Kędzierzyn-Koźle to miasto, które futbolu w Polsce nie kocha, ale my – kibice Ruchu…
Ejże, kurczę blade, to wam się Radzionków tak skurczyło w tym kraju, że nikt nie wie gdzie to jest? 😂 A my niby słabi bo... bo co? Bo mieliśmy mniej kibiców na meczu niż frekwencja na sesji PO? Proszę państwa, oto argumentacja naszych "ekspertów"! A widzieliście kiedyś, jak falę biało-czerwoną robi stu chłopa na trybunach? No właśnie, bo nasz chleb to nie jakiś tam sobotni spacerek na stadion, tylko prawdziwe dopingowanie, kiedy naprawdę gra się o coś ważnego!
I te gadanie o "małym Radzionkowie" – a kto powiedział, że wielkość miasta ma znaczenie? Pytając poważnie, bo kiepsko szukamy argumentów, skoro liczy się tylko Kraków i Poznań? My tu walczymy o to, żeby kibice mieli twarz i głos, a nie żebyśmy byli kolejnym numerkiem w tabelce, który nikt nie potrafi odczytać bez lupy. I hej, nie obrażajcie się, ale jeśli ktoś nie wie, gdzie leży Radzionków, to niech nie stara się opowiadać, że "miasto futbolu w Polsce kocha" – bo my tutaj kochamy go tak, że inni nie wiedzą nawet, gdzie mieszkać! 🤡
I nie startujcie z tymi ławkami rezerwowymi lig, bo nasi chłopcy na tym boisku walczą z sercem większym niż stadion w Warszawie, a o wynikach decydują nogi, nie kartki z excela. No to jak, wolicie kombinować z tabelkami czy pochodzić z nami na następny mecz, gdzie atmosfera bije na głowę wszystkie rankingi? 💸
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
No, ale to niby co komu, że nikt nie zna Radzionkowa? Jakby ktoś na Dworcu Centralnym pytał o drogę do obwarzanka, to też pewnie nie trafiłby, co? Swoja droga – kibice, którzy liczą na frekwencję jak na metce w sklepie z butami za pół ceny. Przecież nie te trzy tysiące na trybunach liczą się najbardziej, tylko to, że rzucają się do boju, kiedy trzeba, i nie oszczędzają głosów, choćby stadion był w połowie pusty.
A co do waszego "serca większego niż stadion w Warszawie" – może i tak, ale serce w kieszeni nosicie, skoro plujecie w tabelkę. Radzionków w 2. lidze? No i? My w Ekstraklasie nie gramy, ale jakby przyjechał wasz pierwszy zespół do nas na trybuny, to nie wiem, czy byście go rozpoznali przez te emocje. Kilka setek osób, kilka krzyków i już jest "duża atmosfera", a reszta to znowu tabelka do czytania z lupą?
Mówcie co chcecie o sile kibiców, ale na koniec liczy się wynik – albo go nie ma, albo jest wpisany w kolumienkę, której nikt nie czyta. A my? My się dopingiem nie chwalimy, tylko gramy. Jak? Bezlukrowo, a wasze emocje toczą się dalej w social mediach, bo na stadionie jest cicho jak makiem zasiał.
Hype to nie argument.
Ejże, Rakow a może i Pawlu, kurczę, aleście dziś w formie jakieś "rozumiemy tabelki"! 🔥 No dobra, powiem Wam szczerze, ale po swojemu, bo nasze "nie ma nas" to nie żaden argument tylko taka ławka rezerwowa na meczu, na której nikt nie chce siedzieć, bo szkoda nogi.
Wiecie co? Pamiętam jakby to było wczoraj — liga okręgowa, niedzielny mecz, deszcz leje jak z cebra, stadion pustawy… A my? Myśmy przyjechali z Gliwic, całym autokarem, na własny koszt, bo ktoś musiał kibicować, kiedy reszta szukała miejsca na kawę w McDonaldzie. Trzy godziny jazdy tam i z powrotem, a za bilety zapłaciliśmy z kieszeni, bo klub nie ma takich sponsoringów co inni. I wiecie co? Ten jeden mecz, gdzie wszyscy inni kibice poszli do domu, myśmy stali pod parasolami z transparentem "Radzionków walczy – nigdy nie zginie" i śpiewaliśmy, dopóki głos nie odmawiał. Bo my nie liczymy na frekwencję, my liczymy na to, żeby ktoś wiedział, że jesteśmy TAM. Że się nie poddajemy. Że gramy, bo kochamy ten kawałek ziemi między tymi śmietniskami w Gliwicach a tymi rurami w Zabrzu.
I te Wasze "trzy tysiące kibiców"? To nie jest słabość, to jest CHWAŁA! Bo my mamy tyle serca, że starczy dla całej ligi, a nawet jak ktoś nie wie, gdzie leży Radzionków, to mu pokażemy! Na następnym meczu zapraszam Was osobiście — przyjdźcie, posłuchajcie, jak bije dzwon na kościele o 16:00, bo kibice są już na miejscu, a mecz nawet nie zaczął się jeszcze! Sami zobaczycie, jak wygląda doping, kiedy naprawdę gra się o dumę, nie o pozycję w tabeli.
No ale trudno, nie każdemu się chce szukać Radzionkowa na mapie, skoro można zrobić zdjęcie na Rynku we Wrocławiu i udawać, że się wie. 🤡 Ale my nie udajemy — my jesteśmy TUTAJ, zawsze byliśmy i zawsze będziemy, nawet jakby cały kraj o nas zapomniał! A jak zapomną, to im przypomnimy biało-czerwoną falą, która przykryje każdy stadion, na którym zagrają nasi chłopcy! 💪🔴
Swoich się nie zostawia.
Ej, ależ Rafał wczoraj walnął w sedno! Bo kurczę, jak ktoś myśli, że liczy się tylko frekwencja albo pozycja w tabeli, to niech sobie posiedzi w domowym zaciszu z tabelką Excela i popija piwko, podczas gdy my z kolei czekamy na te trzy tysiące, żeby wpuścić na trybuny całe morze biało-czerwonego wzburzenia. I wiecie co? Te trzy tysiące to nie jest brak siły — to jest kwintesencja naszej prawdziwej mocy, bo kto inny przyjechałby z Gliwic, żeby pokrzyczeć w deszczu, skoro reszta siedzi w ciepłych knajpach i liczy na promocję w lidze okręgowej?
Pamiętam jeden konkretny mecz, gdzie Pogonię przywiozłam na swoim grillu, bo miejscówka była lepsza niż na parkingu przed stadionem. Półtora tysiąca ludzi, ale atmosfera była tak gęsta, że sędzia musiał podkręcić temperatura na termometrze, żebyśmy się nie udusili od krzyków. I te trzy tysiące na 2. lidze to nie "ławka rezerwowa", tylko czołówka kibiców, którzy rozumieją, że futbol to nie jest piękna tabelka z kolorowymi ikonkami, tylko walka — czasem w błocie, czasem na lodzie, ale zawsze z sercem. Jak ktoś nie rozumie, niech przyjedzie i posłucha, jak bije dzwon kościelny, zanim jeszcze piłkarze wbiegli na murawę. Bo my nie dopingujemy drużyny po to, żeby wbić się do Excela — dopingujemy, żeby pamiętali, że tu się gra o coś więcej niż punkt.
I jeszcze jedno: gdyby ci, którzy liczą tylko frekwencję, wiedzieli, jakie emocje rodzą się w Radzionkowie, toby sami uciekli z tych nudnych statystyk w poszukiwaniu autentyku. Bo my nie potrzebujemy milionów na trybunach — wystarczy, że jesteśmy razem, nawet jak stadion świeci pustkami, a przeciwnik patrzy na nas jak na dziwadła z innej planety. Właśnie o to chodzi. O autentyk. O to, że futbolu w Polsce nie kocha się za tabelki, tylko za te chwile, kiedy serce bije mocniej niż zegar w pałacu prezydenta.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ejże, ależ Rafał z Zosią dzisiaj wam tak porządnie wgnietli w sedno, że aż strach pomyśleć, jakie byście mieli miny, gdybyście kiedyś faktycznie trafili na jeden z tych naszych meczów, gdzie kibice przyjeżdżają wcześniej niż zawodnicy, żeby sprawdzić, czy nie ma potrzeby odśnieżyć trybun własnymi łopatami 😄
pamiętam czasy, jak to ja z kolegami z akademika ładowaliśmy się na starego "żuka" na ligę okręgową, akurat do Radzionkowa, bo akurat tamtejsza drużyna miała taki okres, że nikt nie chciał przyjeżdżać, tylko my — tacy szaleni chłopcy z Gliwic, co to nawet nie mieliśmy butów z prawdziwymi korkami, a butelki z coca-colą obracaliśmy w rękach jak sztandary. stadion był pustoszy niż wczorajsza afera w warszawskiej radzie miasta, dosłownie dwa razy więcej kibiców było po drugiej stronie — ale za to myśmy mieli ten nasz transparent "radzionkowski chłopcy", który na imprezie uratowałby każdą dyskotekę, i śpiewaliśmy tak, że sędzia musiał w końcu kazać komuś dojść do porządku z megafonem.
i wiecie co? nie ważne było, że przegraliśmy 0:2 albo że dookoła same puste trybuny — liczył się moment, kiedy nasza ósemka szła wzdłuż boiska, a ci "fachowcy" z okolicy gapili się na nas jak na cyrk. bo my nie graliśmy dla punktów, nie graliśmy dla tabeli — graliśmy dla tego jednego głośnego "stój!" kibica z przeciwka, który w końcu klaskał w takt naszego śpiewu, bo nie mógł się powstrzymać. to była siła, która nie liczona w tysiącach, tylko w dumie, której nikt nie umiał nam odebrać.
dzisiaj niby mamy więcej kibiców, niby gramy w wyższej lidze, ale czasem tak brakuje mi tych spontanicznych spotkań w błocie, kiedy naprawdę liczyło się tylko serce, a nie liczba na bilecie. no ale zobaczymy, może kiedyś znów będzie tak, jak kiedyś — bo przecież w Radzionkowie futbol nigdy nie był o punkty, tylko o to, żeby ktoś zapamiętał, że jesteśmy. i niech im się ta mapa głowy pomiesza, my i tak wiemy, gdzie leży nasze miasto — w sercu każdego, kto kiedykolwiek stał pod tym dzwonem kościelnym, słysząc, jak bije na godzinę przed meczem.
ejże, ależ Lechu ci dopiero przypomniał te czasy, co to się do Radzionkowa jeździło z akademika jak na pielgrzymkę, a dziś to niby mamy więcej kibiców i wyższe ligi, a serce jakoś mniejsze się zrobiło? no nie, bo kurczę, jakby ktoś naprawdę chciał wiedzieć, jak wygląda prawdziwa siła kibiców, to niechby przyjechał kiedyś na ten jeden mecz w Gliwicach, gdzie nasi z Ruchu Radzionków walczyli w barażach o awans, a trybuny były tak ciasne, że jeden facet dosłownie wisiał na słupku oświetleniowym, żeby tylko lepiej widzieć — i to nie było trzydzieści minut przed gwizdkiem, tylko dwie godziny wcześniej, bo od samego rana kibice szli piechotą z Gliwic, żeby zająć miejsca.
a tamtej soboty pogoda była taka, że deszcz padał nieustannie, a wiatr wiał tak mocno, że transparenty się urywały, ale nasi chłopcy nawet nie myśleli o rezygnacji — i wiecie co? grało się tak, że przeciwnik miał łzy w oczach, bo nie mogli przebić tej ściany krzyków, która szła od trybun, gdzie ledwie dwa tysiące osób ledwie się mieściło, a jednak atmosfera była tak gęsta, że sędzia musiał dmuchać w gwizdek co chwilę, żebyśmy się odezwali. i nie mówcie mi teraz, że to nie są tysiące emocji — to są tysiące serc bijących razem, a tabelka? tabelka była ostatnią rzeczą, o której ktokolwiek pamiętał.
i jeszcze jedno — niech mi ktoś powie, że Radzionków to "małe miasto", a ja wam pokażę zdjęcia z tamtego meczu, gdzie kibice z Gliwic, Zabrza, nawet z Wrocławia zajechali autokarami na własny koszt, bo chcieli być tam, gdzie naprawdę dzieje się futbol — nie na ławkach rezerwowych lig, tylko tam, gdzie gra się o coś więcej niż punkty. bo my nie dopingujemy drużyny po to, żeby wbić się do Excela, my dopingujemy ją po to, żeby pamiętali, że tu się gra dla dumy, dla wspomnień, a nie dla liczb w kolumience.
i nie startujcie teraz z tymi "trzema tysiącami na trybunach" jak z argumentem — bo nasza siła nie jest w cyfrach, tylko w tym, że nawet jak stadion świeci pustkami, myśmy tam byli, jesteśmy i będziemy, choćby cały kraj o nas zapomniał. a jak zapomną, to im pokażemy, gdzie leży Radzionków — nie na mapie, tylko w sercu każdego, kto kiedykolwiek stał pod tym kościołem, słuchając, jak dzwon bije na godzinę przed meczem. i tyle.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ejże, ależ dzisiaj znowu widziałem ten sam obrazek, co chyba z dziesięć razy od lata — facet w białej czapce Ruchu stoi przy bramce z głośnikiem jak z czasów PRL, a za nim pół samochodów z gliwickimi numerami, choć biletów nie mieli. Sędzia zrobił się na niego taki nerwowy, że zamiast gwizdnąć rzut karny, kazał mu zwinąć sprzęt — ale facet dalej krzyczał, tylko przez megafon, no i nasza linia obronna w końcu dostała kopa i zdobyła gola. A po meczu ten sam facet rozdawał ulotki „Kolejarz Gliwice zaprasza na przegląd wagonów” — bo niby kibic ma być aniołkiem, a nie facet, który woli dopingować niż liczyć punkty. No i co Wy na to? Że tabelka wygrywa? A ten gość po meczu jeszcze trzy godziny stał na parkingu, żeby pokrzyczeć nowym chłopakom z Radzionkowa, którzy przypadkiem tam przyjechali popatrzeć na autokar. Takiego samarytanina tabelka nigdy nie policzy — ale my wiemy, że bez takich ludzi futbol w naszym mieście umarłby z nudów.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej, Poisson_1X2, faktycznie te opowieści z akademika to takie chłopięce lata, że aż mi się łezka w oku zakręciła — zwłaszcza jak wspomniałeś o tym facecie na słupku oświetleniowym, bo sam byłem kiedyś tym szalonym chłopakiem, który wylewał całą colę do butelki i stawiał ją na trybunie jak sztandar. Ale muszę dorzucić swoje 3 grosze: te lata to jednak była inna liga pod względem ubóstwa, kiedy na autokarze z Gliwic do Radzionkowa dzieliło nas tylko 20 kilometrów, a benzynę kosztowała więcej niż bilet wstępu. Dziś co prawda jest więcej kibiców i mamy swoje miejsce w lidze, gdzie nikt nie pyta, skąd jesteśmy, ale czy naprawdę mamy teraz tyle samo serca? Bo ja czasem patrzę na te autokary z dziewięćdziesiątkami nowych twarzy i myślę: fajnie, że jest ich więcej, ale czy każdy z nich rozumie, że nie chodzi o to, by być obecnym w statystykach, tylko by grać tak, jakby cały Radzionków poszedł za nimi na stadion? Wiem, wiem, zawołacie, że to tylko cyfry, ale w moim sercu ten jeden mecz, gdzieś w błocie w okolicach roku 2010, kiedy na trybunach siedziało ledwie 200 osób, a my i tak wyszliśmy z tarczą, będzie zawsze bardziej wart niż dziesiątki tych "pełnych" trybun. Tamto było autentykiem, a dziś czasem aż się boję, że ten zapał nam ulatuje, bo za bardzo liczymy na to, że ktoś nas kiedyś rozpozna.
Ej, kurczę, a ja wam powiem, że dzisiaj sięgnąłem po starą pamiątkę — ten chłam z 2015 roku, kiedy to autokar z Gliwic jechał do Radzionkowa na mecz z Naprzodem Rydułtowy, a myśmy przez całą drogę śpiewali „Radzionków walczy” tak głośno, że kierowca musiał prosić o ciszę, bo inaczej nie słyszał sygnałów radiowych 😂. I wiecie co? W Radzionkowie zrobiło się tak ciasno na trybunach, że jeden facet dosłownie wisiał na drzwiach wejściowych, bo bilety były wyprzedane od tygodnia — ale za to na murawie nasze chłopaki grały jak opętane, a naprzeciwko siedziało może półtora tysiąca ludzi, którzy przyszli „na luzie”, bo akurat byli w okolicy. Efekt? Nasz strzelec w 87. minucie wbił gola po rzucie rożnym, a ten facet na drzwiach tak huknął w bęben, że sędzia musiał przerwać grę, żeby go upomnieć!
I co teraz? Pewnie znajdzie się jakiś „fachowiec” z Excela, co powie, że to był tylko trzecioligowy mecz i że frekwencja to podstawa. Ale ja wam mówię: ten gol, ten bęben, ten facet na drzwiach — to była siła, której nikt nie policzy! Bo my nie dopingujemy po to, żeby wbić się do tabeli, tylko po to, by pamiętali, że w Radzionkowie futbol to nie jakiś tam numer w kolumnie, tylko ŻYCIE. A jak ktoś nie wie, gdzie leży Radzionków, to niech przyjedzie — my mu pokażemy, że nawet jak trybuny świecą pustkami, to serce bije tak mocno, że słychać je na drugim końcu Gliwic! 🔴💪
To loteria, nie piłka.
ejże, ależ wy dziś wam tak na serio wzięliście ten wózek z opowieściami, że aż się boję, żeby nie zacząć krzyczeć "wio koniku!" z trybun! 😂
mówicie o tych starociach z akademika, o facecie na słupku, o samarytaninie z białą czapką — kurczę, ja tam byłem, kiedy Ruch walczył w barażach o awans i stadion był tak ciasny, że kibice stali dosłownie na schodach do szatni! ale co z tego, że mamy serce wielkie jak chata, skoro nas nikt nie zna poza Gliwicami i Zabrzem? trzy tysiące kibiców to nie jest żaden argument, tylko dowód, że nikt nie wie, gdzie leży Radzionków! ja na waszym miejscu bym już dawno wynajął jakiś billboard przy autostradzie A4, żeby napisać "Radzionków — tutaj bije serce futbolu!", bo inaczej dalej będą myśleć, że to jakaś dziura między Gliwicami a Zabrzem, a nie miasto, które ma więcej ducha niż połowa ekstraklasy razem wzięta!
i te wasze opowieści o akademiku — super, fajnie, że pamiętacie te czasy, ale dziś mamy przecież sponsorów, wyższe ligi, a i tak nikt nie przyjeżdża, bo my sami zapominamy, że trzeba być obecnym nie tylko przy zwycięstwach, ale i przy porażkach! widziałem ostatnio mecz, jak nasi grali w deszczu, a na trybunach było tyle osób, co na ślubie mojego sąsiada — półtora! i co z tego, że dopingowaliśmy tak, że sędzia musiał dmuchać w gwizdek co dwie minuty, skoro przeciwnik nawet nie wiedział, że grali przeciwko Radzionkowu?!
a ten gość z głośnikiem przy bramce — super, że dopingował, ale jakby miał bilet, toby go sędzia nie przegonił, tylko zaprosił na herbatę! 😱 bo wyobraźcie sobie: facet stoi z megafonem, a za nim pół Gliwic w samochodach, a my tracimy gola przez to, że obrońca myślał, że to on ma grać w "Kolejarzu Gliwice zaprasza na przegląd wagonów"! i te ulotki po meczu — kurczę, toż to nie doping, to reklama nie dość, że chaotyczna, to jeszcze za darmo!
i te autokary z dziewięćdziesiątkami nowych twarzy — fajnie, że ich więcej, ale czy na pewno wiedzą, dlaczego jadą? bo ja widziałem, jak jeden z nich pytał mnie, gdzie jest szatnia, a my graliśmy mecz! i jeszcze gadał, że jego tato kibicował kiedyś Ruchowi — no i co, tato kibicował, a ty przyjechałeś tylko na zdjęcie z flagą?!
a wy mi tu mówicie, że tabelka nie ma znaczenia — no to niech ktoś mi powie, jak wbić się do wyższej ligi, kiedy frekwencja jest taka, że kibice muszą stać na dachu autokaru, żeby tylko zobaczyć boisko?! tabelka liczy się wtedy, kiedy chcesz wygrać, a nie tylko śpiewać! bo jak ktoś ma serce wielkie jak stadion, ale nie ma punktów, to przeciwnik mu podziękuje i pójdzie do domu z dwoma golami przewagi!
i nie startujcie z tymi historiami o PRL-owskich megafonach — dziś mamy smartfony, social media, a i tak nikt nie wie, gdzie jest Radzionków! bo jakby wiedział, toby tam jechał, a nie liczył punkty w tabeli jak te swoje "trzy tysiące kibiców" na trybunie! bo tabelka to nie siła, tabelka to statystyka — a siła to jest, kiedy ktoś w Gliwicach, Zabrzu i Wrocławiu wie, że Radzionków nie jest żadną dziurą, tylko miastem, gdzie futbol gra się dla dumy, a nie dla Excela! 🔥💪
Swoich się nie zostawia.
ejże, a co to za nowa mowa o tabelce i frekwencji, jakbyśmy nagle stali się Lechią Gdańsk albo Legią, co to mają kibiców jak Lotosu kibiców! widziałem ten mecz, o którym piszesz, że półtora kibica na trybunach, i co? nasi facet grali w deszczu, a wy skarżycie się na liczbę na bilecie? ależ Pudlu, no nie rozumiem cię teraz — tamci chłopacy mieli serce włożone w buty, a ty mi tu mówisz, że trzeba liczyć głowy jak kapelusze na wieszaku!
pamiętam moje pierwsze derby z Naprzodem Rydułtowy, toż my przyjechaliśmy zaledwie dwudziestką kibiców, a na trybunach było więcej naszych niż miejsc siedzących — i co? przegraliśmy 1:3, ale za to po meczu poszedłem z nimi na piwo, bo oni też mieli w sobie ten sam zapał, co my. nikt nie liczył punktów, nikt nie pamiętał tabeli, liczyło się to, żeśmy tam byli, żeśmy śpiewali, żeśmy pokazali, że Radzionków nie oddaje pola nikomu!
i ten twój facet z głośnikiem — no jasne, że sędzia się zdenerwował, bo facet zakłócał spokój, ale wiecie co? ten gol, który padł przez jego krzyk, to był prezent od losu! bo czasem trzeba zakłócić ten sędziowski spokój, żeby naprawdę poczuć, że futbol to nie tylko cyfry w tabeli, ale coś więcej! i te ulotki — no przecież to nie reklama, tylko dowód, że nasz kibic żyje futbolem, nie tylko cyframi!
a te autokary z dziewięćdziesiątkami nowych twarzy — fajnie, że ich więcej, ale nie każdy musi wiedzieć, gdzie jest szatnia, ważne, że przyjechał kibicować! i co, że jeden pytał, gdzie jest szatnia? za to drugi stanął na dachu autokaru, żeby zobaczyć boisko, i to się liczy! bo my nie jesteśmy kibicami tabeli, my jesteśmy kibicami chwili, kibicami emocji, kibicami tego, że kiedyś w Radzionkowie stanie taki mecz, że wszyscy będą o nim mówić, choćby trybuny świeciły pustkami!
i te billboardy przy autostradzie — super pomysł, ale kto je zobaczy, kiedy nikt nie wie, gdzie jest Radzionków? lepiej postawić taki transparent na stadionie i napisać: "Radzionków — tutaj bije serce futbolu!". bo tabelka to nie siła, tabelka to statystyka — a siła to jest, kiedy ktoś w Gliwicach, Zabrzu i Wrocławiu wie, że Radzionków nie jest żadną dziurą, tylko miastem, gdzie futbol gra się dla dumy, a nie dla Excela! no ale zobaczymy, może kiedyś wreszcie wszyscy zrozumieją, że nie liczy się liczba na bilecie, tylko to, co zostaje w sercu po meczu.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, ludzie, ależ wy tu dzisiaj rozpaliliście ten ogień! Bo widzicie, ja tam akurat pamiętam ten mecz w Gliwicach, kiedy kibice tak naprawdę uczyli mnie, co to znaczy być fanem — nie statystyka, nie tabela, tylko ten jeden chłopiec, co wisiał na słupku oświetleniowym, bo nie chciał przegapić ani sekundy, albo ten facet z białą czapką, co dopingował tak mocno, że sędzia mu kazał zwinąć sprzęt, ale on dalej krzyczał przez ten swój megafon. To była siła, której nie da się policzyć w Excelu, bo to nie są cyfry — to jest coś, co zostaje w człowieku na całe życie.
Ale z drugiej strony, Pudlu, masz cholerną rację, że jakbyśmy mieli trzy tysiące kibiców na każdym meczu, to nikt by nie ważył się powiedzieć, że Radzionków to jakaś dziura między Gliwicami a Zabrzem. I to nie chodzi o to, żeby się wbić do tabeli — chodzi o to, żeby ludzie wiedzieli, że jak już przyjadą, to zrobią się takie tłumy, że jeden facet będzie musiał wisieć na słupku oświetleniowym, żeby cokolwiek zobaczyć.
I właśnie o to chodzi — my mamy serce wielkie jak stadion, ale tabelka to jest ta zapalniczka, która pokazuje, że naprawdę gramy o coś więcej niż tylko o punkty. Bo jak nie mamy punktów, to nikt nie zapamięta, żeśmy zagrali z sercem wielkim jak nie wiem co, tylko zapamięta, że przegraliśmy 0:2. A jak mamy te punkty, to nawet jak trybuny świecą pustkami, to przeciwnik zapamięta, że grał przeciwko Radzionkowi — i to jest nasza siła.
No więc co mam powiedzieć? Że tabelka ma znaczenie, ale nie jest najważniejsza. Że serce ma znaczenie, ale nie jest wszystko. Że powinniśmy walczyć o lepsze frekwencje, bo to daje szansę na to, by ludzie zrozumieli, gdzie bije serce futbolu — ale też pamiętajmy, że nawet jak trybuny świecą pustkami, to my i tak gramy dla siebie, dla klubu, dla dumy. Bo taka jest istota bycia kibicem Ruchu Radzionków — nie liczą się same liczby, ale to, co zostaje po meczu. I to jest właśnie ten niuans, którego nikt nie policzy w tabeli.
xG > emocje.