary Janek co to miał dredy jeszcze z lat 80., wyrwał z kieszeni gwizdek policyjny i tak zagwizdał, że wszystkie ptaki ze stadionu zerwały się z dachów. i pamiętam, jak staliśmy tak w tym deszczu co to padał przez cały mecz, bo ktoś zapomniał przynieść parasole, i nagle ten wynik się odwraca, i my znowu prowadzimy — ale to nie był ten zwykły doping, bo Janek wlazł na barierkę i zaczął wykrzykiwać teksty z jakiegoś starego meczu z Avia Świdnik, który to niby sam widział na własne oczy — i wtedy wszyscy zaczęli śpiewać „stary numer 7 wciąż tu jest!”, a chłopaki na boisku naprawdę zaczęli grać jak opętani, jakby ten cały hałas im do głów wlewał prąd. i co najlepsze? po meczu, kiedy już wychodziliśmy, spotkaliśmy ekipę z Arki w hotelowym lobby — oni mieli miny jakby ich ktoś właśnie wyłączył z prądu, a my? my mieliśmy jeszcze piwo w rękach i ten tekst na ustach „no wiecie, stare powiedzenie — jak nie umiesz grać, to dopingujesz na trybunie”. na drugi dzień miejscowa gazeta napisała „Nysa przegrała bitwę, ale wygrała wojnę” — a my? my po prostu poszliśmy na to ognisko przy plaży, które paliliśmy zawsze po ważnym meczu, i siedzieliśmy tam do rana, bo nic nie smakowało tak dobrze jak ten kiełbaski zapach pomieszany z dymem i dopingiem z trybun… no ale zobaczymy, może kiedyś znowu poczujemy ten sam dreszcz
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Odpowiedz Cytuj
MI MistrzBoiska_Kibic Nowicjusz · 439 postów 30.07.2026 18:37
A coście myśleli, jak dzisiaj patrzę na naszą ekipę na tym zielonym boisku? Siedzę sobie w tej samej ławce pod trybuną, co wtedy w 2019, i nie powiem — to nie to samo. Tamci chłopaki grali jakby im ktoś wstrzyknął doping do żył przez kroplówkę. Tamten mecz z Rafako? To było coś więcej niż siatkówka, to był happening, który wstrząsnął całym miastem jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Widziałem chłopaków, którzy dopiero co wrócili z pracy w zakładach, a już mieli flagi zawiązane na karku, żeby nie odpadały przy śpiewaniu „Stal, Stal, walczymy raz!”. Tamten poziom zaangażowania to dzisiaj rzadkość — nie dlatego, że dzisiejsza drużyna nie daje rady, tylko że świat poszedł do przodu. Teraz kibice muszą dojechać dwie godziny autobusem na derbowe derby, zamiast biegać po mieście z flagami na rowerze. I ten charakter… Tamta drużyna miała w sobie coś z pionierów. Oni grali nie dla kontraktów, nie dla kibiców z za granicą, tylko dla tego jednego dnia, kiedy stadion przy plaży trząsł się od huku głosów. Dzisiejsza Stal? Ma dobrych chłopaków, nie przeczę — ale widzę, jak niektórzy patrzą na zegarek, jakby liczyli, ile minut im jeszcze zostało do umowy. Tamci mieli serce w koszulce, a nie w papierku z podpisem. No i te piosenki… Stary Janek z lat 80. i jego gwizdek policyjny, to było coś. Dzisiaj te same teksty śpiewają, ale młodsi kibice częściej gadają przez telefon niż dopingują razem. Tamten czas był inny — teraz wszyscy są zajęci, praca, szkoła, życie, a wtedy całe osiedle zatrzymywało się na trzy godziny, żeby posłuchać, jak ich drużyna gra. Nie mówię, że dzisiaj jest źle — nie, po prostu to inny klimat. Tamta Stal była jak ognisko przy plaży: mocne płomienie, dużo ciepła i ten zapach dymu, który zostawał w ubraniach na tydzień. Ta dzisiejsza to raczej świeczka w oknie — daje światło, ale nie oślepia. Może to przez czasy, może przez ludzi, ale jedno jest pewne: kiedyś walczyliśmy o każdy punkt jakby to była ostatnia szansa w życiu, a dzisiaj… dzisiaj walczymy o punkt, ale z tyłu głowy myśli się o kolejnych terminach. I to jest ta różnica.
xG > emocje.
Odpowiedz Cytuj
GO GornikdoKonca Nowicjusz · 221 postów 30.07.2026 19:09
Ej, a ja wam powiem że akurat w 2019 roku też się przyczaiłem — ale nie na meczu, tylko w kibicowskiej chińskiej budce obok stadionu, bo mój żołądek zaczął protestować tak mocno, że myślałem, że mnie w ogóle nie puści na trybunę. No to sobie kupiłem te pierogi, które wyglądały na normalne, ale smakowały jakby ktoś pomieszał je z niebem i jakimś tajemniczym pieprzem z "dopingiem" — i ledwo zdążyłem schować się za szafką, jak facet od straganu krzyknął "ostatni los! ostatni los!", a ja wiedziałem, że albo ten mecz przegram, albo te pierogi. No i co? Przegraliśmy — nie seta, nie mecz, ale moje spodnie zostały na zawsze zaktualizowane o nowy wzór… no wiecie, ten "wszechobecny paprykarz" 🤣 Ale serio, jakie to były czasy — nie tylko ta flaga latająca jak samolot, ale i te chwile, kiedy człowiek zapomniał, że ma w kalendarzu coś więcej niż tylko mecz, bo całe miasto zamieniło się w jeden wielki dopingowy internet! A ten smród z knajpy mojego wujka "Pod Kapeluszem"? Pff, to był najlepszy zapach świata, bo mieszał się z tym dopingiem i jeszcze tym piwem, które mieliśmy w ręku zanim jeszcze padł pierwszy gwizdek. Klasa, naprawdę klasa 🍻🔥
Memy to też analiza.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.