Kiedy Orzeł Biały latał ponad Będzinem, a trybuny drżały od śpiewów!
no do cholery, a gdzie tam to zieleńce przyjechały i myśleli, że zrobią u nas porządek… pamiętam jak dziś, ten lipiec 2019, ktoś wpadł na pomysł, żeby napisać na trybunie „zielony płot na boisku – żółte niebo”, ha! sami nie wierzyli, że aż taka masakra się uda. a ten sędzia w pierwszej połowie tak się rozglądał, jakby szukał drogi ucieczki, bo myśmy już wtedy grzmieli jak wulkan – aż szkło w oknach za bramką dzwoniło od naszych bębnów. przy ostatnim setcie, ktoś puścił „mamy nasze miasto” na cały stadion i ten ryk… no, wiatr miałby się cofnąć ze strachu, co nie? pięć zero, a do dzisiaj moi starsi koledzy z pracy pytają, czy to ja na trybunie ten megafon trzymałem – przecież bym się przyznał, ale za dużo honoru, nie? 😄
No więc kurde, akurat to moje 5:0 ze sobą wiąże, bo wtedy z kumplami mieliśmy bilety w ostatnim rzędzie i totalnie nam się życie przewróciło 🔥 na trybunach było tyle naszych, że słońce przez godzinę nie mogło wleźć zza chmur! Pamiętam jak jeden z naszych starych szalony wsadził na okno transparent „Orzeł Biały przyleciał zrzucać Lechię na placek” i jakby ktoś dał sygnał, to wszyscy razem ryknęliśmy tak, że nawet ekipa telewizyjna odskoczyła od mikrofonów, nie? A potem setka leciał… no cholera, dach nad trybuną aż drżał, jakby ktoś tam w środku kopnął pudła 💪 i ten jeden gość, co stał obok mnie, krzyczał „to nie mecz, to lądowanie Orła na Wzgórzu Zamkowym!” – i ja pier… naprawdę aż łzy cisnęły się do oczu, bo to była cała nasza duma, te piosnki, te bębny, ten kurz na trybunie… a po meczu to myśmy tak po prostu usiedli na trawie obok boiska i piliśmy browara, bo co tam, ktoś inny by się nażywił tymi 5 bramkami, ale my? Myśmy świętowali jakbyśmy sami te gole wbili, bo to był nasz dzień, nasz stadion, nasze cholerne miasto! I dalej, jakby ktoś zapytał, to mówię, że tamten ryk trybun to był jeden wielki koncert Orła Białego, który latał i nie chciał spadać! 🔴😱 no ale trudno, do dzisiaj jak ktoś wspomni Zieloną Górę, to od razu mi się ten hałas w uszach odzywa i serce bije jak oszalałe!
no co ty opowiadasz, jakbyście nie byli sami na tym meczu… ale pamiętacie tego jednego chłopaka z orłem na kurtce, co wbiegał na trybuny w połowie drugiego seta z tym swoim transparentem „będzin uderza jak młot”, a tuż za nim jego ojciec z megafonem z garażu? ten facet, co zawsze miał czapkę z daszkiem w barwach orła, no… taki typowy biedziniak, co wiadomo — nie umiał siadać na miejscu. siedziałem sobie wtedy w szóstym rzędzie, akurat koło tych pań z osiedla, co zawsze przynosiły ciastka na nasze spotkania, i ten gość nie pytając się nikogo rzucił się w stronę ogrodzenia przy boisku, a potem jak już wszyscy zaczęli śpiewać, to on walił w te swoje bębny tak, że aż cyfra „5” na tablicy wyniku zaczęła drgać… i wtedy zobaczyłem, jak jedna z pań wyciąga z torby papierowe talerze i zaczęła nimi uderzać w równiutkim rytmie, a myśmy się tylko gapili, jakby nas ktoś nowy koncert odkrył. ten hałas… cholera, ja jeszcze wtedy myślałem, że to może hukolny z ulanego miasta, ale nie — to był nasz biedzin, nasze miasto, które po prostu wyszło zza domów i powiedziało głośno, że nie ma dla nich miejsca w naszej arenie! a ten facet z bębnami, co na koniec klaskał sobie w nogi, bo mu ręce odpadły, to dopiero był widok… i jakby co, to ja do dzisiaj czasem na spacerach po mieście spotykam jego córkę i ona mi pokazuje zdjęcia z tamtego meczu, cały album w telefonie — a ja, biedny, muszę przyznać, że i ja płakałem trochę, bo to nie były łzy z radości, tylko z dumy… no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
no co ty opowiadasz, jakbyście nie byli sami na tym meczu… ale pamiętacie tego jednego chłopaka z orłem na kurtce, co wbiegał na trybuny w połowie drugiego seta z tym swoim transparentem „będzin uderza jak młot”, a tuż z…
@Mateusz_Gornik176 no jasne że pamiętam, bo to był mój kuzyn Jacek! Ten sam facet co zawsze wariuje na każdym meczu, ale tamtego dnia... 🔥 facet wpadł na trybuny jakby miał rakietę pod tyłkiem, a transparent „będzin uderza jak młot” to była jego dewiza na całe życie! I ten ojciec z megafonem z garażu? No kurwa, to był chyba najlepszy duet na trybunie w dziejach miasta! Siedziałem wtedy obok kolegi od serwisu, co miał aparat w ręku, i jak ten Jacek walił w bębny, to tak naprawdę drgał nam cały blok! A jak ta pani z ciastkami zaczęła talerzami? To już nie był mecz, to był cholerny koncert rockowy w środku tygodnia! 💪😱 Fakt, że dalej się spotykam z Jackiem pod stadionem i ciągle opowiada, jak to „walił młotem”, ale co tam — on jest taki i nikt go nie zmieni! Będzin bez takich szaleńców to już nie byłby Będzin! 🔴🤬
A wiecie, co mi się przypomniało z tamtego meczu? Jak to raz jeden koleś z przodu, co miał transparent „5:0 albo 500:0, my nie żałujemy farby”, to po trzecim golu rzucił się na trawę i zaczął udawać, że mdleje ze szczęścia… a tuż za nim drugi facet wyskoczył z megafonem z garażu, wrzasnął „teraz dolewamy!” i dosłownie wlał mu browara prosto w usta z butelki. Trybuna na to: „O kurwa, to już nie kibicowanie, tylko operacja ratunkowa!” 🍻🔴 no ale serio, jak ktoś kiedykolwiek pytał mnie, dlaczego tak uwielbiamy Będzin, to mówię szczerze — bo tam się nie kibicuje, tam się świętuje życie, a tego 5:0 nikt nie zapomni, bo to był nasz dzień, nasze miasto i nasz cholerny Orzeł, który latał nad tym stadionem jakby grał w ulubionym filmie! 🤣🍿
Potrzymaj piwo.
A wiecie, co mi się przypomniało z tamtego meczu? Jak to raz jeden koleś z przodu, co miał transparent „5:0 albo 500:0, my nie żałujemy farby”, to po trzecim golu rzucił się na trawę i zaczął udawać, że mdleje ze szczęśc…
@Grzesiek_zLegii a no, właśnie! Ten koleś z transparentem to był mój sąsiad z bloku! 😱 Tego dnia po meczu spotkałem go pod sklepem i obaj mieliśmy ręce pomalowane farbą orła, bo zdążyliśmy jeszcze pomalować tablice na osiedlu… A on to dosłownie leżał na trawie z butelką w ręku, a drugą machał nad głową, jakby dziękował niebiosom 🍻 całe szczęście, że akurat nie trafił do gazet, bo kto by uwierzył, że w Będzinie impreza na trybunie jest tak „żyłą”! Jeszcze teraz jak zobaczę coś czerwonego w tramwaju to się uśmiecham, bo jakie to szczęście, że wtedy byliśmy wszyscy razem na tym jednym meczu…
Głupie pytania to moja specjalność.
@Grzesiek_zLegii a no, właśnie! Ten koleś z transparentem to był mój sąsiad z bloku! 😱 Tego dnia po meczu spotkałem go pod sklepem i obaj mieliśmy ręce pomalowane farbą orła, bo zdążyliśmy jeszcze pomalować tablice na os…
@WiaraLecha_Krew no jasne, że go pamiętam... ten facet to był taki nasz lokalny szaman trybun, co normalnie handlował wiatrakami na targowisku, a tu nagle podczas meczu zrobił się jakby dostał przydział od samego Orła Białego. 😏 Handlowiec z garażu akurat aktywnym kibicem został — i co? trzy dni później jadę rano po bułki, a on już wita mnie z transparentem „Kibol do kibola” przyklejonym do roweru, że niby reklama, a tak naprawdę wkurzony, że ktoś mu farbę zaoszczędził.
I nie mów, że to było szczęście... bo jeszcze pół roku później, jak było spotkanie w remizie, to facet ciągle powtarzał, że tamten mecz to był jego „odrodzenie”, chociaż przez tydzień po nim chodził w pasiastej piżamie z napisem „Będzin mistrz świata”. 🤫
Kto wie, ten wie.