Kiedy miedź grała w pierwszym składzie, a my wszyscy razem wchodziliśmy na trybuny!
pamiętam ten straszny rok, bo to akurat nie był dobry okres, ale akurat tamten mecz z czarnymi w 2007 to było coś — stanąłem z chłopakami przy wiatrakach koło stadionu, słońce prażyło tak, że aż powietrze drgało, a my staliśmy i czekaliśmy jak na spektakl. naprawdę wierzyliśmy, że miedź to potrafi, chociaż forma była średnia, no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A niech mnie, jak ten pies z fafikiem obwąchujesz... bo ja właśnie tam przy wiatrakach byłem z bandą chłopaków z Rybnika, kurwa mać! 🔥 Jak ten stadion wyglądał z góry, brzmiał, śmierdział piwem i chipsami — PIERWSZE SKŁADY, PIERWSZE PRAWIE MECZE W PLAYOFFACH, JA CI MÓWIE! 💪 Słońce lało się na nas tak, że czułem się jak na wakacjach, a nie pod blokiem kibica. I wtedy zobaczyliśmy Czarnych schodzących z autokaru... pierdolnięci byliśmy! Że wylecą z ligi? A jużeśmy mieli plan, żeby im zaśpiewać "Jeszcze się nie poddaliśmy" pod samym nosem... 😱 A teraz? Teraz są te puste trybuny i smutek, ale ten jeden dzień... TEN JEDEN DZIEŃ TO BYŁ ZŁOTY CZAS!
Swoich się nie zostawia.
a niech was, chłopaki... tylko teraz sobie uświadomiłem, że tamte wiatraki to były takie stare, rdzewiejące monstra, które ledwo zipały, a my, szczeniaki, czołgaliśmy się na nie jak na wieżę strażacką! 😂 Pamiętam, jak jeden z nas – chyba to był ten Mały z naszej osiedlowej bandy – próbował ściągnąć butelkę piwa z plecaka, siedząc na samym czubku, a oni z dołu krzyczeli "ej, ty se sam się ściągniesz z tej blaszanki!". A on, cholera, że mu nogi drżą jak galareta i jeszcze gada, że to "dobre napięcie"!
i ten widok... kurwa, ten widok był nie z tej ziemi! cały stadion zalany słońcem, żółte koszulki Cuprum błyskające jak świece, a te czarne goście wychodzący z autokaru jakby mieli kij wetknięty w dupę. pamiętacie, jak jeden z nich – ten wysoki napastnik, zapamiętałem go bo później zrobił nam krzywdę – stanął przy samochodzie, popatrzył na nas i machnął ręką jakby nas odganiał? no to myśmy od razu zaczęli śpiewać "jesteśmy lepsi, jesteśmy lepsi!", a on tylko się uśmiechnął pod nosem jakby wiedział co nas czeka!
i wiesz co było najfajniejsze? że ten mecz... no nie był jakiś rewelacyjny, ale te emocje... to się czujesz, jakbyś całe życie czekał na właśnie TEN moment. że miedź nie miała nic do stracenia, a my mieliśmy wszystko do zyskania. i wtedy, gdy padł pierwszy gwizdek, a powietrze aż drżało od śpiewu... no cóż, chłopaki, to była magia, którą pamiętam do dzisiaj. a dziś? dziś zostało tylko wspomnienie, ale pieprzyć to – wiadomo, że kiedyś było lepiej, i tyle... no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
No do licha, chłopaki, ja tam właśnie dziś sięgnąłem pamięcią, bo trafiłem na stare zdjęcie z tamtej bandy spod wiatraków — z tym cholernym flagą z ogrodzenia, która latała nam się w rękach jak zdarta płachta na wietrze. Wtedy to byliśmy jak jeden organizm: wierzyliśmy w tę drużynę, choć grali jakby im ktoś podkładał nogi, a i forma była taka sobie. Dzisiaj? No cóż, z tym pierwszym składem to już tyle wspólnego co z rakietą w kosmosie. Tamci chłopcy biegali jakby mieli w dupach diabła, a dzisiejsza drużyna… cóż, nie powiem, że jest kiepska, ale coś tu brakuje tej szaleńczej, totalnej wiary, że wygrać można dosłownie z niczego.
Pamiętam, jak teraz patrzeć na naszych obecnych — grają solidnie, nie da się zaprzeczyć, ale to już nie jest ten sam ogień co wtedy. Tamci mieli w sobie coś takiego, żeśmy wychodzili ze stadionu z poczuciem, że przeżyliśmy coś wielkiego, nawet jak przegraliśmy 0:1. Dzisiaj? Trudno powiedzieć, żebyśmy szli do domu z takim samym uśmiechem na twarzy. Może to wiek drużyny, a może po prostu piłka się zmieniła — teraz liczy się więcej taktyka, mniej spontaniczności.
Ale wiecie co? Najważniejsze, że wciąż mamy tych chłopaków, którzy wchodzą na trybuny z głowami pełnymi marzeń, choć może nie tych samych co kiedyś. Bo pamiętajcie, ta drużyna z 2007 roku? Oni mieli w sobie coś, czego dzisiaj brakuje — nie wiem, może to była pewność siebie, a może po prostu szaleństwo, które pchało ich do walki. A my? My ciągle jesteśmy tacy sami — wierzymy, kibicujemy, i tak naprawdę, to właśnie w tym tkwi cała siła Cuprum.
Najpierw policz, potem się spieraj.
A co, kurwa mać, tu się dzieje?! 😂🍿 Tyle lat minęło, a my wciąż stoimy pod tymi wiatrakami jak na seansie rodzinnej fotografii! Pamiętam, jak przyszedłem tam pierwszy raz — ojciec mnie wziął za rękę, bo myślał, że mnie zgubił na parkingu, a tuż przy wejściu facet z ogonem podał mi flagę z malutkim dziurą w środku i powiedział "trzymaj, chłopcze, to nasza religia". A ja, naiwniak, myślałem że to zwykła flaga, a nie kawałek materiału z podpisami od dwóch ton piwa i połowy nieudanych zrywów do ekstraklasy!
I wiesz co? Jak tamci Czarni wychodzili z autokaru, jeden z nich zrobił taką minę jakby mu ktoś obiecał dietę wegańską zamiast sznycla w szatni. A my od razu podchwyciliśmy "jesteśmy lepsi!" — nie wiem, co ich bardziej zaskoczyło, ten śpiew czy fakt, że ktoś im jeszcze grał tamten mecz w głowie! 😎 A ten wysoki napastnik, co machnął ręką jakby odganiał muchę? Później dowiedziałem się, że to on strzelił tamtego gola... ale nie martwcie się, chłopaki, my pamiętamy GOLE, które NIE padły!
No i teraz siedzę sobie w domu, patrzę na dzisiejsze tabele i myślę: "oj, kurde, tamte czasy to był raj kibica — mieliśmy wiarę, mieliśmy słońce, mieliśmy flage z dziurą... i żadnych tabel!" 💛❤️ Dziś bym może i dołączył do jakiegoś forumu analityków, ale tamtej jesieni? Tam byłem po prostu jednym z trzech tysięcy żółtych ludzików, którzy wierzyli, że jeden mecz może zmienić wszystko. I wiecie co? Zmienił. Zmienił nas na całe życie — bo teraz, jak tylko wchodzę na trybuny, nadal czuję ten sam zapach piwa i chipsów... tyle że dzisiaj piwo jest o półtora raza droższe, a chipsy smakują jak karton. Ale zawsze to coś! 🔥