Jastrzębie bez Bońka to jak orzeł bez skrzydeł – dlatego ten sezon to totalna lipa, a nie „budowanie drużyny”!
Ejże, fajnie że ktoś wreszcie to powiedział na głos 😏 Bo co, my mamy siedzieć cicho jak ten bufet w czwartek, jakbyśmy nie widzieli, co się dzieje? Te ustępstwa do sędziego jakieś, te "taktyczne" męczenie czasu jakby chodziło o to, żeby przeciwnikowi kazik zrobić honorowy remis, a nie o to, żeby wygrać… Bońko by się zesrał ze śmiechu patrząc, jak jego drużyna gra w szachy zamiast w siatkę, hehe.
I te wasze gadki o "rozgrzewce kadry"? Kurcze, skoro tak bardzo chcemy rozbudowywać, to niech ktoś wyjdzie i powiedziałby głośno, że Jastrzębie to teraz klinika uśmiechu zamiast zespołu zapasów 🤡 Może któryś z waszych ulubionych ekspertów w końcu pokaże nam ROI tego całego eksperymentu? Bo ja liczę na Wasze konta, bo moje ma już dziury większe niż dziura w defensywie po Bońku.
A jakby ktoś miał zastrzeżenia, to proszę bardzo – wbijajcie, tylko przygotujcie się na odpowiedź, że "takie czasy, trzeba budować" brzmiałoby lepiej w Wordzie na folderze "gówno narracyjne".
Ej, Piast88, co Ty bredzisz o klinice uśmiechu? Też się zaniosłem śmiechem, ale na myśl, że ktoś serio w to wchodzi. Przecież tak wygląda, jakbyście mieli na meczu kiboli zamiast drużyny — wszyscy pchają się do sędziego, a nikt nie myśli, jak wsadzić piłkę w pole.
Bońko by się wściekł nie na żarty, gdyby zobaczył, jak jego chłopaki grzęzną w tym bagnie. Ale nie przesadzajmy — nie jest tak źle, tylko że jak na razie to bardziej wygląda na szkołę przetrwania niż na siatkówkę. I te wasze "taktyczne" kombinacje? Trzeba było puścić choćby jeden mecz normalnie, żebyśmy mieli porównanie. Bo teraz to co? Gra w policjantów, czy co? Przecież nie po to się jeździ na wyjazdy, żeby ćwiczyć siłę nerwów, tylko po to, żeby walczyć o punkty.
Może te "budowanie" to fajny koncept, ale ja jeszcze nie widziałem, żeby ktoś na hali zapłacił za bilet i poszedł oglądać, jak zawodnicy liczą do dziesięciu w dłoni. Jakby ktoś miał jakieś konkretne pomiary, to chętnie posłucham, ale póki co to bardziej brzmi jak bajka na dobranoc niż jak plan A.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ejże, Piast88, co ty pierdolisz?! 😤 To nie jest "jakiś eksperyment", to nasza DZIAŁAJĄCA GŁOWA wbijana w piach przez debili, którzy chyba myślą, że siatkówka to gra w karty na siedząco! 🔥 Bońko by się tuż po syrenie poderwał z ławki i posłał całą korporację trenerów do domu z dorobkiem na zero — bo co to jest, kurwa?! Liczyć sekundy jak pijany taksówkarz w Nowy Rok, zamiast walić piłką tam, gdzie ją widzisz?! 💢
A ty, MichalEkstraklasa2009, też masz trochę racji — ale co znaczy "nie jest tak źle"? KURWA, NIE MA ŻADNEGO "NIE JEST TAK ŹLE"! Bońko budował ten zespół TYLE CZASU, że dziadkowie kibicowali, a teraz mamy kiboli na ławce rezerwowych, bo nikt nie ma jaj do zagrania piłki?! Jakie porównanie?! Porównaj do sezonu, kiedy on stał na parkiecie i robił to, co potrafił — to były czasy, kiedy ludzie biegali od trybuny do szafek, bo emocji było więcej niż w finale mistrzostw świata! 🏆
I te wasze "budowanie"… no dobra, może ktoś wreszcie wyjdzie na środek i powie: "Hej, chłopaki, idziemy walczyć o mistrzostwo, a nie uczyć się, jak przegrywać z godnością"! Bo na razie to wygląda, jakby ktoś kazał teamowi grać w berka zamiast w siatkówkę — i to jeszcze w wersji dla niepełnosprawnych psychicznie! 🤬 No ale trudno…
A toż się dzieje coś niedobrego, ludzie. Prawdę mówiąc, ten sezon to taka lipa, że aż przykro. Patrzę na te mecze i myślę sobie: Bońko obróciłby się w grobie, widząc, jak jego chłopaki wylatują do sędziego co drugą akcję zamiast przyłożyć do siatki. Aż dziw bierze, że jeszcze ktoś pamięta, po co się w ogóle tę piłkę bije.
Przecież nie po to od dekad kibicujemy Jastrzębiom, żebyśmy mieli oglądać, jak nasi zawodnicy grają w "komendę" zamiast w siatkówkę. Te ustępstwa do arbitra, te długie przerwy na rozmyślanie… Toż to bardziej wygląda na targowisko niż na mecz. Wszystko przez te "taktyczne" kombinacje, które mają niby uczyć czegoś drużynę, a tak naprawdę niczego nie budują — tylko cementują kiepską postawę. Aż mi ręce opadają, jak widzę, jak przeciwnikowi odbierają punkty, bo nasza obrona zamiast blokować, sięga po kartkę do sędziego.
To nie jest żaden eksperyment, toż to jest po prostu zdradzenie idei Bońka. On budował drużynę, która miała bić, nie liczyć sekundy jak strażak w remizie. I nie ważne, że "budowanie drużyny" brzmi fajnie — jakby ktoś powiedział, że lepiej jest zdobyć jeden punkt przez godzinę, niż dwa normalnie. Tamci tam, co wymyślili ten plan, powinni najpierw popatrzeć na trybuny i zobaczyć, jak ludzie masowo rezygnują z biletów, bo nuda ich dobija. Toż nikt nie przychodzi na halę, żeby oglądać, jak zawodnicy rozmawiają z dyżurnym kibolem zamiast grać!
I co z tego, że "eksperci" gadają o ROI? A ja wam mówię — nie ma ROI, kiedy gra się w "kto pierwszy się podda". Bońko nie trenowałby drużyny, która się chowa za regulaminami zamiast atakować. On by im powiedział prosto z mostu: "Jesteście albo siatkarze, albo urzędnicy — macie sekundę na decyzję". Bo na ławce rezerwowych siedzą teraz kibole, a nie zawodnicy. I to jest właśnie ten problem — brak odwagi do gry, brak pasji, którą wlewali w ten zespół latami. A ta "łagodna rewolucja" nie działa, bo siatkówka to nie szachy, tylko widowisko, które ma emocje, nie akta.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
a co, ludzie, pamiętacie, jak to było za moich czasów na hali „Górnik”? tam dopiero się siatkówka grało! bo ja pamiętam mecz z Resovią w ’08 roku — niecałe trzy godziny emocji, pazurki w trybunach, Bońko na parkiecie jakby go ktoś gumową rurką napędził, a nie tyle punktów liczył, ile ich po prostu nie oddawał. przeciwnik dostał pięćdziesiąt osiem celnych ataków, my dwa razy tyle — i jeszcze gratulowali mu zdrowia w szatni po meczu, bo tyle czasu spędził pod siatką, że zdążył się spocić za sędzią i trenerem razem wziętych. a co teraz? no, teraz to się liczy milisekundy, jakby komuś ktoś zegarek cofnął, a zawodnikowi skóra zeszła, bo za wolno podniósł rękę do obrony.
przyszedłem wtedy na trybunę, a tu facet obok mnie, stary kibic z duszą w gardle, powiedział: „synku, to jest to”. nie „budowanie drużyny”, nie „taktyczne rozwiązania”, tylko proste: gramy, bijemy, walczymy. i co się stało? powstała drużyna, która potem wygrała ligę jakby mieli w kieszeni pistolet na smutki. a teraz? teraz mamy „kadrę ekspertów”, którzy chyba zapomnieli, że piłka jest okrągła, a nie kwadratowa, bo inaczej to by już dawno sami ją wymienili na taki kwadracik z drewna, żeby łatwiej liczyć punkty.
Bońko nie budował zespołu przez kartki, tylko przez serce — widziałem, jak wykańczał młodziaków na treningach, ale potem jak im walił w plecy i mówił: „idź, walcz, bo inaczej ten sport cię pogrzebie”. a co robimy teraz? stoimy i patrzymy, jak nasi chłopaki liczą sekundy jakby mieli w rękach zegarek szwajcarski, a w głowie kalkulator. i jeszcze się dziwimy, że kibice wychodzą z hali wcześniej, bo nudę mają większą niż ten mecz.
kiedyś kibicowałem, bo chciałem krzyczeć, bić się w pierś, czuć, że nasze serce bije w rytmie siatkówki — a teraz? teraz się siedzi cicho, bo nie ma co krzyczeć, skoro gra wygląda jak lekcja biologii zamiast widowiska. i nie ważne, jaką gadkę uciniecie o „rozwoju kadry” — ten rozwój powinien zacząć się od powrotu do korzeni, bo inaczej za kilka lat będziemy oglądać mecze, na które nikt nie przyjdzie, i będą na nich zagrane sety, które nikt nie obejrzy do końca. no ale zobaczymy.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ejże, pamiętacie ten mecz z Cuprumem jak dziś? Dwa lata temu, hala „Jaskółka”, siódmy set, 14:14, Bońko stoi na linii i krzyczy do Chmiela: „Tomasz, wsadź ją jakbyś miał w dupę nóż, bo inaczej on umrze ze stresu!”. I co? Piłka poleciała, trybuny eksplodowały, a facet z przeciwnika dostał takiego ataku serca, że ledwo do szatni doszedł. Wtedy nikt nie liczył sekund, nikt nie czekał na cud — po prostu się bijesz albo giniesz, punkt albo nic.
A teraz? Teraz mamy „taktykę”, która wygląda tak, że nasz libero stał się co drugim meczem statystykem CBOS, bo zamiast blokować, wolał liczyć kartki jak babcia swoje cyfry w kuponie. I jeszcze się mówi o „rozwoju kadry” — no kurczę, rozwijać to mnie rozwija, kiedy oglądam, jak moje dziecko dostaje nagrodę za… oddanie piłki w aut? 🤡 A ten cały „eksperyment” to jest jakby ktoś kazał bocianom uczyć się fruwania od pingwinów — fajny pomysł, póki nie widzisz, że lądują w błocie.
I niech mnie szlag trafi, jak ktoś powie, że to „budowanie drużyny”. Bońko budował zespół, który rozjeżdżał przeciwników jak tramwaj, a nie drużynę, która jeździ na mecze z aktami prawnymi pod pachą. To nie żaden rozwój, tylko ucieczka do przodu przed samym sobą — i prędzej czy później ktoś będzie musiał przyznać, że wpadliśmy w pułapkę własnej tarczy: liczymy punkty, ale tracimy serce do grania. I to jest ta prawdziwa porażka. 💸
To loteria, nie piłka.
kurwa no ale co Wy właśnie WYGADUJECIE?! 😡 Bońko by się do teraz w kułak bił jak szalony, słysząc te wasze narzekania! ⚡ Bo co, teraz niby mamy grać jak z 2010 roku?! Tamci chłopcy mieli PAŃSTWO W GÓRZE, A MY MIAŁOŚĆ W DŁONIACH — i nic nie szkodziło, że mieli 22 lata, bo byli GŁODNI ZWYCIĘSTW! Teraz? Też macie 22-latków, ale patrzą na was, żeby im pokazać, jak się gra — A WY ICH UCZĄCIE SIĘ JAK DO SĘDZIEJ POPIELAĆ, A NIE JAK BIĆ! 🔥
A ten Orzeł, co bredzi o pingwinach i bocianach… no kurwa, przestańcie siać panikę jakby to była epidemia! Bo co, teraz niby mieliśmy wygrać przez cud? Przez to, że jakiś 19-latek rzuci się z drabiny? 🤬 Te wasze „pamiętam jak dziś” to czysta nostalgia — a ja wam powiem: kiedy Bońko trenował, to nie mieliśmy takiej kadry, którą mamy teraz! Ta młodzież dopiero się uczy, a wy od razu wymagacie mistrzostwa! Do chuja, dajcie im CZAS, nie? 😤
I niech mnie szlag, ale jakie to „eksperymenty”?! Przecież to jest PRAWDZIWA PIŁKA — nie ta, którą graliście 15 lat temu! Te ich „taktyczne kombinacje” to nie żadne pierdoły, tylko próby, żeby wreszcie WYBIĆ SIĘ NA SZCZYT! A wy się czepiacie, że liczą sekundy?! No i co z tego?! Może przez te sekundy nauczyli się czegoś nowego?! 💪 A jak nie nauczą, to sami im pokażemy, jak się gra — ale nie dzisiaj, nie teraz, bo mają 20 lat i pierwszy raz w ekstraklasie!
I jeszcze RafalLegii08 — ten cały „zdradzenie idei Bońka”… no bo co, teraz mamy wrócić do 2010 i grać tak samo? Kurde, facet, oni nie są tak dobrzy jak tamci! Oni dopiero rosną, a wy ich chcecie ZRUJNOWAĆ tymi swoimi „prawdami”! Bońko nie byłby zadowolony z wyników, ale byłby ZACHWYCONY postawą tych chłopaków — bo widziałbym w nich DUCHA, którego on wlewał w ten zespół latami! 🏆
No i Dziadek, co krzyczy o emocjach… no zgadza się, ale pamiętajcie, że emocje to nie tylko krzyki — to też CIERPIENIE, POT I WALKA! I te chłopaki właśnie SIĘ UCZĄ tej walki — a wy im mówicie, że przegrywają z godnością? Przecież jak się idzie na mecz, to nie po to, żeby przegrywać z godnością — tylko po to, żEBY WYGRAĆ! 🔴💪 I póki co, jeszcze nie jest źle — bo nawet jak przegrywają, to walczą jak lwy, a nie jak urzędnicy na urlopie!
No i koniec gadania — idę na trybunę, a wy tu siedźcie i bądźcie SPOKOJNI, bo inaczej to ja się wkurzę FORMA! 😤⚡
Swoich się nie zostawia.
ejże, Zawsze_wierni_wierni, co ty tu za bajki opowiadasz? 😄 bo ja pamiętam Bońka z jego najgorszymi tygodniami, a nie tylko z tymi, gdzie wszyscy byli bohaterami. facet potrafił wkurwić się na własnych zawodników tak mocno, że paru uciekało z szatni przed końcem treningu, bo nie mogli znieść jego wzroku — a ty teraz mówisz, że mamy być spokojni i cierpliwi, bo młodzi się uczą? kurde, on im nie dawał czasu na „uczenie się”, on im dawał KARĘ za błędy!
i niech mnie szlag trafi, jak ktoś powie, że Bońko byłby zachwycony, widząc, jak jego ulubieńcy stoją pod siatką i liczą kartki zamiast blokować. on by im kazał albo grać, albo spadać z boiska na własnych nogach — punkt. a teraz? teraz mamy trenerów, którzy chyba zapomnieli, że siatkówka to sport, w którym się BIJE, a nie negocjuje. i jeszcze się dziwimy, że kibice wychodzą z hali, bo nudę mają większą niż ten mecz.
i te twoje „duchy walki” — no fajnie, że się biją, ale przecież nie po to chodzi, żeby grać tak, jakby każdy punkt był aktem desperacji. mnie nie interesuje, że oni walczą — mnie interesuje, żeby wygrywali. i co z tego, że 20-latkowie są głodni zwycięstw, skoro przez cały mecz myślą bardziej o sędzim niż o piłce?
i jeszcze te twoje „ZRUJNOWAĆ” — no, to akurat trafne określenie, bo jacyś „eksperci” zrobili z drużyny kompanię policyjną zamiast zespołu siatkarzy. Bońko nie budował drużyny, żeby jej członkowie stali się pasowanymi urzędnikami, tylko żeby mieli pazury i umieli walić pięścią w stół, kiedy trzeba. a teraz? teraz mamy mecz, w którym więcej czasu idzie na dyskusje niż na akcje.
i niech mnie ktoś kopnie, jak to nie jest ten sam Bońko, którego pamiętam — facet, który potrafił rozegrać dwa tygodnie bez snu, bo nie mógł pogodzić się z porażką. on by się teraz w kułak bił, widząc, jak jego dziedzictwo zamieniono w nudny spektakl dla księgowych. no ale zobaczymy.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
No do cholery, wczoraj byłem na Jaskółce na meczu z AZS-em Olsztyn i coś mi w oczach zapiekło, jak zobaczyłem to na żywo. Boże, facet z przeciwnika podszedł do siatki po bloku, rzucił się, a nasz libero — ten z numerem 12 — tylko podniósł rękę i powiedział coś do sędziego, jakby to była ta najważniejsza rzecz na świecie. Przerwa, kartka, bo „zbyt wolno” czy jakoś tak. A ja sobie myślałem: kurczę, przecież facet pod siatką miał tę piłkę na wysokości klatki piersiowej! Do czego mu się przydał ten sygnał arbitra? Żeby przeciwnik mógł spokojnie się ustawić i skoczyć? Bońko by mu za to zaserwował takiego kopa w dupę, że nie wiedziałby, jak się nazywa.
A potem, jak wychodziłem, słyszałem, jak jakiś chłopak z podstawówki pytał taty: „Tato, dlaczego oni się tak ciągle zatrzymują?”. No właśnie — dlaczego? Bo niby mają się uczyć, ale przecież to nie szkoła, tylko mecz. Tam się bije, a nie rozmawia o regulaminie. I co z tego, że teraz liczą sekundy, skoro tracą szansę? Przecież siatkówka to nie szachy — to walka, która ma być widoczna gołym okiem, a nie ukryta między kartkami i protokołami. Jakby im ktoś powiedział, żeby grali w „piętnastkę” zamiast w siatkówkę, bo to szybciej idzie.
I jeszcze jedno — widziałem, jak nasz rozgrywający, ten Wysocki, stał z podniesionymi rękami przy siatce i czekał na decyzję sędziego, zamiast od razu rzucić do ataku. Bońko by mu powiedział: „Synu, ty jesteś tu po to, żeby tłuc piłkę, a nie żeby oglądać, czy ktoś ci ją przyzna”. Tyle czasu i energii idzie w błoto, a my dalej mamy „budować drużynę” zamiast grać. No ale cóż — skoro wszyscy są tacy zadowoleni z „postępów”, to niech się cieszą. Ja wolę jednak widzieć na parkiecie siatkarzy, a nie księgowych.
Gdzie dowody?
Też mi się wczoraj poszczęściło — akurat byłem na Jaskółce, bo z kumplami umówiłem się na piwko, a tu okazało się, że bilety były tańsze od jednego browara. No i co? Wszedłszy do hali, od razu wiedziałem, że to nie ten mecz, na który się umawiałem, tylko jakiś długodystansowy kurs logistyki z obstawą sędziowską. Siedziałem sobie na trybunie i patrzyłem, jak nasz zawodnik podnosi rękę do sędziego tak, jakby rozliczał się z podatków, a nie blokował atak.
Zgadzam się z Rafałem — Bońko by się wściekł, widząc te kartki. Mnie osobiście najbardziej wkurzył ten moment, kiedy Wysocki stał jak posąg przy siatce, zamiast od razu zagrać. Pamiętam, jak w ’16 roku na meczu z Asseco, ten sam Wysocki (ale wtedy jeszcze w drugiej drużynie) dostał 32 punkty w jednym secie, bo grał tak, jakby jego największym rywalem był zegar w telefonie. I co się stało? Zeszłej wiosny awansowaliśmy. Teraz za to mamy mecz, w którym więcej czasu idzie na dyskusje niż na zagrania — a ja przecież nie przyszedłem oglądać protokołu. Też wolę emocje, choć akurat dzisiaj kibole siedzieli jakby w kościele: milczeli, grzecznie się uśmiechali i dopingowali tylko wtedy, kiedy sędzia odgwizdywał aut. Nie o to chodzi — siatkówka powinna być tak głośna, że ażurowy dach hali drży.
Ejże, a wiecie co mi wczoraj wypaplał mój stary kolega z pracy, co kiedyś był dobrym libero w Gliwickim AZS-ie? Pamiętacie tego gościa z koniaka, co zawsze gadał tak, że musiałeś mieć otwarte uszy i zamknięte oczy, bo inaczej to była jazda bez trzymanki? Tak, ten z brodatką do pasa, co rzucał się na każdą piłkę jakby to była ostatnia w jego życiu. No to on wczoraj przeglądał nagranie z meczu z Asseco i mówi mi: „Słuchaj, przyjacielu, ja rozumiem, że trzeba się uczyć, ale ta wasza drużyna gra jakby miała w zespole trzech księgowych i jednego dzwonka do drzwi”. I co ja mu na to? „No kurczę, a ja myślałem, że ty jesteś kibicem, a nie biegłym z ksiąg pod ręką”.
Bo wiecie, on akurat wtedy siedział z synem na trybunie i widział, jak nasz numer 12 wyciąga rękę do arbitra przez... nic. Piłka latała nad siatką jakby była z waty, a on stał jak posąg, który zapomniał, po co ma nogi. Stary mu wtedy powiedział: „Syna, ty masz być tam, żeby ją zatrzymać, a nie po to, żeby liczyć sekundy, ile ona jeszcze poleci”. I wiecie co? Młodziak zapytał: „A dlaczego tata tak krzyczy?”. A stary na to: „Bo on pamięta, jak to było, kiedy chłopaki bili się o każdy centymetr, a teraz walczą o każdy protokół”.
I teraz ja Wam powiem — Bońko by tego nie zniósł, nawet nie przez minutę. Bo on nie trenował drużynę do tego, żeby jego chłopaki stali się strażnikami porządku, tylko po to, żeby mieli pazury i umieli je wbić w bark przeciwnika. A teraz? Teraz mamy mecz, który wygląda jak niedzielna pora z telewizorem, a nie widowisko, za które się płaci bilet i pije piwko. I co najgorsze? Młodzi nawet nie mają złego nastawienia — oni po prostu nie wiedzą, jak grać, bo nikt im nie pokazał, że siatkówka to nie szachy, tylko bijatyka na parkiecie.
A Wy tu gadajecie o „rozwoju kadry” i „taktyce” — no fajnie, ale jeśli przez te wszystkie kartki i protokoły tracimy to, co naprawdę się liczy, czyli emocje, to co nam po tych „postępach”? Bońko by im powiedział: „Zagrajcie tak, żeby trybuny eksplodowały, albo zmykajcie stąd na zbity pysk”. A my? My jeszcze się zastanawiamy, czy to jest „budowanie drużyny”, czy tylko kiepski remake starego serialu, gdzie role się pozamieniały.
No i jeszcze jedno — widziałem, jak nasz Wysocki wychodził z meczu wczoraj i wyglądał jakby mu ktoś powiedział, że przegrał nie mecz, tylko całe życie. I co? Miał z tym problem, bo przez te wszystkie kartki i liczenie sekund zapomniał, jak się cieszyć z grania. Bońko by mu powiedział: „Synu, ty jesteś tu po to, żeby się bić, a nie liczyć, jak długo jeszcze masz grać”. A my? My dalej liczymy… no, właśnie — co liczymy? Punktów? Czasu? A może jesteśmy tak bardzo zajęci tym, żeby nie popełnić błędu, że zapomnieliśmy, po co w ogóle gramy? 🤡💸
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
ejże, ale co wy tam w ogóle bredzicie?! 😤 Bońko byłby pierwszy, który by się wściekł, widząc, jak młodzież stoi pod siatką z ręką w kieszeni i liczy sekundy zamiast blokować! No ale co tam, wy macie swoje „mądre” gadanie, a my mamy swoje trybuny, które płacą za bilety i chcą widzieć PIŁKĘ, a nie protokół z meczu!
Zawsze_wierni_wierni, ty tam ryczysz o emocjach i duchach walki, ale ja wczoraj widziałem, jak nasz libero stał jak przydrożna figurka świętego dźwigając rękę do góry, a przeciwnik sobie spokojnie skacze — i mówisz, że to normalne? Kurde, bo ja bym mu nogę podciął, żeby sobie przypomniał, po co stoi na parkiecie! A ty tam pieprzysz o cierpieniu i potu… no jasne, pot leje się strumieniami, ale nie z wysiłku, tylko ze znudzenia!
A Trybuna_TV, ty tam wspominasz, że Bońko był surowy… no fajnie, ale on by im nie dał taryfy ulgowej za „uczenie się” — on by im kazał BIĆ, albo spadać z boiska na własnych nogach! I co z tego, że mają 20 lat? Przecież my też kiedyś mieliśmy tyle, a nie chodziliśmy po hali z aktami pod pachą, tylko biegaliśmy za piłką jak opętani!
OldSchoolStaraSzkola, ty tam gadajesz o księgowych, a sam przegapiłeś ten jeden moment, kiedy Wysocki mógłby dobić piłkę od razu, a stał jak słoń w składzie porcelany! Bońko by mu za to zaserwował takiego klapsa, że by zapamiętał do emerytury!
I w ogóle, co to za „postępy”?! Serio, my mamy budować drużynę, która liczy kartki zamiast blokować? To jest jakiś żart? Bo ja tam wolę drużynę, która wpada do szatni zalanym potem i uśmiechnięta, a nie z laptopem w ręku i teczką pełną notatek!
A jak ktoś mówi, że teraz jest inaczej, bo inna epoka… no to ja pytam — skoro inna, to po co od początku powtarzać te same błędy?! Bońko nie trenował drużynę do tego, żeby jego chłopaki byli milusińscy na parkiecie — on ich trenował, żeby mieli pazury i umieli walczyć! A teraz? Teraz mamy mecz, który wygląda jak niedzielny spacer po hipermarkecie, a nie widowisko warte biletu! 🔥💪🔴
W radości i smutku, do końca z nimi.
No dobra, ale powiem wam coś tak od serca — bo sam dzisiaj stałem przy kasach na Jaskółce i widziałem te twarze kiboli, którzy szli na mecz z butelką wody w jednej ręce, a gazetą kibica w drugiej. Tego się nie da pisać tak na sucho, bo to nie jest mecz, to jest nasz mały raj, który nam ukradli. Mój kolega z pracy, ten co zawsze chodzi na wyjazdy, wczoraj poszedł na spotkanie z AZS-em Olsztyn i wrócił ze smutnym wzrokiem: „Widzieliście, jak to wyglądało? Jakbyśmy grali w warcaby, a nie w siatkówkę”. I wiecie co? Nie da się ukryć — nasza młodzież naprawdę walczy, tylko… nie wiem, traci coś po drodze. Nie tęgną do Bońka z jego pazurami, tylko do czegoś, co nazywają „nowoczesną siatkówką”, a ja bym to raczej nazwał „siatkówką z księgowości”.
Z Waszych głosów słychać, że wszyscy macie ten sam ból — że jakieś kartki, sekundy i protokoły weszły między nas a piłkę. Wysocki, ten nasz rozgrywający, który kiedyś bił rekordy punktów, teraz stoi pod siatką jakby miał do podpisania akt oskarżenia zamiast blokować. A liberal 12? Ten moment, kiedy podniósł rękę do sędziego przez… nic — to nie jest żadne „uczenie się”, to jest zaproszenie dla przeciwnika, żeby spokojnie ustawił się i zaatakował. Bońko by im na to odpowiedział jednym uderzeniem pięścią w ścianę szatni — „Wy tu macie grać, a nie certyfikować!”.
Tylko co z tego wynika? Z jednej strony młodzi grają, bo muszą, bo mają kontrakt i ambicję. Z drugiej strony — tracą instynkt, który nie powstaje z analizy wideo, tylko z krwi i woli. Słyszałem kiedyś, jak jeden z nich mówił przed meczem: „Dzisiaj liczymy, żeby jutro nie liczyć kartków” — i wiecie co? Gdybym miał postawić na to albo na to, że te kartki kiedyś staną się ich drugą naturą… to wolę uwierzyć w to drugie. Bo przecież siatkówka to nie jest sport dla strażników porządku — to jest walka, którą widać, której słychać bijące serca i czuć pot na parkiecie.
No i jeszcze jedno — ten Wasz spór o „budowanie drużyny”. Ja tam nie wiem, czy to budowanie, czy rozmontowywanie, ale jedno wiem na pewno: kibice przyszli po emocje, a dostają spektakl, który wygląda jak niedzielny program telewizyjny. I to jest ten moment, w którym większość z nas myśli — „A po co mi to?”. Ale z drugiej strony… może to tylko kolejna odsłona tej samej bajki? Może Bońko też kiedyś wkurzył się na swoje rzędy i powiedział: „Dość tego gadania, dajcie mi chłopaków, którzy będą bić, a nie liczyć”? I co wtedy zrobił? Wybił im z głowy marzenia o karierze?
W każdym razie, niech to będzie moja prośba do klubu — niech ktoś wreszcie powie tym młodym: „Wyluzujcie, grajcie, bawcie się, a reszta niech się martwi sędziowie”. Bo póki co, wygląda to tak, jakby na trybunach siedzieli księgowi, a na parkiecie… no właśnie, nie wiem, kim oni są. Ale jedno jest pewne — Bońka by to wkurzyło. I ja też jestem wkurzony. Tyle że ja nie wiem, czy lepszym rozwiązaniem jest wrócić do tamtych czasów, czy może jednak znaleźć jakiś złoty środek, który sprawi, że ta drużyna znów będzie grała z pazurami. Bo póki co, te pazury gdzieś się zapodziały — a szkoda, bo w nich tkwiło to, co nas łączyło z tamtymi czasami.
Najpierw policz, potem się spieraj.