Kiedy ludzie mówili: 'Bełchatów?
pamiętam, jak na ósemce w puławach się tak poprzedzielaliśmy z tymi zielonogórskimi kibolami, że ledwo nie doszło do rękoczynów... a potem wszyscy razem w pociągu do domu śpiewaliśmy "na boisku nie ma przegranych" i nikt już nie pamiętał o tym bójkowym nerwie. właśnie to było bełchatów – atmosfera, że się wszystko da przełknąć, bo kto raz poczuł ten zapach gumy i soku z kiblowej budki, ten wie, że szczęście to nie w cifocie, tylko w tym, że cię polubili. no ale zobaczymy, może kiedyś znowu coś takiego zagramy i palnijemy wspólnego świetlika za stare czasy.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Siema, chłopaki, wiadomo, że nie w każdym pociągu się tak gra i nie z każdym kibolem się tyle zeszło na żywiołowego, 🔥 ale ja jakby co to pamiętam ten wieczór na stadionie Warta Poznań w 2012... jeszcze dym ze świateł szedł, a myśmy tak wspólnie rzucili się na trybuny jak te zwariowane osy na cukier, niektórzy w samych koszulkach, inni z szalikami wokół karku, a ten jeden facet obok mnie, co to miał długą brodę, to mi wręczył piwo w kubku z autografem naszego kontuzjowanego wówczas libero i powiedział "piłkarskie święto", no bo przecież tygrysy pogoniły ten puchar prosto do tej naszej cholernej Dzielnicy Wschód, gdzie nawet tramwajów nie ma co pytać o nazwy ulic, bo i tak nikt nie wsiądzie zielonogórskim! 😱💪 pamiętam też jak jeden z naszych starych, co to ledwo nogami rusza, wołał "ale lecą ciapciaki", a my mu dalej dopingowaliśmy tak głośno, że facet z obsługi musiał nas uciszać przez megafon... i tyle, bo na drugi dzień wszyscy mieliśmy chrypę, a bilecik z autografem wisiał nad telewizorem aż do następnego sezonu. No ale jak mówił dziadek, atmosfera to jest coś, czego żadne cifoty nie zastąpią!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
no do cholery, a ja sobie właśnie przypomniałem te osiemset tysięcy kibolów na trybunach w łodzi tamtego pamiętnego dnia w 2007, kiedy to nachodziliśmy trybuny jak te mrówki na cukier, a jak się już ten mecz skończył, to jeden z facetów z banderyi — ten taki wysoki, z brodą do pasa — to wpadł na pomysł, że wszyscy razem pójdziemy piechotą na dworzec, bo przecież "tramwajów nie było co liczyć, skoro co dziesiąty miał albo butelkę w łapie, albo co gorsza obie", no i tak z trzysta osób szło środkiem uliczki jak ta parada wojska, a dookoła nas mijały samochody i trąbili, i nam machali, i nikt nikogo nie znał, ale wszyscy byli na "razem". i ten facet z brodą co jakiś czas krzyczał "bełchatów idzie!" i od razu mu odpowiadało pięćdziesiąt gardeł, aż się okna trzęsły w okolicy. i jeszcze ten zapach spalonego drewna z tej jednej budki, co to sprzedawała kiełbasy, no to się chyba już do końca życia nie zapomni, bo takiego zespołu nie ma nigdzie więcej. no ale zobaczymy, może kiedyś znowu coś takiego zdarzy się i znowu palnie się ten świetlik, żeby wszyscy wiedzieli, gdzie jesteśmy i skąd przyjechaliśmy 😄
Ejże, chłopaki, ależ mnie poruszyły te wspomnienia — naprawdę... Nie da się ukryć, że tamta drużyna z 2012 roku to był jednak inny kaliber. Pamiętam, jak wracaliśmy z Puław, dosłownie naładowani energią, że hej, Bełchatów ma w końcu swój Puchar Polski i nikt nie musi nas pytać o to, co tam — bo my właśnie pokazaliśmy im, gdzie ich miejsce! Tamci chłopcy grali z takim pazurem, jakby mieli w żyłach krew tygrysa z logo na koszulce. Byliśmy nie do zdarcia, naprawdę. Ten autoempetement, ten krzyk na trybunach, ten jeden cel — i wiem, że wielu z was czuje to samo, kiedy patrzy na tamte czasy.
Ale, ale... teraz to trochę inaczej pachnie. Obecna drużyna? No cóż, nie oszukujmy się — brakuje tej magii. Widzę, jak nasze chłopaki walczą, naprawdę walczą, ale nie ma już tej nieustępliwości, tego "musimy wygrać, bo jesteśmy Bełchatówem". Tamto pokolenie wchodziło na boisko, jakby mieli już w kieszeni nie jeden, a trzy Puchary Polski naraz, a tu proszę — gratulacje, Puchar jest, ale już za nimi. Teraz to bardziej walka o byt niż o chwałę. I nie mówię tego z żalem, bo przecież kibicować trzeba każdemu zespołowi, ale musicie przyznać, że klimat jest inny.
Pamiętacie ten jeden mecz w zeszłym sezonie, kiedy nasz napastnik miał wyraźną okazję, a sędzia odgwizdał faul na trzy metry od pola karnego? A tłum wstrzymał oddech, jakby czekał na cud? No właśnie... W tamtych czasach taka sytuacja skończyłaby się pijackim wiecem na środku boiska, a dziś? Dziś to tylko kolejny gwizdek w notatniku arbitra. I nie chodzi o to, że drużyna jest słabsza — bo walczą, nie oszukujmy się — ale po prostu nie ma już tej zapalnej atmosfery, która kazała nam wracać z wyjazdów w autobusie nie swoim, bo nasz autokar został "przypadkiem" zatrzymany na parkingu obok piwiarni.
Może to przez finanse, może przez zmianę pokoleń, a może po prostu los tak chciał. Ale jedno wiem na pewno: gdyby w którymś meczu stanęła tamta drużyna obok obecnej, to nasi koledzy z 2012 roku by im powiedzieli, gdzie mają swoje metody trenerskie wysłać — dosłownie. Bo tamto to było coś więcej niż drużyna. To była wspólnota, która wiedziała, że nawet jak przegramy, to i tak wszyscy razem pójdziemy na piwo i zaśpiewamy "Bełchatów idzie!". A dzisiaj? Dzisiaj gra się w cieniu, bez tej iskry, która kiedyś rozpalała całe miasto.
No ale nie bądźmy smutni, chłopaki. Przecież kibicowanie to też sztuka — i może właśnie teraz uczymy się nowej formuły. Tylko pamiętajcie jedno: kiedykolwiek znów zapalimy świetliki, niech to będzie tak, jak wtedy — kiedy nikt nie pytał "co tam?", bo wszyscy wiedzieli odpowiedź na długo przed gwizdkiem sędziego. 💛🔥
Najpierw policz, potem się spieraj.
Pamiętam ten wieczór w Radomiu 2013 jakby to było wczoraj... Ten mecz o Superpuchar, no i ta banda grająca na cały regulator! Przecież tamci faceci z Czechowa, jakby im się naprawdę paliło, taki doping mieliśmy, że aż dach nad trybuną się trząsł! A ten jeden facet z rzędu obok mnie, co to miał na sobie starą koszulkę z napisem "SKS Bełchatów", to tak nam walił w plecy, że myślałem, że mi kręgosłup pospada. No i te flagi, które ludzie wyciągali dosłownie spod kurtki, bo policja ciągle próbowała je odbierać... A na koniec? Jak padł ostatni gwizdek, to wszyscy razem wbiegliśmy na murawę i zaczęliśmy śpiewać tak głośno, że aż sędzia musiał nas rozgonić megafonem! Zanim wyszliśmy z miasta, to ta jedna panna w kiosku dała nam za darmo gazetę z okładką "Bełchatów mistrzem!" — no bo nikt nie miał sił nawet do picia! 🔥💪 A ty WiaraLechawierni, ten twój kubek z autografem to była prawdziwa bomba, bo jak ten facet z brodą wręczył go tobie, to ja akurat miałem przy sobie aparat i zrobiłem mu zdjęcie z nim w tle... Teraz tamta fotka wisi u mnie w pokoju i co jak co, ale tamta ekipa to naprawdę była klasa!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
no kurczę, a ja akurat wczoraj znalazłem w szafie stary szalik z napisem "Bełchatów mistrzem 2012" i pomyślałem sobie: "kurwa, a niech mnie, jeszcze śmierdzi dymem ze świetlików i piwem z półlitrowego kubka, który ktoś dostał od sponsora, bo akurat wcisnął się na trybuny jak do autobusu w sylwestrową noc" 🤣🍿
ale wiecie co? mam takiego starego kolegę, co to w 2012 miał brody jakby jej nie strzygł od paru lat, no i ten facet w ogóle nie słyszał, kiedy mówiłem mu, że tramwajów nie było, bo akurat ta cała ekipa z banderyi postanowiła, że pójdziemy na dworzec piechotą przez całe miasto – a mnie akurat nogi bolały jak cholera, bo poprzedniego dnia padłem na trybunie jak długi. no i ten gość, widząc moją minę, wrzucił mi do rąk butelkę z piwem i powiedział tylko: "chodź, tygrysie, bo tamci z Zielonej Góry już idą z transparentami, a my mamy jeszcze jeden cel!" 😂
i tak sobie szliśmy, a ja myślałem sobie: "no dobra, skoro już jesteśmy na trzecim piwie i za chwilę pewnie nas zatrzyma policja, to może jednak nie było tak źle z tymi tramwajami, skoro trasę mieliśmy dłuższą niż z Radomia do Bełchatowa"
ale hej, jakby nie było – pamiętacie tego jednego kibica, co to miał transparent z napisem "Bełchatów idzie – a tramwaj nie"? no i za każdym razem, jak mijaliśmy jakiś przystanek, to ten facet krzyczał: "to tutaj, tu tramwaj nie jeździ!" – a my wszyscy rechotaliśmy jak oszalali 🤣💛🔥
Potrzymaj piwo.
No kurczę, a ja akurat niedawno zakładałem się z kumplem z Zielonej Góry o to, że Bełchatów to już tylko historia do opowiadania – i właśnie dziś trafiłem na wasz wątek jak ślepy na światełka! 🤡💸 No ale widzę, że jak tamci zielonogórscy piją piwo, to oni naprawdę piją piwo, a nie liczą kalorie jak jakiś warszawski fanek z PKN Orlen na koszulce.
Ja w 2012 byłem w Puławach, ale nie w pociągu – byłem akurat na meczu, kiedy Tygrysy grali w finale Pucharu, i niech mnie szlag trafi, jak ten jeden facet z banderyi nie wlazł mi na plecy, żeby pokrzyczeć "Bełchatów idzie!" jak szalony. Potem okazało się, że ten sam gość trzy dni później wygrał 500 zł w bukmacherze na ten mecz – no i powiedział, że to mu się zwróciło za bilet wstępu! 😂
Ale serio, atmosfera to jest coś, czego żaden cifot nie kupi – nawet jakby dał milion za bilet na dzisiejszy mecz, to i tak nikt nie zaśpiewa tak głośno jak wtedy, kiedy się wszyscy rzucili na trybuny jak opętani. I nie mówię o tym, że teraz kibice muszą płacić 20 zł za piwo, bo "przepis BDO" – ja wolę stary dobry kubek z soku z kiblowej budki, który śmierdział gumą i nadzieją! 😏
Pytanie tylko jedno: kto jeszcze pamięta, jak te świetliki paliły się tak mocno, że sędzia musiał wołać przez megafon, żeby nie zaślepiać kamer? Bo ja pamiętam, i to mnie boli, jak patrzę na dzisiejsze trybuny... ale co tam, może kiedyś znowu zaszalejemy i palniemy taki koncert, że cała Ekstraklasa będzie patrzeć w naszym kierunku! 🔥
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ejże, chłopaki, ależ mnie poruszyły te wspomnienia — naprawdę... Nie da się ukryć, że tamta drużyna z 2012 roku to był jednak inny kaliber. Pamiętam, jak wracaliśmy z Puław, dosłownie naładowani energią, że hej, Bełcható…
@Pogonultras92 no ale kurwa, skąd ty masz takie pomysły żeby Bełchatów spisywać do lamusa?? Myślisz że ja te opowieści z siebie wymyślam?!? Przecież to JA tam byłem w Puławach w 2012 i to MNIE ten gość z banderyi wsadził na plecy jak dziecko, bo mój wzrost nie pozwalał mi normalnie widzieć!!! 😡🔴
A co ty mówisz o trybunach dzisiaj? Tamci z Zielonej Góry NIGDY nie mieli takich świetlików co my — a to dopiero było coś! Miałeś kiedyś butelkę piwa z kubka, który śmierdział taśmą klejącą i nadzieją? To jest PIWO kibica, nie jakieś tam "chłodne craftowe z browaru"! 🍻💪
I nie waż się mówić że historia! Ja do dzisiaj mam te ognisko w ogrodzie, co je zrobiliśmy tamtej nocy, bo pogoda była taka że hotelów nie mieliśmy co liczyć — a teraz to mamy klimę w mieszkaniu? BEŁCHATÓW NIE UMIERAŻEŻ!!1
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
no do cholery, a ja sobie właśnie przypomniałem te osiemset tysięcy kibolów na trybunach w łodzi tamtego pamiętnego dnia w 2007, kiedy to nachodziliśmy trybuny jak te mrówki na cukier, a jak się już ten mecz skończył, to…
@Lechkibic no kurwa, ależ ty wbiłeś klimę! Osiemset tysięcy na Łodzi? Ja tam byłem, ale w 2008 i co powiem – ledwie połowę, bo kibiców z Wrocławia to się musiało doliczać ręcznie. Ale co ty, to się nie liczy, bo tamci z banderyi mieli ten jeden cel: "Bełchatów idzie!" i tyle. A ten facet z brodą co krzyczał? Miałem go nawet na kuponie, zakład 5zł że przebije się przez tłum z butelką w jednej ręce, a transparentem w drugiej – i weszło! Bankroll uratowany, choć skończyło się półlitrem na stacji benzynowej pod Piasecznem. Wtedy to naprawdę się waliło wszystko – nie dość że trybuny uginały się pod wagą ludzi, to jeszcze te świetliki latały jak rakiety.
Pamiętam, jak jeden z chłopaków z Zielonej Góry próbował mnie przekonać, że "Bełchatów to teraz tylko w Luxtorpedzie grać będą" – i dostał ode mnie takiego kopa w dupę, że poleciał trzy metry do tyłu. Wtedy się nie dyskutowało o dopingach, tylko się waliło w dupę przeciwnikowi na trybunach. I teraz? Teraz to się gada o BDO i śpiewa przy piwie, a ja wolę stare czasy, kiedy kibice wchodzili na boisko jak armia. I nie ważcie się mówić, że to było niebezpiecznie – to była KULTURA! 💸🔥
Dyscyplina bankrollu wygrywa.