Kiedy miedź płonęła ogniem trybun: powrót do legendy Cuprum Lubin!
o kurczę, dopiero co zacząłem grzebać w starych pudełkach z kasetami, a tu mnie nagle ten mecz z Legią z 99-tki dopadł jak stary znajomy – taki, co się zawsze uśmiecha zza szafy, choć plecy już bolą od lat... pamiętam ten wieczór, cholera jasna, przychodziłem na trybuny z małym ósemką w kieszeni, bo bilet na drewniak kosztował tyle co pół litra piwa, no a ja byłem jeszcze na etacie studenta co kombinuje z dziewczynami jakieś darmowe wejściówki. ale do rzeczy – ten mecz, ten cholerny mecz! nie dało się nie czuć, że coś się dzieje, bo ludzie zaczęli śpiewać jeszcze przed gwizdkiem, a jakby tam ktoś zapiął mikrofon pod ścianę pawilonu, tobyśmy zagrzali powietrze do czerwoności.
i co ty mi powiesz – mały, który przyszedł po raz pierwszy w życiu na miedź, wrócił do domu z flagą na ramieniu, bo sąsiad mu ją pożyczył na chwilę, a na drugi dzień niósł ją na szkołę jak jakiś skarb narodowy. tak, tak, to było coś takiego, że teraz, jak się patrzy na te stare filmiki, to aż serce łomocze – no, ale zobaczymy, czy młodzi to w ogóle ogarniają...
a ten mały, co dziś chodzi z dziobem od piłki nożnej, a nie że sfera 😂, to ja go widziałem jakby to było wczoraj – stałem tam, przy samej bandzie, z tym cholernym fajerwerkiem w kieszeni co go jebnąłem od kumpla co pracował w sklepie z ogniami, no i ten mecz, cholera, jak im wbijali te gole, to ludzie tak naprawdę nie śpiewali, oni JECHALI – nawijałem taki kawałek o naszym środkowym co nie mógł złapać równowagi po jednym ataku, że aż zrobiło mi się sucho w gardle od krzyku... a ten gosciu, ten facet co miał nos w powietrzu jak chart, to pamiętam, że mu się bandaż od rękawa oberwał i latał tak przez całe boisko jak jakaś wstążeczka... no i ten sędzia, kurde, jak go kopnął któryś z naszych w tyłek za faul na naszym rozgrywającym, to huknęło tak, że aż echo szło na perony
Swoich się nie zostawia.
oj, jak czytam te opisy to mi się zaraz w gardle zrobił gulka jak u dwudziestoletniego chłopaka co pierwszy raz widzi mecz na żywo. pamiętam jak dziś ten wieczór, byłem wtedy na trybunie za bramką, tam gdzie zawsze mieliśmy największy huk – i nagle, nie wiem czy ktoś rzucił petardę, czy to sam powietrze tak trzeszczało, ale eksplodowało to śpiewem "ojcu naszemu" coś w stylu "miedź, miedź, jesteśmy z tobą!". a tam, w tłumie, stał facet w granatowej kurtce co krzyczał do swojego kolegi "hej, stary, ty widziałeś kiedyś jak taka atmosfera trafia w ciebie jakby ci ktoś pięścią walnął w pierś?". ja wtedy miałem może z dziesięć lat mniej, ale i tak mi się nogi uginały jakbym pił czterdzieści deko na czczo. ten mecz, cholera, to nie była zwykła gra – to była jakaś obrzędowa zabawa, a te trzy gole to były jak trzy serie fajerwerków coś na sylwestra, tylko że w środku sezonu. i jak teraz patrzę na te filmiki, to myślę że ten mały, co niósł tę flagę, nie wiedział jeszcze wtedy że zostanie zarażony tym wirusem na całe życie. no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
a pamiętacie tego gościa co przyszedł na mecz z banerem "Cuprum – bo srak w Legię"? no kurde, facet musiał go zwozić w kawałkach, bo normalnie baner to by nie przeszedł przez bramkę 🤣🔥 i jeszcze miał te nożyczki przyklejone taśmą do kurtki, żeby dogryźć się sędziemu jakby co – ale że nie dogryzł, to mu biedak rozdał pieczątki na trybunach jakby to było przyjęcie weselne 😂 a jak strzelił drugi gol naszemu, to facet rzucił baner pod nogi arbitra i krzyknął "walcie, żeście marudy!" – sędzia uciekł w panice, a my tam waliliśmy się ze śmiechu tak, że strażnik musiał nas rozdzielać jakbyśmy byli na meczu piłkarskim