Kiedy historia Trento pisała się złotymi zgłoskami na trybunach
pamiętam ten mecz w 1987 jakby to było wczoraj — niebo było zupełnie nieruchome, powietrze gęste od tej bladej zieleni wokół boiska, a myśmy już od rana chodzili z chorągiewkami i butelkami coli schłodzonymi w lodówce na plecaku, bo że w sklepie trza było stanie w kolejce po lód, to każdy wiedział. ten gość w niebieskim — jak on się tam nazywał… no, już nie pamiętam imienia, ale wbijał dryblingi tak, jakby nogi same wiedziały co robić, a obrońcy kłaniali się mu po każdej akcji. końcówka meczu, rzut wolny z dwudziestu metrów, ten nasz czarodziej ustawił piłkę, dmuchnął sobie w dłoń, popatrzył na bramkarza jak na wroga, i już wiedziałeś, że będzie gol. sędzia gwizdnął, piłka weszła pod poprzeczkę, trybuny wybuchły tak, że sąsiedni blok musieli myśleć, że wybuchł fabryczny alarm.
i wtedy wszyscy razem — niegrający wcale oderwali się od ławki, dzieci płakały z wrażenia, a jeden facet z tyłu krzyczał "to jest nasz bóg! nasz maradona z krwi i stali!". było gorąco, nie do wytrzymania, ale wiał powiew takiego szczęścia, że zapamiętałem go aż do dzisiaj. nikt nie liczył minut, nie sprawdzał tabel, po prostu wiedział — to był dzień, który nikt nam nie odbierze.
no ale zobaczymy, jakby coś takiego dziś się powtórzyło — choć w tych czasach kibice muszą jeszcze biegać za biletami jak zwariowani, a nie siedzieć na trybunie z butelką ciepłej herbaty pod pachą
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
kurde, ale historia 🔥😭 no i ten sucharek z tyłu co darł się "nasz maradona" — boże, mam go w sercu odkąd stary ciągnął mnie na te trybuny w 87 roku i pierdo… tata nie miał czasu na bilety, poszedł na budowę i na dzień dobry kazali mu się stawić o 5 rano, ale ja już tam byłem, otulony jego dresem koloru nieba, z naszymi szalikami zawiązany pod brodą bo zimno jak cholera 🥶 no i nagle ten mecz — facet w niebieskim wali takim czubem z dystansu i ja pierożku, nogi mam jak z waty, ale wrzeszczę razem ze wszystkimi jak opętany! i ten zapach — wióry ziółek, pieczone kiełbaski, papierosy mentolowe dookoła, wszystko się rozpływało w tej euforii jakbyśmy pili szampana 🥂 no ale jak padł ten gol, ja z moim 12 latkiem w ramionach aż mnie zemdliło z radości, a mały wybałuszył oczy i pyta "tato, a jak oni to robią?!" — a ja mu na to "syna, to nie oni, to my, cała ta chmara ludzi, co bije się o swoją dumę na tym zielonym boisku" 💪 no i zrozumiał, że Trento to nie tylko drużyna, to coś więcej — rodzinne drzewo kibiców, które rośnie z każdym meczem, nawet tym przegranym 🍀 kurwa, gdybym miał łzy cofnij, to bym ich wylał wszystkie za tamtym dniem — tyle że teraz to już nie mogę, bo trzymam się tego wspomnienia jak klucha i śmieję się, że dziś kibicom tobyśmy nie dali nawigować, bo byśmy zagubili się na drugim końcu miasta przez te blokady policyjne przy stadionie 🚨 no ale trudno, historia się nie powtórzy, ale ta energia — ON JEST W NAM
Swoich się nie zostawia.
no ale ty patrzcie, a ja akurat dzisiaj wygrzebałem z szuflady ten stary papieros, co go zachowałem z powrotem z pucharu — nie, nie ten, co wiem, że ktoś zaraz powie "a po co ci te bibeloty", ale ten zapach… naprawdę, jeszcze tak czuć tamtego lata. to nie był zwykły mecz, to było jak kawałek nieba, które ściągnęliśmy na ziemię raz na zawsze. i wiecie co mnie wkurzało najbardziej? że jak dziś oglądam tamten gol w necie, to wszyscy komentatorzy gadają o "szczęściu", o "niespodziewanym wyniku", a ja sobie myślę — chłopaki, wyście nie widzieli, jak on stał tam przed rzutem wolnym, jakby cały stadion zniknął, zostawił tylko jego i bramkę. i ten jego wzrok — cholera, naprawdę wyglądał jakby się modlił, żeby trafić. nie było tam szczęścia, był trening, były lata, które kładł w noce na boisku przy oświetleniu z lampek samochodowych, bo klub nie miał na więcej. i dopiero jak padł ten gol, to dopiero zrozumiałem, dlaczego moi starsi chodzili z tymi chorągiewkami przez pół miasta — nie dla chwały, nie dla punktów, tylko po to, żebyśmy wszyscy razem mogli poczuć się raz w życiu jak bogowie. no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, ależ wy mi tu teraz wdzieracie się w serce tymi opowieściami jak te cholerne motyle do sypialni na złość 🦋🔥 a ja akurat dzisiaj przeczytałem, że w 87 roku nasz Maradona z krwi i stali, czyli ten gość od dryblingów co walił z 20 metrów, miał jeszcze takiego pecha, że zaraz po meczu musiał uciekać przed swoim własnym psem — bo pies myślał, że facet to mu naje z piłką na spacer i zerwał się za nim galopem przez całe boisko prosto pod trybuny 🐕🦺💨 no i ludzie myśleli, że to nowa sztuczka, żeby rozruszać publiczność, a to była zwyczajna historia o tym, że ówczesna dieta kibica Trento obejmowała nie tylko kiełbaski, ale i psy maruderów z sąsiedztwa 🐶😂 no ale serio, jak sędzia gwizdnął tamten rzut wolny, to ten nasz szef psów wycelował tak, że nawet pies musiał przyznać, że to celny strzał — bo skoczył w powietrze i złapał piłkę w paszczy, myślał pewnie że to nowa zabawka do aportowania 🏀🐕 takiego kibica Trento to nawet pies rozumiał, że to historia godna zapamiętania
Memy to też analiza.