Kiedy Orły Olsztyna latały wyżej niż mewy nad Śniardwy
a co tam, stare dobre czasy z lat dziewięćdziesiątych, kiedy Orły latały jak oszalałe i nikt nie mógł ich dogonić... pamiętam jeszcze ten mecz w bydgoszczy, taki gdzieś pod koniec sezonu 95/96, gra była naprawdę mokra, bo deszcz leciał jak z cebra, a kibice stali mokrzy, ale szczęśliwi. wracałem wtedy z delegacji służbowej, nie wiem jakim cudem dostałem bilet od kolegi z pracy, co miał łączki w kiblu, i tam, na trybunie przy łuczniczej, widziałem ten strzał z dystansu, taki cholerny mocny, że bramkarz mieleckiej nawet nie drgnął. padłem na krzesło jak nieżywy, bo ten ryk trybuny był jakby oderwał się kawałek nieba. nikt wtedy nie liczył xG, nikt nie gadał o statystykach, po prostu wiedzieliśmy, że dzisiaj nasz dzień i tyle 😄 no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
kurwa a ja akurat byłem w knajpie "u Zbycha" z kumplami, bo akurat byłem na delegacji w Warszawie i mieliśmy ten wolny wieczór... no i nagle lecą wiadomości, że rzut karny o 90 minucie, szef krzyczy "JEBNIE !!" a my żeśmy wstali od stołów i poleciał jeden do okna, żeby chociaż kawałek boiska zobaczyć... no a tam ten sędzia się odwraca i taki luzik, że naszym chłopakom krzyczy "idźcie i kopnijcie !!" a my żeśmy wpadli jak oszalali, wszyscy walą w kieliszki, jeden huknął piwem w sufit, aż lampy drżały 🔥💪 a potem ten moment... ten sędzia dmuchnął, chłopak podbiega, skacze... i ten HUK !!! trybuny wybuchły, a ja akurat z ustami otwartymi od zdziwienia i łez w oczach padłem na plecy od huku własnego krzyku no ale trudno
a wy wiecie co mnie właśnie wróciło, jak sięgnąłem po to piwko na szafie tamtej niedzieli... akurat w 98 roku, kiedy Orły walczyli o awans, a ja akurat zrobiłem sobie wolne, bo szef mnie w końcu puścił – myślałem, że pójdę na ten mecz normalnie, bez żadnych delegacji, po prostu z kumplami na osiedlowym. tylko że dzień wcześniej mój stary przyjechał do olsztyna na wizytę u córki, czyli mojej siostry, i mówi: "słuchaj, wezmę ci bilet, bo wiem że cię na tym meczu nie ma" – no to się cieszyłem jak dziecko, bo niby miałem wolne, ale jak ten stary coś obieca, to zawsze dotrzyma. i tak trafiłem na ten cholerny mecz w bydgoszczy znowu, ale nie w mokrą pogodę, tylko w taką lipcową spiekotę, że asfalt topniał pod stopami. pamiętam jak wracaliśmy z trybuny, wszyscy mieliśmy te koszulki przemoczone od potu, a nogi same drżały od adrenaliny – i nagle ten rzut karny... ten sam sędzia co tamtej nocy, tylko teraz nie dmuchał w gwizdek, tylko podał piłkę naszemu napastnikowi, a ten poszedł i walnął tak, że siatka aż zadrżała. całe osiedle Olsztyn wtedy żyło tym meczem, bo dochodziło się do nas po kolei przez okna, i jak ten gol padł, to było tak, że setki ludzi wyległy na balkony, klaskali, śpiewali, jeden facet z naprzeciwka puścił fajerwerki z okna. i ja stałem tam z tym biletem w ręku, co mi go dał stary, i myślałem sobie: "kurwa, jaki ja mam fart, że mogę tego wszystkiego doświadczyć" – no ale wiadomo, co będzie jutro, ale dzisiaj? dzisiaj był nasz dzień 😄
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A wy toście widzieli, jak te Orły latały wtedy? Nie te dzisiejsze mewy co krążą nad Śniardwami i czasem komuś noga się powinie — tamci to byli prawdziwi orły, które wiedziały, że niebo należy do nich. Pamiętam jeszcze ten sezon, kiedy Mielec walił się pod naporem waszych ataków, a do tego dochodził ten luz jakiś… jakby te chłopaki nawet nie bały się śmierci, nie mówiąc już o sędziach. Wtedy kibice nie liczyli na szczęście, bo szczęście to było coś co nosili w sercu — a dzisiaj? Dzisiaj Orły są w porządku, ale to nie są już te ptaszyska co trzepocą skrzydłami przed czołową ofiarą.
Tamten zespół miał w sobie coś takiego, że jak ktoś ruszył piłkę, to druga drużyna już czuła że przegrała — a dzisiaj? Dzisiaj Orły walczą, czasem wygrywają, czasem lecą w dół tabeli jak mewa z wyrzuconym śmieciem. Tamci potrafili strzelić gola z dystansu w deszczu, żeby potem zalać się piwem na trybunie — dzisiaj dostajecie kartki za entuzjazm, a kibice mają zakaz radości bo "co to będzie jak zwalą kolejny mecz". Tamten zespół grał tak, jakby był rodziną — dzisiejszy zespół to jest zespół zawodników, którzy wiedzą że dostaną kasę za każdy występ, choćby i na ławce.
Ale powiem wam jedno — tamten mental to coś co się dzisiaj gdzieś zgubiło. Można powiedzieć że dzisiejsze Orły to porządna drużyna, która ma ambicje, ma plany, ma nawet jakichś nowych zawodników — ale nie ma już tej magii, tej pewności że jak zagrają, to niebo im nie ucieknie. Tamci Orły to byli prawdziwi wojownicy, którzy walczyli o każdy centymetr — dzisiejsi to są żołnierze, którzy dostali rozkaz i wykonują misję, ale nie zawsze z sercem.
xG > emocje.
Wtedy przyjechaliśmy specjalnym pociągiem z Olsztyna do Mławy, bo nasi mieli grać z Wkrętą — totalny los, bo normalnie to byśmy na ten mecz nie pojechali. Ale że to była niedziela, a my akurat mieliśmy wolne, to zebrała się cała paczka z osiedla naiwka: ja, mój brat, wujek Zenek co miał furgę z piwem, i jeszcze trzech kumpli co zawsze się zjawiali gdzie trzeba. Na miejscu okazało się, że stadion w Mławie to totalna ruina — deski trybun trzeszczały pod nogami jak stare krzesła, a jedyne dobre piwo było sprzedawane przez jakiegoś emeryta z plecakiem pełnym żubrówki. Ale co tam, ważny był mecz! Aż tu nagle w 87 minucie dostajemy rzut karny — nasz kapitan podbiega, ustawia się, sędzia gwizda, a ten cholerny strzał leci prosto w róg… BRAMKA! Trybuna naiwka eksplodowała, wujek Zenek upuścił swoje piwko, brat zaczął skakać po tej chwiejącej się konstrukcji jakby był na trampolinie, a ja akurat machnąłem się za nim i prawie spadłem do rowu za boiskiem 😂🔥 Wracaliśmy tym pociągiem z ludźmi, którzy całą drogę śpiewali "jesteśmy Olsztyn!", a w kawiarni na dworcu jakaś babcia przyniosła nam półmisek kiełbasy i mówiła że "jakby to widziała moja wnuczka to by się chyba popłakała". I wiecie co? Takiego luzu nie ma już dzisiaj… bo dzisiaj kibice mają zakaz szaleństwa, a stadiony są jak muzea. Ale wtedy? Byliśmy rodziną, a mecz był świętem. A ten rzut karny w Mławie? Dla nas to był jak drugie święta. ❤️
no ale wiecie, że jak sięgam pamięcią do tych starych dobrych czasów to zawsze wraca mi ten jeden obrazek z mojego pierwszego meczu w Olsztynie – byłem wtedy taki malutki chłopaczek co myślał, że trybuny to jak stadion w Barcelonie tylko bez Messi’ego w koszulce 🤣 i trafiłem akurat na ten pamiętny mecz przeciwko Lechii, gdzie nasz bramkarz wyłapał piłkę prosto z powietrza, tak jakby to był cukierek od babci. mama mi powiedziała "idź, bo tata już idzie" a ja wziąłem plecak szkolny z drugiego śniadania – pół kanapki z serem żółtym i soczek jabłkowy, bo co tam, kibice muszą być przygotowani na wszystko! i wtedy nagle, w 75 minucie, ten rzut karny – sędzia dmuchnął, nasz chłopak kopnął, a ja tak się podekscytowałem, że upuściłem swoją kanapkę na ziemię, a soczek wylał się komuś na buty… i ten facet na mnie krzyknął "to nie ja, to ty jesteś winny straty!" 😂🍿 a ja stałem tam z pustym plecakiem i myślałem "no kurde, dzisiaj to naprawdę dzień, w którym zepsułem wszystko co dobre". ale za to później wszyscy razem śpiewaliśmy hymn, a ja dostałem drugą połówkę tej samej kanapki od kolegi zza ogrodzenia – i to była najlepsza kanapka w moim życiu, bo była podzielona z prawdziwym orłem olsztyńskim 💪❤️
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
Ej no to teraz ja muszę wam powiedzieć, że jak czytałem te wszystkie opisy tych rzutów karnych to aż mi się ślinka zebrała… nie żebym sam w tym grał, bo ostatni raz kopnąłem piłkę jak miałem 10 lat na podwórku i trafiłem akurat w okno sąsiada 🤣 ale za to pamiętam jak przyjechałem na mecz Orłów w Olsztynie w 2003 roku, akurat jak mieli grać z Górnikiem Zabrze (też był taki spokojny, bez nerwów, same pozytywy), a bilet kosztował tyle co dzisiaj pół litra żubrówki z dyskontu. Wszedłem na trybunę, usiadłem obok jakiegoś dziadka co miał ze sobą termos z herbatą i ciastko "Wuzetka" zapakowane w papier, i nagle startują Orły… no i ten gol padł w 89 minucie, a facet obok mnie tak huknął pięścią w kolano, że aż termos mu spadł 😂 a ja wtedy pomyślałem "kurde, to jest właśnie ta energia, którą dzisiaj szukają kibice w social mediach". I wiecie co? Ta ekipa miała w sobie coś takiego, że jakby nawet jak przegrywali 0:2, to i tak było wiadomo, że za 10 minut będą dopingować do kontrataku jakby to była ostatnia piłka w sezonie. A dzisiaj? No dzisiaj to już nie to… ale niech no tylko Orły wyjdą na boisko z tym luzem, co mieli kiedyś, to zaraz wszyscy znowu będą latać wyżej niż mewy nad Śniardwami! 🚀🔥
Potrzymaj piwo.