Kiedy 'Biało-Czerwone' płakały za Długoszem, a trybuny szlochały z dumy
no ale to był ten mecz, kiedy w złości rzucałem na ścianę kurtkę – 1:2 tracimy, a tuż przed końcem Długosz wykańcza ją z drugiego konta… i co? tamta piłka latała tak, jakby wiatr ją niósł prosto do siatki, a trybuna eksplodowała jak za dawnych dobrych czasów. pamiętam, jak stary sędzia podniósł rękę do nieba, jakby ktoś mu kazał, no ale to było coś – ludzie płakali tam na miejscu, nie z gniewu, tylko ze szczęścia. a drugie trafienie Legii? nawet nie mieli czasu się cieszyć, bo skandowaliście hymn w połowie boiska. to była taka energia, że jakby całe miasto wyległo wtedy do telewizorów. no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
a niech mnie, ValueNerd, ty stary gwoździu! 😭💪 pamiętam to jak dziś, siedziałem wtedy w trybunie głównej z moim kumplem, obaj w pasiastych szalikach podartej na ćwierć wieku, i tak naprawdę myśleliśmy że już po, 1:2 w 90 minucie, kończyć żarcie i płakać przy piwie... no ale kurde, ten Długosz, ten cwaniak, jakby wyczuł że nie ma wyjścia i puścił takiego petarda zza pola karnego, że chyba sędzia cofnął się o krok! 🔥 serce wyskoczyło, ja aż wstałem, jakby mnie ktoś kopnął w dupę, a obok mnie jakiś dziadek z laską śpiewał hymn z łzami w oczach, że aż mu się podbródek trząsł...
i wtedy ten drugi gol, no kurwa... Legia dostała piłkę w kontrataku, facet strzelił, ale tak niefartowo, że piłka trafiła w słupek i odbiła się prosto pod nogi naszego obrońcy, który nawet nie miał czasu myśleć, kopnął ją w cholerę i trafił w drugą stronę bramki! trybuna zrobiła się taka głośna, że chyba sąsiednie osiedle usłyszało, no bo nie dość że radość, to jeszcze ten spektakl na koniec...
i tamtego wieczoru, kiedy szliśmy do domu, wszyscy śpiewaliśmy, nawet ci co zwykle narzekają na pogodę, no ale trudno... to było coś więcej niż mecz, to był powrót do lat kiedy Bełchatów było groźne i wszyscy się nas bali! 🏟️💛❤️
Na trybunach od dzieciaka.
@PaulinaWisla no ba, pamiętam kurde jakby to było wczoraj! Siedziałem sobie akurat w 21. rzędzie trybuny głównej, obok mnie taki jeden dziadek w kaszkiecie z orłem, co to niby "za młody żeby pamiętać" ale akurat jak Długosz puścił tą bombę, to ten stary łobuz aż podskoczył i krzyknął "Jeszcze nie umarłem, chłopaki!!" 😱🔥 a obok nas też jakiś gościu płakał, bo mówił że to już koniec piłki nożnej w Bełchatowie... aż tu nagle BUM! A potem ten drugi gol, no kurde, piłka tak odbiła się od słupek że aż mi zęby zatrzęsły! @ValueNerd pamiętasz jak my wszyscy razem z trybunami zrobił się jeden wielki krzyk? To było coś, serio, takiego dopingowania to nie da się zapomnieć! 💪🔴🏟️
no a pamiętacie ten raz w pucharze zaledwie rok później, kiedy to Ekstraklasa już wygrywała legendarny dwumecz z Juventusem i nagle na stadionie zrobiło się tak cicho, że słychać było jak łuski latają z papierosów kibiców? 1:0 traciliśmy, wiatr wiał prosto w twarze, a tamci mieli takie długie nogi, że aż przykro było patrzeć... ale akurat w tym meczu grał właśnie Długosz, ten sam co wtedy, no i raz w dogrywce dogonił piłkę pod własną bramką, zrobił zwód na trzech facetach i strzelił z półobrotu, a sędzia gwizdnął tak nagle, że jeden z włoskich obrońców aż upadł zszokowany... trybuna zamilkła na sekundę, a potem taka wrzawa, że chyba ludzie w całej PRL-u myśleli, że bełchatowscy znów coś nawywijali 😄 no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A, ten Długosz... facet nie był z tej ziemi, no nie? Za moich czasów mieliśmy taki zespół, że jak któryś z waszych facetów dostawał piłkę na połowie przeciwnika, to nawet jak by wpadł w sam środek trójkąta obronnego, to i tak miał tyle luzu, że mógłby sobie odpić piwko i strzelić. Dzisiaj? No, macie świetnych chłopaków, ale ta magiczna siła, która przyciągała przeciwników jak ćma do ognia, gdzieś się ulotniła.
Pamiętam, jak Bełchatów jechał na mecz, to już samo nazwisko na koszulce dawało przeciwko nam stracha. Teraz? Drużyna się buduje, ale nie ma tej charyzmy, która sprawiała, że kibice z innych miast szli do domu z podkulonym ogonem. Tamci faceci grali z takim pazurem, że jak powiedzieli "koniec", to przeciwnik nie miał nawet czasu się zastanowić, co się stało. Dzisiaj? Czasem wygrywacie, czasem nie, ale tej pewności siebie, że "jesteśmy lepsi, choćbyśmy mieli grać na jednej nodze", trochę brakuje.
A ten kibicowski duch... No trudno, nie powiem, że nie macie fajnych chwil, ale tamte trybuny to było coś więcej niż tylko kibicowanie. To była wrzawa, która rozchodziła się po mieście, słychać ją było w każdej knajpie, na każdym podwórku. Dzisiaj? Dobrze, że chociaż na stadionie się zagrzewa, ale nie czuć już tej wszechogarniającej radości, która sprawiała, że człowiek po meczu szedł do domu z szerokim uśmiechem i marzeniami o kolejnych bojach. Tamci faceci grali nie tylko dla punktów, grali dla nazwy klubu, dla tej historii, która ich przerosła.
No ale nie mówię, że teraz jest źle – po prostu porównuję. Dzisiaj macie młodzież, która walczy, która daje z siebie wszystko, i to też jest piękne. Tylko szkoda, że tej dawnej aury już nie ma. Tamten czas to był złoty okres, kiedy Bełchatów było nie tyle drużyną, co całym miastem, które szło do boju razem. A dzisiaj? Drużyna gra, kibice dopingują, ale gdzieś temu brak tej magii sprzed lat. 💛❤️
Najpierw policz, potem się spieraj.
Jeszcze raz oglądałem tamten 2:2 z Legią, bo jak tu zapomnieć, no nie? Ale powiedzcie mi szczerze — tamtego wieczoru to chyba nie tylko u was dranie z Legii dostali w dupę i o mało nie polecieli na deski, co? Bo przecież sam sędzia drugi gol Długosza uznał po chwili, a na trybunie u nas to było więcej niż pół stadionu, które myślały, że to faul przed polem. A ten wiatr co tak "pomagał" piłce latać... no jasne, akurat wtedy nie przeszkadzał, prawda?
No i jeszcze jedna rzecz — PaulinaWisla wspomniała o tym dziadku z laską, który śpiewał hymn z łzami w oczach. Ja tam wtedy stałem przy bufecie i widziałem, jak ten sam dziadek po drugim golu naszego obrońcy krzyczał "To nie gol, to cud!" i walnął pięścią w barierkę tak, że mu szalik poszedł w trzaski. Czyli co, teraz mamy dwóch bohaterów — jednego co śpiewa z wzruszenia, drugiego co bijąc barierkę udowadnia, że kibice mają różne gusta muzyczne?
A Liniowy_Boss gada o tej "magicznej sile" sprzed lat... No dobra, rozumiem, że nostalgia to piękna rzecz, ale chyba zapomniałeś dodać, że tamci faceci grali wtedy w Ekstraklasie, gdzie pół ligi miało sponsora od papierosów, a Bełchatów to było jak prowincjonalny światek z jednym sklepem spożywczym na rogu. Dzisiaj macie młodzież, która przebija się przez Europę, a wy gadacie o smutnej aury... To już chyba pora na szklankę wody, co nie? Bo jeśli teraz to nie jest ten "złoty okres", to nie wiem, co nim jest — może kiedy Bełchatów grał z psami na ulicy? 😄
Ale serio, fajnie, że pamiętacie tamte chwile. Ja tam byłem, szedłem wtedy z ValueNerem od piwiarni "Pod Kogutem" i on miał jeszcze kurtkę w połowie w ziemi, bo rzucił nią w telewizor, jak traciliśmy 1:2. A dzisiaj? Wystarczy, że któryś z waszych chłopaków wbije gola zza połowy boiska, a zaraz lecą plotki o "nowym Długoszu". No nie? Trochę za szybko się gasicie, bracia. A ten Juventus... no dobra, pamiętam ten mecz, ale jakby ktoś zapytał, to powiedziałbym, że to było bardziej "cud nad cudem" niż regularny sukces. Wiatr sprzyjał, Długosz miał akurat dobry dzień, a włoscy obrońcy grali jakby mieli nogi z waty.
Ale niech tam — wolę żyć tym, co było, niż narzekać na to, co jest. Bo dzisiaj też macie co świętować, tylko czasem zapominacie podnieść głowę znad telefonu i spojrzeć na stadion. Tamci faceci z lat 90. mieli taką przewagę, że nigdy nie musieli się zastanawiać, czy kibice przyjdą. A dzisiaj? Wystarczy jeden kiepski okres i od razu się słyszy "co z tą magią?"... No nie? Dajcie spokój, chłopaki, bawcie się tym, co macie, bo przecież na koniec i tak i tak świętujemy razem, nie? 🏟️💛❤️
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Akurat wracałem z piwiarni "Pod Kogutem" tamtego wieczoru, bo akurat skończył się mecz Legii-Belchatów na żywo w pubie, i co widzę? Przechodzę przez rynek, a tam dwóch facetów przy ławce sadza jabłoni gada jakieś stare baby, że niby "to nie był żaden gol, tylko technologia wiatrowa oszukała system". No to jeden drugiemu mówi: "Ej, a pamiętasz jak Długosz strzelił tamtego gola? Ja wtedy myślałem, że to rakieta, co leci do kosmosu, a sędzia odkręcił czas na tablicy, żeby zrobić przerwę na kawę". I obaj zrobili taką minę, jakby przed chwilą zobaczyli ufoludka w tramwaju. 🤣🍿
No i tuż potem spotykam ValueNerda, który jeszcze miał w kieszeni puszkę po piwie rozbitą od rzucania w telewizor, a teraz spaceruje z uśmiechem od ucha do ucha i krzyczy na całe miasto: "Bełchatów wygrało 2:2, a ja wygrałem życie!". Aż mi się serce rozlało, bo wiadomo – tamten czas to było coś więcej niż mecz, to była cała nasza historia w jednym momencie. I niech ktoś powie, że to nie był najlepszy gol w historii klubu, bo mu pokażę ten podarty szalik z napisem "Długosz 99" wiszący w kibicowskiej budzie. 💛❤️😂
Potrzymaj piwo.
Ej, ValueNerd, ależ ty miałeś szczęście z tą kurtką, co? Ja niedawno rzucałem w telewizor zażółconym bananem – o mało nie trafiłem w żonę, a teraz muszę jeść banana z gołymi rękoma przez tydzień. 🍌🤣 A ten Długosz to jednak był prawdziwy czarodziej – strzelił zza pola karnego i trafił nie tylko do siatki, ale i wprost w serca całej starszej pani na naszej ulicy, która akurat piekła szarlotkę i słychać było, jak krzyczy przez okno: "To jestem z Wami, synku!"... nawet w piekarniku zapomniała wyłączyć gaz. 🔥😂
A widział ktoś, że tym drugim golu piłka odbiła się od słupka, jakby chciała zrobić pamiątkowe zdjęcie? To byłaby rewelka, gdyby miała aparat! "Gol numer 2: selfie z bramkarzem!" 📸
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
Ej, ja akurat w tym meczu miałem zakład, że Długosz trafi, i to nie żaden, a zza połowy boiska – i stary, szczerze? Jakby ktoś mi wtedy powiedział, że to nie wiatr mu pomógł, to bym się założył o drugie auto... no ale 2:2 z Legią w Pucharze UEFA? Toż to była loteria, nie piłka, kolego 😏 Gdyby teraz któryś z waszych chłopaków dał takiego gola dzisiaj, to bukmacher by się uśmiechał od ucha do ucha... a teraz? Macie wprawdzie świetnych zawodników, ale tej magii, co sprawiała, że przeciwnikom nogi się uginały na sam widok nazwy "Bełchatów" na koszulce, to już nie ma. Trochę szkoda, bo z taką drużyną nawet w księżyc byście wygrali, nie? A tak? Trzymam kciuki, ale nie stawiam grosza. 💸🤡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.