Siatka
26.08.2026, 19:28 Zaloguj Rejestracja
Jastrzębie

Kiedy Biało-Niebieska Odwaga zatrząsła stadionem, a historia pisała się na naszych trybunach!

club pride Klub Jastrzębie Jastrzębie 7 postów ·51 wyświetleń ·Utworzono: 30.06.2026 15:32 ·Zaktualizowano: 19.08.2026 17:39
LE LegionistanaZawsze Nowicjusz · 457 postów 30.06.2026 15:32
pamiętam jak pod wieczór, pod koniec sierpnia, te czasy kiedy już drzewa zaczynały się żółcić, a myśmy szli pod lubliniecki stadion na niedzielny mecz, bo nasi to akurat u siebie grali. były jeszcze te stare trybuny, drewniane ławki, które trzeszczały jakby się miały zaraz rozsypać, i ten zapach pierników z budy po drugiej stronie ulicy, co go rozdmuchiwał wiatr prosto w tłum. pamiętam wbiegał na boisko ten nasz gość w biało-niebieskiej, kazał szaleć całą dzielnicę, a myśmy na trybunie drugiego rzędu tak wrzeszczeli, że sąsiad spod bloku naprzeciw miał potem pretensje, że „mój chłopiec w szkole nie może się skupić przez cały dzień”. wtedy jeszcze do boiska można było podejść na chwilę przed gwizdkiem, pogadać z zawodnikami, poklepać ich po plecach, i jak któryś powiedział „no, dziś będzie ciężko”, tośmy od razu wrzucali kilka dowcipów, że „no tak, jak zwykle, dajcie radę, chłopcy”. i kiedy ten sędzia dał już pierwszy gwizdek, a myśmy ustawili się w tej tradycyjnej falangie na trybunie, to serce tak waliło, że prawie słychać było je ponad całym stadionem. i wtedy przyszedł ten jeden mecz, ten co to się go nie zapomina — bodajże z Widzewem, tak, chyba wiosna '95, bo oni wtedy mieli tych wszystkich wysokich rosłych facetów, a nasz obrońca, ten facet z brodą, który zawsze woził swoją córkę na rowerze po mieście, to złapał jednego z nich w dryblingu i potoczył go na trawę jak worki kartofli. trybuny zalała fala, a ja akurat miałem w kieszeni pudełko serduszek z napisu „jastrzębianin na zawsze” i rzuciłem je w stronę zawodników wiwatu — i tak już zostało. teraz młodzi gadali będą, że to jakiś marketing, a myśmy to po prostu robili z serca, bo kibicowanie to nie jest kalkulowanie, tylko krew. no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Odpowiedz Cytuj
MA MarekWisla Nowicjusz · 108 postów 30.06.2026 17:08
Akurat pamiętam jak babcia piekła moje ulubione pierogi ruskie, było późne popołudnie, przed tym meczem z Widzewem, no i coś mi w nozdrzach tak strzeliło - nie tylko ten zapach z budy, ale i ten nasz charakterystyczny, ten co się unosił nad stadionem jak woń gumy do żucia i benzyny z motorówek na rzece! Siedziałem na tej starej ławce obok dziadka, on zawsze miał przy sobie te swoje okulary w grubej oprawce i notatnik, w którym bazgrał wszystkie składy, a ja trzymałem w kieszeni pudełko z serduszkami - te co robiliśmy razem na zajęciach w harcerstwie, no bo nasza drużynowa to była straszna pomysłowa 💪🔥 Aż tu nagle ten sygnał z megafonu - „proszę zająć miejsca na trybunach”, a ja czułem jakby ktoś wrzucił mi do żołądka kamień wielkości piłki siatkowej! Siedziałem w tym samym miejscu co dziadek, co chrzanił przy mnie o taktyce, a tu nagle zobaczyłem tego naszego skrzydłowego wbiegać na boisko - ten facet to miał taką energię, że gdyby nie te koszulki, toby chyba latał 😱 A jak rzuciłem te serduszka w stronę pola karnego, to wrzeszczeliśmy wszyscy tak, że nawet te drewniane ławki pod nami trzeszczały jakby miały zaraz puścić! No i ten suchy huk „goool” naszych, a potem ta fala szaleństwa, co przeszła przez całą trybunę... na chwilę zapomniałem o pierogach, o babci, o wszystkim - był tylko stadion, kibice i nasza Biało-Niebieska Odwaga, co bije się jak lwica 💪🔴 I wiesz co? Dopiero teraz, po latach, doceniłem, że to właśnie te chwile kształtują nas wszystkich. Bo kibic to nie jest ten co liczy mecze - to facet co czuje, co pamieta, co potem opowiada swoim synom jak stary wyjadacz przy piwie. No ale trudno, napijmy się jeszcze za te wspomnienia! 🍻
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Odpowiedz Cytuj
PO Poisson_1X2 Nowicjusz · 251 postów 30.06.2026 19:48
a bo mi się akurat przypomniało jakieś te jesienne popołudnie w hali przy ulicy Młyńskiej, w tamtym sezonie 93/94, niedługo przed tym meczem z Widzewem, no bo oni to mieli wtedy taki jeden numer, że aż chciało się im rzucić czymś cięższym niż pierniczki... a myśmy mieli właśnie kogoś takiego, tego nowego libero, tego wysokiego chłopaka co przychodził zza wsi, to on to umiał wyskoczyć jakby go na sprężynie postawili. pamiętam jak tam stałem przy siatce, tyłem do boiska, bo oglądałem akurat ten mecz od strony kibiców gości, i nagle ten facet podbiegł do mnie i mówi: „słuchaj, ja tamtego nie puściłbym, bo facet jest za wysoki, ale ty mu oddaj na wejście albo zaszalej!” — a ja mu na to, że niby skąd mam wiedzieć, skąd ja niby? no ale on mi wręcza te papierki z taktyką, które sam narysował na gazecie w przerwie, i gada jakby mnie znał całe życie. potrząsnął mną trochę za ramiona i powiedział: „idź, kibicuj jak umiesz, ale pamiętaj — tu nie chodzi o punkty, tylko o to, żebyśmy razem czuli ten sam ogień!” i kiedy potem ten mecz się zaczął, no i ten moment, co nasz atak ruszył, no to ja aż nogami ruszyłem, no bo tak mnie wciągnął ten jego entuzjazm, że czułem się jakby to mnie posłali na boisko zamiast niego. a potem — niech mnie cholera, niech to ktoś inny opowie — ten sam libero wyskoczył przy siatce jak szatan i zablokował piłkę tak, że sędzia nie zdążył nawet gwizdnąć, a myśmy na trybunie tak zaszaleli, że aż te stare aluminiowe krzesełka za nami zaczęły dzwonić jak dzwonki u roweru mojego dziadka! i wtedy to zrozumiałem, że kibic to nie jest ktoś co przychodzi, wrzeszczy i idzie — to ktoś co naprawdę czuje, że jego serce bije w rytm każdego uderzenia piłki. no i niech mi ktoś powie, że nie ma w tym czegoś magicznego... zwłaszcza jak jeszcze później pod trybunami dostaliśmy te serduszka od naszego pierwszego numeru, tego, co nosił numer osiem na plecach, i rzucił do tłumu z uśmiechem: „to dla was, bo wy napędzacie ten zespół bardziej niż my sami!” — i tak po prostu stało się coś, czego nie da się opisać, bo to trzeba poczuć.
Jastrzębie volleyball arena
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Odpowiedz Cytuj
KI Kibic_od_latTV Nowicjusz · 216 postów 01.07.2026 18:39
No i takiego gościa to ja akurat pamiętam — ten sam libero co przed chwilą, ten co mnie potrząsnął za ramiona jak burak za łodygę. Trafiłem na niego rok później na rzeszowskim targu, gdy ja kupowałem śledzia na kolację, a on sprzedawał te swoje słynne domowe kiełbasy „na kibica”. Pytam go: „słuchaj, ale ty wiesz, że mnie przez ciebie nogi same odrywały się od ziemi przy tym meczu?”. A on na to: „no jasne, bo cię nakręciłem! To jak z tymi serduszkami — raz rzuciłem, raz ty rzucasz, raz wnuczek rzuca, a tu się okazuje, że mamy tradycję rodową”. I wiecie co? Kupiłem półtora kilo tych kiełbas, bo niby „na doping”, ale tak naprawdę to mi żona kazała. A on na pożegnanie jeszcze dołożył pudełko z serduszkami, tylko tym razem z napisem „jesteś dziedzicem stadionu”. 🤣🍿🔥
Memy to też analiza.
Odpowiedz Cytuj
Poisson_1X2 napisał(a):
a bo mi się akurat przypomniało jakieś te jesienne popołudnie w hali przy ulicy Młyńskiej, w tamtym sezonie 93/94, niedługo przed tym meczem z Widzewem, no bo oni to mieli wtedy taki jeden numer, że aż chciało się im rzu…
JA Jagielloniakibic Nowicjusz · 416 postów 19.08.2026 17:39
@Kibic_od_latTV właśnie o tym mówię, że te relacje nie mają szans być powtórzone w social mediach, bo to wszystko rozgrywa się na poziomie, którego żaden algorytm nie uchwyci. Ja jeszcze pamiętam tego samego liberosa, tyle że na meczu z Wisłokiem Rzeszów w osiemdziesiątym dziewiątym – ten facet miał zwyczaj rzucać się za każdym podaniem w powietrze, jakby ktoś mu płacił za każde zetknięcie się z piłką. Wtedy mój ojciec, który całe życie pisał sprawozdania dla lokalnej gazety, opowiadał później, że w przerwie między trzecim a czwartym karne nasz libero dosłownie podskoczył mi do ucha i powiedział: „Słuchaj, chłopie, jutro idź do kiosku po gazetę, bo tam będzie twoje nazwisko – nie jako kibica, tylko jako uczestnika meczu”. I faktycznie, następnego dnia w dziale „Młodzi głosy” była notatka o młodzieńcu, który „nieustannie dopingował zespół od linii bocznej”, choć ja akurat trzymałem się za kolano, bo próbowałem naśladować jego styl skoku. A ten libero akurat stał pod trybunami i kiwał głową, jakby wiedział, o czym myślałem. Rok później na targu rzeszowskim spotkałem go znowu – sprzedawał kiełbasy i miał na koszulce napis „Jeszcze jeden gol dla mojego klubu”. Kupiłem pół kilo, a on dołożył serduszko z takim samym uśmiechem, jakby przez te lata nie minęła ani chwila. Te chwile są w naszym DNA, nie w algorytmach.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
DZ DziadekzDawnychLat Nowicjusz · 429 postów 19.08.2026 17:39
a wam się zdaje, że te serduszka to była tylko zabawa — no dobra, ale ja tamtego dnia, kiedy nasz libero tak podskoczył przy siatce i zablokował tę piłkę, miałem w ręku nie pudełko, tylko termos z kawą. ale co tam, rzuciłem kubek na ziemię i tak wrzeszczałem razem z wami, że aż moja stara mnie potem pytała, dlaczego schodząc z trybuny miałem głos jakby mnie ktoś zatkał foliowym workiem. a wiesz dlaczego? bo to nie były żadne marketingowe gadżety, tylko naprawdę serce się wyrywało, żeby coś zrobić — i to odruchowo, bez myślenia. pamiętam, że pod koniec meczu, jak już było 2:0 i Widzew tylko szukał kija, to jeden z ich kibiców rzucił w nas pomarańczę, no ale nie trafił — i wtedy nasz drugi libero, ten szczupły, podniósł ją i rzucił z powrotem, a myśmy się tak zaśmiali, że aż jedna z tych drewnianych ławek puściła z trzaskiem. i wiecie co? ta pomarańcza była tak słodka, że nikt jej nie chciał wyrzucić — zjadłem ją później na drugie śniadanie, a i tak pamiętam ten smak lepiej niż smak tej kiełbasy od liberosa na rzeszowskim targu. no ale zobaczymy
Jastrzębie volleyball court
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Odpowiedz Cytuj
ZO ZosiaKolejorz Nowicjusz · 415 postów 19.08.2026 17:39
Mam wrażenie, że coś w tych wspomnieniach ucieka tym, którzy dziś kibicują na TikToku – tam się liczy ilość poklikanych materiałów, a nie ta jedna chwila, kiedy stary libero potrząsał cię za ramiona i nagle czułeś, że boisko staje się przedłużeniem twojego własnego serca. Ja pamiętam mecz wiosną 2007 roku w Kielcach, kiedy nasz numer 5 złapał drybling na połowie gości, puścił ich obrońcę na łopatki jakby to była zabawa w piaskownicy, a ja wtedy liczyłem nie tyle kroki, ile sekund do gwizdka końcowego – bo przecież wiedziałem, że za dwadzieścia minut wrócę do domu, a stamtąd jeszcze dwie przesiadki tramwajowe, podczas których nie sposób było się otrząsnąć z tego uczucia. Wtedy mieliśmy xG na poziomie ledwie 0.3, ale trybuny trzeszczały tak, jakby setki drzew naraz zrzuciły liście. I wiecie co? To nie była żadna magia, tylko sprawa skali – trzydziestu metrów biegu po drewnianej ławce w górę wąskiej trybuny, sto trzydzieści głosów wokół, które nagle wybrzmiewają jednym krzykiem, i ten zapach – nie gorzałki, nie kiełbasy, tylko właśnie trochę spalonej gumy, starego drewna i kawy z termosu, którą facet obok polewał prosto z butelki plastikowej. Takiego wzrostu adrenaliny nie da się sfotografować filtrami, nie da się podbić lajkami. To była po prostu fizyka stadionu: tyle samo energii wychodziło z kibiców, ile padało na murawę, i nikt nie musiał liczyć, bo wszyscy to czuli w kościach.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.