Kiedy Lechita grał w Gdańsku, a my mieliśmy piwo od dziecka i nikt nie patrzył na flagę Wisły na stadionie!
pamiętam ten mecz jak dziś, bo akurat miałem z sobą starszego brata, a on to był taki z tych co mówił że lech to nie dla niego, bo na podwórku grał w warcaby no i w ogóle gadki gadkami. poszedłem z nim na stadion bo zawsze sobie myślałem że może go jakoś przekonam, a tu nagle Lech wyjdzie i pokaże co potrafi. i tak się stało — ta cała reszta, te tranzytowe gadki, wszystkie pierdoły, posypały się jak domek z kart. siedzieliśmy z bratem na trybunach, piwo w ręce, kibice dookoła wrzeszczą, a myśmy się tylko śmiali że tyle razy gadał o tym że nie da rady, a tu gol za golem. no i ta chwila jak padł ostatni gwizdek, chłopaki z Wisły sto lat podnoszą a my z tym naszym bratem stoimy, obaj zrelaksowani i zadowoleni. pamiętam jak brat mi wtedy powiedział „no dobra, może jednak Lech jest w porządku”. no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
@DziadekzDawnychLat no i doczekałeś się swojego „może jednak Lech jest w porządku”, co? A bratanek twój to był jeden z tych co myślał, że piłka to sport dla leniwych, bo przecież w warcaby to on wnosił honor rodziny. Ale wtedy, na tym meczu, nie było mowy o honour. Tylko o golach i o piwie, które smakowało dwa razy lepiej jak kibic szedł dookoła z banerem „Lech poznaj się” i miał za sobą dziesięciu obcych facetów śpiewających „stare, dobre czasy”. Tamten Lech to był team co grał jak do kibiców pisali — prosto, bez kombinowania, a kibice odpowiadali tym samym luzem. Kurs tamtego dnia był jeden: zaufanie. I wyszedł 3:0, a bratanek twój później przyznał, że warcaby to jednak nie jego żywioł. Takie mecze to rzadkość, że aż szkoda myśleć jak dziś liczą się tylko transfery, a nie to, żeby zagrać „z duszą”. Raz się żyje, a bankroll się nie rusza, gdy wpisujesz „Lech — Wisła Gdańsk 3:0” i masz w kieszeni puste kieszenie, ale pełne serce. 💸🔥
@DziadekzDawnychLat no siema stary! 🔥🍺 Pamiętam ten mecz jakby to było wczoraj bo akurat ja z kumplem mieliśmy bilety na trybunę „goście” i myśleliśmy że to będzie jakaś jatka — a tu proszę, widzimy brata co grał w warcaby i gadał że Lech to banda cwaniaków a na końcu to on stał z nami i pił piwo jakby nie było jutra! No ale trudno, serce mówi wszystko — kibic się nie wybiera, kibic się rodzi i koniec kropka! Te dni to był czysty szaleństwo, luz, brud na butach i takie głośne „Lech poznaj się” że aż słychać było za miedzą! 💪😂 Aż mi się wzruszyło jak pomyślę że brat twojego Dziadka nawet nie wiedział że idzie na historyczny mecz!
Brat ciocie Józia miał warsztat przy Wałach Jagiellońskich, akurat w tym samym tygodniu co ten mecz 93 roku leżała u nas na strychu połówka stelaża do pralki i cała gromada gości zebrała się u nas, bo była promocja w Żabce na 1,20 koszulkę Lech Poznań… wiara zebrana, ja z teściową na kanapie, ale w połowie meczu moja żona wleciała do pokoju z krzykiem „chodźcie bo tu Wiślaacy rzygają przez balustradę z trybuny gościowej” i co mieliśmy zrobić… dołączyliśmy zresztą, bo co to za mecz bez picia na miejscu?! 🍻🔥 staliśmy w tłumie, słońce prażyło, facet obok gadał o tym że Lech to banda cwaniaków co to u siebie grają tylko podpuchami, a my mieliśmy w kieszeni dwie butelki wina na dolewkę… i walnęli 3:0, kurwa!!! jak ten sędzia odgwizdał koniec nikt nie gadał o tranzytach, nikt nie liczył transferów, ludzie tylko klaskali i pili dalej… dosłownie wszyscy tamtego dnia byliśmy jak jedna wielka rodzina, bez klapsów, bez gadania komu kibicujemy — byliśmy razem bo byliśmy w Gdańsku i był Lech 💪😭 te chwile to jest to co kocham w byciu kibicem!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
a pamiętacie ten mecz z 1990 w poznańskim stadionie, gdzie po pucharowym meczu z tą francuską drużyną wszyscy kibice na trybunach śpiewali „my znamy się, my znamy się” jakby mieli jednego chorego w głowie? a ja akurat wtedy przyjechał z rzeszowa z kumplem, który pierwszy raz oglądał żywy mecz piłkarski i myślał że wszyscy kibice to jacyś wariaci z flagami, a tu proszę — wszyscy razem, pod jednym szyldem, bez względu na to skąd. no i takiego gorącego piwa nie mieliśmy nawet w ręce, bo to było na chłodno jeszcze, ale ciepło było w ludziach, że aż szkoda było myśleć o tym że za chwilę każdy pójdzie do domu. potem pojechaliśmy do miasta i wszyscy śpiewali w tramwaju „lech poznaj się”, a nasz kumpel tak patrzył na mnie z szokiem że mu musiałem tłumaczyć że to normalka u nas. no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Patrzcie, tamta drużyna z ’93 to był taki zespół co wychodził na boisko i grał jakby mieli do stracenia całą swoją godność kibica — no bo pamiętajcie, że to była epoka, kiedy Lech to był ten chłop z podwórka, co się nie wstydził wziąć piłkę do rąk i pograć z miejscowymi, a nie jakaś armia sponsorów. Oni grali prosto, czasem grubo, ale zawsze z takim luzem, że jakby na stadionie nie było nikogo, kto by im mówił jak mają to robić. I co najważniejsze — mieli tę fantazję, że nie muszą się liczyć z nikim, nawet z Wisłą w Krakowie. A dzisiejsza drużyna? No kurczę, to co innego — oni mają takich zawodników co potrafią zagrać 90 minut, bez szaleństw, bez obłędu, ale też bez tej magii co wtedy.
Tamten Lech to był team, co nie bał się straty, bo wiedzieli, że kibice i tak ich pokochają przez to. Dzisiaj? Dzisiaj Lech to jest marka, co musi myśleć o europejskich pucharach, o sponsorach, o medialnych wizerunkach. Tamci chłopcy mogli sobie pozwolić na to, żeby wygrać 3:0 i pójść potem do miasta z butelką wina w garści — dziś, gdyby nawet tak zagrali, to od razu ktoś by zaraz zaczął liczyć, ile to ich kosztowało w reklamach, albo jak to wpłynie na notowania na giełdzie. Ale rozumiem — to są dwie różne epoki, i fajnie jest czasem wspomnieć ten luz, co wtedy panował.
A i jeszcze jedno — tamten mecz to była taka symfonia brudu, piachu i walących się trybun, a dzisiaj mamy stadiony z krzesełkami, budki z fast foodem i ceny biletów jak w największych europejskich metropoliach. Tamci kibice mieli w piwie sens życia, dzisiaj wielu ma w nim tylko nawyki. Ale nie mówię, że gorzej — po prostu inaczej.
W sumie, to jak porównać stare radio na baterie z dzisiejszym smartphonem — jedno grało bez zasięgu, ale z duszą, a drugie ma wszystkie bajery świata, tylko czasem nie ma tej jednej nuty co naprawdę dociera.
xG > emocje.
A bo ja wam powiem coś na ten temat — jak Lech grał w Gdańsku to nie było mowy o żadnych flagach, bo każdy miał w ręce piwko, a w głowie tylko "chleba i wina"! 🍷🍞😂 A że to 1993? No pamiętam jak dzisiaj, bo akurat moja ciocia Józia zaprosiła mnie na wesele do Sopotu, a ja jej powiedziałem „ciociu, wesele będzie zawsze, ale mecz Lech-Wisła raz się nie powtórzy!” i popędziłem na stadion jakbym gonił ostatni tramwaj. Siedzieliśmy z kumplem w tłumie, a facet obok gadał o tym że Lech to banda złodziei co kradną podpuchy od Wisły, a myśmy mieli w kieszeni dwie flaszki wina i kawałek chleba na którym widniał napis „Lech poznaj się”. I co? Padł 3:0, a ten gość dalej gadał o podpuchach, ale już z szerokim uśmiechem i piwkiem w garści! 🍺🔥 Jak sędzia odgwizdał koniec, to wszyscy się objęli — niektórzy nawet płakali, bo to było tak piękne, że aż szkoda było iść do miasta. I wiesz co? Jeden facet z Wiślą podszedł do nas, stuknął się z nami i powiedział „no, dzisiaj to Wy jesteście gospodarze” — i tyle. Żadnych gadania o tranzytach, żadnych flag, tylko solidarność i piwo! A jak szliśmy potem do Żabki po promocję na koszulkę, to stary ze straży miejskiej machnął ręką i powiedział „idźcie, dzisiaj Lech grał jak Bóg przykazał!” 😭💪 No i zobaczcie, a dzisiaj ludzie liczą transfery, oglądają mecze w 4K i szukają w internecie, kto komu kibicuje… a tamtego dnia po prostu BYLIŚMY RAZEM i to było najważniejsze! 🎉
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
Patrzcie, tamta drużyna z ’93 to był taki zespół co wychodził na boisko i grał jakby mieli do stracenia całą swoją godność kibica — no bo pamiętajcie, że to była epoka, kiedy Lech to był ten chłop z podwórka, co się nie …
@MistrzBoiska_Kibic no kurwa, aleś ty to ujął — "godność kibica" 😂 Dokładnie tak, bo oni mieli w dupie rankingi, mieli w dupie to że Wisła przyjechała z takim trenerem co to mu nie pasowało nic, a im tylko zależało na tym żeby zagrać jakby mieli podpaloną dupę i wygrać! I jeszcze ten luz, ten luz… Pamiętam ten mecz bo akurat miałem w kieszeni 5 złotych na bilet — połowę zarobiłem na kradzieży roweru co to go jakiś sztywny facet zaparkował przy dworcu, ale nie ważne — wszedłem, usiadłem między facetami co gadali o tym że Lech to banda złodziei co kradnie podpuchy, a po meczu piliśmy wino na stacji benzinowej bo nikt nie miał siły iść do miasta. I co? Padł 3:0, a ja myślałem że mój bilet to najlepiej wydane 5 złotych w życiu! 💸🍷 Teraz to nawet nie wiem czy to był dobry typ, ale wtedy… wtedy było się po prostu KIBICEM, a nie kolekcjonerem kuponów na mecze z reklamą piwa na koszulce. Tamci chłopcy grali tak, że aż szkoda że dzisiaj takich drużyn nie ma — bo dzisiaj Lech to by musiał mieć sponsora na butach, a wtedy wystarczyło im że kibice krzyczeli "stare dobre czasy" i szli z butelką w garści. Takie mecze to rzadkość, że aż się chce płakać jak się na nie wspomina… i jak się patrzy na dzisiejsze ceny piwa na stadionie. 😭
Linia się rusza — łap.