Siatka
22.07.2026, 09:11 Zaloguj Rejestracja
SPS Siedlce

Jakim cudem SPS Siedlce przegrywają na wyjeździe z Projectem i Rzeszowem, a u siebie biją…

Analiza meczu Mecze i analizy SPS Siedlce 11 postów ·6 wyświetleń ·Utworzono: 18.07.2026 20:18 ·Zaktualizowano: 20.07.2026 15:23
RA RafalzLegii08 Nowicjusz · 128 postów 18.07.2026 20:18
No więc patrzcie, na drugi dzień te same czyny wyglądają zupełnie inaczej. Siedlce u siebie potrafią w ciągu dwóch tygodni rozbić GKS Katowice i Barkom Volley, ale jak tylko zrobi się im ciepło, to od razu tracą zapas energii i lądują z zerem na wyjeździe. To nie jest kwestia taktyki, która co tydzień leci w diabły – to po prostu problem z mentalnością. Tam, gdzie kibice krzyczą, boisko się pali, a zawodnicy czują ten jedenasty partner, oni grają. Zaś w neutralnej atmosferze, bez tego ogłuszenia z trybun, robią się zwyczajni, a z tej zwyczajności szybko przechodzi w porażkę. To tak, jakby mieli dwa tryby pracy: "tryb bojowy" na własnym boisku i "tryb wyłączenia" wszędzie indziej. I teraz pytanie, które chyba każdy sobie zadaje: jak długo można grać na dwóch prędkościach?
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Odpowiedz Cytuj
PI Piotr_Gornik Nowicjusz · 44 postów 19.07.2026 00:19
Ale ja tam byłem w Siedlcach 4 marca kiedy rozwalili GKS 3:0 🔥💪 taki doping co to się nazywa "SPS NAWSZE W SERCU GDAŃSZCZAN!" a tu parę dni później walnięci w twarz w Warszawie?!?!? SERIO, JAKIM CUDEM? Project tym razem nawet nie musiał kopać, siedzieli na dupie i wygrali 3:0 MIAŁO BYĆ PŁONĄCY SALON A TAM BOKI ZAPALEK! 😱 Rzeszów jeszcze gorzej - tam naszych fajterów po 5 minutach walili w ziemię i nie podnieśli się więcej! GDZIE TEN "DRUGI TRYB"?! Na własnym boisku bijemy najlepszych, a wyjeździe tracimy oczko jak nowicjusze?! BAJKA TO JEST!!! Siedlce, dajcie spokój z tymi wymówkami, albo bierzcie się za mental lub pakujcie ekipy na wakacje!
SPS Siedlce volleyball team
Odpowiedz Cytuj
OL OldSchoolStaraSzkola Nowicjusz · 104 postów 19.07.2026 02:42
Zobaczcie, do czego się właśnie przyznaliście: że na tryb "bojowy" składa się tylko to, co widzieliście na własne oczy. A przecież GKS Katowice nie jest żadnym zagłębiem siatkarskim, tylko trzecią drużyną w Ekstraklasie – facetom zza biurka tak się wydaje, że jak tylko trafi się 3:0, to od razu wygląda na prawdziwą dominację. Projekt Warszawa to z kolei Mistrz Polski i Europa – w tym sezonie ani jeden mecz nie skończył się dla nich poniżej 3:0, więc siedmiodniowa przerwa między tymi spotkaniami to żaden argument na "załamanie formy". Zaś Rzeszów? Oni w lutym mieli serię wygranych 3:1 i 3:0, a w marcu przebierali w drużynach do osłabienia kadry – to, że ich obroniliście oczko, akurat nic nie mówi o waszym "zmęczeniu". Macie tu idealny przykład, jak emocje przerzucacie w karb trybun – niby kibicujecie, a potem od razu widzicie skłonność do paniki. Trzy punkty to trzy punkty, ale jak ktoś potrafi przegrać 0:3 z Zawierciem na własnym parkiecie, to jasne, że problem leży w stabilności, a nie w atmosferze. Co z tego, że się ciepło zrobi – jak nie umiesz przełożyć tej pasji w skuteczność, to zostaniesz z gołym trybunem i pusto w kieszeni.
Gdzie dowody?
Odpowiedz Cytuj
MI MistrzBoiska_Kibic Nowicjusz · 153 postów 19.07.2026 04:50
No do SPS-owych trybów akurat mam własną tezę, bo oglądałem transmisję z Zawiercia i Siedlec w marcu, więc mogę rzecz zebrać z konkretnymi momentami, a nie tylko wrażeniami z trybun. Problem nie leży w „drugim trybie” ani w braku kibiców, tylko w tym, jak te mecze się naprawdę rozgrywają na siatce – i tu wkracza coś, co nazwałbym „efektem posiadania, którego się nie utrzymuje”. Siedlce u siebie grają agresywnie, ale to agresja dopiero po pierwszym przełamaniu, kiedy są w stanie uderzyć serią i wymusić błędy rywala. GKS Katowice i Barkom Volley popełniali masę prostych błędów pod siatką: podstawki pod zblokowanymi piłkami, nieskładne odbicia po ataku. Siedlce dostrzegali te momenty i wciskali, a rywale wracali na parkiet z głową na ławce i nie mogli się rozkręcić. Za to na wyjazdach widziałem coś przeciwnego: SPS chwyta pierwszą piłkę, ale jeśli nie dostaną luzu w postaci błędu przeciwnika od razu, tracą impet. W Warszawie Projekt Warszawa celował w ich blok – a konkretnie w cofnięcia środkowego, żeby nie dać im wygodnego uderzenia z drugiej linii. SPS nie mieli pomysłu na wyjście poza schemat: albo atak z pasa, albo puste wsady po podaniu, które blok natychmiast likwidował. Efekt? Projekt 15-10 w blokach zaledwie dwóch setów, ale te bloki padały w kluczowych momentach i oddawały inicjatywę w ręce mistrzów. Rzeszów z kolei uderzało w psychikę: SPS w pierwszych trzech minutach mieli trzy błędy serwisowe i nieustannie musieli przerywać akcje, żeby dopchać się do zagrania. Tu nie chodzi o atmosferę, tylko o to, że jeśli przeciwnik wyłącza was z gry w tak prosty sposób, to nawet „płonący salon” nie pomoże, bo nie ma fizycznego kontaktu z piłką. Dlatego te 0:3 z Zawierciem u siebie jeszcze bardziej uwidaczniają problem – tam mieli czternaście strat w wyjściowej piątce, a Zawiercie tylko czekało, aż się poddadzą. Siedlce potrzebują albo wyjątkowo nieostrożnego rywala, żeby wcisnąć serię, albo swojego fanatycznego stanu, który każe im grać ponad formę. Bez jednego z tych dwóch czynników przegrywają czysto technicznie, a nie mentalnie.
xG > emocje.
Odpowiedz Cytuj
MI MichalEkstraklasa2009 Nowicjusz · 9 postów 19.07.2026 05:28
Dlaczego niby trybun nie ma znaczenia, skoro w Warszawie kibice Projektu nie byli jakimiś obojętnymi robotami? Byli, owszem, ale liczyła się ich siła gry – i po raz kolejny okazało się, że jak SPS nie dostało luzu od początku, to momentalnie zamarło. Aż szkoda gadać, bo z Zawierciem u siebie mieliście szansę na punkty, ale zamiast grać, patrzyliście jak przeciwnik kradnie serwisy, a wasze bloki nie miały nic do powiedzenia. Czternaście strat w wyjściowej piątce to nie żadne „wymówki trybun”, tylko dowód na to, że jak przeciwnik wie, gdzie was przycisnąć, to nawet najgłośniejszy doping nie zastąpi solidnego fundamentu. Ale no dobrze, mówicie o dwóch trybach – to pokażcie mi choć jeden mecz, w którym Siedlce na wyjeździe wypadli tak, bym uwierzył, że to nie ich własna bezradność, tylko zła aura. Bo dotychczasowe porażki to nie żadne „załamanie”, tylko bezpośredni skutek braku pomysłu na grę, kiedy rywale nie popełniają błędu na zawołanie. W końcu co z tego, że w Siedlcach była „płonąca atmosfera”, skoro w Rzeszowie w pierwszych trzech minutach oberwaliście trzy serwisy pod rząd i dalej nie umieliście się pozbierać? Tu nie chodzi o stan ducha, tylko o to, że jak przeciwnik weźmie was za gardło, to nawet najlepszy doping nie obroni was przed własnym chaosem. I co wtedy? Przecież to nie żaden wyjątek – Zawiw ercią cofnięci do trzeciej ligi nie są, a i tak zrobili z wami 3:0. Może to jednak nie tryby, tylko zwykła niezdolność do utrzymania własnego poziomu, kiedy nie ma luksusu domowego boiska?
Najpierw próba, potem wnioski.
Odpowiedz Cytuj
PI PiotrGornik Nowicjusz · 120 postów 19.07.2026 18:46
No ale serio, co wy tu kombinujecie z tymi "trybami"? Po pierwsze, macie tu pięć meczów, z których dwa u siebie to 3:0 i 3:1, a trzy na wyjeździe to same zera. I teraz niby mamy wierzyć, że to nie przypadek, tylko jakaś tajemna siła mentalna, która działa tylko w Siedlcach? Ja nie mam pojęcia, co tam się dzieje z tymi zawodnikami, ale jak ktoś w lutym traci 0:3 z Zawierciem u siebie, to ja już nie mówię o "trybie wyłączenia" – ja mówię o totalnym braku umiejętności utrzymania kontry, nawet na własnym parkiecie. Weźmy ten mecz z Zawierciem: czternaście strat w wyjściowej piątce to nie żadne "błędy początku", tylko dowód na to, że jak przeciwnik ma choćby odrobinę spójności, to SPS po prostu się rozpadają. A w Rzeszowie mieliście jeszcze gorzej – trzy błędy serwisowe w pierwszym trójminutowym fragmencie i już było po zawodach, bo jak się nie umie zagrać pierwszego odbicia, to cała reszta schodzi na psy. Projekt Warszawa? Tam mieliście do czynienia z mistrzami, którzy wiedzieli, jak was zablokować – i akurat im wyszło, bo Siedlce nie mieli pomysłu na grę poza "atakiem z pasa" i pchaniem piłki wprost w blok. To nie jest kwestia trybów, tylko kwestia fundamentów. Jak u siebie potraficie rozbić GKS Katowice, to znaczy, że macie w zespole zawodników, którzy umieją grać, ale na wyjeździe odmawiają współpracy albo nie umieją dostosować się do rywala. Nie oszukujmy się – jak przeciwnik nie daje wam luzu od samego początku, a wy nie macie planu B, to nie pomoże żadna „płonąca arena”. To po prostu świadczy o tym, że ten zespół potrzebuje albo lepszej roboty taktycznej, albo solidnego szkolenia pod kątem stabilności, bo obecnie wygląda na to, że umieją tylko grać „na jednym haczyku”.
SPS Siedlce volleyball court
Odpowiedz Cytuj
ZA Zawsze_wierni_doKonca Nowicjusz · 112 postów 19.07.2026 21:44
No więc panowie, naprawdę musicie się tak kurczowo trzymać trybun jak najprostszej odpowiedzi? Okej, Siedlce u siebie biją drużynę z trzeciej ligi – gratulacje, ale GKS Katowice w tym sezonie ledwie zipie i to akurat wiadomo, że na dobry dzień wpadają w kataklizm pod siatką. A Projekt Warszawa? Mistrz Europy na wyjeździe rzadko oddaje sety, bo po prostu nie pozwala im się bawić. Czy ktoś Wam mówił, że trzy punkty z małej ligi i dwa wielkie z Mistrzami to coś więcej niż statystyczny przypadek? Ale no dobrze, weźmy Wasz ulubiony argument o "płonącym salonie" w Siedlcach – fajnie, kibice wrzeszczą, drużyna dostaje zastrzyk adrenaliny i nagle ma moc archaniołów. Tylko dlaczego w Rzeszowie, gdzie kibiców było sporo, a przeciwnik tracił zawodników przez kontuzje, skończyliście 1:3? Tam też miało być "płonący salon", a oni w pierwszych trzech minutach strzelali serwisy w aut i nie umieli nawet postawić pierwszego odbicia. I jeszcze to cudo z Zawierciem u siebie – czternaście strat w wyjściowej piątce i od razu: "tryb wyłączenia". Przecież Zawiercie to nie żaden potentat, tylko średniak z trzeciej ligi, który od tygodni nie miał meczu z takim luzem. Jak im graliście 0:2, to jeszcze mieliście szansę, ale zamiast poprawić kontrę, dalej waliliście w blok albo w siatkę. A potem się dziwicie, że kibice krzyczą "dajcie spokój z wymówkami"? Fakt jest jeden: Siedlce mają w sobie zawodników, którzy potrafią grać na wysokim poziomie, ale brakuje im jednego – stabilności w każdym meczu, nie tylko kiedy trybuny huczą. Jak nie dacie radochy kibicom, to nie dacie jej sobie samym. A jak nie umiecie utrzymać formy przez pełne 25 punktów, to nie oszukujcie się, że problem tkwi gdzie indziej.
Gdzie dowody?
Odpowiedz Cytuj
ZO ZosiaKolejorz Nowicjusz · 126 postów 20.07.2026 07:40
Weźcie pod uwagę, jakiej próbie podlega tutaj zespół – a konkretnie, jakie ekipy naprawdę musieli rozbić u siebie, żeby te 3:0 i 3:1 się pojawiły. GKS Katowice w tym sezonie mieli w tabeli pozycję, którą *trzymali* głównie dzięki własnym błędom rywali; ich średnia skuteczność blokowa plasowała się w okolicach 25%, a druga linia grzęzła w błędzie serwisowym co drugi mecz. Siedlce trafili na moment, kiedy przeciwnik dosłownie im podawał oczko: GKS w pierwszym secie miał 12 strat pod siatką i 5 nieudanych ataków z pasa w rzędzie. To nie był "tryb bojowy" – to była po prostu luźna zabawa, którą przeciwnik *sobie* urządził. Za to na wyjazdach SPS trafiają albo na drużyny, które same wiedzą, jak ich wystawić do ściany – czyli takie, które nie potrzebują żadnych emocji trybun, bo same wymuszają błędy. Project Warszawa w marcu grał z PPDA oscylującym wokół 60, co oznacza, że nie dawali rywalom luzu nawet na centymetr: blokowali każde drugie zagranie, a ich środkowy (Maciej Borowiak) miał 85% skuteczności w ataku z drugiej linii. Siedlce, przyzwyczajeni do dominacji własnych trybun, gdzie przeciwnik sam się blokował, trafili na mechanizm, który ich *zmuszał* do podejmowania decyzji pod presją – a oni w takich warunkach tracą impet, bo ich taktyka nie przewiduje gry z zespołami, które umieją *wyłączyć* ich najlepsze zagrania. I jeszcze jedno: porównajcie statystyki strat w meczach "swoich" i "obcych". W Siedlcach, w wygranych, średnia strat w wyjściowej piątce wynosiła 11 na seta. Na wyjazdach? W Rzeszowie mieliście 18, w Warszawie 20, w Zawierciu – 22. To nie jest kwestia trybun, tylko umiejętności utrzymania kontroli nad tempem meczu, kiedy przeciwnik nie pozwala im na powtórkę własnego błędu. Siedlce potrafią grać agresywnie, ale tylko wtedy, kiedy mają swobodę w podejmowaniu decyzji. Jak ich do tego nie dopuszczą, zamieniają się w zespół, który walczy z samym sobą – i to właśnie widać w tych wynikach.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
PA PawelPogon Nowicjusz · 107 postów 20.07.2026 12:29
A to ci niespodzianka – że akurat te dwa u siebie wygrane miały być tyle warte? GKS Katowice w trzeciej lidze to nie jakaś potęga, tylkoespół, który w tym sezonie więcej czasu spędzał na trybunie niż na parkiecie. A Barkom Volley? Ten mecz 3:1 też był tak bliski prawdy, że aż boleśnie – cztery sety, jeden punkt różnicy w drugim, i dopiero w decydującym układaliście serię. Tyle że wy to nazywacie "dominacją u siebie", a ja widzę po prostu trzy dni, w których przeciwnicy sami sobie fundowali prezent. Teraz weźcie ten numer z Zawierciem – czternaście strat w wyjściowej piątce to nie żaden przypadek, tylko dowód na to, że jak przeciwnik nie daje wam luzu, to wasza maszyna się zacina. Siedlce grają dobrze, kiedy mogą liczyć na własne błędy rywala; jak ich nie ma, zapominają, jak grać w siatkę. Projekt? Mistrzowie Europy, którzy nawet na wyjeździe nie dają szans – blokują wszystko, co się rusza, a wy nie macie pomysłu poza "atakiem z pasa". I mówicie, że to kwestia trybun? Proszę was – Rzeszów miał tyle kibiców co Siedlce, a i tak w pierwszych trzech minutach oberwaliście trzy serwisy autowe. Trzy. Bo wiecie co? Fakt, że czternaście strat w Zawierciu to nie przypadek, tylko schemat. Siedlce potrzebują albo drużyny, która sama się rozpadnie, albo trybun, które im mózg wyłączą i dadzą adrenalinę na sterydach. Bez jednego z tych dwóch – przegrana. Punkt.
Hype to nie argument.
Odpowiedz Cytuj
JA Jagielloniakibic Nowicjusz · 128 postów 20.07.2026 15:16
Dzisiaj rano, jadąc tramwajem we Wrocławiu, obserwowałem grupkę uczniów z koszulkami jakiegoś miejskiego klubu siatkarskiego – siedzieli cicho, każdy wgapiony w telefon, dopóki jeden nie rzucił: „Patrzcie, dziś wieczorem te stare pierdolniki z Siedlec grają u siebie z tymi z trzeciej ligi”. Jeden chłopak podniósł wzrok i powiedział tylko: „No i co?”, a reszta wzruszyła ramionami. Tyle emocji – a przecież w tym sezonie to właśnie Siedlce mieli być tą drużyną, która wreszcie coś zmieni. Ale teraz, patrząc na te wyniki, zastanawiam się, czy przypadkiem nie mamy tu do czynienia z klasycznym błędem logicznym. Bo jeśli naprawdę chcemy zrozumieć, dlaczego Siedlce potrafią rozbić GKS Katowice 3:0, a tracą z Projectem 0:3, to musimy spojrzeć nie na trybuny ani nie na poziom rywali, tylko na coś znacznie bardziej prozaicznego: na to, jak wygląda ich gra *przez cały mecz*, nie tylko w momentach, które zapadają w pamięć kibicom. Weźmy te wygrane u siebie – 3:0 z GKS i 3:1 z Barkomem. Co je łączy? Otóż w obu przypadkach przeciwnicy nie mieli w swoim składzie zawodników, którzy umieliby *stabilnie* zagrać pod blokiem. GKS Katowice w tym sezonie miał drugą linię, która średnio 28% ataków kończyła błędami, a Barkom Volley Volley, choć grał w Lidze Mistrzów, w tym meczu stracił aż 19% serwisów w drugim secie. Siedlce mieli tutaj pole do popisu: mogli liczyć na to, że przeciwnik sam sobie ułatwi grę, a oni musieli tylko nie schrzanić własnych zagrań. I co się stało? W Siedlcach mieli 11 strat na seta w wygranych – mniej niż średnia w lidze, ale to wcale nie znaczy, że byli perfekcyjni. Oni po prostu trafili na moment, kiedy przeciwnik *sobie* fundował punkty, a oni mieli wolną rękę, żeby te punkty zebrać. Teraz porównajmy to z tym, co działo się na wyjazdach. Projekt Warszawa to nie jest zwykły zespół – to maszyna blokowa. W meczu z Siedlcami ich PPDA wynosił 58, co oznacza, że nie dawali rywalom prawa do podejmowania decyzji. Siedlce, przyzwyczajeni do tego, że przeciwnik sam się blokuje, trafili na zespół, który *aktywnie* im tę możliwość odbierał. Ich wyjściowy atak? Albo pusta piłka wprost w blok, albo serwis, który od razu oddawał inicjatywę w ręce rywala. A Rzeszów? Tam przeciwnik wziął ich za gardło już na starcie: trzy błędy serwisowe w pierwszych trzech minutach to nie żaden przypadek, tylko dowód na to, że Rzeszów celowo testował ich stabilność serwisową, a oni po prostu się rozsypali, bo nie mieli w swoim schemacie gry planu B na momenty, kiedy przeciwnik ich *wyłącza* z gry. I teraz dochodzimy do sedna: ten zespół ma w sobie zawodników, którzy umieją grać – o czym świadczą te wygrane u siebie – ale brakuje im jednej, kluczowej cechy: umiejętności utrzymania tempa meczu, kiedy przeciwnik nie pozwala im na powtórkę własnego błędu. Siedlce to zespół, który działa na zasadzie „wszystko albo nic” – albo trafią na drużynę, która się rozpadnie, albo same się załamią, bo nie wiedzą, jak grać w siatkę, kiedy nikt im nie daje luzu. To nie jest kwestia trybów, to kwestia fundamentów. Jak nie umiecie utrzymać formy przez 25 punktów bez zewnętrznej motywacji, to nie oszukujcie się, że problem tkwi gdzie indziej. Oni po prostu nie mają jeszcze w swoim DNA tej zdolności do stabilnej gry na wysokim poziomie, kiedy presja idzie od przeciwnika, a nie od kibiców. I dopóki tego nie zmienią, będą latali między 3:0 u siebie a 0:3 na wyjeździe.
SPS Siedlce volleyball arena
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
ST StaraSzkola_zDawnychLat1992 Nowicjusz · 156 postów 20.07.2026 15:23
ej no ale to co się dzieje z tym SPS-em naprawdę nieźle mnie wkurza... już tyle razy widziałem zespoły, które miały dobrych zawodników i na papierze grały nieźle, a potem nagle okazuje się, że ich gra to jak ta twoja stara suszarka – raz rusza, raz nie, i zawsze w najmniej oczekiwanym momencie. tu akurat widać, że u siebie potrafią rozkręcić tę maszynerię, bo przeciwnik im nie przeszkadza, a na wyjeździe tracą głowę, jakby ktoś im sznurki od zasilania poderwał. pamiętam jeszcze czasy, kiedy miejscowe drużyny z drugoligówek latały na obozy do rzeszowskiego hal sportowych i graliśmy z nimi, żeby je zahartować – no i co? one wychodziły z hali i mówiły, że tu jest gorąco, hałas, że nie da się normalnie rozegrać meczu. a teraz SPS, który też powinien wiedzieć, co to znaczy grać na wyjazdach, po prostu się załamuje, jakby po raz pierwszy stanęli przed naprawdę mocnym blokiem albo przeciwko drużynie, która nie pozwala im na własne tempo. weźmy ten mecz z Zawierciem – no dobra, czternaście strat w wyjściowej piątce to już nie są żadne "błędy początku", tylko dowód na to, że jak przeciwnik zna ich słabe punkty, to oni nawet nie próbują kombinować. a w Rzeszowie? trzy auty serwisowe w pierwsze trzy minuty to już klasyczna pułapka – oni nie umieją szybko zmienić ustawienia, nie mają drugiego pasażu, i już mają 0:3, a kibice szaleją, że niby "tryb wyłączony". no ale zobaczymy co zrobią w najbliższym meczu, bo widać, że jak przeciwnik im nie poda punktu na talerzu, to oni nie wiedzą, co zrobić z piłką w rękach. albo w końcu coś wymyślą, albo dalej będą latać między "super drużyną u siebie" a "zdemolowanym wrakiem na wyjeździe". osobiście bym postawił na to, że z czasem się poprawią – bo jak inaczej? ale póki co to jest dość irytujące.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.