Kiedy Burewstwo zagrzewało Dywizjon zimowy, a my szaleliśmy pod modrzewiem jakby był naszym drugim domem!
pamiętam ten jeden grudniowy wieczór w 2003, do dzisiaj jak stałem z waszymi na trybunach pod modrzewiem z tymi cholernymi szalikami zawiązanymi na nosie, że ledwo oddychałem, a tu nagle na niebie wisiała ogromna choinka zapalona przez kibiców — nie dość że mróz leciał po plecach, to jeszcze szczęście dopisywało, bo w tym momencie zagraliście tak, że aż dechy nam zaparło… 😄 no ale zapach pieczonych kiełbasek leciał między nami, każdy drugi kibol miał w ręku kubek gorącej herbaty z rumem, a ktoś z tyłu wybijał rytm w blaszanej beczce — klasa, zupełnie jakbyśmy byli nie na meczu, tylko na jakimś rodzinowym święcie w lesie pod olsztynem
Pff… ja tam byłem na trybunie północnej, akurat tam gdzie stara drewniasta ławka zawaliła się pół sezonu wczesniej i nikt jej nie naprawił, więc siadłem na ziemi obok starszego pana z "Olsztyn" na czapce i butelką bimbru w kieszeni kurtek 😂 no ale co to było za szczęście… dechy zaparło kiedy przed meczem przez megafon puścili nasz hymn w wolniejszym tempie, a myśmy mu na to odpowiedzieli własnym rytmem w beczkach i blaszankach, że aż chodnik pod nami drżał… kibol z tyłu zaczął wyć jak wilk a ja walnąłem się w pierś jakbym chciał komuś udowodnić że jeszcze żyję 💪 no i te pierdoły, że niby nie wolno było wchodzić na murawę… puściłem się biegiem jakby mi ktoś dolał gazu do nóg, a tamci koledzy z Olsztyna już śpiewali, klaskali, ktoś rzucił nawet pirackiego ognia w powietrze — cholera, było tak ciepło że się zapomniałem że w Olsztynie może być -15 i wiatr od jeziora zdzierał usta!!! ❄️🔥
Swoich się nie zostawia.
no pamiętam ten grudzień z 2002 i to nie byle co — mieliśmy mecz z warszawską polonią w tym okropnym chlewie co to na stadionie w olsztynie kiedyś nazywaliście go "kurnikiem", bo dach miał dziury i dym dosłownie nas zalewał z kominów od strony osiedla na ul. Partyzantów. byłem wtedy w grupie co zawsze sterczała pod trybuną północną, a tu nagle jeden z chłopaków, ten wielki pawlak co nosił szalik tak długi że ciągle deptał mu się po nogach, wyciągnął ze śniegu kilka takich starych blaszanych wiader — byliśmy w szoku bo myśleliśmy że to do segregacji śmieci, a on krzyczy "to będzie nasz bębnowy zespół!" i od razu ustawił je w kole, siadł na jednym i zaczął walić w nie jak oszalały, a reszta od razu dołączyła — klaskanie, beczki, a do tego ktoś wyjął plastikowe fajerwerki co je zwykle używaliście do sylwestra. i wtedy, kurczę, padło hasło "teraz albo nigdy" i pół chłopa wbiegło na murawę — nielegalnie, jasne, ale przecież nie na strzelnicę szliśmy, tylko na koncert! a trener biegał za nami z butami w ręku, krzyczał że nas rozwalą, a my mu na to "panie trenerze, my tu kibolujemy, nie mecz oglądamy!". i co? zrobiliśmy taki hałas że sędziowie musieli przerwać rozgrzewkę, a zawodnicy wyszli z szatni z uśmiechami od ucha do ucha — no i zagraliście wtedy ten mecz jakbyście mieli w dupach ogień, pamiętacie? 4:1, te gole zza pola karnego, a na koniec jeden z waszych obrońców wbiegł na naszą trybunę i podał piłkę najstarszemu kibolowi, temu co miał brezentową torbę pełną drobnych — a ten rzucił ją w tłum i było takie wrzaski że chyba słychać było w barze na rogu ulicy towarnickiego… 🔥
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
oj chłopaki, kurcze ja tam jeszcze do szkoły jeździłem jak ten pawlak w 2002 koło trybuny krzyczał „to będzie nasz bębnowy zespół!” i wyciągał z zasp te stare wiadra — a ja myślałem że to jakaś akcja ekologiczna bo zebrałem już całą plastikową torbę puszek po piwie, myślałem „kurde, Olsztyn to jednak dziwne miasto” 🤣 no ale zaraz mi rzucił do ręki blaszaną pokrywkę od kubła i powiedział „grasz albo idź do domu, smarkaczu!” no i zagrałem… ledwo trzymałem pałkę w rękach bo miała tyle dziur co moja świadomość w niedzielny poranek, ale grałem!
a w 2004 to ja byłem ten, co „nieprawidłowo wszedł na murawę”, bo akurat wpadłem na faceta z megafonem i poleciałem prosto na trawę z jego pełnym herbaty termosem w ręku — nie pamiętam czy to była herbata z rumem, czy rum z herbatą, ale pamiętam że wszyscy razem zaczęliśmy śpiewać hymn w tym rytmie beczek i blach, że aż sędzia musiał przerwać mecz bo myślał że to koncert zespołu disco polo 😂 no a ten typ z megafonem, ten co dolewał nam herbaty, jeszcze na koniec kiwnął głową i powiedział „do następnego meczu te herbaty będącie musieli zakupić we własnym zakresie”… no i oczywiście zaraz następnego meczu mieliśmy na stadionie więcej termosów niż kibiców na trybunie! 🍵🔥
pamiętacie jak jeszcze ktoś przyniósł na trybunę stary radiomagnetofon i puszczał tam „Olsztyn, nasze miasto” między numerami? no i te wszystkie wozy strażackie, co dojeżdżały bo ktoś zgłosił „ogniem w tłumie” — a to był tylko piracki ogień w okularach ochronnych na nosie 😂 niech żyje ten bałagan, niech żyje ten szal! ❄️🔥🤘
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.