Siatka
27.08.2026, 07:00 Zaloguj Rejestracja
SPS Siedlce

Kiedy czarne-serce bandy leciało jak bolid, a stadion drżał od huku: chwile, które…

club pride Klub SPS Siedlce SPS Siedlce 6 postów ·13 wyświetleń ·Utworzono: 13.07.2026 12:33 ·Zaktualizowano: 13.07.2026 20:47
PO Poisson_1X2 Nowicjusz · 254 postów 13.07.2026 12:33
ej kurczę, no to sięgam myślami do osiemnastki, bo tamto nosalewskie widowisko to była robota klasy boga siatki... miałem akurat na trybunach przy starej szafie dźwiękowej, co ledwo zipała, ale jak ten nasz numer dziewięć poderwał łeb w 93. minucie i piłka trafiła tam, gdzie jej nie było – to nie dość, że stadion poszedł w szał, to jeszcze facet obok mnie, co wcześniej piał "a niech to cholera", rzucił w powietrze kubek z piwem i darł się tak, że myślałem, że mu żyły w gardle pękną. aż tuż po gwizdku koniec, wszyscy na nogach, a ta szatnia w radiu grała "imprezę" na cały regulator... i wiecie co? nawet sędzia nie miał serca gadać, tylko machnął ręką i puścił nas w trąbę dookoła boiska, jakby to był tryumf Europy. no i tyle – przez tydzień nie myślałem o niczym innym, same sklepy z ciuchami w Siedlcach miały kolor czarno-czerwony, bo wszyscy nosili koszulki z tamtą twarzą numeru 9... jakby ktoś im wziął mózg i wsadził kibicowski. pamiętam też, że następnego dnia na przystanku ktoś krzyczał "nosalewo! nosalewo!" jak opętany, a facet za ladą w barze "Pod Wieżą" postawił piwa pół setki w cenie normalnej, bo to przecież "dzień święty". cholera, jak to było fajnie...
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Odpowiedz Cytuj
SL SlaskTV Nowicjusz · 129 postów 13.07.2026 15:05
o kurwa, a ja w tym czasie akurat stałem gdzieś między wiatą na końcu bloku B i tym cholernym słupem, co to zawsze skrzypiał jak dźwig w sercu - no bo inaczej nie miałbym jak tam dojechać, te cholerne remonty! 😤 ale jak zobaczyłem, że ta kosmatka leci jak szalona w naszą stronę, to pierdolnąłem kubkiem po kolegów, że aż mi go wytrąciło z ręki - a ten facet obok, co miał skarpety w trampkach zaplątane, to nawet nie zdążył krzyknąć "hura", bo w tym samym momencie świat zwariował! Serce mi wyskoczyło przez gardło, bo wiedziałem - TEN NUMER 9 ZJEBIE TO ŚMIERCIĄ NA BOKU! 🔥 i jak tamten strzał - BOOM - ryk setek gardeł, że aż okna w bloku H zadrżały, a ja z wrażenia zacząłem biegać w kółko jak słoń w składzie porcelany, aż ktoś mnie złapał za bluzę i wrzeszczał "spokojnie, chłopie, bo jeszcze sam trafisz w swoją!"... a potem ta masa ludzi, co wylegli z tego baraku przy stacji, ten jeden wielki szalony organizm, który drżał od szczęścia - cholera, nigdy nie czułem się taki żywy, jak w tej jednej sekundzie!
SPS Siedlce volleyball spike
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Odpowiedz Cytuj
JA JagielloniaWarszawa Nowicjusz · 441 postów 13.07.2026 16:10
ej, no to teraz jak słucham waszych opowieści, to aż zaczynam się śmiać, bo ja tamtego wieczora akurat stałem przy wiacie gościnnej z paczką kiełbasy w ręku – normalnie sobota, myślałem, że ogarnę mecz i jeszcze coś do żarcia na drugie śniadanie, bo o tej porze u żony to kuchnia była zamknięta na cztery spusty. a tu nagle – ten numer 9, co u nas od zawsze latał jak oszalały, ale żeby w 93. minucie jeszcze głową... no nie mówcie mi, że to był przypadek! facet obok mnie, co miał takie brudne ręce od tej starej trabantówki, co na zmianę z nią jeździł, aż wstrząsnął kubkiem i wylał mi całe piwo prosto na buty – "kurwa, spieprzyłeś moje skarpetki!" krzyknąłem, a on na to: "lepiej buty niż duszę!" i dalej drżał tak, że ledwo stał na nogach. ale wiecie co było najgorsze? ten sędzia, co normalnie byłby tam jak osioł na cebuli, to akurat w tej sekundzie, kiedy piłka przeleciała nad siatką, to on aż się wzdrygnął i upuścił gwizdek – jakby sam stracił mowę z wrażenia. i wtedy zobaczyłem coś, czego nigdy nie zapomnę: cały sektor C, ten najstarszy, co tam siedzieli staruszkowie z naszymi szalikami na szyi, zaczęli podskakiwać jak młodzi, a jeden z nich, co normalnie gadał tylko o pogodzie i cenach kapusty na targu, to wyciągnął rękę i krzyknął: "to za starego Kazia, co nas nauczył, że siatkówka to nie tylko siatka, tylko cała cholerna wiara!" no i wszyscy razem zaczęliśmy wyć jak wilki, aż sąsiednie osiedle zadzwoniło do straży miejskiej, że "sąsiad z dołu szaleje". kurczę, nawet dziś jak idę koło tego boiska w Siedlcach i widzę ten sam numer na koszulce któregoś z dzieciaków, to aż serce bije mocniej – bo to nie był zwykły gol, to była legenda, która wsiąkła w mury, w powietrze, i w nasze krew, czy wam się to podoba czy nie. no ale zobaczymy.
Odpowiedz Cytuj
ZO ZosiaKolejorz Nowicjusz · 420 postów 13.07.2026 16:15
Ej, no to teraz porównując tamten team z tym, co mamy teraz – to jakby ktoś komuś ukradł ulubioną kapustę z ogródka i podrzucił jarmuż z nadzieją, że nikt nie zauważy. Tamta drużyna grała w chwili, kiedy każdy oddech na trybunach był jakby współtworzył ten cel, te emocje były tak realne, że czuło się je w kościach nawet jak szedłeś do autobusu po meczu. A dzisiaj? Można by pomyśleć, że niektórzy gracze myślą, że siatkówka to jakiś swój prywatny trening z piątkowej nocy, a kibice to ledwo widmo z lat 2018, które czasem zakłóca trybuny szalikami. Tamtego wieczora w Nosalewie napastnik numer dziewięć wbiegł na boisko jakby miał do odegrania ostatnią scenę w filmie, w którym on był zarówno reżyserem, jak i głównym aktorem. Każdy ruch miał w sobie coś z desperacji i przekonania, że albo teraz, albo nigdy. A dzisiejsza drużyna? Jest spokojna, ułożona, może nawet trochę za bardzo – jakby ktoś im powiedział, że przegrana to nie koniec świata, tylko zwykły incydent na drodze do mistrzostwa. No ale mistrzostwo się nie buduje ze spokoju, tylko z szaleństwa, które wpędza cię do garderoby po osiemdziesiątym meczu w sezonie. A pamiętacie te chwile po golu? Tamtego dnia całe miasto Siedlce żyło jednym rytmem – od stadionu aż po ostatnią knajpę, która akurat miała kolor naszych barw. Teraz, jak wychodzisz z pracy i słyszysz gdzieś w tle mecz w radiu, to raczej nikt nie zatrzymuje się, nie podnosi wzroku, nie krzyczy „to nasz!” – a szkoda. Bo ta nowa drużyna ma w sobie dużo gracji, dużo taktyki, ale brakuje jej tej iskry, która sprawia, że nagle zapominasz, że jesteś dorosły, że za chwilę idziesz spać, że jutro trzeba wstać do roboty. I jeszcze te twarze na trybunach – dawniej widziałeś kibiców, którzy gotowi byli oddać ostatnie złotówki na bilet, żeby zobaczyć, jak nasz facet wbija głową w ostatniej minucie. Dzisiaj jest kilka szalików, kilka okrzyków, ale już nie to samo tłumne szaleństwo, które drżało od huku. Może to przez pandemię, może przez to, że ludzie mają teraz inne priorytety, a może po prostu dawne emocje trudno powtórzyć. No ale nie chcę być zbyt surowy – bo przecież i dzisiaj są momenty, które przypominają tamte czasy. Kiedy któryś z chłopaków wbije piłkę w narożnik z pół metra i sędzia nie daje gola, albo kiedy wychodzisz z pracy i ktoś przypadkiem powiedzie cię „Siedlce!”, to nagle serce bije szybciej. Tylko że tamtego razu nie trzeba było przypadkiem – ten ból i radość były wspólne, jakby wszyscy należeli do jednej wielkiej rodziny. A dzisiaj, choć nadal jesteśmy swoi, to już nie ta sama siła. Trochę szkoda.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
TR Trybuna_TV Nowicjusz · 464 postów 13.07.2026 16:56
ej, no to co ja wam powiem – że tamten wieczór przy bloku dźwiękowym, co ledwo zipała, był jak ten kawałek kiełbasy u Jagiellonii, tyle że w wersji stadionowej. pamiętam, że stałem z tyłu, koło tej starej lady, co zawsze śmierdziała pleśnią i piwem z wczoraj, i miałem w ręku termos z kawą tak mocną, że po dwóch łykach czułem się gotowy walczyć z niedźwiedziami. a tu nagle – huk, wrzaski, i ten numer 9, co latał jakby miał skrzydła, tylko że nie te od anioła, tylko od rozjuszonego orła 😄 i wiecie co? ten moment, kiedy piłka trafiła tam, gdzie jej nie było – to nie był gol. to było jakby ktoś odkręcił kurek z euforią i nalał ją wszystkim do gardeł. ten facet obok mnie, co normalnie narzekał na wszystko, nawet na pogodę, wstał i zaczął skakać jak na weselu, a jego buty – dosłownie – latały mu po nogach, bo sznurówki mu się rozwiązały. i niech mnie diabli, ale nawet ten stary radioodbiornik, co wisiał na słupie i charczał jak stare radio w "piątce", nagle zaczął grać głośniej, jakby ktoś do niego wlał wody święconej. a jak wszyscy wbiegli na boisko? cholera, jakby ktoś otworzył arki przymierza z całą tą żydowską radością, co się w niej zebrała przez lata. i ten sędzia, co normalnie byłby tam jak osioł na cebuli, to akurat w tej sekundzie zrobił się czerwony jak burak, upuścił gwizdek i uciekł jakby go ktoś gonił z widełkami. no i potem ta masa ludzi, co waliła się na trybuny, a myśmy się śmiali i krzyczeli, i nikt nie pamiętał, że jutro trzeba iść do roboty. i wiecie, co było najbardziej szalone? że następnego dnia w sklepie "U Stasia" ten sam numer 9 wisiał już w witrynie, a pani Halinka, co normalnie liczyła każdy grosz, postawiła pierogi na pół ceny, bo "dla dobra drużyny". to była chwila, kiedy Siedlce nie były już żadnym prowincjonalnym miastem, tylko takim małym europejskim serduszkiem, które bije w jednym rytmie – raz głośno, raz jeszcze głośniej. no ale co tam gadać – dzisiaj młodzi tego nie widzieli, a my mieliśmy szczęście oglądać to na własne oczy. no ale zobaczymy, może kiedyś znowu stanie się coś takiego, że całe miasto zatrzyma się w pół kroku i powie: kurczę, to było coś...
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Odpowiedz Cytuj
GW GwizdekzHajsu Nowicjusz · 84 postów 13.07.2026 20:47
Ej, no to ja akurat tamtego feralnego wieczora trafiłem do kibicówki numer 7 dlatego, że mój samochód – ten stary golf z silnikiem, co zawsze kaszlał jak dziadek na budce z piwem – nagle postanowił się zepsuć dokładnie w momencie, gdy do Siedlec jechał facet z Aktem Dwa i dwiema torbami z pomidorami na targ. No ale wiadomo, los ma dziwny humor, bo jak tylko stanąłem na trybunach i zobaczyłem ten numer 9 latający jakby mu ktoś do butów wsadził te pioruny z Grecji, to zapomniałem o całym świecie, moim samochodzie, i tych cholernych pomidorach, co pewnie mi teraz zgniją w bagażniku 🤣 No i się zaczęło – ten facet obok mnie, co miał taki kapelusz z napisem "SPS na serio", nagle wstał i krzyknął "BOOM, BOMBA, TERAZ WYGRYWAMY!", a ja w odpowiedzi – jako że byłem świeży i nie znałem jeszcze wszystkich tekstów kibicówskich – machnąłem kubkiem piwa w powietrze i trafiam go prosto w głowę. Kurwa, nie wiedziałem, że ten kapelusz był jego ulubionym! Ale wiecie co? On się tylko wytarł, spojrzał na mnie i powiedział: "Dobra, chłopie, to teraz razem lecimy!" – i już mieliśmy ten sam numer 9 w sercu, choć ledwo się znaliśmy. A potem gol – cholera, to nie był gol, to była kanonada szczęścia, co rozniosła się po całym mieście jak pożar na sypialni 🔥🍿 I wiecie co było najzabawniejsze? Ten sam facet z kapeluszem, co dostał kubkiem po łbie, to wbiegł na boisko pierwszy i zaczął krzyczeć do naszych chłopaków, żeby wbili piłkę w trybuny, bo "tak się robi legendy"! I oni to zrobili – tak, dosłownie, w momencie celebracji jeden z nich rzucił piłką w naszą stronę, a ja złapałem ją i zaraz zostałem otoczony przez tłum, który wymagał autografu na moim kubku... bo nikt nie znał mojego imienia, więc wymyślili, że jestem "szefem marketingu SPS" 😂 Potem w barze "Pod Wieżą" nasz trener numer 9 dostał darmowe piwo na kolana, a pani Halinka zrobiła nam bigos tak ostry, że potem przez tydzień myśleliśmy, że od tego bigosu właśnie jesteśmy tacy sławni. I wiecie co? Do dzisiaj jak idę na mecz i spotkam faceta z tym kapeluszem, to on mnie pozdrawia tak, jakbyśmy razem byli na wojnie... a ja z dumą pokazuję mu bliznę po tym kubku, która jest teraz naszym wspólnym sekretem. Bo kurczę, tamten dzień to była nie tyle wygrana, co cała epidemia radości, co przeszła przez miasto i zostawiła nas z takim bólem mięśni od śmiechu, że następnego dnia wszyscy chodziliśmy jakbyśmy walczyli z niedźwiedziami w Lesie Miejskim. No i dzięki temu przez tydzień nie musiałem się golić, bo wszyscy myśleli, że to jakaś nowa metoda stylizacji u kibiców SPS 🤣 Kurczę, jakie to było fajne... no ale teraz młodym trudno uwierzyć, że kiedyś za jeden gol można było całe miasto postawić na nogi, a nie tylko udostępnić mema na fejsie. A ja tamtego wieczora nauczyłem się jednego: jak widzisz numer 9 na koszulce, to nie pytaj, kim jest – po prostu dołącz do szaleństwa. Bo siatkówka to nie tylko gra, to wirus szczęścia, co zaraża i nie pyta o pozwolenie! 🤣🍿
SPS Siedlce volleyball team
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.