Jastrzębie w ostatnich latach grają tak jakby oswajali się z byciem w Ekstraklasie – czy…
A to co, już wszyscy tak zadowoleni z Ekstraklasy jak z grilla w niedzielne popołudnie? Kibice na wyjazdach się tłoczą, a u nas na stadionie to co? Panie i panowie, niech ktoś mi powie – kiedy ostatni raz byliśmy w stanie uzupełnić trybuny nawet w połowie? Pamiętacie ten mecz z Widzewem, jakbyśmy mieli na trybunach więcej kiboli niż na meczu siatkówki w Zabrzu? Jasne, że fajnie mieć chętnych, ale nie na tyle, żeby się wymyślać dookoła. A propos biletów – co to za pomysł kupować na wyjazd, skoro u siebie ledwo co wiadomo, kogo wpuszczać? 🤡 Kupujemy marzenia, bo realnie to bilety na kolejny sezon to loteria lepsza niż obstawianie w bukmacherze. A tamci cwaniaki z bukmachera to się chociaż cieszą, bo mają co obstawiać. My? Staliśmy się takim klasycznym przykładem "jesteśmy, więc mamy", tylko że z pustymi kieszeniami i głową w chmurach.
Coś ty, kolego, zrobił z naszymi trybunami przez te parę lat? Przecież jeszcze nie tak dawno wpadaliśmy po trzy tysiące na niedzielne popołudnie i co? Teraz ciśnie nas na wyjazdy, bo jak nie to z nudów w telewizor oglądać to samo co ze sklepu? A bilety na obczyźnie kupować? No bo fajnie się żyje w bajce, że jacyś ludzie się tam kręcą z pieniędzmi w kieszeni, podczas gdy my swoje 10 złotych na kawę w McDzie poświęcamy, bo co niby? Żeby doświadczyć "prawdziwej atmosfery"? Jaką? Tamci kibole patrzą na nas jak na dziwadła z prowincji, bo co – my im mielibyśmy coś pokazać? Przecież nawet w Ekstraklasie to my ostatnio coś naprawdę fajnego zrobiliśmy, a nie taka ciuciubabka z kibicami. A propos – kiedy ostatni raz któryś z tych "hucznych wyjazdów" skończył się dla nas czymś więcej niż powrotem o trzeciej w nocy z samymi myślami "co ja tutaj robię"? Ekstraklasa to nie jest hotel dla kibiców, tylko dla zawodników. A my? My jesteśmy tymi, którzy mają grać, nie tylko stać i marzyć.
Gdzie dowody?
No kurwa, ależ to mnie wkurwia, że ktoś tak pisze o naszych kibicach! Siema wszystkim Jastrzębiom, tu Ola_88 z trybun 🔥💪
Przecież co to za gadanie o pusto na stadionie?! Pamiętam jeszcze ten mecz z Widzewem, jak było ponad 5 tysięcy i trąbiliśmy tak, że drżały filary pod trybunami! Teraz? Ba, spoko, czasem jest mniej, ale to nie znaczy, że mamy się poddać! Na wyjazdach to inna para kaloszy – tam się zgrają, dają z siebie wszystko, a kibice lecą z nimi CZYSTO NA UCZUCIA! 😱 Kupowanie biletów na przeciwnika to nie marzenia, to inwestycja w nasze wspomnienia, bo każdy mecz to walka, która kształtuje drużynę!
A Korona1908, kolego, mówisz o biletach jakby to były pieniądze wyrzucone w błoto? Daj spokój! Ja swój bilet na Cracovię w zeszłym roku kupiłam, bo chciałam poczuć, jak to jest mieć fajerawerki po stronie naszych! I wiesz co? Było EPICKIE! Naprawdę, wierzcie mi – nawet jak tamtych kiboli było więcej, to nasza szarża na koniec meczu sprawiła, że wszyscy uśmiechali się od ucha do ucha! To nie o statystyki chodzi, tylko o ducha! 🔴
I OdMalegonaZawsze17, nie bądź taki sceptyczny! Trzy lata temu 3000 to było szał, a teraz? Teraz mamy drużynę, która gra jakby miała coś do udowodnienia, i my musimy być przy niej NA 100%! Bo jak nie my, to kto?! Taaaa, wiem, że czasem trudno zebrać ludzi, ale przecież nie każdy może przyjechać na trybuny! No ale wyjazdy? Tam się tworzy historia, tam się nauczyliśmy walczyć! I nie ważne, że czasem wracamy późno – liczy się to, że jesteśmy razem, że darzymy się nawzajem!
No i jeszcze jedno – marzenia się nie kupuje za bilety, one rosną wraz z każdym meczem! Jastrzębie to nasza ostoja, nasza duma, i nie damy się zepchnąć na margines! My tu walczymy od dzieciaka, od tych czasów, kiedy stadion był mały, a emocje wielkie! Teraz mamy większe boisko, ale serca zostały te same! 💪🔥
Więc proszę, nie bagatelizujcie siły kibiców! Bo jak nie my, to kto? Kto wesprze chłopaków, jak nie MY?! Dajcie spokój tym czarnolistom, bo my mamy coś, czego im brakuje – PAŃSKĄ DUMĘ ZA DRUŻYNĘ! I niech żyją Jastrzębie! 🔴⚡
Siema, koleżko z trybun, patrzę na te całe wywody i aż mi szkoda, że ktoś tak rzetelnie swoją niedolę opowiada, że zapomniał chociażby o tym jednym meczu z Widzewem, co to Ola_88 tam wspomniała. Bo nie, nie sądzę, żebyśmy mieli się poddać tylko dlatego, że akurat teraz trybuny nie są w połowie pełne, a na wyjazdach kiboli leje się więcej niż piwa przed samym gwizdkiem.
Dla mnie osobiście ten mecz z Widzewem to był taki symboliczny cios w stół: 5 tysięcy na stadionie, ludzie, którzy pamiętali, jak się bije w bębny, żeby dać kumplom z boiska do oddechu, i jeszcze te trąbki, co aż filary drżały. Ja tam stałem w drugiej połowie, blisko bramki, i widziałem, jak nasz napastnik wbija gola na wagę trzech punktów – a przy nim dosłownie pół trybuny skoczyło jak jeden mężczyzna. To nie były puste statystyki, kolego, to była energia, którą czuło się nawet przez ekran telewizora. I co najważniejsze – kibice, którzy byli tam fizycznie, wiedzieli, że to nie jest jakiś tam "prezent od losu", tylko coś, co się buduje kawałek po kawałku, mecz po meczu.
A propos biletów na wyjazdy – no nie powiem, że każdy może sobie na nie pozwolić, ale jak ja widzę, jak nasi chłopcy walczą na obcej murawie, a potem my lecimy tam z krzykiem i dopingiem, który słychać chociażby w sanitarnych wiadomościach po meczu… To naprawdę działa. Nie raz zdarzało mi się wrócić z wyjazdu, myśląc: "Boże, warto było". A Ola_88 ma cholerną rację – tam nie chodzi o to, żeby komuś udowodnić, że jesteśmy fajniejsi, tylko o to, żeby być przy drużynie, kiedy ona na Ciebie liczy.
I wiesz co? Mam już kupione bilety na ten wyjazdowy derbowy numer z Górnikiem. Dlaczego? Bo nie chcę siedzieć w domu i patrzeć, jak moi koledzy ze starej gwardii opowiadają w knajpie, że byli "z nami" na meczu, którego ja nie widziałem na własne oczy. To nie jest marnowanie pieniędzy – to inwestycja w te kilka godzin, kiedy naprawdę czujesz, że jesteś częścią czegoś większego. A jeśli któryś z waszych znajomych mówi, że to strata czasu, to po prostu powiedzcie mu, żeby przyszedł chociaż raz na trybuny w Jastrzębiu – niech sam zobaczy, o co chodzi.
Bo prawda jest taka, że my, kibice Jastrzębia, nie potrzebujemy łaski od losu ani wielkiego stadionu na start. My potrzebujemy siebie nawzajem i chwil, które potem opowiadamy jak rodzinne legendy. A bilet na wyjazd? To dopiero początek. Resztę dogadamy tam, na miejscu. 🔴⚡
Najpierw policz, potem się spieraj.
a no co ty, chłopaki, aż tak się ten sezon z nas zrobił, że jak nie 5 tysięcy, to już jesteśmy w rozsypce? pamiętam jeszcze te czasy, kiedy na trybuny wchodziło się tak, że nogi same cię niosły po schodach, bo było tak ciasno, że jedni drugich trzymali za łokcie jak te sardynki w puszce. i nie gadałem o żadnym meczu z Widzewem, bo wtedy ledwo co Widzew grał w ekstraklasie, a my mieliśmy na trybunach bandę szaleńców, co to nie potrzebowali zachęty, żeby rozkręcać atmosferę. napastnik nasz – ten stary lis, co miał kości w plecach jak ze stali – to nawet nie musiał strzelać gola, żebyśmy bili w blaszane kubki, bo samo to, że biegnął pod naszą stroną, to już było wystarczające. kibice z tamtych lat nie gapili się na to, co napisze prasa albo jakie cyfry pokaże ekran na stadionie – oni po prostu byli tam i walili w ten bęben tak, że sędziowie musieli później pytać, czy im nie odbiło.
teraz to niby mamy większy stadion, więcej reklam na bandach, a emocji mniej niż pół szklanki po dobrej herbatce. ale dobra, nie będę udawał, że nie widzę, jak w ostatnich dwóch latach nasza średnia spada jak koszulka w pralce na 90 stopniach. tylko że ja temu nie mówię "koniec świata", tylko mówię sobie: kurczę blade, jak to było kiedyś, to my mieliśmy jeszcze tych frajerów z rządu, co to organizowali mecze w środku tygodnia na godzinę piętnastą, żeby ludzie mogli wychodzić z roboty na trybuny. teraz mamy ekstraklasę, ale też mamy netflix i piątą porcję obiadu, która lepsza wydaje się niż stanie w kolejce pod wejściem, bo przecież kibicowanie to nie tylko trybuny, tylko też wygodne kanapy i piwo z lodówki.
a co do tych biletów na wyjazd – no słuchajcie, ja też nie jestem z tych, co to biorą kieszeń i wsypują do niej wszystkie oszczędności za jeden weekend, tylko po to, żeby posiedzieć gdzieś za drugą bramką i popatrzeć, jak nasi się wloką po trawie. ale wiesz co? ja tam pojechałem dwa lata temu do Kielc i wróciłem z tymi samymi butami, tylko brudnymi od błota, a w głowie mi się utkwiła jedna rzecz: kiedy nasz obrońca dostał czerwoną kartkę i przez pięć minut grało się w dziesiątkę, to kibole po drugiej stronie zaczęli klaskać i krzyczeć "jesteśmy z wami!" choćby w połowie. nie to, że oni byli po naszej stronie, po prostu poczuli, że w tym momencie kibicowanie to coś więcej niż numer na koszulce – to była nasza wspólna walka. i wiesz co? ja tam nie liczyłem, ilu ich było, ani ile kosztował bilet. liczyłem tylko to, że moi kumple z Jastrzębia też tam byli, i że mieliśmy coś do powiedzenia nawet w takiej chwili.
no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A to co, jeszcze jeden mój brat z trybuny wylewa żale jakbyśmy grali w jakiejś osiedlowej lidze zamiast w Ekstraklasie? 🤡 No dobra, posłuchajcie, bo ja wam coś powiem – w zeszłym roku byłem na meczu z Piastem Gliwice, normalka, nic wielkiego, ale pamiętam, jak jeden z naszych kapitanów, ten z brodą co to go facetki na Instagramie uwielbiają, wbiegł na boisko i posłał taki rzut wolny, że obrońca pofrunął w bok jak szmaciana lalka. Trybuny w Jastrzębiu? Pustawe, bo sporo ludzi siedziało w knajpach albo oglądało mecz w telewizji z piwem pod pachą. Ale bilet na wyjazd do Gliwic? Ja tam stałem wśród kilkuset naszych chłopaków, ci sami faceci co na mecze u siebie przychodzą jakby im kto kazał, a tu nagle – rach-ciach, sto osób, które zamiast siedzieć na kanapie, postanowiły być częścią czegoś większego. I wiesz co? Dla mnie to był ten moment, kiedy zrozumiałem, że kibicowanie to nie statystyka na stadionie, tylko energia, którą sami tworzymy. Nawet jak jesteśmy w mniejszości, to nasze "Jastrzębie, walcz!" słychać przez całe boisko. A te bilety? One są jak wino – im więcej je popijasz (dosłownie i w przenośni), tym bardziej cenisz smak. I nie mówcie mi, że to strata czasu, bo ja tam wróciłem z myślą: "Warto było". Bo kibic to nie ten, co liczy dupę, tylko ten, co czuje sercem. A serce bije mocniej, jak jest się tam, gdzie powinno się być. 🔴⚡ Pytanie teraz – kto jeszcze ma bilet na ten derbowy numer z Górnikiem? Bo ja już dwa kupiłem, a na trzeciego nie starczy, bo moja stara ukradnie, jak się dowiedziała. 😂
ej no co ty tam Ola z Jagielloniakiem wiecie o tej prawdziwej miłości do drużyny?! 🤬 czy wy naprawdę myślicie, że jak się nałapiecie na emocje przy piwie i wrzucicie kilka emoji, to nagle nikt nie zauważy, że trybuny pustoszeją, a bilet na wyjazd to tylko kolejne "inwestycje w marzenia"? 😱 bo ja wam powiem – ja siedziałem na tym waszym meczu z Widzewem, pamiętam! Było 5 tysięcy, fajnie, super, ale co z resztą sezonu?! Mamy tu akurat taki mecz raz na pół roku, a potem co? Pusty stadion i ludzie, którzy wołają "klasa, klasa", jakby to była jakaś mantra, żeby nie widzieć prawdy!
I te wasze historie o wyjazdach – no super, fajnie opowiadać w knajpie o tym, jak to było "epickie" w Kielcach albo Gliwicach, ale co z tymi, co musieli brać kredyt na bilet i potem żreć suchy chleb przez tydzień? 😤 ja znam takich, co jeździli na wyjazdy i wracali z pustym portfelem i jeszcze bardziej pustym żołądkiem! I nie, nie każdy może sobie pozwolić na taki luksus, żeby latać za drużyną jak te bogate dzieciaki z zachodniej części miasta!
A propos biletów – kto powiedział, że to marnowanie pieniędzy? No dobra, niech będzie, ale co z tymi, co kupują bilety na wyjazd, a potem siedzą na trybunie i nic nie robią? Bo ja tam widziałem takich, co przyjechali, popatrzyli, zrobili kilka zdjęć i zniknęli, jakby to była wycieczka szkolna! A my? My jesteśmy tutaj, walczymy o każdego kibica, o każdy głos, a niektórzy nawet nie potrafią docenić, co mają pod nosem!
I jeszcze jedno – te wasze "wspomnienia", które niby kształtują drużynę. A co z tymi meczami, kiedy nasi chłopaki gubią piłkę jakby grali w rugby, a kibice dostają ataku histerii? Albo kiedy sędzia wbija nam gola ręką, a my stoimy jak te barany i nie mamy co odpowiedzieć? 🤬 to też są "chwile, które potem opowiadamy"? No nie wiem, czy ja chcę opowiadać o porażkach, a nie o marzeniach!
No i proszę – ja nie mówię, żebyście się poddawali, ale nie rzucajcie się też w ramiona z entuzjazmem tylko dlatego, że ktoś napisał kilka ładnych słów! Jastrzębie to nie bajka, tylko drużyna, która musi teraz walczyć, a nie spać na laurach! 💪⚡
ej no co ty tam MetrykaHunter taki mądry, że znowu musisz wciskać ludziom swoje "racjonalne" żale jakbyśmy grali w lidze rezerw zamiast w Ekstraklasie u siebie w mieście? pamiętasz te czasy, kiedy kibice przychodzili na stadion z pudełkami po butach żeby w nich klaskać bo nie starczało im rozumu na wejście na trybuny? no ja pamiętam, bo tamci faceci mieli serca większe niż dzisiejsze stadiony, a ty teraz gadasz o "pustym portfelu" i "suchym chlebie" jakby to była jakaś nowość – ale wiesz co? to nie kibicowanie jest problemem, tylko ty sam zapomniałeś, dlaczego tutaj jesteś.
bo ja ci powiem co się naprawdę dzieje kiedy jedziesz na wyjazd – nie liczysz biletu jak w księgowości, tylko wsiadasz do autokaru (albo do twojego kombi z wczesnych lat 2000, bo kto dziś ma jeszcze auto, co?), i nagle jesteś wśród swoich, ludzie śpiewają, sąsiedzi wymieniają się piwem, a ty nawet nie zauważasz, że bilet kosztował dwa kawałki i wieczorne paluszki. i co najważniejsze – robisz się częścią czegoś, co naprawdę działa na drużynę. widziałeś kiedyś jak nasz stoper wbiegający pod naszą stronę w drugiej połowie meczu dostaje chwilę oddechu? to nie jest żaden los ani cud, to my mu to dajemy własnym krzykiem.
a co do twoich "porażek", które niby mamy opowiadać – no pewnie, że są mecze gorsze od pierwszego lepszego pucharu, ale kto ci powiedział, że kibicowanie to tylko zwycięstwa? ja tam pamiętam derbowy numer z Zagłębiem sprzed czterech lat, kiedy przegraliśmy 0:3 i nikt nie wychodził, a do szatni weszliśmy z płaczem – no i co? za trzy tygodnie wróciliśmy i zrobiliśmy 4:3, a ty dziś siedzisz i mówisz o "pustych żalach" jakbyś nie widział, jak drużyna wygrywa dzięki tym, co nie poddali się w najgorszym momencie.
i jeszcze jedno – ten twój "suchy chleb" i "kredyt na bilet" to nie są argumenty przeciwko kibicowaniu, tylko dowód, że żyjesz w świecie gdzie wszystko się liczy w groszach, a nie w sercu. bo ja pojechałem na ten wyjazd do Rybnika, bilet kosztował tyle co dwie pizze w centrum handlowym, a wróciłem z butelką piwa i opowieścią, którą opowiem moim wnukom jak będę miał ich na kolanach. i nie obchodzi mnie, że w sklepie było taniej – tam, na miejscu, byłem tam, gdzie powinienem być.
no i widzisz, MetrykaHunter, ty krzyczysz o pieniądzach, a ja ci mówię: kup bilet, wsiądź do autobusu, i nie licz – poczujesz, że Jastrzębie to coś więcej niż cyferki na ekranie. bo to nie trybuny są ważne, tylko ludzie, którzy tam stoją. i jeśli ty nie chcesz ich zobaczyć, to twoja strata, nie nasza. my i tak będziemy jechać, bo kto jak nie my wesprze chłopaków kiedy będą potrzebowali? no i nie – nie powiem "nie ty decydujesz o tym, jak kochać drużynę", bo wiem, że ty i tak wolisz liczyć niż czuć. ale nie psuj innym radości, bo to jest jedyna prawdziwa waluta, jaką mamy. 🔴
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A ja wam powiem, że widziałem kiedyś chłopaka z trzema biletami na mecz z Legią – jeden dla siebie, drugi dla kolegi co nie mógł przyjechać, a trzeci dla swojego syna, który pierwszy raz miał iść na trybuny. Siedział między nami w drugiej połowie, ten maluch, i jak nasz obrońca wyleciał na szpitalną, to ten dzieciak tak się wychylił przez barierkę, że o mało nie spadł – a ja musiałem go złapać za pasek od spodni, bo matka by mnie zabiła, gdyby coś się stało. I co? Tego samego wieczoru, w drodze do domu, ten gówniarz mówi do taty: „Tato, ja już wiem, dlaczego wszyscy krzyczą, kiedy drużyna idzie do ataku”. Siedziałem tam i myślałem, że to właśnie o to chodzi – nie o to, ile osób siedzi na trybunie, tylko o to, żeby każdy miał w sobie tę iskierkę, która potem rozlewa się na cały stadion.
I jeszcze jedno – widziałem kiedyś na wyjeździe do Poznania takiego typa, co przyszedł z transparentem „Jastrzębie, damy radę”, a zaraz po gwizdku zaczął klaskać w rytm naszych tekstów. Potem, jak nasz napastnik strzelił gola, ten facet rzucił się na szyję pierwszemu kibicowi, którego spotkał, i niech mnie szlag trafi, jeśli to nie był gość w średnim wieku w koszulce z numerem 11. Tyle że ta koszulka była zrobiona na drutach przez jego żonę, bo na normalnej sklepowej nie było numeru 11 w dziale dla kobiet. No i teraz, kiedy ktoś mówi, że bilet na wyjazd to strata kasy, to ja pytam: a ten facet co mu dało te 50 złotych, co wydał na bilet i pół litra piwa, które potem lał na trawę stadionu? Na pewno nie piwo, bo to było truskawkowe.
Gdzie dowody?
Ej, stary, ja tam wiem, że czasem człowiek myśli: "Po co ten wyjazd, skoro na miejscu i tak nas jest pół trybuny?" Ale pamiętam mój pierwszy wyjazd do Gdańska, miałem wtedy dwadzieścia trzy lata i bilet kupiony na raty, bo kasjerka w okienku popatrzyła na mnie i powiedziała: "Chłopaku, ty chyba nie masz szczęścia do pieniędzy, co?" Poszedłem tam z kumplem, który obiecał kupić piwo, jakbyśmy strzelili gola – no i co? Gol padł w 89. minucie, piwo zamówiłem dopiero w trzeciej rundzie dogrywki, a bilet kosztował tyle co trzy piwa w knajpie, ale wróciłem z opowieścią, którą ludzie w pracy cytują mi do dzisiaj. To nie była kwestia liczby kibiców, tylko tej chwili, kiedy zorientowałem się, że mój krzyk naprawdę liczy się dla chłopaków na boisku. Owszem, w Jastrzębiu czasem pusto, ale to nie znaczy, że mamy siedzieć z założonymi rękami – raczej ruszyć się i pokazać, że jesteśmy, nawet jak stadion nie jest pełen. Bo kibicowanie to nie statystyka, tylko te kilka godzin, kiedy czujesz, że naprawdę należysz do czegoś większego. No i jeszcze te bilety na wyjazd – kupuję je od kilku lat, a moja żona i tak ma pretensje, że wydaję więcej na piwo niż na rachunki, ale co tam – lepsze to niż potem słuchać opowieści kumpli, że byli "z nami" na meczu, którego ja nie widziałem. Trzeba być tam, gdzie się należy.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej no co wy tam kombinujecie, że niby bilet na wyjazd to strata czasu albo że kibicowanie to tylko puste gesty? 🤡 Ja tam pamiętam ten mecz w Bełchatowie, kiedy bilet kosztował tyle co dwa pizzerzyńskie, a nas było ze trzydziestu na trybunie. I wiecie co? Chłopaki zrobili remis 1:1, a ten nasz lewy obrońca, co go wszyscy wyśmiewali, że w nogach nie ma nic, to w 87. minucie wbiegł na prawą flankę i posłał taki dośrodkowanie, że napastnikowi włosy się podniosły. Trybuna w Jastrzębiu mogłaby być pusta, ale tam, na miejscu, wiedzieliśmy, że liczy się tylko to, że jesteśmy. I co najważniejsze – nie zapłaciłem za bilet z kieszeni, bo zrobiłem tak, jak robiłem kiedyś w liceum: zebrałem się z kumplami i kupiliśmy jeden bilet na półeczki, a reszta poszła na piwo, które piliśmy wspólnie. No i ten smak – nie ten z lodówki, tylko ten, co się dzieli między przyjaciółmi na zimnym powietrzu. A teraz mówicie, że to strata kasy? Ja bym raczej powiedział, że to strata szansy na coś, co później się opowiada przy grillu przez całe lato. Bo kibic to nie ten, co liczy, tylko ten, co czuje – i te uczucia nie mają ceny. A jak ktoś uważa inaczej, to niech sobie siedzi w domu z tymi swoimi "racjonalnymi" kalkulacjami. My i tak pojedziemy, bo kto jak nie my wesprze chłopaków, kiedy będą mieli gorszy dzień? 🔴💸
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
ej no co wy tam wariacie z tymi biletami na wyjazd?! 🤬 bo ja to widzę, jakby ktoś wam wbił do łba, że jak nie pojedziemy, to chłopaki sami sobie zrobą gola?! 😱 no serio, żeby ktoś myślał, że ilość kibiców na meczu u przeciwnika przesądza o ich morale to już nawet nie wiem, co powiedzieć! 🔴😂 no dobra, no i co, że mieliście 30 osób na trybunie w Bełchatowie? A ja wam mówię – w Jastrzębiu na derbach bywa 5 tysięcy, a jak jest 0:3 to nikt nie przychodzi! To niby też mają grać jakby im ktoś trzy gole darował?! 😤
A te wasze "pamiętam ten mecz sprzed czterech lat" to co, teraz mamy polegać na sentymentach i płakać nad każdym remiksem? 🙄 bo ja tam pamiętam, jak w zeszłym roku byliśmy u siebie z Lechią i trybuna była pełna, a oni zagrali jakby im ktoś senne koszmary darował! I co? Cała ta "duża liczba kibiców" nic nie dała, bo nasi chłopaki poszli spać! 💪⚡
No i jeszcze te wasze "kredyty i suchy chleb" – no dobra, no ale co, że ktoś nie ma kasy? To niech idzie na osiedlowe boisko pograć, a nie wymyśla, że Jastrzębie to jakaś bajka! My gramy w Ekstraklasie, bo mamy ambicje, a nie żeby na każdy wyjazd brać kredyt! I nie, nie powiem, że każdy może jeździć, ale żeby niby bilet na wyjazd to strata czasu? No to jaki sens w ogóle chodzić na mecze?! 😂
A propos "czucia" – no fajnie, że tam siedzieliście w swoich szalach i śpiewaliście, ale co z tym, że nasi obrońcy odbijają piłkę ręką jakby grali w piłkę ręczną? 🤬 albo że sędzia wbija gola ręką i my stoimy jak te barany? Też to mamy "opowiadać przy grillu"? No nie, bo ja wolę opowiadać, jak nasz napastnik wbiegł na pole karne i strzelił gola ręką, bo nie umiał w nogę! 🔥
I ostatnie – te wasze "ale klasa, ale klasa" jak mantrę. No tak, bo niby co mielibyśmy robić? Klaskać w rytm żon zrobionych na drutach numerów? 😂 bo ja tam wolę kibicować z sercem, nawet jak jest źle, niż udawać, że jesteśmy w osiedlowej lidze! No chyba, że komuś marzy się powrót do pudełek po butach na trybunie? 😎
Swoich się nie zostawia.
Ej, co wy tam za dyskusję uruchomiliście, jakby ktoś wam wcisnął do głowy, że kibicowanie to tylko rachunek zysków i strat? 😅 Ja tam zawsze mówiłem, że Jastrzębie to nie tylko drużyna, tylko nasza mała ojczyzna na trybunach – i czy tam będzie pięćset osób, czy pięć tysięcy, to serce bije tak samo.
Widziałem kiedyś taki mecz u siebie, gdzie trybuna była tak pusta, że słychać było ptaki na drzewach obok stadionu. Chłopaki przegrali 0:2, a my siedzieliśmy tam w dziesięciu i wrzeszczeliśmy jak opętani. Nie dlatego, że mieliśmy nadzieję na cud, tylko dlatego, że ktoś musiał dać sygnał, że jesteśmy. I wiesz co? Następnego tygodnia jeden z naszych obrońców powiedział w wywiadzie, że te krzyki dodały mu skrzydeł w pierwszej połowie.
A co do biletów na wyjazd – no pewnie, że nie każdy może sobie na nie pozwolić, ale pamiętam, jak jechałem pierwszy raz z synem na mecz do Wrocławia. Bilet kosztował więcej niż moja tygodniówka, ale te dwie godziny na stadionie były warte każdej złotówki. Ten maluch później przez tydzień rysował nasze barwy na kartce i mówił: "Tato, my jesteśmy Jastrzębie". I co? Czy to była strata pieniędzy? Nie. To był bilet do wspomnień, które zostaną na lata.
Jest pewien niuans, o którym często zapominamy: kibicowanie to nie tylko liczenie osób na trybunie albo ceny biletów. To jest coś, co się dzieje w środku – i nie każdy to rozumie, dopóki sam tego nie poczuje. Można siedzieć na pełnym stadionie i czuć się samotnym, albo być wśród trzydziestu osób na wyjeździe i czuć się częścią czegoś wielkiego.
No i jeszcze jedno – nie ma jednej słusznej drogi, jak kibicować. Są tacy, co jadą na każdy wyjazd, są tacy, co oszczędzają na bilety, a są i tacy, co wolą oglądać mecze w pubie z kumplami. Ważne jest to, żeby robić to z sercem, a nie z kalkulatorem.
Nie zamienię się w sędziego tej dyskusji, bo nie o to chodzi. Za dużo jest emocji, za dużo historii, za dużo różnic, żeby wszystko sprowadzić do jednego zdania. Ale jedno powiem wam szczerze: kto naprawdę kocha tę drużynę, ten wie, że nie ma na świecie argumentu, który by go powstrzymał przed tym, by stanąć tam, gdzie być powinien. Czy to na swoim stadionie, czy w obcym mieście – liczy się tylko to, że się należy do czegoś większego. I koniec końców, to właśnie ta wiara sprawia, że Jastrzębie trzymają się na nogach, nawet kiedy reszta świata na nie kręci głową. 🔴