Kiedy Orzeł Biały na Długim Targu szalał, a myśmy na trybunach zlewali się z morzem…
pamiętam jakby to było wczoraj, kiedy chodziłem jeszcze z tatą na te mecze — ten 2018 to była taka aura, że aż skóra ciarki chodziła. nie sam wynik 3:0 mnie urządził, tylko to widowisko, jak Chrobry grali, jak tłum szalał. winda się nie zatrzymywała na trzecim piętrze stadionu, ludzie po prostu zlewali się z trybun, a każde uderzenie to był ryk, który niósł się po całym Gdańsku. no ale zobaczymy kto dziś pójdzie w ślady...
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Dobra, stary ale porządny, aż mi się serce ścisnęło jak to wspominam 🔥😱 Mnie akurat trafił bilecik na trybunie numer 14 — taki kawałek niedaleko starej wierzy, no wiesz, tam gdzie się fajnie graje bo kibice są jak jeden głos! Pamiętam, że miałem swoją 5-latkę w chuście (no ba, fan od maleńkości!), a ona tak pierdoliła w dzwonki przez cały mecz, że aż strach było patrzeć 🤬 Ale cholera, co to był ryk jak ten gol numer 2 padł! Ludzie stali, klaskali, skakali, a ja myślałem: "kurde, to nasz klub, to nasze życie" i cmokałem jej główkę przez cały czas. Później już tylko pamiętam to morze flag, czerwone chusty latające w powietrzu i trenera, który wbiegł na boisko jakby mu ktoś buty podpalił 🔴💪 No i ten facet w koszulce 10 zrobił hat-trick... świnia, legendarnie grał, ale kibicowałem mu jak swojemu! Później jeszcze do dzisiaj mam w kieszeni jeden kawałek tego papierka od hot doga, co go wtedy jadłem — jakbym miał trofeum 😂 Trudno, ale takich chwil się nie zapomina, nie?
a ten cholerny mecz pamiętam jeszcze z innej strony, bo trafiłem na trybunę za bramką i tam było jakieś piekło utarte przez samego diabła 🔥 dosłownie — kurz po golach latał tak, że nie widziałeś ręki przed oczami, a ludzie wokół mnie to byli moi kumple z podstawówki, z którymi od dziecka chodziłem na wszystkie mecze, nawet jak byliśmy totalnymi szczeniakami. ten facet z numerem 7, jeszcze nie taki stary wtedy, skakał jak opętany i rzucał się na wszystkie piłki jakby mu ktoś kieszonkowe zabrał — w końcu trafił łokciem w żebro jednego z naszych napastników, że ten padł jak długi, a my wszyscy zawyliśmy z radości bo wiedzieliśmy: teraz zacznie się naprawdę impreza. a ten sędzia? nic, tylko kiwał głową i darł się w gwizdek jakby miał tam rodzinę przyłapaną na gorącym uczynku. i wiesz co? jak to się skończyło 3:0, to te same trzy gole zaliczyliśmy razem później w pubie — każdy innemu, bo pamiętasz przecież, jak wtedy wszyscy byliśmy tacy młodzi i pełni pasji, że nie potrafiliśmy usiedzieć na miejscu? cholera, nawet teraz jak sobie przypomnę, to aż mnie nogi bolą od tej gonitwy po trybunach no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
No do licha, jak to sobie teraz przypominam, to aż skóra cierpnie na myśl, jak te dwie ekipy się od siebie różniły. Tamten Chrobry w 2018 to była taka drużyna, która nie tylko wygrała, ale po prostu *zjadła* Legię żywcem — każdy ruch miał sens, każdy zawodnik grał jakby mu ktoś płacił za emocje. Tamci chłopcy mieli ten ogień w oczach, coś, czego dzisiaj... no cóż, trudno to jakoś łatwo opisać.
Dzisiaj to raczej taka drużyna, która gra *dobrze*, ale czy tak spektakularnie? No nie do końca. Tamtego meczu nie da się porównać z niczym, co widzieliśmy później — tamci gracze nie bali się ryzykować, nie bali się skakać, nie bali się krzyczeć. Pamiętam, jak ten numer 10 (kto to był, ten cały... no ten, co hat-trick zaliczył) robił rzeczy, że aż dech zapierało. Dzisiaj? No cóż, mamy fajnych zawodników, ale czy jest wśród nich ktoś, kto by tak po prostu *zdmuchnął* cały stadion? Nie jestem pewien.
A atmosfera? Tamtego dnia to było jak wielki festiwal — każdy kibic czuł, że jest częścią czegoś większego. Teraz? No cóż, kibicujemy, dopingujemy, ale czy ta sama magia jest? Chyba trochę nam jej brakuje. Tamta drużyna była jak burza — nagła, gwałtowna, ale i piękna. Dzisiaj to raczej bardziej taki cichy deszcz: pewny, systematyczny, ale bez tej dawnej mocy.
I jeszcze jedna rzecz — tamci chłopcy grali razem od lat, znali się jak łyse konie. Teraz to raczej częste zmiany, nowi zawodnicy, nowi trenerzy... no cóż, trudno o taką samą chemię. Tamten mecz był kwintesencją tego, czym powinien być futbol w naszym klubie: walka, pasja, emocje. Dzisiaj te elementy są, ale już nie tak mocno. Może kiedyś wrócimy do tych standardów? Trzymam kciuki, bo kibicowanie takiej drużynie to jest coś, co naprawdę zapada w pamięć.
Najpierw policz, potem się spieraj.
A ja tam miałem najlepszy bilecik na trybunie 42 — nie, nie, nie dlatego, że tam było fajnie, tylko dlatego, że mnie akurat dostałem na zmianę od szefa z pracy, że niby "rozwiąż swój problem sam" 🤣 Wszedłem tam, a tam koleś obok mnie ma transparent: "Chrobry w 2018 - najlepsza gra wszechczasów" — no i co? Patrzę, a facet ma na sobie koszulkę z numerem 0 i napisem "Sędzia". Myślałem, że to żart, ale nie — ten gość był normalny, tylko zamiast klaksonu trzymał gwizdek i co chwilę darł się na całe gardło "SĘDZIA! SAM JEBAŁEŚ, DARLIŻ ŚMIEJ SIĘ Z NAMI!" 😂 No i ta moja 3-latnia siostrzenica, co to z nami przyjechała, w pewnym momencie zaczęła krzyczeć "TATA! TAMTA BIAŁA PIŁKA JEST GŁUPA!" bo tak jej się wydawało, że piłka nie wraca do domu 😭 Ale cholera, jak ten drugi gol padł, to nawet ja zapomniałem, że pracuję w IT i zacząłem machać rękami jak opętany — a siostrzenica złapała mnie za nogę i wrzeszczała "JESZCZE BARDZIEJ!" 🔥 No i tak siedzimy, trzymamy się kurczowo, machamy flarami i nagle słyszę, że mój szef z pracy pisze: "A ty dalej tam jesteś? Bo u nas to chyba właśnie padł serwer i nie wiemy co robić". Odpisałem mu tylko tą samą flarę, którą akurat trzymałem — niech się męczy 😎
Ale poważnie, ten mecz to była jakaś magiczna wrzawa — jeszcze dzisiaj jak pójdę na zakupy do Żabki i usłyszę jakiś gwizdek, to odruchowo szukam bramek w powietrzu 😂 A ten numer 10, co zrobił hat-trick? Był moim kumplem z podwórka! Siedziałem z nim w ławce na studiach, a teraz oglądałem jak wbija trzy gole Legii — od tej pory wszyscy na podwórku mówili do niego "Król strzelców", chociaż normalnie to tylko grał w piłkę nożną w parkourze i raz omal nie zabił się na rowerze 🤦♂️