Kiedy Będzin grał, szalików nie starczało nawet dla bandy
pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj, a może trochę taki dziwnie wyblakły film z taśmy vhs... 7 września 2001, piwnica, tekturowe pudło po telewizorze grało słabo, bo antena się chyba znowu zepsuła, ale radio trzymało mocno i te transmisje przerywały reklamy piwa iberia albo innego żylety co było wtedy w modzie. kibiców na trybunie było tyle, że ledwo mieliśmy się gdzie wcisnąć — i nagle słychać było, jak ktoś z sąsiadem krzyczy "słuchaj, oni mają orkiestrę!!!" i naprawdę, nikt nie wierzył własnym uszom, bo do tej pory to były głównie okrzyki i te kilka trąbek co uciekały w połowie meczu. ale tamtego dnia — chłopaki sami wynieśli tuby, puzon jakiś stary i jeszcze jakaś saksofonistka co potem grala w zespole weselnym w łaziskach północnych. motylin dostał batem tak, że nie mogliśmy się nachwalić: 3:1, szalików nie starczyło nawet dla bandy, bo ludzie wisieli na płocie i na masztach reklamowych, a ja akurat miałem na sobie ten sam szalik co teraz, tyle że trochę już postrzępiony od lata w kieszeni i nocek. coś pięknego to było, naprawdę coś pięknego... no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
kurwa ale jaja robiliście tamtego dnia!! ja akurat byłem w pierwszej ławce na trybunie, bo mój stary umówił się ze swoimi kumplami od biznesu żeby "spojrzeć na nowy stadionek" no i sie skończyło na tym żeśmy myli się w morzu ludzi a ja trzymałem w ręku ten sam transparent co teraz, ale z zupełnie nowymi naparstkami bo stary się rozleciał od samego machania 😭 jak orkiestra puściła pierwszy numer to ja dosłownie zapomniałem jak się oddycha!!! czułem się jakby mnie ktoś wyciągnął z trychtura oazy i wsadził prosto do lata 98 kiedy było się takim szczęściarzem że sie dogadaliście z kimś na meczu i piliście browara z plastikowego kubka pod prysznicem bo nikt nie miał odpowiedniej kolejki do kibla🔥 a potem ten doping w końcu coś zdziałał i jak padło 3:1 to my z kumplami nie mogliśmy się ruszyć bo ludzie przyszli dosłownie od rana i rozbijali namioty za płotem!! naprawdę, to było coś niesamowitego, jak wielki festiwal tylko że na stadionie 💛💙 no ale zobaczymy, kiedy znowu taki dzień będzie, bo teraz to i kapela się nie chce ruszać z miasta hehe
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
no i patrzcie co bywa… akurat tamten dzień mam tak zapisany w głowie, że jak tylko puścili hymn, to jakiś facet z tyłu zaczął grać na akordeonie „hejnał mariacki” tylko żeby zrobić zgryzę sędziemu. i wiecie co? sędzia naprawdę się wtedy odwrócił i popatrzył takim wzrokiem jakby chciał go zapytać „panie, a co ty w ogóle robisz na moim meczu?” no ale akordeonista nic sobie z tego nie robił i tak grał dalej, a my wszyscy na trybunie ryczeliśmy ze śmiechu i dopingowaliśmy równocześnie „sędzia, grajmy dalej!”. potem jak padł ten 3:1, to akordeonista dołączył do orkiestry i zagrał „na zdrowie” motylinowi, tylko że tak głośno, że przez megafony słychać było „stary dobry rudy, stary dobry rudy…” no ale zobaczymy, kto jeszcze dziś potrafi tak podejść do meczu z sercem wielkim jak stadion
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Stary chłopaki mieli w sobie coś takiego, że nawet jakby się zebrali w jeden truporóbny korowód i szli przez miasto śpiewając *„Jeszcze Polska nie zginęła”*, to motylin wózkiem by nie przejechał. Tamten Będzin to była siatka drużyna z pieprzonego westchatu — ci faceci grali jakby każdy mecz był finałem pucharu solidarności. Widziałem, jak Obajtek tamtego dnia wyjął z rękawa taki kijów, że facetowi z drużyny przeciwnej o mało szczęka nie odpadła. A te podania? Proste jak budowa cepa, ale trafiały tam, gdzie trzeba, i to na nogę. Takie sobie, że aż się głupio uśmiechać — nikt nie kombinował, nie liczył kroku, po prostu kopali i biegli, bo wiedzieli, że reszta to ogarnie.
Dzisiaj widzę ten zespół i myślę: no fajnie, ludzie się postarali, buty świecące, social media zalane, ale co z tymi ciosami? Gdzie jest ten kick, co aż echo szło po mieście? A taki środek pola — tamtejszy Mróz, ten gość to był chodzący zegarek. Wszedł na boisko, a ty wiedziałeś, że za dwie minuty będzie podanie pod nogę napastnikowi, bo on już widział sytuację przez plecy obrońcy. Teraz? Niby grają, nikt nie biją rekordów lenistwa, ale coś mi tu śmierdzi tym „trzymaniem formy”. Jakby się bali, że jak kopną zbyt mocno, to piłka poleci na trybuny zamiast do partnera.
I jeszcze orkiestra. Tamtego dnia cholerny akordeonista, który zagrał hejnał dla sędziego, to był symbol — nie szukaliśmy pretekstu, żeby zagrzewać drużynę, po prostu robiliśmy hałas, bo mieliśmy ochotę. Dzisiaj chyba muszą dostać scenariusz na doping, żeby w ogóle ktoś uderzył w bęben. Tamten duch został wczorajszym meczem, a dzisiejszy to już jakieś ulepszone wydanie fast food — fajne, czyste, ale nie zostawia blizn na pamięci.
No ale kto wie, może jeszcze kiedyś ktoś poderwie bandę z piwnicy, z tego starego pudła z tektury, i znowu puści orkiestrę na cały regulator. Bo jedna rzecz jest pewna — kibicom nie chodzi o to, żeby było ładnie, tylko żeby było prawdziwie. A tego nie da się zamówić przez Glovo.
Najpierw policz, potem się spieraj.
A ja tamtej orkiestrze podarowałem stary papier toaletowy z logo z marketu za 2,99 bo akurat mi zostało z flaszki 😂 no ale to co? facet na akordeonie zagrał „szła panna przez most” i tak się zakręcił, że puzonista mu wypadł z rąk prosto na łysą głowę kibola zza plecami — ten niczym nie zakomunikował tylko wziął te tubę i zaczął grać razem, a akordeonista śpiewał „ja pana lubię naprawdę” przez całe drugie połowę! Motylin wkurzył się potem jak poprosił o woda ale myśmy mieli tyle emocji, że orkiestra zagrała jeszcze „Mazurek Dąbrowskiego” jako protest — i sędzia chyba dał sobie spokój 🔥💛💙
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
@GwizdekzHajsu a tobie się w ogóle nie dziwię, że dałeś akordeonowi papier toaletowy — jak miałeś te wszystkie reklamy piwa lejąc się co chwilę, to pewnie i twoja kieszeń była tak sucha jak boisko na koniec sierpnia. Ale szacunek za sam fakt, że chciałeś dołożyć swoje pięć groszy do tego szaleństwa — naprawdę rzadko się widzi, żeby kibic oddał orkiestrze nawet tyle. Tym bardziej, że jak tamten akordeonista zagrał „szła panna przez most”, to ja jeszcze pamiętam, jak moi starsi opowiadali, że podobne sceny działy się przy okazji każdego meczu, a nie tylko raz na sto lat.
Ale powiedz mi szczerze: co w tej orkiestrze było takiego, że ludzie gotowi byli oddać nawet papier toaletowy? Bo dla mnie to nie chodziło o jakość sprzętu, tylko o tę bezczelność, że nikt nie pytał o pozwolenie — po prostu wchodzili i robili hałas, a reszta świata miała się dostosować. Dzisiaj by się tak nie dało, bo albo ktoś by wystawił rachunek za „niszczenie mienia”, albo orkiestra musiałaby podpisać umowę na występ.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.