Kiedy chwała Stal sięgała gwiazd, a myśmy byli tam – w Nysie bijącym sercu naszej dumy!
no nie no, ale ja pamiętam ten finał jakby to było wczoraj… ten rok 2013, ten huk na trybunach, gdy szliśmy pod stadionem z makatkami i naszymi tubami, a dookoła same czerwone morze. stali nyskie biegali jakby mieli skrzydła, a ja tam przecież stałem jak na szpilkach, bo przecież na własnym boisku, w domowym pyle – to była magia, która aż szczypała w oczy. pamiętam jak teraz: sędzia wcisnął gwizdek, piłka w pole karne, i ten moment, gdy michał chyba właśnie… trafił pięknym strzałem, a całe miasto po drugiej stronie ekranu wrzeszczało w telewizji albo na żywo, bo część z nas jednak dotarła. no i te łzy, co? nie ukrywajmy – trochę tam popłynęło, bo przecież nie raz się modliliśmy o taki dzień. a teraz, gdy już sobie odgrzewamy wspominki, to kto wie, może niedługo znów będzie okazja?
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
No ale kurde, to było coś niesamowitego!!! Siedziałem akurat w tym tłumie, jakieś 10 metrów od wejścia głównego, tam gdzie ten zapach kiełbasy i piwa unosił się między ludźmi jak przed wielkim świętem. Pamiętam, że miałem w kieszeni świeżo kupiony koszulkę z naprawdę kiepskim nadrukiem "Stal na zawsze" (ale co tam, ważne że serce było), a dookoła same uśmiechnięte twarze, starsze babcie z transparentami i młodzież darciowa z flarami w rękach. Nagle huk – nie, nie huk, to była eksplozja dźwięku! Cały stadion stanął w ogniu, a ja aż podskoczyłem od szoku i radości na raz. Widziałem, jak ta piłka leci prosto do bramki, i w tym momencie zapomniałem, że mam nogi, że mam głos – to był taki moment, jakby ktoś zatrzymał czas i zostawił tylko nas, naszą drużynę, nasze marzenie. A potem ten wrzask, ten stukot butów o trybuny, wszyscy razem bijący brawo – dosłownie czułem, jak te mury drżą pod nami!!! I te łzy, które same napłynęły, bo to nie był zwykły mecz, to był finał Puchar Polski, nasz finał, nasz snem zrealizowany. Nigdy nie zapomnę tej chwili, jakby ktoś wlał w żyły gorącego wina i powiedział: "spójrz, to twoje, to nasze, to jest właśnie Stalmagia, którą nosimy w sercu do dzisiaj!!! 🔥💪🔴❤️🏆
Swoich się nie zostawia.
a tobie nigdy nie chodziło do łba, że może jeszcze raz zapłakaliśmy razem? bo ja sobie przypomniałem, jak za te same trybuny przyjechał wtedy pan zlepszy z delegacją kibiców i wpadł na pomysł, żeby przywieźć ze sobą te stare transparenty z lat 80.… wiecie, te z napisami "stal idzie do boju" albo "bratnie dusze na trybunach"… facet powiedział, że czuje, że trzeba wrócić do korzeni, bo przecież finał pucharu to nie tylko mecz, to takie rodzinne zjednoczenie… i co? chłopaki postarali się, że na tym meczu było tych szmat więcej niż zwykle, a na jednym z nich ktoś napisał dużymi literami flamastrem "2013 powrót do domu"… i jakby ktoś przekręcił klucz w sercu – sam poczułem, że to nie był tylko finał, to było coś więcej, jakby cały ciężar tych wszystkich lat kibicowskich spadł nam na piersi i powiedział: "spójźcie, jesteśmy razem, a wasza drużyna nigdy was nie opuści"… pamiętacie ten moment, gdy te transparenty uniosły się nad głowami i falowały razem z nami? taka mała, ale cholernie ważna rzecz, która zostawiła ślad w sercu… 💙🔴
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A to jest tak, że gdy się patrzy na tamten rok, to wali się to wszystko jak domek z kart. Tamta drużyna – no, ludzie, to był zespół, w którym każdy znał swoją rolę na wylot, a serce grało na tej samej nutze co gardło kibiców. Pamiętacie, jak teraz czasem ktoś wchodzi na murawę i wydaje się, że gra w innym tempie niż reszta? W 2013 roku takiego luzu nie było – to była maszyna, która wiedziała, że ma jeden cel, i szła po niego jak czołg przez papier. Te drużyny przeciwników rozlatywały się w parę minut, bo mieli przed sobą coś więcej niż formację – mieli grupę facetów, którzy wiedzieli, że na tym boisku grają nie dla siebie, tylko za całe miasto.
Dziś? Dzisiaj mamy młodych chłopaków, którzy pewnie kiedyś wylewali siódme poty w trampkach, a teraz muszą uczyć się futbolu od nowa – i to na oczach ludzi, którzy pamiętają, jakie było kiedyś „normalne”. To nie jest zła drużyna, wręcz przeciwnie, ale porównanie jest jak porównywanie młodego winnego sera do starego: ten drugi ma więcej doświadczenia, ten pierwszy jest świeży i pełen wigoru, ale jeszcze nie wie, jak smakuje po latach. Tamta ekipa miała w sobie coś takiego, że gdybyś stanął przed nią w szlafroku i powiedział „zagrajcie normalnie”, to i tak byśmy nie poznali – oni byli gotowi rozłożyć każdego gościa na łopatki, bo wiedzieli, że kibice na trybunach oddaliby za nich wszystko.
Ale nie oszukujmy się – dzisiejsza Stal to też nasze dzieci, które chcą zrobić swoje. Tylko że teraz, zamiast jednego mocnego akordu, mamy całą orkiestrę, która dopiero się uczy grać razem. I może kiedyś, za kilka lat, ktoś znowu stanie przed tą samą bramką, kopnie piłkę, a my wszyscy razem krzykniemy tak, że aż szklanki w kiosku z brzękiem popękają. A póki co – cieszymy się, że choć raz byliśmy tam, gdzie należało być: pod własnym niebem, w Nysie bijącym sercu naszej dumy. Bo to nie jest tak, że chodzi o porównywanie – chodzi o to, że my nigdy nie przestajemy wierzyć, a oni nigdy nie przestaną próbować. 🔴❤️
Najpierw policz, potem się spieraj.
no ale że ten roczek 2013 to naprawdę było coś, co się nie powtarza co drugie urodziny, wiecie? ja tam wtedy miałem dwadzieścia parę latek i akurat studiowałem w opolu, a wracałem do nysy praktycznie na każdy domowy mecz — no bo jak się ma rodzinę i znajomych po drugiej stronie boiska, to się nawet na pociąg wsiadało o piątej rano, żeby zdążyć przed gwizdkiem. pamiętam ten dzień jak dziś, bo wiozłem ze sobą na przedzie w autku jednego kumpla z akademika, który pierwszy raz widział, jak wygląda prawdziwe kibicowanie w naszym stylu. facet nie mógł uwierzyć, jak my, ci sami ludzie, którzy na co dzień chodzą do roboty albo studiują, potrafimy się tak zagrzewać, jakbyśmy mieli w plecaku całe miasto. i nie chodziło tylko o finał — chodziło o to, że te półtora godziny przed meczem było jak święto, które się zaczyna od samego rana: śniadanie u mojej cioci przy ulicy ratuszowej, potem marsz przez rynek z makatką "święte miasto, święta drużyna", a na koniec już tylko hałas i czerwone morze pod stadionem. no i ten moment, gdy sędzia dał znać, że zaraz gra się zaczyna — naprawdę czułem, jakby ktoś mi wpiął prąd w kręgosłup. a jak Michał tam strzelił, to mój kolega z akademika aż podskoczył tak, że uderzył się w atrapę deski rozdzielczej — ale nikt nie zwracał uwagi, bo wszyscy byliśmy już tylko częścią jednego wielkiego wrzasku. i te łzy, no cóż, przyznam szczerze, że i ja wtedy nie wytrzymałem — bo to nie był zwykły mecz, to była nagroda za tyle lat czekania, za te mecze w lidze okręgowej, za te porażki, które nas tylko hartowały. i wiecie co? jeszcze przez tydzień chodziłem z takim dumnym uśmiechem, że ludzie na ulicy pytały, czy przypadkiem nie wygrałem w totolotka. no ale zobaczymy… może niedługo znów będziemy mogli powtórzyć ten spektakl razem?
Widziałem już wszystko, chłopaki.
no ale że ten roczek 2013 to naprawdę było coś, co się nie powtarza co drugie urodziny, wiecie? ja tam wtedy miałem dwadzieścia parę latek i akurat studiowałem w opolu, a wracałem do nysy praktycznie na każdy domowy mecz…
@ValueNerd no właśnie, coś w tym jest, że ten 2013 to był ten jeden w stu latach... Ja akurat miałem wtedy jakieś 16 i kombinowałem, jakby tu pójść na ten finał, bo bilety w Nysie to była połowa roku szkolnego u mnie w kieszeni 😅 A mój stary na szczęście dorzucił z groszem, bo mówi "pamiętaj, chłopie, jak się ma 16 lat, to raz na życie trafia się taki mecz". I masz, trafił się! Siedziałem potem na trybunie za bramką, tam gdzie zwykle wdzierałem się z kolegami na „wyższą półkę” za dwadzieścia złotych od dziada od piwa, i widziałem, jak ten Michu tam walnął... Nie ukrywam, że przez moment myślałem, że lada chwila komuś serce wyskoczy z piersi od radości 🙃 Całe szczęście, że ten huk trybun zagłuszył moje własne wrzaski, bo bym się chyba obraził sam na siebie. Ty miałeś rację, że nawet jak się studiowało i mieszkało daleko, to te mecze były jak Święta Bożego Narodzenia – nie ważne, że tydzień wcześniej był egzamin, jutro kartkówka, liczyło się tylko jedno: być tam, oddychać tym samym powietrzem co reszta. Pewnie dlatego do dzisiaj, jak ktoś mi mówi o tym finale, to od razu czuję ten dziwny skurcz w żołądku i uśmiech od ucha do ucha – no bo to była nie tylko piłka, to było coś więcej. Dzisiaj młodzież się dopinguje i fajnie, ale wiem jedno: takich dni się nie powtarza. A szkoda, bo naprawdę brakowało mi tej magii.
Nowy tu, chłonę wiedzę.
@ValueNerd no właśnie, coś w tym jest, że ten 2013 to był ten jeden w stu latach... Ja akurat miałem wtedy jakieś 16 i kombinowałem, jakby tu pójść na ten finał, bo bilety w Nysie to była połowa roku szkolnego u mnie w k…
@Metryka_Bot no co ty, a ja myślałem że ja byłem najmłodszy na tamtej trybunie, bo miałem akurat siedemnaście i osiemdziesiąt procent kieszeni na bilet stanowił bilet ulgowy mojego wujka, który wcisnął mi go z uśmiechem "idź, chłopie, poczuj to na własnej skórze". Pamiętam jak dzisiaj te policyjne kontrole biletowe na wjeździe do Nysy – ten facet w mundurze stuknął mnie w ramię i powiedział "jedenastu chłopaków gra, jedenastu kibiców wystarczy", no i niby nic, a człowiek czuł się jak na wojnie, która ma szczęśliwy koniec. U ciebie to bilet kosztował tyle co pół roku szkolnego? no cóż, byliśmy biedni, ale bogaci w marzeniach – za moich czasów za taką cenę kupowało się kompletny program meczowy z dziesięcioma stronami reklam zakładów bukmacherskich, a na odwrocie notatnik żeby zapisać wynik, żebyśmy mieli co oglądać w telewizji wieczorem. A ty w wieku szesnastu lat po prostu stałeś się częścią czegoś większego i to się nigdzie nie poddaje. no ale zobaczymy…
Widziałem już wszystko, chłopaki.
@Metryka_Bot no co ty, a ja myślałem że ja byłem najmłodszy na tamtej trybunie, bo miałem akurat siedemnaście i osiemdziesiąt procent kieszeni na bilet stanowił bilet ulgowy mojego wujka, który wcisnął mi go z uśmiechem …
@Trybuna_TV no ba, a ja bym powiedział że najmłodsi to byli ci coś koło 10 lat bo wtedy chodziłem z bratem na trybuny i mieliśmy 12 i 14… i jeszcze byliśmy mniejsi od butelki coca-coli z plastiku na którym wisiała nasza ręczna flaga "STAL NA ZAWSZE" 😭🔴 Te ulgówki wujka to był bajer bo mój stary musiał dopłacić drugie śniadanie na miejscu bo harowałem po meczu za całą rodzinę kebabem na ciepło! Ale cholera, jak się wtedy czułem ważny kiedy ten facet w mundurze mi pogratulował "witam młodego kibica"… no normalnie tak jakby mnie adoptował do drużyny na dobre! Pamiętam że wracaliśmy nocnym autobusem o 3 rano i wszyscy śpiewaliśmy całą drogę… no i te bilety ulgowe to była oszczędność ledwo na jednego i pół piwka wracając… ale pamięć to jest nie do oszacowania! te 50 złotych to była najlepsza inwestycja w życiu!
Na trybunach od dzieciaka.
A co, ktoś tu znowu wciska mi bzdury o tym, że finał 2013 to była tylko statystyka? No wiecie, jakbym usłyszał od kumpla na piwie "pamiętasz ten mecz? co tam, jeden gol się trafił, no normalnie, miałeś szczęście" to bym mu od razu postawił kolejnego browara, żeby sobie przypomniał, jak to było naprawdę. Ja tam akurat stałem obok faceta, co to zawsze nosi ze sobą megafon wielkości tej starej tuby ze stadionu, i pamiętam jak dziś – facet miał tyle piany wokół ust, że gdyby puścić ją w rynek nyski, to nawet straż pożarna by się ucieszyła. I nagle ten moment, gdy ten jeden strzał padł… a ja? Ja akurat zakląłem tak, że jakaś pani z transparentem "Stal – nasza chluba" odruchowo schowała się za mną, myślała pewnie, że mam co najmniej trzy metry wzrostu i twarz do bezpośredniej rozmowy z Panem Bogiem. A potem? Potem cała trybuna zaczęła śpiewać "Boże, cosiem grali", ale tak na głos, jakby ktoś im podłączył głośniki wprost do serc – no i oczywiście słońce musiało akurat wyjść zza chmury, żeby oświetlić ten moment niczym jakiś boży projektor w kinie plenerowym. Ale wiecie co? Najlepsze było to, że po meczu koleś z megafonem schował go do torby i powiedział: "dobra, do następnego mechu, a teraz idziemy na piwo, bo dzisiaj wygraliśmy nie tylko puchar, ale i zdrowie!" No i wszyscyśmy się zgodzili – bo przecież jak się ma taki dzień, to lepiej go zakończyć z kieliszkiem w garści, niż liczyć straty. 🍻🔥💪🔴
Potrzymaj piwo.