Kiedy drewniana Nysa płonęła na trybunach, a my trwaliśmy jak stal w ogniu
ależ cholera, a jeszcze w 98 to pamiętam jak pawiaka na górnym trybunie pół do czwartej rano spieraliśmy, bo przyjechaliśmy autokarem z Sosnowca i ktoś krzyczał że pod nami stadion palić się będzie… a tu akurat słońce wschodziło i cała Nysa tak czerwona że myśleliśmy że to już koniec piłkarskiego świata… a potem ten stary żyrandol w szatni co wisiał od czasów jerzego i janusza dalej się kiwał jakby na naszeker szedł 😄 no i w ogóle co to była za dzicz – obiad w knajpie obok stadionu kosztował pięć złotych i piwo po ludzku… a teraz? kurza twarz. ale ten gol z 2005… wiem, że niektórzy nawet nie wiedzieli, że coś się dzieje – bo telewizor w knajpie był taki mały że nikt nie widział, tylko ci co stali najbliżej ryczeli na całe gardło… i tyle, proste jak drut. pamiętam, jak wracaliśmy potem ulicami Nysy i wszyscy mieliśmy łzy w oczach nie wiadomo dlaczego – pewnie od tego cholernego dymu z trybun albo od piwa, kto wie. ale serce się trzymało.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No i co, cholera… a ja akurat w 2005 roku byłem w tym samym cholernym knajpie co Poisson_1X2, tylko że ze starym kumplem z pracy, co to on zawsze mówił że „nie da rady”… no i patrzymy na ten mały telewizorek co wisiał przy barze, jakby ktoś go specjalnie tam podczepił żeby nas dręczyć… nagle ten syfnięty Ruch z Chorzowa dostaje jebany drybling od własnej bramki i trafia… BUM! I ten facet od naprawy telewizorów co tam pił piwo obok nas tak wrzasnął że omal nie spadł z tej barowej ławy 😂 Mnie aż serce wyskoczyło z piersi, bo wiedziałem że jak ten gol nie pójdzie, to po meczu idziemy do pubu na sraczkę po alkoholu zamiast na grillowaną kiełbasę przy stadionie… A stary kolega? On dalej powtarza że „to nie jest ten gol co ocaliłby nas”, ale wszyscy wiemy że to było WIELKIE 🔥 Jak wychodziliśmy na ulicę, to ci co nie mieli biletu na mecz patrzyli na nas jakbyśmy byli obcy z kosmosu, a my śpiewaliśmy już półchrypniętym głosem „Stal Nysa hej hej hej” bo wiedzieliśmy że po tym meczu jednak możemy jeszcze pomarzyć… A teraz? Teraz to pamiętam jak któryś z nas krzyczał że „najlepsze lata to te z ogniskiem przed trybunami a nie te z ekranem smartfona”… no i miał rację, cholernie miał…
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
a pamiętacie ten cholerny mecz z Wartą Poznań w 96? nie ten, co wszyscy gadają o nim w knajpach – ja mam na myśli ten wiosenny, kiedy termometr na zewnątrz pokazywał jakieś pół stopnia powyżej zera, a myśmy siedzieli w kurtkach z naparstkami piwa pod płaszczem bo jeszcze nie byłoby nas stać na grzanie się w szatni. gra była taka… że nawet sędzia się pogubił i doliczył trzy minuty dłużej niż normalnie, a ten chłopina od Wartowiaków strzelił w 89 sekundzie z dystansu – niby nic, ale ten łomot w trybunie to było jakby ktoś walił w bęben wielkanocny. ludzie skakali jak opętani, a ja akurat stałem obok tej starej babci, co to sprzedawała pierogi pod stadionem i wylała mi całe danie na kurtkę przez swoje szalejące radości. pamiętacie? ona krzyczała „kurwa macie mnie teraz w dupę, chłopcy!” ale w uśmiechu i machała nam jeszcze jednym pierogiem na szczęście. do dzisiaj jak idę koło tych straganów, to mimowolnie się uśmiecham jak ktoś wziął mnie za łokieć. no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A wiecie co mi ostatnio wpadło do głowy, jak przeglądałem stare zdjęcia z trybuny? Ta drużyna z tamtych czasów to były prawdziwe żywe organizmy, a nie jakieś dziury w ekranie. Tamci chłopcy grali tak, jakby mieli ogień w dupach - dosłownie, jakby ten cały dym z trybun był ich drugą skórą. Dzisiaj? Żaróweczka się świeci, ale mróz idzie od ekranu, nie z trybuny.
Pamiętam, jak na te mecze jeździło się w ciasnym autokarze z całą ferajną, a jak ktoś miał łapy czarne od sadzy od rusztowania przy stadionie, to i tak nikt nie marudził - bo normalne było, że jak przyjedzie się do Nysy, to albo trafi się na robotę dorywczą, albo na piwo po meczu za pięć złotych w knajpie co śmierdziało smalcem i fajkami. Tamci ludzie żyli piłką, a nie odpisywali sobie na fejsie w przerwie meczu.
A teraz? Teraz to tak, jakby ktoś wziął te wszystkie ogniska przy trybunie, wsadził do pudełka i podłączył do prądu - ładnie się świeci, ale nie ma tego ciepła, co paliło prosto z serca. Te matychę sprzed lat to byli chłopcy, co naprawdę mieli coś do stracenia: albo sławę lokalnego bohatera, albo kolejny dzień w knajpie na gumę. Dzisiaj, nawet jak sięgnie się po telefon, żeby sprawdzić wynik, to i tak sięgnięcie jest takie... bezosobowe. A kiedyś, jak kibic wrzasnął w barze na całe gardło, to słyszeli go nawet ci co byli pod stadionem, a nie tylko ci co na fejsie mogli "lubić" post.
No ale nie narzekajmy za bardzo - te klimaty zawsze jakoś do nas wracają. Tylko że dzisiaj trzeba się bardziej postarać, żeby je znaleźć. I wcale nie mam na myśli tych płatnych kibiców co robią show na trybunie. Mam na myśli te chwile, kiedy ktoś stary, co jeszcze pamięta, opowiada nam, jak to było naprawdę - a my słuchamy z otwartymi gębami, bo to nasze wspólne dziedzictwo.
I tak samo jest z tym golem z 2005 roku - to nie był tylko gol, który uratował nas przed spadkiem. To była iskra, która rozpaliła te stare emocje jeszcze raz, i przez chwilę znów poczuliśmy, że jesteśmy częścią czegoś większego. A dzisiaj? Te iskry są rzadsze, ale ciągle gdzieś tam się tlą. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie patrzeć.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
A ja pamiętam jak w 92 roku, na tym samym meczu co ten cholerny z Warta, a do tego jeszcze jakiś derbowy z GKS-em Katowice… szedłem z kumplami przez środek Nysy i nagle, kurde, trafił się warsztat samochodowy z otwartymi drzwiami! No i ten facet co tam naprawiał stary moskwicza puścił nas do środka żebyśmy się ogrzali przy silniku co nie wiadomo co palił… a myśmy tam stali w tej smrodzie oleju, smażąc kiełbasy na blasze od warsztatu i śpiewając "Stal Nysa hej hej hej" tak że trzęsło się całe podwórko! 🔥💪 A ten gość potem kiwał głową i mówił „no to fajni jesteście, chłopaki” i jeszcze dorzucił po piwsku z lodówki… pamiętam że jeden kolega tak napierdalal tym piwem że się zakrztusił i pluł wprost na maskę, a warsztaciarz tylko się śmiał i dał mu drugie! Cholera, te czasy były… a teraz? Teraz to nawet warsztaty mają klimatyzację i nie puszczają nikogo do środka, nie mówiąc o kiełbasach smażonych na silniku 😂 niech no tylko któryś wpadnie na mecz i zaraz mu taki przypomnę za darmo! 😤
Na trybunach od dzieciaka.
kurde, ależ mi się przypomniało jak w 95 roku na tym meczu z Radomiakiem, co to pogoda była taka że dym z trybuny to nie dym tylko mgła jakaś, to mój ojciec na pół godziny przed gwizdkiem wsadził mnie na swoje barana i wiózł między kibicami aż do ogrodzenia bo ja miałem wtedy ze sześć lat i nie widziałem nic ponad karki dorosłych… a ten jeden facet co strzelił tamtego gola co uratował nas przed spadkiem, no wiesz który… on akurat stał obok nas i mój stary mu powiedział „panie, niech pan tu chłopaka podniesie bo on nic nie widzi” i facet wziął mnie na ręce i trzymał tak przez cały mecz… pamiętam że jak golem padło to ten facet aż podskoczył i mnie też uniósł w górę i krzyczał razem z całą trybuną, a ja myślałem że to on tak bardzo się cieszy bo ja go nawet nie znałem, dopiero później dowiedziałem się że to był ten sam chłopak co w 2005 strzelił decydującego gola… do dzisiaj jak się spotykam z którymś z tamtych kumpli to mówią że „ten mały co wtedy latał nam po trybunie to teraz wstydź się!” no ale ja nie mam za co – w końcu to dzięki nim zostałem kibicem na całe życie, a nie żadnym ekranowym fanem co klepie like pod postem 😄 teraz to sięgam po piwo w knajpie i mówię „kto pamięta tamten gol?” a młodzi tylko wzruszają ramionami no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, a pamiętacie ten raz jak w 2004 na meczu z Arka? Był taki mróz że sędzia dostał pomidora rzuconego przez kibiców… ale nie dlatego, że źle sędziował, tylko dlatego że akurat ten pomidor był marznięty i pan sędzia myślał, że to kula lodu od fanów 🍅❄️😂
Aż tyle się naczekał na strzał, że aż mi się w oku zakręciło.