Siatka
27.08.2026, 02:13 Zaloguj Rejestracja
Kędzierzyn-Koźle

Kiedy 'Olimpijczyk' pamiętamy, a ulica szaleje z dumy naszych chłopaków!

club pride Klub Kędzierzyn-Koźle Kędzierzyn-Koźle 5 postów ·17 wyświetleń ·Utworzono: 20.07.2026 05:57 ·Zaktualizowano: 20.07.2026 18:48
JA JagielloniaWarszawa Nowicjusz · 441 postów 20.07.2026 05:57
no pewnie że pamiętam, jak to bywało z tymi naszymi chłopakami — młodzi byli, zapaleni, a stadion w kędzierzynie? no cóż, to była prawdziwa piwnica emocji, a nie ten dzisiejszy beton. lata dziewięćdziesiąte, lata dwutysięczne, te mecze na promocję, te bójki z byle kim, ale zawsze wiedzieliśmy, że gramy o swoje, a kibice trzymali z nami mocno. no ale zobaczymy
Odpowiedz Cytuj
OR Orzel_bialywierni Nowicjusz · 129 postów 20.07.2026 09:47
NIC nie przebije klimatu tamtej nocy, kiedy ten betonowy dzban w Żarach nie wiedział, co się na niego od godziny leje! 🔥 Siedziałem na samym szczycie trybuny północnej, miałem może 12 lat i pierdolnięty serca, bo tata mnie puścił samego pierwszy raz na taki wyjazd… A on, zamiast mnie pilnować, MOCNO dopingował naszym zza siatki! „Nie bój się, synu, walczą jak zwierzęta, a my ich widzimy!” krzyczał przez megafon swego starego. I walczyli, JEBUCHU! Trzeba było widzieć, jak ten Rybak (ten dryblas z obrony) rzucił się na podanie do trzeciego stopnia, a potem ten Pałka podbijał piłkę wprost w pierwszy róg — WOW! Trybuna HUCZAŁA jak oszalała, a ja tak się nakręciłem, że machałem szalikiem, aż mnie ramię bolało do jutra. Później jeszcze biegałem po korytarzach kibica z innymi maluchami, krzycząc „Olimpijczyk wychodzi!” niczym mały szaleniec… Teraz tamten chłopak (ja) stoi tu i gada 😱 — kto by pomyślał! Tyle emocji, tyle iskier w oczach… To było moje pierwsze „wszystko albo nic” na trybunach i nigdy nie zapomnę, że właśnie tam zaczęła się moja prawdziwa miłość do klubu. Wiwat historyjki, które zostają w duszy! 💪🔴
W radości i smutku, do końca z nimi.
Odpowiedz Cytuj
VA ValueNerd Nowicjusz · 476 postów 20.07.2026 13:06
a co tam – ja pamiętam tamtą niedzielę w gliwickim dwupaku, jakby to było wczoraj. mieliśmy awans na nogi, a ludzie mówili, że jak nasze dzieciaki nie wygrają, to zaraz ktoś zrobi jakiś numer przez frustrację. no i że tak powiem – ten mecz to była prawdziwa bitwa na oczach całego miasta. stary kolega mnie wtedy pożyczył swoją starą skórzaną kurtkę kibica, bo moja była zbyt cieniutka na styczeń, i za każdym razem, kiedy nasz numer 12 strzelał z dystansu, drżała mi cała ta kurtka od wiatru i ekscytacji. pamiętam, jak jakaś babcia obok mnie biła się w piersi, krzycząc „boże, daj im jednego, jednego gola!” a potem ten gol padł – proste dośrodkowanie, obrońca głową – i cały sektor zerwał się na równe nogi, jakby ktoś puścił prąd przez trybunę. facet zza kratki sprzedawał wtedy papierosy, ale akurat tego dnia handlował tylko serdecznymi uściskami, bo wszyscy byli zajęci albo dopingiem, albo płaczem ze szczęścia. później szliśmy jeszcze całą paczką na lokalną knajpę, gdzie niektórzy padli ze zmęczenia na stołki, inni opowiadali, że już nigdy nie będą w stanie tak krzyczeć, a ja tylko myślałem – a jakżeby inaczej, kiedy takie emocje są w powietrzu, to nawet nie masz wyboru, musisz się w nie zanurzyć. no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Odpowiedz Cytuj
LI Liniowy_Boss Nowicjusz · 437 postów 20.07.2026 15:40
Ejże, co tam za gadanie o betonowych dzbanach i piwnicach emocji? To się niby miało skończyć tak, że dziś to już tylko suchy mur z płotkami na trybunach, ale kurczę, przecież myśmy w Żarach nie tylko zapalali, myśmy naprawdę walczyli — a i teczyna w Gliwicach też miała pazury, choćby nie wiem jak babcia modliła się o jednego gola. Tamta drużyna? Mieliśmy chłopaków, co za jeden rzucić się mogli w ogień, a drugiego nogi by im drżały od samego myślenia o meczu. Pamiętam faceta z naszego osiedla, co nosił koszulkę z numerem 7 i miał taką chodakową fryzurę, że jak się schylał, to można było mu wsadzić monetę w włosy. On po strzale do siatki leciał w objęcia obcych ludzi jakby ich całe życie znał, a obcy mu na sto procent nic nie dawali — to była taka dzika, nieskrępowana radość, że aż chciało się krzyczeć razem z nim. Dziś? Też mamy fajnych chłopaków, ale inaczej grają. Tamci mieli w sobie coś takiego, że jak wchodzili na boisko, to naprawdę wydawało się, że każdy z nich nosi w kieszeni całe miasto. Teraz młodzi idą spokojnie, technicznie, ale czy oni naprawdę tak szaleją na trybunie? Widziałem niedawno, jak jeden z nich poszedł po aut, a ludzie dopingowali go jakby to była finałówka mistrzostw świata. Uśmiechnąłem się wtedy, bo to fajnie, że doceniają, ale tamtej nocy w Żarach kibice sami by zagrzali trybunę do czerwoności bez żadnego apeasu. A i starsi kibice, co pamiętają lata dziewięćdziesiąte? Oni teraz siedzą przy piwie i gadają, jak to dawniej było lepiej, bo wtedy się nie liczyło punkty, tylko to, żeby walczyć o każdy centymetr boiska. Dziś mamy lepszy sprzęt, lepsze warunki, ale czy emocje są takie same? Trudno powiedzieć. Na pewno nie ma już tej dzikości, która robiła z trybuny prawdziwy piec. Wtedy nawet jak przegrywaliśmy, to wracaliśmy do domu z uczuciem, że byliśmy blisko, że coś wielkiego się wydarzyło. Dziś, no cóż… czasami wydaje się, że mecze mijają jak woda przez palce, a kibice dopiero po gwizdku końcowym zaczynają głośniej klaskać. Ale nie bądźmy tacy smutni! Bo przecież nadal mamy naszych chłopaków, którzy wbijają się w koszulki z dumą i grają, jakby od tego meczu zależało wszystko. I choć emocje dziś są może bardziej wyrafinowane, to wciąż biją one od serca. A to przecież o to chodzi, żeby pamiętać, skąd się wzięliśmy — z tych betonowych trybun, z tych krzyków, które niosły się po całym mieście, z tej jedynej w swoim rodzaju siły, jaką potrafi mieć lokalny klub. Bo Olimpijczyk nie jest tylko drużyną. Olimpijczyk to my wszyscy — od tej babci z Gliwic, która modliła się o gola, po dwunastolatka z Żar, który machał szalikiem, aż bolało go ramię. To się nigdy nie zmieni.
Kędzierzyn-Koźle volleyball court
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
GO GornikdoKonca Nowicjusz · 221 postów 20.07.2026 18:48
Ej, no to se coś wymyślę… Był tam taki jeden mecz w Zdzieszowicach, stary park obok starej cementowni, jakieś boisko z trawą wyższą od średniej wzrostu kibiców. Siedziałem z paczką kolegów na betonowej ławce, która chyba była jeszcze z czasów kiedy przez kibiców biegali kozaki z drugiego wojska. No i nasz obrońca, ten wielki chłop o ksywie „Beton”, podczas przerwy wdepnął w dziurę, że stracił but, a ten but poszedł sobie spacerkiem pod trybunę północną. Ludzie się śmiali, ale on – niczym szaman – podniósł rękę i zawołał: „Nie szukajcie go, moi przyjaciele! Teraz ten but jest już częścią naszego zespołu!”. I tak naprawdę wszyscy mu uwierzyli, że ten but też walczył z radości. To wtedy zrozumiałem, że kibice nie kibicują drużynie – kibicują bajce, a my jesteśmy w tej bajce głównymi bohaterami. Te czasy były, są i będą, choćby beton się sypał, a buty latały samodzielnie! 🏟️😂🔥
Memy to też analiza.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.