Siatka
30.07.2026, 23:38 Zaloguj Rejestracja
Gdańsk

Kiedy Lechia Gdańsk była królową, a my jej najwierniejszymi poddanymi!

club pride Klub Gdańsk Gdańsk 6 postów ·30 wyświetleń ·Utworzono: 24.06.2026 01:18 ·Zaktualizowano: 24.06.2026 12:54
LE Lechkibic Nowicjusz · 260 postów 24.06.2026 01:18
no kurczę, to by mnie znowu stare czasy targnęło... pamiętam jakby to było wczoraj, ten wrześniowy wieczór 1983, lato się kończyło a myśmy nie mogli doczekać na Lechię-Gdańsk. parę razy w tygodniu wchodziłem pod bramy Ergo Areny, bo kibiców było tyle co szpilka w stogu siana, ale za to serca mieliśmy ogromne. ten mecz z Legią... cholera, dopiero co byłem na trybunie i widziałem jak nasi strzelają jak szaleni, pięć bramek w połowie meczu, a potem te nerwy kiedy Legia dopiero co dorwała kolejne gole. i co? zremisowaliśmy 5:5, a ja potem jeszcze razem z kumplami znowu szliśmy pod stadion, a tam niektórzy już śpiewali "na błoniach", inni pili piwo z butelek w papierowych torebkach, a ja akurat miałem w kieszeni kiełbasę z bułką i czułem się jak król. przez całą noc byliśmy razem, śmialiśmy się, poklepywaliśmy po plecach, nawet obcy ludzie się do nas przytulali, jakbyśmy byli jedną wielką rodziną. no ale zobaczymy
Odpowiedz Cytuj
OD OdMalego_lata90 Nowicjusz · 54 postów 24.06.2026 03:37
A mój dziadek to akurat miał ten bilet na tamten mecz w kieszeni od tygodnia, bo facet był typowy zafiksowany na Lechii i mówił "a niech to, jakieś tam Losy, to i tak będę tam walczył o bilet". Siedziałem z nim na trybunie w szaliku z lat 70. z napisem "GDAŃSK DO GÓRY", a on cały czas mamrotał "kurde, Lechu, nie zawiedź" jakby to była modlitwa. I kiedy padła ta piąta bramka naszych, to on wstał jak opętany i krzyczał "TO JUŻ NASZE, CHŁOPAKI!". Potem biegliśmy przez całe Miasto na ulicę Długą, gdzie już ktoś rozłożył radio na ulicy i mówili komentatorzy coś tam o remisie, ale nam było wszystko jedno — byliśmy na szczycie świata! 🔥💪 Pamiętam zapach kiełbasy zrobionej na miejscu, bo sąsiad się uparł i robił ją na ogniu z wózka, a my staliśmy w kółku jak w świątyni. Rano bolało gardło od śpiewania, ale uśmiech nie schodził z twarzy przez tydzień... szczera prawda! 😱
Gdańsk volleyball spike
Swoich się nie zostawia.
Odpowiedz Cytuj
VA ValueNerd Nowicjusz · 294 postów 24.06.2026 06:36
a te cholerne bilety na 1983 to akurat miałem kupione w tym samym tygodniu co kolega OdMalego_lata90, tylko że ja się dowiedziałem na mieście od starego lotka w knajpie "pod czarnym orłem", który gadał, że będą wpuszczać kibiców na stadion dosłownie na dziko — i tak też było, bo tłumy napierały na wejście za stadionem przy ulicy Walecznych, a policja ledwo zipała. wpadłem tam z kumpelami z chóru "bieda lechia" i mieliśmy ze sobą ten mały magnetofon na baterie, który miał nagrane nasze piosenki na okrągło — no i zagraliśmy sobie "na błoniach" jeszcze przed meczem, jakbyśmy chcieli dopingować samych siebie. a kiedy padła ta pierwsza bramka, to jeden facet obok mnie — miał koszulkę z zielonymi pasami — tak mnie objął, że omal nie wylałem piwa z butelki, i powiedział "no wreszcie, cholerny rudy, dobra robota!"... i to była ta chwila, kiedy się zorientowałem, że tej nocy zapamiętam na całe życie, bo nagle wszyscy byliśmy po prostu rodziną, choć niektórzy się ledwo znali. a rano, kiedy szliśmy w stronę długiej z takim ciężkim uczuciem w klatce, bo nikt nie umiał uwierzyć, że skończyło się 5:5, to jeszcze ktoś krzyknął "heja, chłopaki, jutro znowu tu będziemy!"... i ja pomyślałem, że może właśnie o to chodzi w tym całym kibicowaniu — że to nie tylko o wynik idzie, ale o te chwile, które zostają na zawsze.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Odpowiedz Cytuj
ZO ZosiaKolejorz Nowicjusz · 217 postów 24.06.2026 08:35
Co tam dzisiaj porównywać — jakby ktoś pytał mnie o starego, dobrego kompota w słoiku po ogórkach obok tej nowej "zdrowej" wersji w kartonie z Tesco. Ta Lechia z 1983 to był wręcz fizyczny smak: wilgotny beton stadionu Ergo, papierosowy dym wciągnięty razem z powietrzem, ciepło setek głosów śpiewających równocześnie, a dookoła ludzie z twarzami tak zapalonymi, że można było dotknąć emocji ręką. Obecna drużyna? To jakby kompot wciśnięty w rurkę ze słomką — wszystko jest tam, wiadomo, że owocowe, ale brakuje tej dawki domowego chaosu, tej przypadkowej nuty spalenizny od ogniska koło trybun, tego uczucia, że naprawdę stoisz w środku czegoś większego od siebie. Wtedy mieliśmy w składzie facetów, którzy grali jakby mieli do oddania długi rodzinie, nie jak zawodowcy w kolorowych strojach do prania. Tamten mecz z Legią to nie był zwykły remis — to była pieczęć na życiu kibica, taka, którą potem całuje się przez dekady. Dziś kibice na trybunach są wprawdzie bardziej zorganizowani, fajerwerki fajniejsze, a transmisja w 4K nie mruga, ale gdzie się podział ten konkretny rodzaj szaleństwa, gdy za cenę biletu kupowało się nie tylko dostęp, ale i możliwość wsadzenia nosa w każdą sprawę klubu? Gdzie ten smak kiełbasy zrobionej na miejscu, którą jadło się między innymi z gazetą na kolanach, bo nikt nie myślał o elegancji — ważne, że trzymała się w ręku? Zostaliśmy piłkarskim fanklubem z marketingu, a oni — wtedy — byli normalnymi chłopakami z ulicy, którzy biegli na mecz prosto z huty albo stoczni. I to właśnie tamtego wieczoru czuło się, że nie liczą się podania ani pressing, tylko to jedno: że Lechia Gdańsk to my, wszyscy razem, a nie jakaś marka do sprzedania w sklepie internetowym.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
MI MistrzBoiska_Kibic Nowicjusz · 232 postów 24.06.2026 12:00
Kurde, Zosia, ale mnie dzisiaj rozwaliło — a co tam dzisiaj porównywać, jakby ktoś pytał mnie o starego, dobrego kompota w słoiku po ogórkach obok tej nowej "zdrowej" wersji w kartonie z Tesco. Ta Lechia z 1983 to był wręcz fizyczny smak: wilgotny beton stadionu Ergo, papierosowy dym wciągnięty razem z powietrzem, ciepło setek głosów śpiewających równocześnie... Ale kurde, no właśnie — skąd ty wiesz, że tamtego wieczoru nie było nikogo, kto jednak kiblował ten mecz na śmierć i życie, a potem podzielił się z kimś butelką taniego "/std" tak, że do rana obaj waliliśmy zieloną taśmę w ryzach? Ten "kompot w słoiku" to fajna metafora, ale pamiętasz, jak ostatnim razem byłem na tym nowym meczu z Wiślą, gdzie wszyscy mieli kurtki z logo i gadali o "doświadczeniu kibica" jak o zakupie przez Allegro? Aż mi się w żołądku skręciło, bo tam na trybunie byli faceci, którzy naprawdę wiedzieli, co to znaczy "Lechia Gdańsk" — nie z reklamy, tylko z ulicy. I jeszcze coś: mówisz, że brakowało tej przypadkowej nuty spalenizny od ogniska koło trybun... no ale pamiętasz, jak przed tym remisu z Legią mieliśmy to ognisko nie przy stadionie, tylko na Placu Wolności, bo ktoś przywiózł drewno z budowy? I wszyscy gapiliśmy się na transmisję w radiu jak na wyrok boski, a jak padła kolejna bramka, to ktoś rzucił na ognisko całą paczkę kiełbasek, żeby "leciał dym na niebo i nasi widzieli, że jesteśmy z nimi"? Nie mówię, że teraz to złe — fajne rzeczy się dzieją, a te flagi są teraz takiej wielkości, że można je używać jako płachtę ratunkową — ale tamtego wieczoru mieliśmy coś, czego dziś brakuje: nieporadność. Teraz to wszystko jest jak dobrze zaplanowany show, a wtedy mieliśmy chaos, który miał w sobie tyle samo radości co bólu gardła następnego dnia. I właśnie o tę nieporadność chodzi — że nikt nie wiedział, co będzie, a i tak wszyscy byli szczęśliwi, bo byli razem. A tak w ogóle... to który z was pamięta, jak po tym meczu jeden z naszych strzelców, tamten chudy chłopak z Żabianki, poszedł z nami do "Pod Ratuszem" i przez pół godziny opowiadał nam o tym, jak jego ojciec dostał bilet od jakiegoś pana, który akurat pracował w biurze rezerwacji, bo ojciec był gościem, co to naprawiał mu lodówkę? Prawdziwy kibic to nie taki, co zna statystyki, tylko ten, co zna historię — nawet tę głupią, z kiełbasą i zieloną taśmą. 😂
xG > emocje.
Odpowiedz Cytuj
GO GornikdoKonca Nowicjusz · 128 postów 24.06.2026 12:54
A jak mnie jutro nie ma na trybunie, to przecież wiecie, że to przez tego jednego faceta, co to pił swoją flaszkę z "zielonej broni" akurat pod moimi nogami, a potem mnie oblał, bo "żeby ciepło odczuło mi serce na ten mecz". Ale serio — byłem tamtego wieczoru z kumplami w "Ratuszowej" jakieś pół godziny przed meczem, bo akurat mieliśmy z sobą swojego "eksperta od ogni" — starego Józkę, który twierdził, że znał ogniwo od Piłsudskiego i potrafi rozpalić ognisko tak, żeby dym szedł prosto w kierunku Legii, żeby im "zakręciło w nosach". No i oczywiście: rozpalił je tak, że w połowie meczu pożar alarmowy był, a my się gapiliśmy na dym, który unosił się nad stadionem, i jeden z naszych facetów krzyczał "no wreszcie, kurde, teraz Legia będzie musiała grać w tej chmurze!" Potem jeszcze skoczyliśmy do baru po kiełbasę, a ja akurat zapłaciłem dziesięć złotych, bo kelnerka powiedziała, że "to za dym i emocje", a ja myślałem, że to żart... do dzisiaj nie wiem, czy to była prawda, czy nie. 🤣🔥🍿
Gdańsk volleyball team
Memy to też analiza.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.