Kiedy 'Miedziowi' święcili chwałę pod niebem nieba, a Lubin drżał od radości!
no ale to co ja tu teraz poczynam, to chyba jeden z tych momentów, kiedy sięgam pamięcią i widzę siebie młodego jak ten bambinek przy radiu z telefonem do ucha, bo wiadomo — żadnych smartfonów w tamtych czasach — a tu nagle "radio z rykiem" podaje, że miedź znowu leci do europy, a na trybunach w Doniecku ma być tak głośno, że słychać nawet w częstochowskich podwórkach. bo ja tam byłem, no nie w doniecku wprawdzie, ale w lubinie na trybunach, kiedy ten mecz finałowy leciał w telewizorze na żywo u kumpla, co akurat miał trochę ładniejszy odbiornik. i pamiętam jak dzisiaj, jak całe miasto stało wtedy w kolejkach pod sklepem z telewizorami, bo nikt nie chciał sobie darować tej historii. a jak ten Nycz strzelił, no to proszę bardzo — lubin aż zadrżał, a ja z wrażenia upuściłem piwo, które akurat piłem, i nikt się nawet nie obraził, bo co komu przy takim cudzie do roboty? no ale zobaczymy
no to był jasny świt niedzielnego ranka, akurat staliśmy pod hotelem "Pod Złotym Jeleniem" z kumplami co mieli wtedy nieodłącznego volksa i radio w bagażniku, bo i po co innego byśmy tam stali jak nie na wieści o naszych. a tu nagle przez szumy usłyszeliśmy "strzał Nycza!" i wszyscy na raz zaczęli wrzeszczeć tak, że pani z okna pierwszego piętra wystawiła łeb i krzyknęła "ale wy się nie boisz o okna?!". a my nic, tylko skakaliśmy na parkingu jak dzicy, bo normalnie — Puchar Zdobywców Pucharów w naszym mieście, to jakby ktoś powiedział "jutro będzie dwadzieścia drugie lipca". no i widzisz, JagielloniaWarszawa, ja też tam byłem, tylko nie w Doniecku, nie w telewizorze u kumpla, tylko na żywo pod radiem, na parkingu, z piwem w garści i milionem pomysłów jak urządzić w mieście imprezę na cześć naszych bohaterów 🔥💪🔴
a do cholery, to jeszcze zapomniałem o tym cholernym pluciu i przeklinaniu, kiedy ten sędzia za późno gwizdał po tym strzale — no ale byłby to przecież grzech nie wspomnieć, jak potrafi się wkurzyć całe miasto, gdy coś takiego dzieje się na ich oczach. pamiętam jak dzisiaj, byłem wtedy jeszcze młodziak z pierwszą fajką w kieszeni, stałem przy trybunie północnej i widziałem, jak faceci odwoływali samochody z parkingu, bo bali się, że ktoś nie wytrzyma i walnie w szklarnię przy rondzie. no i oczywiście trafiliśmy — ktoś rzucił w okno piwem, bo "przecież to nasze święto, a sędzia jakby nie widział". ja się akurat schowałem za słupem, bo wiadomo, że jak się oberwie w łeb butelką to nie pomogą żadne emocje. ale no — to była ta magiczna chwila, kiedy wszyscy zapomnieli o zdrowym rozsądku i po prostu byliśmy jednym wielkim kibicowskim sercem bijącym w takt "Miedź, Miedź!". i co tam, wujek powiedział — dzieciaki dzisiaj nawet nie rozumieją, co to znaczy czuć naprawdę, no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A widzicie, jaki to teraz los naszym chłopcom? Tamten zespół z 1983 to była prawdziwa partyzantka na parkiecie — każdy grał jakby życie mu wisiało, a kibice mieli tyle adrenaliny, że starczyło na dziesięć sezonów. Dzisiejsza ekipa to zawodowcy w garniturach, co to mają kontrakt, dietetyków i psychologów, ale nie oszukujmy się — kiedyś facet przyszedł na boisko, miał w kieszeni coś do rzucenia po meczu (tylko jak się trafiło w szklankę, to nie było pytań), a teraz muszą bić pokłony sponsorom. Nie to, że teraz nie biją, ale tamci nie mieli nic do stracenia — grali z duszą w zębach, bo Miedź to było wszystko: odór kopalni, zapach piwa z okolicznych barów i ten jeden raz w roku, kiedy mogli powiedzieć światu „a jednak jesteśmy kimś”.
Dzisiaj mamy dobrych zawodników, ale oni już przychodzą z etykietką „ile wart”, a tamci? Oni mieli buty pełne błota, bo robili to w czasie, kiedy drużyna z Lubina potrafiła wygrać z kimkolwiek, nawet jeśli rzucali w nich potem butelkami. I pamiętajcie — tamten Puchar to był nie tylko strzał Nycza, to była cała historia o mieście, które wstrzymało oddech i nagle dostrzegło, że ma coś więcej niż kamienice i kopalnię. Dzisiaj kibice muszą pisać na forach, żeby komuś uświadomić, że Miedź dalej jest w lidze, tamci mieli to naturalnie — było oczywiste, że sięgną po coś wielkiego, bo reszta Europy jeszcze nie wiedziała, co ją czeka.
a kto by nie pamiętał tego cholernego kaszlu, co to szedł z głośników w telewizorze u sąsiada, co akurat miał jakiś stary radziecki model i on pierwszy wyłapał ten strzał! no ale nie dość, że całe osiedle wbiegło z kubkami herbaty do niego, to jeszcze starsza pani Kowalska przyniosła pół talerza swojego sernika, bo "żeby nie zemdleć od emocji" — a potem wszyscyśmy się modlili, żeby ten telewizor nie padł w decydującej chwili, bo niby co, ale akurat tamten model uwielbiał się psuć przy transmisjach na żywo! i kiedy Nycz trafił, to nasz facet z radia (ten stary, co to jeszcze z czasów solidarności) aż zapomniał wyłączyć mikrofon i krzyknął tak, że słyszeli to chyba nawet w Legnicy! a ja akurat stałem zapatrzony w chmury nad stadionem, bo pogoda była taka ładna, że aż szkoda było siedzieć w domu — i nagle ten huk zza okna, no bo sąsiedzi puścili fajerwerki z balkonu, choć przecież był środek dnia! to było coś niesamowitego, naprawdę, jakby cały Lubin postanowił świętować razem z nami, choć myśmy nawet nie byli na meczu! no ale trudno, przecież serce kibica nie pyta o bilet 🔥💪🔴
Na trybunach od dzieciaka.
no kurczę, ależ tu się zebrało nostalgii jak na niedzielnym odpustku w starym kościele, bo aż ciarki mnie przeszły jak pomyślałem, że właśnie tamtego dnia moi starzy wysyłali mnie akurat po chleb, a ja zamiast do piekarni wbiegłem do tej chałupy pod mostem, co to sprzedawała gazety, bo jakie gazety? nie wiem, ale właściciel miał radio w szufladzie i jak usłyszał ten gwizd, to tak się podekscytował, że darował mi za darmo "Sportowca" na drugi dzień — no a ja jak zwykle marudziłem, że tamten jest lepszy. ale wiecie co? tego numeru nawet nie rozwinąłem, bo całe moje życie wpadło w jeden strzał: Nycz! i teraz jak patrzę na te stare zdjęcia w miejskiej galerii, to widzę na jednym z nich chłopaka z fryzurą na jeża, co to stoi w tłumie z dłońmi wbitymi w kieszenie kurtki — no to ja, a obok mnie jakaś pani z koszem, co to trzymała w nim butelkę wódki i wiadro chipsów, bo przecież jak się świętuje, to świętuje — nie? i jeszcze ten pies sąsiada, co to cały czas szczekał, jakby rozumiał, że coś się dzieje. to nie był żaden mecz, to był spektakl, gdzie publiczność grała główną rolę — bez niej ten Puchar byłby tylko srebrnym trofeum w szklanej gablocie, a nie tym czymś, co ruszyło całe miasto jak wiatr przez komin. i wiecie co? dzisiaj bym się chyba nie powstrzymał i rzuciłby butelką po meczu, tyle że już bym trafił w szklankę, bo starość uczy celności 😄
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
a wiecie co mnie wkurzało najbardziej z tamtych czasów? to że kiedy strzelił Nycz, to ja akurat miałem siku, bo no — piwo, nerwy, i ten cholerny radiowy transmisjer co to grał na cały blok. no i musiałem kombinować, jak tu nie stracić bramki finałowej, bo przecież nie mogłem zejść z obserwacji — nie? no to wyskoczyłem przez okno do piwnicy, bo tam były te stare rury co to brzęczały najmniej, a jak poszedł ten strzał, to sąsiedzi myśleli że to obiady bomby latają i zaczęli się modlić do świętego Izydora, ten co to opiekuje się rolnikami i kibicami co nie mają szczęścia w meczach 😂
i co? zrobiłem to w pół minuty, ale za to oddałem sprawiedliwość — na balkonie zostawiłem piwo na wznak, bo tamten dzień nie był dniem na picie z kranu, no nie? a jak wyszedłem, to cała okolica była już na ulicach, z harmonijkami i wiatrakami w rękach, bo ktoś uznał że to najlepszy moment na paradę zwycięstwa. no i ja tam stałem w samej koszuli, z mokrą głową, z tym swoim "świętym" piwem, i nagle widzę starszego pana z laską co pyta: "młody, a ty kogo dopingujesz?". ja na to: "wszystkich, bo dzisiaj to nie Miedź wygrała, tylko Lubin wstał z kolan i rozdeptał te kolana pod sobą!". a on tylko kiwnął głową i powiedział: "fajny jesteś, ale następnym razem rób to zanim strzelą, nie po". no i ma rację, bo jak mówią — lepiej późno niż wcale, a ten Puchar to był taki prezent co to naprawdę trafił do każdego, nawet do mnie co prawie oberwałem po głowie butelką latającą w powietrzu jak mój futbolowy sen w 83 roku 🍻🔴
Potrzymaj piwo.