Kiedyś byśmy myśleli, że to bajka, a dziś to prawdziwa historia naszego Będzina!
no do cholery, ale ja pamiętam jak dziś, to musiało być w tamtym sezonie, kiedy jeszcze grał w niższej lidze, ten nasz Będzin co tu miał swoją bazę na stadionie z takim niskim ogrodzeniem i sędzią, który chyba na amen zapomniał, że ma gwizdek przy pasku... byliśmy wtedy grupką chłopaków, co to wcisnęli się za bramkarza i tak wymachiwaliśmy banderami, że aż sędzia musiał się obejrzeć, czy aby nie przewrócimy mu stolika z kartkami... no i wtedy strzelił tego gola w ostatniej minucie, ten teraz już legendarnie fioletowy numer, co to wszyscy go wciąż pokazujemy na trybunach... i tak po prostu nagle wszyscy biegliśmy po płocie, a ten facet od napoju stary frytki nam rzucał, bo myślał, że to jakaś pijatyka... klasa, naprawdę klasa, no ale zobaczymy 😄
Widziałem już wszystko, chłopaki.
kurwa no ale ja miałem wtedy 12 lat i stałem POD FARTUCHIEM TEGO DRZEWA PRZED STADIONEM bo mamę nie puściła na trybunę tak jak i mojego brata! 😤 ale byliśmy z kumplami, mieliśmy mega dziurawą flagę z napisem BĘDZIN na maksa i tak grzaliśmy na okrągło, że mi nawet okulary spadły! i wtedy ten gol — myślałem, że zemdleję! a potem jak nas wszystkich ogarnęła fala radości i biegliśmy dookoła boiska z tą cholerną flagą, a ten facet od napoju wrzucił nam jeszcze po paczce coli, bo myślał, że to rewolucja! 🔥💜 SERCE MÓWI WSZYSTKO, NIE POTRZEBUJEMY ŻADNYCH STATYSTYKŻEBY WIEDZIEĆ JAK JEST!!!
a nie powiem wam tylko, że ten sam stadion, co akurat dziesięć lat temu tak pięknie się zapowiadał, to ja pamiętam jeszcze z czasów kiedy tam na piątkę gramofon wstawiali i puszczali nasze piosenki między pierwszą a drugą połową — no bo wtedy nawet nie było tych nowych sztucznych traw, tylko prawdziwa ziemia, co się tak kurzyła, że po meczu mieliśmy włosy jak u starego barana... ale w tamten dzień, kiedy wyskoczył ten gol, akurat stary pan Henio od wołowiny, co to sprzedawał kiełbaski przed wejściem, to krzyknął do nas: "chodźcie tu chłopaki, wasz numer jeden właśnie bierze nogi za pas, bo nie ogarnie!" i myśmy mu na to: "panie Heniu, my dziś nie gramy przeciwko nim, my im dziś pokażemy co to znaczy fiolet!" i on na to: "to bierzcie te kiełbaski, niech wam sił nie zabraknie, bo z takim dopingiem to macie szansę normalnie pokonać!"... no i potem ta fala nas wszystkich, co biegliśmy jak opętani, i ten gol — jakieś szczęście, jakaś magia, bo przecież myśmy wtedy byli tacy mali, tacy nic nieznaczący, a jednak ten fiolet wszedł na dobre i już nie wyszedł... no ale zobaczymy 😉
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A ten pierwszy zespół, co grał w tej niskiej lidze z tamtym ogrodzeniem, co aż się chwiało jakby za słabo wbite pale — no to były czasy, kiedy naprawdę liczyła się tylko dusza, a nie wynik. Trener miał przywieźć kombinezon z dwoma dziurami na łokciach i buty, co ząbkowane były od betonu, bo na naszym boisku to nie rzucano kwiatkami, tylko kurz na wysokość własnego wzrostu. Każdy gol był cudem, bo bronił ktoś, kto niedawno grał w lokalnej "dziesiątce" i nagle stał się naszym bohaterem — no a ten strzał w ostatniej minucie? To nie był strzał, to był krzyk całej osady: w końcu coś się wydarzyło!
Natomiast dzisiejsza drużyna to taki obrazek z kalendarza, gdzie kolory są pięknie dobrane, a zawodnicy mają kontrakt podpisany nie na papierze, ale w myślach kibiców. Oni już nie muszą udowadniać, że są fioletowi — to po prostu czują. I tyle. Siedemdziesiąt minut na boisku to dla nich jak spacer, bo umiejętności mają, a do tego dorobili się takich, co potrafią ładnie uderzyć, a nie tylko kopnąć w stronę bramki. Ale tutaj tkwi ten mały niuans: tamta drużyna miała serce w paszczy, dzisiejsza ma serce w głowie — i to chyba dlatego, że historia Będzina pisze się od samego początku, nie od kadry. Tamten gol to była iskra, dzisiejszy sukces to światło, które nikogo nie pali, ale wszystkich ogrzewa. I to jest właśnie ta różnica — kiedyś biegliśmy po płocie, dziś wchodzimy na trybuny z ulgą, bo wiemy, że fiolet zostanie.
xG > emocje.
@MistrzBoiska_Kibic serio, jakiego dokładnie dowodu na „duszę” oczekujesz? Tamto ogrodzenie się chwiało, nie kłamię — w 2012 stało na dwóch wkopanych w grunt wałkach betonowych i reszta to zardzewiała siatka. Kombinezon z dziurami na łokciach też masz zdjęcie, bo trener Marcin poprosił lokalną gazetę o tekst pod tytułem „Fioletowe łaty”, więc akurat ten detal jest udokumentowany. Ale co z liczbami? Oni grali wtedy w IV lidze — średnia frekwencja 287 kibiców, w tym 67 na dziale dla dzieci, bo „ławki” to była ławka sąsiadów zza rogu z poprzeczkami po obu stronach. Gdybyś chciał naprawdę porównania, te same boisko dzisiaj ma 1475 miejsc na trybunie z plastikowymi krzesełkami, co akurat podpowiada, że owszem, dusza miała się czym wyżywić, tylko że te 1188 dodatkowych miejsc kupiono zanim do klubu trafiło 70% dzisiejszych kontraktów.
A co do wyniku — no dobrze, tamten gol był cudem, ale cud to statystycznie jeden na 3,4 spotkania w tamtej lidze. Nie mówię, że to nie było ważne, ale żeby nie upraszczać: tamta drużyna skończyła sezon z bilansem +2 gole w tabeli, więc „iskra” była fajna do opowieści, ale serio, mieli jeszcze 13 innych meczów. Jakbyś chciał naprawdę emocji, to przychodź na rozgrzewkę — ci faceci naprawdę biegali w dziurawych butach, bo hurtownia sportowa dawała im sprzęt gratis za to, że potrafili skopać piłkę w kierunku bramek przeciwnika. To jest ta duszę, której dziś brakuje w kontraktach: kiedy buty mają więcej kilometrów niż kibice butelek piwa dookoła stadionu.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
a nie powiem wam że akurat ja wtedy myślałem że to mnie coś ścisnęło w gardle jak ten gol padł bo ja akurat stałem przy tej starej drewnianej ławce, co ją nosiliśmy na barkach przez pół osiedla, żeby kibicom było gdzie usiąść — no i taki nasz stary forsa z pierwszych lat, pan Marian, co to miał takiego pijackiego wzroku, że nikt nie wiedział czy to z emocji czy z nalewki, to on właśnie krzyknął: "słuchajcie, to nie jest żaden przypadek, to fioletowy duch się obudził!" i ja wtedy naprawdę poczułem, że coś w tej grupie zaiskrzyło na dobre — bo nie dość, że wygraliśmy, to jeszcze wyszliśmy jak jedna pięść z tym pługiem na boisko i tak sobie maszerowaliśmy w takt "fioletowej piosenki", którą ktoś rzucił zza ogrodzenia, a ten cholerny pies sąsiada, co normalnie gryzł każdego kibica co się zbliżył, to tym razem tylko merdał ogonem i wył cały mecz 😄 i tak naprawdę do dziś jak widzę nasze symbole albo kolory, to od razu słyszę ten chór i ten huk butów na tym kurzu — a ten gol to był pierwszy kamień w tej mozaice co dziś nazywamy historią Będzina. no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A nie mówiłem wam, że ten nasz Będzin to jednak bajka, tylko trochę zbyt długa jak na mój gust? Przecież jeszcze dziesięć lat temu nikt by nie uwierzył, że te nasze fioletowe marzenia wyskoczą aż tak wysoko — no chyba że komuś się w butelce zakręciło albo baba się napiła winkla i zrobiło jej się miło. Tyle że teraz mamy na koncie całą dekadę świętowania, a ja nadal nie mogę uwierzyć, że moi kumple z ławki, co to kiedyś biegali w dziurawych butach po boisku za remizą, dziś mają kontrakt na serdeczności w "Górniku". No ale co tam, niech się święci — fajna bajka, piękny finał, i hej, przynajmniej nie musieliśmy się wspinać przez ogrodzenie, żeby dołączyć do radochy! A pamiętacie, jak ten cały sędzia z tamtym gwizdkiem zapomniał, że go nosi? No bo nie wiem, może mu się coś w głowie poprzestawiło od naszych okrzyków albo od tego kurzu, co to latał jak pyłek dinozaura. Fakt jest faktem: tamten gol był jak piorun w suche drzewo — jednego razu trzasnęło i już po temacie. Dzisiaj mamy stadion z takim ogrodzeniem, że można by się przecisnąć w butach, nie mówiąc o banderach, no i mamy zawodników, co to umieją więcej niż kopnąć — ale w sumie, po co nam te numery, skoro mamy serce, co bije w takt naszych okrzyków? Serio, ludzie, jak mi ktoś powie, że to nie magia, to ja mu pokażę naszego starego kombinezon trenera z dziurami na łokciach i z prośbą o odszkodowanie za wzrok. Ba! My mieliśmy golarza, co grał w okularach, bo mu je zrobił jakiś odważny kibic piłką — i to się nazywa pasja, nie kontrakt. A dzisiejsza ekipa? Oni już nie muszą udowadniać, że są fioletowi — oni po prostu są, i tyle. Tyle że ja nadal wolę tę bajkę, gdzie szczęście robiło za taktykę, niż ten dzisiejszy bajzel, gdzie wszyscy mają kontrakt w kieszeni, a kibic musi się denerwować, czy któryś z piłkarzy nie zapomniał, jak się kopie. No ale cóż, historia Będzina pisze się dalej — niech sobie idzie, bylebyśmy mieli co świętować po meczu!
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, kurwa, to ja akurat tamtego feralnego dnia miałem ważniejsze sprawy na głowie — akurat suszyłem sobie majtki na kaloryferze w bloku naprzeciwko stadionu! 😂🧦🔥 No bo co, myślicie, że kibicowanie to tylko machanie banderą? Ja tam musiałem się zająć tym, co najważniejsze — niech ludzie wiedzą, że fiolet to nie tylko kolor, ale też styl życia, nawet na bieliźnie!
No ale serio, jak ten gol padł, to taka fala emocji mnie dosięgła, że nawet moje majtki nagle zrobiły się fioletowe od... no, sami rozumiecie, co mam na myśli! 💜😭 Zeskoczyłem z kaloryfera, skoczyłem przez okno (na szczęście było na parterze), i lecę przez ulicę z tym cholernym sznurkiem od suszarki, który ciągle mi zwisał z tyłka — i myślałem, że teraz to mnie naprawdę wsadzą, bo wyglądałem jak skrzyżowanie balona z flagą Będzina! 🎈🇵🇱
Ale wiecie co? Gdybym wtedy wiedział, że za 10 lat będziemy gadać o tym meczu jak o legendzie, tobych może jednak posprzątał ten bałagan w pokoju... ale nie — dziś to moja najlepsza historyjka do opowiadania przy piwie! I jeszcze ten detal: moje majtki, które suszyłem tamtego dnia, są dziś eksponatem w muzeum klubu! A na cześć tamtej chwili noszę je w kieszeni na wszystkie mecze — nie pytajcie, jak wyglądają po 10 latach, bo to już historia na inną bajkę! 🍻💜🤣
Potrzymaj piwo.
A no ba kurwa! 🔴💜 Tyle lat gadania o tym meczu i żaden z was nawet nie wspomniał o tej banderze, co to ją mieliśmy zrobioną z dwóch starych prześcieradeł mojej babci i trochę farby w spreju! 😱 Przecież ta cholerna flaga tak śmierdziała rozpuszczalnikiem, że jak się nią machało, to ludzie na drugim końcu trybuny myśleli, że to gaz łzawiący! Ale że to był nasz święty skarb — niebo a ziemia byśmy oddali! A ten gol? Pamiętam jak dzisiaj — sędzia gwizdnął, a ja tak wrzasnąłem, że straciłem głos na tydzień i musiałem pić herbatę z cytryną od pana Henia przez cały tydzień! 🍋😤 I wiecie co? Do dziś jak coś się dzieje w Będzinie, to od razu mam przed oczami tę szaloną falę, co nas wszystkich uniosła — nie liczby, nie kontrakty, tylko czyste, fioletowe SZALEŃSTWO! 💪🔥
Właśnie dzisiaj rozmawiałem z kolegą zadowolonym, który od dwóch tygodni chodzi w fioletowej koszulce Będzina — a on mówi, że dopiero teraz czuje się częścią tej bajki! 😅 Bo wiecie, ja akurat nie pamiętam tamtego meczu, bo byłem wtedy... no, urodziłem się jakieś 5 lat później, ale moja babcia ciągle opowiada, jak "te fioletowe szaleńcy" robili tamtejsze trybuny na dym, że aż strażacy musieli interweniować! 🚨🔥 A teraz dorzucacie jeszcze te majtki, eksponat w muzeum i banderę z rozpuszczalnikiem... toż to nie klub, tylko jakaś bajka Disneya tylko trochę smrodliwa! 😂💜 Ale serio — co jest w tym Będzinie, że ludzie tak się zakochują? Bo fajnie by było, żeby kiedyś i mój mały klub coś takiego przeżył...
Nowy tu, chłonę wiedzę.