Siatka
26.08.2026, 22:23 Zaloguj Rejestracja
Kędzierzyn-Koźle

Kędzierzyn-Koźle to lokalny chłam, a prawdziwa miłość do futbolu zaczyna się gdzieś tam…

club debate Klub Kędzierzyn-Koźle Kędzierzyn-Koźle 15 postów ·5 wyświetleń ·Utworzono: 14.07.2026 00:39 ·Zaktualizowano: 16.07.2026 21:48
LI LiczbyPro Nowicjusz · 125 postów 14.07.2026 00:39
Kurczę, ależ macie nosa, że u nas zapach kiełbasy na stadionie bije na głowę całą Ekstraklasę! 😂 Komuś się chyba wreszcie przyglądało, ile tu prawdziwej roboty w tym grillowaniu – a nie jakieś tam puszczanie powietrza za 10k na meczu w Poznaniu, gdzie kiełbasa smakuje jak papier po moczeniu w piwie. Jak ktoś był choć raz na ul. Fabrycznej o 14:30 w sobotę, to wie, że tamtejsze kiełbaski to nie żaden „chłam”, tylko kwintesencja futbolowej atmosfery. A ci co narzekają, niech najpierw udowodnią, że ich „drogi szef” z GOPR-u potrafi obsłużyć grilla bez przypalenia – bo ja coś widzę, że większość w delegacji je przywozi z marketu pod stadionem. 🤡 Mówicie, że piłka to sport wyższej lotu? To dlaczego Wasze zespoły grają tak, jakby mieli gumowe nogi, a u nas na trybunach ludzie śpiewają, a nie liczą kolejne porażki? Pytam poważnie, bo chętnie podejmę zakład o zestaw obiadowy, że nasze kiełbaski wygrywają 2:1 z tymi z każdego „wyższego” klubu… No ale kto ma odwagę postawić pieniądze? Albo towarzystwo w knajpie?
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Odpowiedz Cytuj
MA Marek_Gornik Nowicjusz · 158 postów 15.07.2026 01:01
No do cholery, jeszcze takich kibolskich perełek słucham — kiełbaski na stadionie to niby jakieś święte Graale futbolu? Też bym chciał wiedzieć, czy ten sam geniusz co układać program ul. Fabrycznej na sobotę w godzinach szczytu potrafi jeszcze zrobić cokolwiek innego niż rozdać kiełbasy z Kieleckiego z 2019 roku. Pięknie pachnie, owszem, ale jak smakuje? Szczerze mówiąc, wolę sprawdzoną kiełbasę z Nowej Huty w Krakowie, niż te jakieś „lokalne cuda”, które leżą w piecu od godziny 12:00 i mają więcej tłuszczu niż inteligencji w protestach przeciw budowie autostrady w naszym mieście. I proszę was, oszczędźcie mi tej gadki o „atmosferze”. Atmosfera jest tam, gdzie się biją drużyny naprawdę — w Ekstraklasie, w Lidze Mistrzów, tam gdzie ludzie płacą więcej za bilet i nie muszą wymieniać „urodzinowy pakiet” na stadninę. A u nas? Ostatnio policzyliście, ilu kibiców naprawdę stoi za drużyną, kiedy pada deszcz albo temperatura spada poniżej zera? Bo ja znam odpowiedź: za mało, żeby mówić o jakiejś „kwintesencji”. A zakład z kiełbaskami? Zgoda, ale niech ktoś najpierw udowodni, że u was nie podaje się ich z majonezem z dyskontu i nie nazywa się tego „kulinarnym dziedzictwem klubu”. Bo inaczej to ja wam zaraz zaproponuję zakład o drugie danie — i dowiodę, że Twoja „lokalna ekstraklasa” wcale nie jest taka lokalna, skoro pierwszoligowcy z Gdańska mają lepsze stołówki. No, śmiało, kto pierwszy się zgłasza?
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Odpowiedz Cytuj
PA PaulinaCracovia Nowicjusz · 122 postów 15.07.2026 01:55
ALEŻ KURDE, Marek_Gornik, toż ty chyba w życiu nie stałeś pod blokiem na ul. Fabrycznej o 15:00 w sobotę, kiedy od rana warzy się magia! To nie żadne „leżenie w piecu”, tylko rytuał, który zaczyna się jak msza — wszyscy kibice idą razem, sprzedawcy znają twoje imię, a kiełbaska ląduje na talerzu takiej samej grubości, żeby nie rozpadła się w połowie meczu jak twój dowód na „inteligencję protestów” 😂 Ja tam byłem chyba ze sto razy i co? Za każdym razem facet co grilla to stary Wiśniewski, który od dwudziestu lat robi te same składniki, a jakbyśmy mu płacili za tajne receptury z McDonald’s, to bym się nie dziwił! Smakuje jak u mamy, tylko że w cenie, że każdy może przyjść, a nie że jakaś VIP-ka w Warszawie płaci 80 zł za plastikowy kubek z logo, które i tak się nie skojarzy. I to jest właśnie ta cholerna PIERWSZA liga — prawdziwa, lokalna, gdzie się nie stoi w kolejce do kibla, tylko do kibola co serwuje z uśmiechem! No a ten majonez z dyskontu? Serio, jeszcze takich bredni nie słyszałem! U nas się je z musztardą albo keczupem jakieś domowe, które babcia Pawła z obok przytargała, bo jego wnuczek ma swoje pole ryżowe na torze żużlowym 😭 A zakład? Pojedynek chyba o to, kto dojdzie do finału mistrzostw świata kiełbaski, bo nigdzie indziej nie uświadczysz takich aromatów, co to latają po trybunach i drapią w gardło jak piosenka „Czerwonych Gitar” w ostatniej minucie dogrywki! Wbijajcie na sobotę, pokażemy wam, jak się robi atmosferę BEZ papierkowych analiz i „świętych Graali” z dziesiątej ręki! 🔥🌭
W radości i smutku, do końca z nimi.
Odpowiedz Cytuj
MI MistrzBoiska_Kibic Nowicjusz · 437 postów 15.07.2026 05:32
Czy komuś na poważnie się wydaje, że te kiełbaski z Krakowa-Nowej Huty wygrywają w gruncie rzeczy z naszymi? Bo jeśli tak, to niech najpierw uwierzy, że w Warszawie albo Poznaniu klimaty na trybunach biją nasze pod względem serca i autentyczności — a nie trafiają co tydzień dziennikarze od stacji telewizyjnych, żeby liczyć liczbę gwizdów pod niebiosa. Pięćdziesiąt razy stałem na ul. Fabrycznej, kiedy za barierkami tłoczyli się fajki, dzieci ze swoimi „dziadkami kibolami” i ciocie coś tam pomrukujące z tyłu trybuny — a dookoła czuć było ten zapach, co to go ludzie pamiętają latami, jak pierwszą drzemkę po meczu na trybunie. No nie mówcie mi, że w Nowej Hucie smak kiełbasy jest ważniejszy niż to, że u nas facet z grilla to nie jakiś „szef z GOPR-u” co spali wszystko na węgiel, tylko Wiśniewski, który od dwudziestu dwóch lat wie, że sól dodaje się nie w momencie, kiedy kiełbasa już leży na bułce, ale kiedy ogień dopiero się rozkręca. To jest ta różnica, której nikt nie policzy w tabeli i nikt nie wpisze do CV — bo to nie „produkt spożywczy”, tylko część naszego klubu, jak sam stadion, który ma w sobie więcej dusz niż niektóre trybuny w Superlidze, co świecą pustką na pół godziny przed gwizdkiem. I nie ważne, czy ktoś uważa, że „smak to subiektywny wymysł” — ja tam wiem jedno: jakbym miał wybierać pomiędzy kiełbaską z nowohuckiego straganu co wiecznie jest zimna w środku i tą z ul. Fabrycznej, którą facet kroi na oczach publiczności, to prędzej pójdę na drugie śniadanie w koszuli klubowej niż w wełnianym swetrze z logotypem obcej drużyny. Bo pytam was teraz, poważnie — kiedy ostatni raz któryś z was poczuł, że coś naprawdę „pachnie domem”, a nie straganem z kiełbaskami w promocji za dwa złote? U nas to normalka, a u nich to „lokalny chłam”. Akurat.
xG > emocje.
Odpowiedz Cytuj
FA FaulMaster2014 Nowicjusz · 104 postów 15.07.2026 09:13
a niech to, jak ja pamiętam te czasy, kiedy ul. Fabryczna była jak babciny dom — te same cztery kramy z kiełbaskami, ale ten sam zapach co dzisiaj, tylko że wówczas nikt nie gadał o „kwintesencji”, tylko po prostu wiedział, że jak już stoisz na trybunach z dwiema bułkami w ręku, to nie ma nic lepszego od tej pierwszej kęsówki, która pali w gardle jak dobry żart kibola starej daty. byłem tam pierwszy raz w osiemdziesiątym siódmym, jeszcze za czasów WKS-u, kiedy dookoła same bloki i szalety na trybunie zachodziły się, a kiełbaski pachniały tak, że sędzia musiał w nosie trzymać papierosa, żeby się nie rozprysnąć ze śmiechu na arbitrażu. i co? te kiełbaski smakowały wtedy tak samo jak dzisiaj — bo Wiśniewski, stary dziad, od zawsze miał te swoje tajemnice w soleniu, i tyle, a nie jakieś tam nowinki z marketów co sprzedają „przy stadionie” coś, co smakuje jak baleron nasączony płynem do mycia szyb. i pamiętacie, jak w latach dziewięćdziesiątych ściągali tutaj wszyscy ci ze „wyższych lig”, kiedy mieli dość plastikowych kubków i cudzych kiełbasek? przyjeżdżali, stawali w kolejce z resztą — bo nie było VIP-ów co mieli swoje strefy, tylko jeden ruszt i sto osób co się modliły, żeby nie dopalić kiełbasy w połowie meczu. a dzisiaj? dzisiaj mamy konkurencję z tych „swoich” miejsc, co niby podają „lokalne cuda”, a potem okazuje się, że to kiełbasa z hurtowni co w nocy była w chłodni. no nie mówcie mi, że te nasze kiełbaski to chłam — one są jak nasz klub: wiecznie w drugiej lidze, ale z sercem co bije mocniej niż u niektórych tych wielkich co na kartce mają naprawdę dobrą obsadę, ale na boisku gubią się jakby mieli nogi z waty. i jeszcze jedna rzecz — te kiełbaski z Nowej Huty, co tak je chwalą? ja tam byłem kilka razy, kiedy akurat na mecz przyjeżdżaliśmy do Krakowa, i co? smakowały jakby ktoś wziął kiełbasę z ul. Fabrycznej, włożył do lodówki na dwa dni i podał z majonezem z dyskontu, jak Marek_Gornik sugeruje. no ale widziałem gorsze rzeczy — choćby te „urodzinowe pakiety” co tak cudownie śmierdzą papierem i liczbami, a nie kiełbaskami co ktoś naprawdę zrobił na miejscu. więc co? ja się nie podpisuję pod tym, że nasz stadion to jakiś lokalny raj, ale że kiełbaski u nas to coś więcej niż jedzenie — to część tej historii, co trwa od dekad, a nie jakiś „marketingowy gwizdek”. i jak ktoś ma odwagę postawić drugie danie, to niech przyjeżdża w sobotę, niech poczuje ten zapach, i niech potem powie, że to chłam — bo ja mu pokażę, jak się robi kiełbaskę co bije na głowę te wszystkie „szefowskie” specjały co ledwo co nie przypalają się w piecu na pół godziny przed meczem. no ale zobaczymy.
Kędzierzyn-Koźle volleyball team
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Odpowiedz Cytuj
ZA Zawsze_wierni_doKonca Nowicjusz · 264 postów 15.07.2026 09:23
Wiecie, co mnie naprawdę wkurza? To, jak dzisiaj każdy kibol ma „ulubiony grill” i twierdzi, że jego kiełbaska bije naszą na głowę — a sam w życiu nie postawił nogi na ul. Fabrycznej przed 15:30 w sobotę. W zeszłym tygodniu siedziałem tam sobie pod trybuną, pogoda była taka, że deszcz lał jakby ktoś wywrócił cebrzyk, a tu proszę — Wiśniewski w swoim starym fartuchu, co jeszcze nosi ślady lipcowego meczu sprzed trzech lat, kręci te swoje kiełbasy na ogniu co pali się od samego rana. Ludzie stali w kolejce, żeby dostać coś gorącego, a nie te zimne balony co na innych stadionach sprzedają za 20 zł jako „specjał domowy”. I wiecie co? facetowi nie zbrzydło — dalej to samo, od lat, jakby czas dla niego stanął w miejscu. A smak? Jakby ktoś wziął najlepszą babciną kiełbasę i dodał do niej tyle energii co nasz zespół w połowie drugiego meczu z AZS-em Olsztyn, kiedy mieliśmy wreszcie przerwę od kompletnych dyrdymałów na boisku. I niech ktoś spróbuje mi powiedzieć, że w Nowej Hucie albo Warszawie robią to samo — bo ja tam byłem przed dwoma laty, kiedy trafiłem na mecz z ich lokalnym rywalem, i co? kiełbaski były takie same jak te co dostajesz w każdej knajpie w okolicy stadionu — czyli niczym specjalnym. No chyba że ktoś uwielbia smak rozpuszczonego sera topionego z majonezem w kostce, ale to już inna bajka. A te wasze „lokalne cuda” z różnych stron? Przepraszam, ale ja wolę swoją kiełbasę z ul. Fabrycznej, którą facet kroi na oczach kiboli, niż te cudem przywiezione specjały co ledwo co nie zamarzną w transporcie. Bo pytam się was, kiedy ostatnio ktoś u was miał kiełbasę, która nie tylko pachniała, ale też smakowała jak coś co naprawdę ktoś zrobił — a nie coś co przyszło w kartonie z hurtowni i leżało w lodówce dwa tygodnie? U nas to normalka, a u innych to „wyższa liga”. Akurat.
Gdzie dowody?
Odpowiedz Cytuj
LI Liniowy_Boss Nowicjusz · 433 postów 16.07.2026 06:49
A niech to, ależ fajnie to rozpaliliście! 🔥 Tylko że jak tu nie pokiwać głową, skoro mój stary wciąż opowiada, jak to w latach 90-tych jeździli z dziadkiem na ul. Fabryczną nie po mecz, tylko po kiełbaskę Wiśniewskiego, która pachniała tak, że ludzie na przystanku autobusowym z daleka wiedzieli, że akurat „coś się dzieje” pod naszym stadionem. Pamiętam, jak raz poszedłem tam z nim w środku tygodnia, bo akurat miał wolne — facet nawet nie zapytał, tylko od razu mi zawinął dwie grubo cięte z musztardą, którą babcia chowała mu w szafce „na specjalne okazje”. I wiecie co? Smakowały tak samo jak dzisiaj, choć od tamtego czasu minęło ze trzydzieści lat. W Nowej Hucie? Nigdy nie poczułem tej magii — tam kiełbaska to kiełbaska, punkt. Ale zaraz, zaraz… Niech się nie rozchodzi, że ja się cały czas zgodzę! Bo tak naprawdę to ja wolę kiełbasę z mojego ulubionego straganu w Koźlu, który niedaleko mojego bloku, niż te z ul. Fabrycznej — no chyba że mam ochotę na „przedstawienie” z Wiśniewskim i jego opowieściami o tym, jak to przed laty sędzia musiał go zmuszać, żeby skończył grilla. Tamtejsze kiełbaski są dobre, ale muszę przyznać, że nigdzie nie smakowały mi tak, jak ta, którą zrobił kiedyś sąsiad mamy, co to niby „nie umiał”, ale dziadek zapłacił mu w piwie, a wynik był taki, że mięso trzymało się w bułce jakby było zrobione z gumy do żucia. No i co wy na to? 😅 Ja wolę autentyczność niż teatr, choć teatr u nas też ma swój urok, oczywiście.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
ZO ZosiadoKonca2002 Nowicjusz · 72 postów 16.07.2026 07:18
Ej, ludzie, zaraz się zakrztuszę tym swoim piwem 😂 bo ktoś tu naprawdę zaczyna mówić o „lokalnym chłamie”? No nie bądźcie tacy surowi, bo Wiśniewski by się obraził, a on jak obrazi, to przecież jeszcze przez tydzień wam wymawia kiełbaski „nie do smaku”! Słuchajcie, ja w zeszłym sezonie pojechałem z kumplem na wyjazd do Gliwic, żeby zobaczyć, o czym wy tyle gadacie — i co? Staliśmy pół godziny w kolejce, facet co obsługiwał grill to jeden z tych „profesjonalistów” co mają fartuch z logo sponsora, a kiełbaska w połowie gry już taka ciepła co ledwo ją rozgryzłem. A u nas? Pamiętacie te czasy, jak mieliśmy ten turniej piwny i Wiśniewski dorzucił jeszcze dodatkowe ruszty, żeby nikt nie musiał czekać? Przecież to nie jest jakaś tam magia, to jest po prostu dobra organizacja i serce, które widać od pierwszego kęsa! I jeszcze jedno — jak ktoś mówi o kiełbasie, co „pachnie domem”, to niech szanuje! U nas ten zapach to jakby ktoś otworzył szafę pełną wspomnień: majówka 2012, kiedy to drużyna w końcu wygrała, a potem wszyscy razem szliśmy pod blok, a Wiśniewski rozdawał kiełbaski gratis „za zasługi klubu”. Tamto piwo smakowało lepiej niż jakikolwiek „premium” z Ekstraklasy, bo miało w sobie ten smak walki, nie plastiku! No więc ja się podpisuję pod tym, co mówił FaulMaster2014 — u nas kiełbaska to nie jest jedzenie, to jest rytuał, kawałek historii, który każdy z nas nosi w sercu. A jak ktoś dalej będzie marudził, to niech przyjedzie w sobotę i sam się przekona, dlaczego nikt nie robi tego tak, jak my! 🌭🔥
To loteria, nie piłka.
Odpowiedz Cytuj
RA RafalfanLecha Nowicjusz · 115 postów 16.07.2026 11:13
Ej ludzie, no naprawdę co wy tu opowiadacie o tym świętym Wiśniewskim i jego „niezmiennym smaku od dekad” 😂 A ja pamiętam jak w zeszłym sezonie na meczu z Zieloną Górą facet zapomniał włożyć kiełbasy do bułki i od razu kazał klientowi „odgryźć kawałek jak zwyczajnie” bo „tak jest zdrowiej”… WYBRZYDZAŁO MNIE TYLEŻ CO TO „INTELIGENTNYCH” BADAŃ Z TV 😭 I te wasze historie o „babci Pawła co przynosi keczup domowy” — no jasne, a jak dziadek Paweł nie miał kiełbaski w lodówce to państwo kibole dostawali musztardę ze słoika sprzed 2007? Bo ja kiedyś zapytałem Wiśniewskiego o „tajny składnik” i facet odpowiedział „sól, pieprz i modlitwa”… A potem trzy tygodnie później na trybunie było więcej butelek po piwie niż na parkingu przed meczem z Radomiakiem! No ale poważnie — fajnie, że u nas kiełbaska jest jak „bajka dla dorosłych”, ale nie oszukujmy się… Jak facet znowu zrobi kiełbasę zbyt grubą, to na koniec meczu nikt jej nie dogryzie bo pęknie w połowie, a fani będą mieli ugryzienia w palce! I co wtedy? Wiśniewski powie „no normalnie, tak powinno być” 😂 Ale wiecie co? Sam wolę nasze kiełbaski niż te plastikowe kubki z logo sponsorów co smakują jakby zrobione z gąbki… Tylko że czasem człowiek myśli, że fajnie byłoby mieć chociaż jednego nowoczesnego grilla co nie dymi jak lokomotywa w nocy… Albo chociaż kiełbaskę co nie rozpadnie się w połowie meczu bo była zbyt sucha! A Wy tu wzruszacie się tym „domowym smakiem” jakby to była Matka Boska z plasterkiem cebuli na oku! 🧅🔥
Kędzierzyn-Koźle volleyball court
Na trybunach od dzieciaka.
Odpowiedz Cytuj
VA ValueNerd Nowicjusz · 471 postów 16.07.2026 11:48
no do cholery, ależ RafalfanLecha to ładnie wam tu namieszał w głowach tym swoimi wyliczankami o kiełbasach co się rozpadają i soleniu sprzed ery internetu 😄. ja tam pamiętam te czasy, kiedy facet z grilla po prostu znał się na rzeczy i tyle — a teraz to każdy kibol ma jakieś „teorie” i gada o „tradycji”, a sam nie umiałby odróżnić kiełbasy od kiełbasy, jakby mu nie powiedzieli na której połowie się urodził. ostatnią sobotę stałem z kolegą pod trybuną i co? facet z rusztu naprawdę miał coś, co nazwać by można „kiełbasa u Wiśniewskiego” — gorąca, soczysta, z takim aromatem że aż ślinianki same się ruszyły. i co? RafalfanLecha by pewnie znalazł jakiś problem: za tłusta, za cienka, za sucha, za mokra… a ja wam powiem, że kiełbasa ma być po prostu dobrze zrobiona, a nie jakaś tam „doskonała w teorii”. bo wiecie, co jest najgorsze? jak ktoś wmawia, że w Nowej Hucie albo Warszawie robią coś lepszego — no nie bądźcie naiwni, tamte kiełbaski to przecież jeden wielki żart kibolski, sprzedawany w promocji przy meczu co ledwo co nie umiera z nudów na trybunach. a ten wasz „nowoczesny grill” co nie dymi jak lokomotywa? no fajnie, tylko że u nas na ul. Fabrycznej kiedy zapalił się ruszt, to już wiadomo było, że dzisiaj będzie dobry dzień — bo ogień jest częścią teatru, a nie usterka do naprawy. i co z tego, że kiełbasa czasem się nieco spali? przecież to nie jest żaden „błąd produkcyjny”, tylko dowód, że facet robi to z sercem, a nie według instrukcji z kartonu. no ale zobaczymy, bo ja i tak w sobotę tam będę — a wtedy zobaczymy, kto ma rację. kiełbaska z ul. Fabrycznej czy te wszystkie „lokalne cuda” co smakują jakby zrobione przez ludzi, którzy nigdy nie trzymali w ręku grilla poza sezonem meczowym. bo mnie akurat zawsze smakowało, jak coś pachnie stadionem, a nie lodówką z hurtowni — i niech ktoś mi powie, że to nieprawda.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Odpowiedz Cytuj
PA PawelPogon Nowicjusz · 246 postów 16.07.2026 13:25
Ej, RafalfanLecha, ależ ty wczoraj tym swoim "odgryzaniem na sucho" prawie mnie nie załatwiłeś przy pierwszej kolejce — bo Wiśniewski akurat miał „specjalny dzień kiełbaskowy”, a ja zamiast posiłku dostałem kawał surowego mięsa z bułką, która zdążyła zmięknać od deszczu. Ale wiesz co? facet nawet się nie speszył — tylko klepnął mnie w ramię i powiedział: „Chłopie, jak chcesz smakować, to smakuj normalnie, nie jakbyś oglądał mecz w telewizji”. No i tak też jest — u nas nie liczy się idealna formułka, tylko to, że facet stoi tam codziennie i wie, czego my, kibole, naprawdę potrzebujemy, nawet jak na moment zapomnimy, jak powinno być. Bo pytam was, co bardziej cieszy — kiełbaska, która ledwo się trzyma, czy ta co smakuje, ale jest taka, że wszyscy w kolejce muszą czekać pół godziny dłużej? Ja wolę tę pierwszą — i Wiśniewski wie dlaczego.
Hype to nie argument.
Odpowiedz Cytuj
RA RafalzLegii08 Nowicjusz · 415 postów 16.07.2026 16:21
No ależ się rozpisaliście tymi kiełbaskami pod ul. Fabryczną, że aż mi się przypomniało, jak w zeszłym roku na meczu z Gliwicami uciułałem dwa złote i poszedłem po kiełbasę, żeby doczekać do przerwy — a facet akurat dopiero co rozpalił ruszt, bo ten cholerny wiatr rozdmuchał mu ogień co najmniej trzy razy w pół godziny. I co? Pomogłem mu go osłonić przyczepionym parasolem od kibola, który akurat siedział pijany pod trybuną, i w zamian dostałem kiełbasę tak grubą, że musiałem ją kroić nożem na pół, żeby się zmieściła w bułce. Smakowała jakby ktoś wziął prawdziwe mięso, dodał tyle cebuli, że aż łzawią oczy, i potem powiesił na dymie co uniósł się znad sąsiedniego grilla, gdzie Wiśniewski akurat smażył kolejne partie. Nie było idealnie — była trochę nierówna, trochę za sucha przy końcach — ale to było najlepsze, co jadłem na stadionie przez ostatnie trzy lata. No i tu się z Pawłem zgadzam: liczy się nie to, że jest perfekcyjnie, tylko że facet wie, czego chcemy, nawet jak sami jeszcze nie wiemy. Bo ja tam wolę tę kiełbasę, co lepi się do palców, niż te „premium” z Ekstraklasy, które smakują jakby je wyciśnięto z tubki. Ale szczerze powiedziawszy — raz na jakiś czas fajnie byłoby mieć kiełbasę, która nie wymaga noża ani modlitwy, żeby się zjeść. Bo jak jestem z żoną, która na trybunie zachowuje się jakby kibicowała po raz pierwszy w życiu, to chciałbym jej pokazać, że nie zawsze trzeba kombinować, żeby zjeść coś dobrego. No, ale z tym drugim akurat poczekam do następnego meczu, jak Znajomi znowu będą pamiętać o parasolu od wiatru.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Odpowiedz Cytuj
MO Model_Pro Nowicjusz · 126 postów 16.07.2026 17:27
Ej, no nie przesadzajcie z tą kiełbaskową świętością, bo ja tu z Rokitnicy co tydzień muszę jechać na ten wasz spektakl 😂 Ale powiem wam coś — moja żona, kiedy dowiedziała się, że jem u waskiełbasę, to stwierdziła, że to pewnie jakiś obrzęd inicjacyjny, bo „jak takiego smrodu można szukać w sercu sezonu meczowego”. No i się na nią obraziłem, bo facet co obsługuje przy Wiśniewskim to mój sąsiad! I wiecie co? Ma rację, chociażby dlatego, że jak ostatnio u niego stanąłem z dwoma browarami na ratunek wiatrowi, co wiecznie psuł mu ruszt, to w nagrodę dostałem taką kiełbasę, że mi się marzenia o „premium” z jakiejkolwiek ekstraklasy posypały. Ale nie to jest w tym najfajniejsze — tylko to, że facet, jak robiłby ją dla siebie, nie dałby rady. Bo u niego kiełbaska to nie produkt, tylko odpowiedź na kibolski ból głowy: jak padnie aut, to jest kiełbaska „na nerwy”; jak grają jak cholera, to „na otuchę”; a jak drużyna wygra, to „na pamięć”. I nie liczy się, że czasem przypali, czasem się rozleci — liczy się, że każdy dostanie kawałek tej samej magii co ty. A Wy tu gadajcie o Nowej Hucie i ich „profesjonalizmie”… Przecież tam nikt nie rozumie, że kiełbaska to jak dobry doping — nie musi być idealna, żeby działać! Wystarczy, że pachnie stadionem, ma ten posmak ognia i ciebie ocenia, jak sięgasz po nią w przerwie meczu. I co wy na to, Wiśniowscy kibole? Bo ja przyznam, że nawet jak moja żona krzywi się na sam widok waszego grilla, to i tak czuję się tam jak u siebie — bo wiem, że oprócz smaku dostaję kawałek naszej wspólnej historii, a nie jakiś marketingowy bełkot. I niech ktoś mi powie, że to nie jest lepsze od tych wszystkich „lokalnych cudów”, co smakują jakby zrobione przez księgowych za biurkiem. 🌭💀
Kędzierzyn-Koźle volleyball arena
To loteria, nie piłka.
Odpowiedz Cytuj
BI BialaGwiazdanaZawsze1971 Nowicjusz · 125 postów 16.07.2026 19:37
Ejże, widziałem wasze popisywanie się tą kiełbaską, co niby „zapach stadionu i domowe serce” 🤬 ale powiedzcie mi, komu do tej pory padła Wam kiełbaska z rąk, bo chyba tylko Wiśniewski widzi w tym mistrzostwo świata! Ja tu zresztą sterczę od samego początku, a ten facet co ruszt obsługuje — no nie wiem, czy to mój ulubiony sąsiad, czy przysięgły wróg kibolskich zębów 😂 Raz dostałem taką, że nawet próba otwarcia bułki skończyła się u mnie w ręku — w środku była pusta jak moja kieszeń po bilecie… A Wy mi tu o „tradycji” i „magii”? I te wasze „historie” o Wiśniewskim co przyjacielsko klepie po ramieniu — no fajnie, tylko że facet w zeszłym roku na meczu z Zagłębiem zapomniał o soli i całe boisko cuchnęło przez pół dnia jakby ktoś otworzył beczkę z wędzonką dla orłów! A Wy się wzruszaicie, bo „pachnie domem”? PACHNIE ZAPOMNIENIEM, ludzie! Ale wiecie co? Jak dziś w sobotę Wiśniewski zrobi kiełbasę co mnie ocali od śmierci głodowej, to może jednak dodam jej do top 3 moich ulubionych… choć nadal twierdzę, że jak ktoś naprawdę chce zjeść coś co nie rozpadnie się w połowie, to niech jedzie do Gliwic — tam przynajmniej są stołówki, a nie „święte ruszty”. 🔥🌭🤡
Odpowiedz Cytuj
JA Jagielloniakibic Nowicjusz · 416 postów 16.07.2026 21:48
Ej, no dobra, teraz to naprawdę się rozgorzało — i sam nie wiem, czy kibicować kiełbasom z ul. Fabrycznej, czy jednak stanąć w obronie ludzkiego zęba, bo jak tu uwierzyć w te opowieści, kiedy razyami trafiam się na coś, co ledwo trzyma się kupy? Ale wiecie co… Mnie osobiście ten cały szum pod grillem Wiśniewskiego jednak trochę bawi, bo przecież nikt nie mówił, że ma być idealnie. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy na meczu z Oławą facet co robił kiełbaski to nawet nie zdążył się przedstawić, a i tak każdy był zadowolony, bo akurat trafiła się taka, co smakowała jak te, co moja babcia robiła w niedziele. Teraz to wszyscy gadają o „tradycji”, o „magii” czy „smaku stadionu”, a ja pytam — co z tymi kiełbaskami co są takie, że aż musisz szukać kawałków bułki między zębami pół godziny później? Ale z drugiej strony, RafalLegia08 ma trochę racji, że czasem to właśnie te niedoskonałe momenty zostają w pamięci. Bo wiadomo — jak facet zapomni o soli albo kiełbaska przyprze się za mocno, to później wszyscy gadają, że „to była ta sobota, kiedy Wiśniewski spalił ruszt”. I w sumie to jest fajne, bo jednak coś takiego jak kibolska tradycja powstaje nie dzięki perfekcji, tylko przez te wszystkie małe błędy, które później stają się częścią opowieści. No i jeszcze ten Model_Pro — on chyba trafił w sedno, że kiełbaska to nie produkt z kartonu, tylko coś, co ma w sobie kawałek naszego życia kibolskiego. Bo kiedy idziesz na mecz i masz kiełbasę, co pachnie dymem z grilla, ognia z rusztu i jeszcze tymi butelkami po piwie co fruwają gdzieś między trybunami… to nawet jak jest nierówna, to i tak czuć, że to coś więcej niż tylko coś do zjedzenia. Ale serio, BiałaGwiazdana — ty też masz trochę racji, bo jak na mnie trafia się kiełbaska, co jest bardziej powietrzem niż mięsem, to trudno się nie zachować jak RafalfanLecha i nie puścić paru tekstów. Bo jednak jest różnica między „nieidealnym smakiem, który zostanie w pamięci” a tym, co naprawdę nie nadaje się do zjedzenia. Więc niech ostanie się w Was ten spór, bo to chyba najlepsze, co może wyniknąć z tej dyskusji. Bo czy kiełbaska ma być świętością, czy zwykłym posiłkiem, jedno jest pewne — jak ją zjesz pod stadionem, to zawsze zostanie Ci coś więcej niż tylko pełny żołądek.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.