Kiedy pamiętamy, jak Stal Nysa grała na meczu, że aż blacha drżała!
no ale to ja wam powiem, że aż ciarki mi przez kręgosłup idą, jak sobie przypomnę ten strzeliś ogień z trybun w nysie... to było takie lato, że powietrze pachniało nie benzyną z samochodów, tylko dopingiem, polową i piwem, które bracia warzyli specjalnie na mecz o wszystko, no wiecie, te małe browary co to robią tylko dla miejscowych kibiców.
pamiętam tamtego dnia, jak stałem obok chłopaków z sekcji wjazdowej, a one trąbki grały jakbyśmy mieli wygrać nie tylko z rafako, ale i cały świat — i szczerze? weszliśmy tam jak osinowe miotły, a wyszliśmy z bramy stadionu z flagami wiszącymi na drzewach do samej autostrady. ten wynik 3:1 to była taka jazda bez trzymanki, że nawet starych kibiców z lat 70. poderwało z krzesełek na trybunie głównej, bo kto wtedy pamiętał, że nysa umie walczyć nie na papierze, tylko w ogniu.
i ta euforia! jeszcze przed gwizdkiem słyszałem, jak ci z miasteczka krzyczeli "stoi na nogach, stoi!", bo niby pojechaliśmy tam z obcymi, a wróciliśmy z chorągwiami, które nie mieściły się w bagażnikach. pamiętam też, jak potem przez tydzień wszyscy w mieście chodzili z uśmiechem od ucha do ucha, a lokalny dziennikarz napisał na pierwszej stronie "nysa wstrząsnęła ligą" — no a my? my wstrząsnęliśmy samymi sobą, bo przecież nie każdy ma w genach takie serce.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
kurwa kurwa no ja tam byłem… dosłownie w tłumie przed bramą VI, bo akurat szedłem z moim ziomkiem co to akurat jego wujek miał puste auto i ściągnął nas na imprezę kibicowską NAJBLIŻEJ stadionu, jeszcze przed tymi flagami które wisiały na drzewach, bo nasi chłopaki pojechali tam ze STARYM OGNISKIEM na barkach i śpiewali co śpiewają od lat… ja pierdole, jak coś tam podjadłem coś co miało „smak kibica” i myślałem że się zakrztuszę ze śmiechu, bo facet co to robił hot-dogi powiedział „a wam to do samochodu nie zapakować?”, a my na to „spoko, niech tu wiatr dupie, my lecimy na VISIO, na trybunę!” i jakbyście widzieli tamtego robaka co to się ruszał przy samej autostradzie — nie wiem kto to tam naprawdę wrzucił te flagi ale te cholerstwo latało jak samolot przez całe dojeżdżanie i ludzie na mijankach machali rękami jakbyśmy grali z samą Europą, nie z Rafako.
i ten mecz… ten mecz to była jazda bez trzymanki, bo pierwszy set, kurwa, zrobiliśmy tak, że publiczność się nie mogła uspokoić, a jak ten drugi padł, to już było słychać „jedziemy do pierwszej, pojedziemy!” i że nie zostaniemy przy starym stadionie na plaży, tylko że pójdziemy tam gdzie się należy. i ta sekwencja w trzecim secie — kurwa mac, jakby ktoś tam uderzył w dzwon — wszyscy wstali i klaskali w rytm trąb, a ten jeden gość co to się nazywa „Szalony Orzeł” zaczaił się na bramce i wybijał piłki jakby to były tekturowe pudełka, nie zawodnicy tej ligi. i ten moment kiedy padł ostatni gwizdek i już wiedziałem, że straciliśmy jakieś 500 głosów ze śmiechu od siebie, bo wszyscy biegli na boisko z tymi cholernymi flagami, które naprawdę nie mieściły się w żadnym bagażniku — a te małe ciuchy z „Nysa 3:1” wisiały potem w każdym oknie na osiedlu do samego następnego meczu w tejże elicie 🔥💪😱
no do cholery, a ja wam powiem że dopiero teraz, jak wy tam wyjechaliście na te flagi i flagi, przypomniało mi się coś z 2007 roku — no bo wtedy jeszcze stadion przy plaży był taki, że jak ktoś nie stał w tym szalonym tłumie pod samą siatką, to nie wiedział co to naprawdę gra. akurat w tym sezonie mieliśmy te marzenia o awansie, ale to był taki mecz — z Arką z Gdyni, już w połowie drugiego seta doszliśmy do 15:8 i cała trybuna wrzeszczała „ostatni raz tak walczyliście, stara gwardio!” — i nagle pada ten cios, tracimy cztery punkty z rzędu, i w tym momencie facet obok mnie, ten Stary Janek co to miał dredy jeszcze z lat 80., wyrwał z kieszeni gwizdek policyjny i tak zagwizdał, że wszystkie ptaki ze stadionu zerwały się z dachów.
i pamiętam, jak staliśmy tak w tym deszczu co to padał przez cały mecz, bo ktoś zapomniał przynieść parasole, i nagle ten wynik się odwraca, i my znowu prowadzimy — ale to nie był ten zwykły doping, bo Janek wlazł na barierkę i zaczął wykrzykiwać teksty z jakiegoś starego meczu z Avia Świdnik, który to niby sam widział na własne oczy — i wtedy wszyscy zaczęli śpiewać „stary numer 7 wciąż tu jest!”, a chłopaki na boisku naprawdę zaczęli grać jak opętani, jakby ten cały hałas im do głów wlewał prąd.
i co najlepsze? po meczu, kiedy już wychodziliśmy, spotkaliśmy ekipę z Arki w hotelowym lobby — oni mieli miny jakby ich ktoś właśnie wyłączył z prądu, a my? my mieliśmy jeszcze piwo w rękach i ten tekst na ustach „no wiecie, stare powiedzenie — jak nie umiesz grać, to dopingujesz na trybunie”. na drugi dzień miejscowa gazeta napisała „Nysa przegrała bitwę, ale wygrała wojnę” — a my? my po prostu poszliśmy na to ognisko przy plaży, które paliliśmy zawsze po ważnym meczu, i siedzieliśmy tam do rana, bo nic nie smakowało tak dobrze jak ten kiełbaski zapach pomieszany z dymem i dopingiem z trybun… no ale zobaczymy, może kiedyś znowu poczujemy ten sam dreszcz
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A coście myśleli, jak dzisiaj patrzę na naszą ekipę na tym zielonym boisku? Siedzę sobie w tej samej ławce pod trybuną, co wtedy w 2019, i nie powiem — to nie to samo.
Tamci chłopaki grali jakby im ktoś wstrzyknął doping do żył przez kroplówkę. Tamten mecz z Rafako? To było coś więcej niż siatkówka, to był happening, który wstrząsnął całym miastem jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Widziałem chłopaków, którzy dopiero co wrócili z pracy w zakładach, a już mieli flagi zawiązane na karku, żeby nie odpadały przy śpiewaniu „Stal, Stal, walczymy raz!”. Tamten poziom zaangażowania to dzisiaj rzadkość — nie dlatego, że dzisiejsza drużyna nie daje rady, tylko że świat poszedł do przodu. Teraz kibice muszą dojechać dwie godziny autobusem na derbowe derby, zamiast biegać po mieście z flagami na rowerze.
I ten charakter… Tamta drużyna miała w sobie coś z pionierów. Oni grali nie dla kontraktów, nie dla kibiców z za granicą, tylko dla tego jednego dnia, kiedy stadion przy plaży trząsł się od huku głosów. Dzisiejsza Stal? Ma dobrych chłopaków, nie przeczę — ale widzę, jak niektórzy patrzą na zegarek, jakby liczyli, ile minut im jeszcze zostało do umowy. Tamci mieli serce w koszulce, a nie w papierku z podpisem.
No i te piosenki… Stary Janek z lat 80. i jego gwizdek policyjny, to było coś. Dzisiaj te same teksty śpiewają, ale młodsi kibice częściej gadają przez telefon niż dopingują razem. Tamten czas był inny — teraz wszyscy są zajęci, praca, szkoła, życie, a wtedy całe osiedle zatrzymywało się na trzy godziny, żeby posłuchać, jak ich drużyna gra.
Nie mówię, że dzisiaj jest źle — nie, po prostu to inny klimat. Tamta Stal była jak ognisko przy plaży: mocne płomienie, dużo ciepła i ten zapach dymu, który zostawał w ubraniach na tydzień. Ta dzisiejsza to raczej świeczka w oknie — daje światło, ale nie oślepia. Może to przez czasy, może przez ludzi, ale jedno jest pewne: kiedyś walczyliśmy o każdy punkt jakby to była ostatnia szansa w życiu, a dzisiaj… dzisiaj walczymy o punkt, ale z tyłu głowy myśli się o kolejnych terminach. I to jest ta różnica.
xG > emocje.
Ej, a ja wam powiem że akurat w 2019 roku też się przyczaiłem — ale nie na meczu, tylko w kibicowskiej chińskiej budce obok stadionu, bo mój żołądek zaczął protestować tak mocno, że myślałem, że mnie w ogóle nie puści na trybunę. No to sobie kupiłem te pierogi, które wyglądały na normalne, ale smakowały jakby ktoś pomieszał je z niebem i jakimś tajemniczym pieprzem z "dopingiem" — i ledwo zdążyłem schować się za szafką, jak facet od straganu krzyknął "ostatni los! ostatni los!", a ja wiedziałem, że albo ten mecz przegram, albo te pierogi.
No i co? Przegraliśmy — nie seta, nie mecz, ale moje spodnie zostały na zawsze zaktualizowane o nowy wzór… no wiecie, ten "wszechobecny paprykarz" 🤣
Ale serio, jakie to były czasy — nie tylko ta flaga latająca jak samolot, ale i te chwile, kiedy człowiek zapomniał, że ma w kalendarzu coś więcej niż tylko mecz, bo całe miasto zamieniło się w jeden wielki dopingowy internet! A ten smród z knajpy mojego wujka "Pod Kapeluszem"? Pff, to był najlepszy zapach świata, bo mieszał się z tym dopingiem i jeszcze tym piwem, które mieliśmy w ręku zanim jeszcze padł pierwszy gwizdek. Klasa, naprawdę klasa 🍻🔥
Memy to też analiza.