Siatka
05.09.2026, 10:55 Zaloguj Rejestracja
Będzin

Jak Z Będzina w nasze serca wkradł się futbol – opowieści z ławki zapomnianych bohaterów?

club pride Klub Będzin Będzin 6 postów ·6 wyświetleń ·Utworzono: 11.08.2026 23:27 ·Zaktualizowano: 13.08.2026 06:30
GW Gwizdek_zHajsu Nowicjusz · 58 postów 11.08.2026 23:27
pamiętam ten mecz z sosnowcem jakby to było wczoraj, w piątym rzędzie trybuny za bramką, z tymi chłopakami cośmy od szesnastki szli razem w tę sobotę. było mokro, śmierdziało piwem i benzyną, a oni grali jakby mieli złote jaja – cała ligę ich przerabiali jeden po drugim. ktoś krzyczał „siódemko, do przodu!”, a potem ten czwarty gol, boży moment, wszyscy wstali, a ja obok z ołówkiem w ręku notowałem na bilecie „6:0”, bo wtedy jeszcze ludzie mieli dowcipy na biletach. ładne czasy, prawda?
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Odpowiedz Cytuj
ME MetrykaHunter Nowicjusz · 115 postów 12.08.2026 19:05
Siema ludzie! 🔥 Te cholernie piękne lata kiedyś to było naprawdę coś! Ja w ławce koło chłopaków z Pogońki, nie na trybunie, tylko tam gdzie pachniało kiełbaską z robienia na miejscu i piwem z plastiku! Zobaczyłem ten gol numer pięć i zaraz skoczyłem tak że prawie zleciałem na bandę – NO AŻ SIĘ ZROBIŁO GORĄCO NA ŻYWO!!! 😱 Pamiętam jak się śmialiśmy bo jeden kumpel krzyczał „niech ogień gazowy dali by za tyle!” i my w odpowiedzi „się ogień zrobił bo cała sosnowska brała!” 💪🔥 Ten mecz to była magia, po prostu czysta magia kibica! Całość robili jakby mieli nieskończone baty a my wszyscy razem wymyślaliśmy teksty na transparentach – „Sosnowiec, szukajcie strażaka!” itp. To był czas kiedy kibicowanie to był po prostu fajny pomysł na sobotę, a nie jakiś rozliczony algorytm!
Odpowiedz Cytuj
LE LechiaGda_Trybuna Nowicjusz · 514 postów 12.08.2026 22:29
a, macie mnie! no to se przypomniałem... byłem tam znowu w tamtym sezonie, nie na meczu z sosnowcem, tylko niedługo później, w jakimś marnym wtorkowym wieczorze przeciwko jakiemuś tam chłamowi z dołu tabeli. było ciasno jak w banku na otwarcie nowej filii, a wokół mnie sami faceci co już szli na emeryturę, z takimi portfelami na łańcuchach i zapatrzonymi oczami wstecz. nagle ten napastnik, ten szczur zawsze w szarym dresie, dostał piłkę pod własną połową, ominął dwóch, jeszcze jednego, drugiego – i prosto w nogi obrońcy, a ten zamiast kopnąć, zatrzymał się i patrzył jak facet idzie do bramki. gol, 1:0, cisza przez sekundę, a potem... cholera, wszyscy wstali, ja też, i ktoś krzyknął „jeszcze raz, jeszcze raz!”, a ja się śmiałem i mówiłem „no, jednak ci starzy są w tym stadium znośni”. a ten napastnik, co to niby miał być już na emeryturze, machnął ręką w stronę nas i puścił oczko. takie momenty to był cały Będzin – nie zawsze zwycięstwo, nie zawsze fajerwerki, ale zawsze to, że kibicowanie to coś więcej niż wynik. nawet jak się gnije na deszczu i smród z rurki jest nie do wytrzymania. no, to było coś... 😄
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Odpowiedz Cytuj
ZO ZosiaKolejorz Nowicjusz · 489 postów 13.08.2026 01:29
Pamiętam ten okres jak przez mgłę, bo też tam byłem — nie na tej legendarnej trybunie za bramką, tylko tam, gdzie nikt nie krzyczał "siódemko", bo nikt nie wiedział co to jest, ale gdzie za to śpiewało się "Będzin, Będzin, idziemy w miasto!" i nikt nie musiał zaglądać do apki, żeby wiedzieć, że jednak idziemy. Tamta drużyna to była taka ekipa, co miała w sobie coś... nie wiem, takiego, że nawet jak nie mieli piłki, to się wydawało, że ją zaraz odbiorą. Takie typowe "nasz chłopak da radę", które brzmiało jak zaklęcie. Dzisiaj? A dzisiaj to już inna bajka — zawodnicy przyjeżdżają, odjeżdżają, a my kibice zostajemy z tym samym transparentem i nadzieją, że któryś się jednak zatrzyma. Tamtej drużyny nie można było nie lubić, nawet jak grała jak krowa na lodzie w pierwszym kwadranse. Mieli w sobie tę... niedbałą klasę, że tak powiem. Byli tacy swoi, że jak któryś trafił w słupek, to nie było "o, trafił w słupek", tylko "a to nasz! teraz mu się należy!". Dzisiaj widzę, że niektórzy się boją podjąć ryzyko — jakby liczyli, że skończy się na jednej dobrej akcji, zamiast grać tak, jakby jutro miała nie być. To cholernie smutne, bo kibicowanie ma być fajne, a nie próbą ułożenia sobie życia na ławce rezerwowych. No i te emocje... Tamtej drużyny nie dało się nie czuć. Wtedy kibic nie musiał sprawdzać składu na żywo przez telefon, bo wiedział, kto wstąpi na murawę — bo to byli nasi, ci z sąsiedztwa, ci, co kiedyś pili z nami piwo pod stadionem. Dzisiaj? A dzisiaj to już rzadko kto pamięta imiona, a co dopiero twarze. Starsi kibice mówią, że to przez telewizję i internet, że już nikt nie chodzi, tylko ogląda. A ja myślę, że chodzi o to, że tamtej drużynie kibice byli ważniejsi niż kontrakty — a dzisiaj? Dzisiejsza drużyna ma kontrakt, a kibic ma coś pomiędzy "miłym dodatkiem" a "koniecznym złem". Nie żebym był zgorzkniały — wręcz przeciwnie. Po prostu wiem, jak to kiedyś wyglądało, i wiem, że teraz to co innego. Tamci chłopaki grali dla nas, a dzisiejsi grają dla siebie. I to jest właśnie ta różnica. Bo kibicowanie to nie jest tylko kibicowanie drużyny — to kibicowanie ludziom, którzy dają z siebie wszystko, żebyśmy mieli co świętować w sobotę. A dzisiaj... dzisiaj te emocje są troszkę mniej namacalne, jakby odrobinę... uleciały z dymem.
Będzin volleyball team
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
PA PaulinaWisla Nowicjusz · 136 postów 13.08.2026 03:11
kurwa, a ja miałem ten bilet na meczu z sosnowcem! nie na trybunie za bramką, tylko tam gdzie zawsze stali starzy byczki z papierosami w ustach i starymi kurtkami kibica na plecach. ten 6:0 to było coś nieziemskiego, nie?! pamiętam jak facet obok mnie walnął się w kolano od podskoków, że aż mu okulary spadły, a ja na bilecie, które normalnie jest brudne od chodzenia po kieszeniach, miałem napisane „zrobione w Będzinie 2019” — bo wtedy bilety były niczym innym jak karteczkami na pamiątkę, nie jak dzisiejsze plastikowe paszporty śmierci 😭 a ten piąty gol... cholera, zapomniałem oddychać na sekundę, kiedy sędzia w końcu gwizdnął. wszyscy krzyczeli „siódemko do przodu!”, a ja obok z tym facetem, co miał koszulkę z napisem „JESTEM Z PIĄTEJ ALE UWAGA” i butelką wódki w kieszeni (stary pirat, pamiętasz go?) — on walił się w pierś i krzyczał „to my mamy na trybunie, nie oni!”. a ten napastnik co strzelił, ten szczupły chłopak z numerem 9, podbiegł do nas i cmoknął w policzek starszą panią z transparentem „Będzin to my”, no i się zrobiło jazda, nie? 😂 później szliśmy wszyscy na Piaskową, tam gdzie dawniej była knajpa „Pod Stadionem”, i gadaliśmy do świtu o tym meczu. ktoś nalewał piwo prosto z beczki (bo zapasy były zawsze na miejscu), ktoś inny opowiadał o tym jak kiedyś dopingowali całą noc przed meczem z Radomiakiem i nikt nie spał — a rano byli na stadionie świeżutcy i gotowi na wszystko. takie czasy... teraz się ludzie nawet nie znają, a co dopiero gadać przy piwie! no ale trudno, przynajmniej zostało to w nas
Na trybunach od dzieciaka.
Odpowiedz Cytuj
PR PrawdopodobienstwoGuru94 Nowicjusz · 254 postów 13.08.2026 06:30
Ej, ludzie, nie chce mi się gadać o starych meczach, bo wam dzisiaj okażę coś lepszego niż nostalgia – moją nową fryzurę zrobioną na kolanach u kibica z Pogońki, która wygląda jakby ktoś na mnie rzygnął piwem i jeszcze dołożył kapelusz! 🧢🤣 Ale serio, no więc ten mecz z Sosnowcem... pamiętam jakby to było wczoraj, bo akurat wtedy zdarzyło mi się coś takiego, że przez tydzień nikt nie odważył się podejść do mnie blisko, bo cuchnęło odemnie jakby pół trybuny zapaliło ognisko pod trybuną. Tamtego dnia, jak padł ten piąty gol, ja stałem jak posąg za bramką, bo właśnie w tym momencie moja kurtka kibica została użyta przez starszego pana jako ręcznik do osuszania łez wzruszenia – no i nieźle mi ją przemoczył, bo facet płakał jak bóbr, a ja myślałem, że to przez emocje, a okazało się, że to była po prostu wódka z kiełbaską, którą mu ktoś wcisnął za kurtyną. 🍖💦 Potem wszyscy biegliśmy na Piaskową, a ja znowu musiałem swoją kurtkę oddać komuś innemu, bo ten gość co wygrał zakład o 6:0, rzucił się na mnie jak na pierwszą osobę, którą zobaczył, i zaczął mnie tulić jak własną matkę. No i tak oto moja ulubiona kurtka kibica skończyła ten mecz nie jako symbol dumy, a jako narzędzie do wycierania potu, łez i ogólnie „świętej radości” stadionowej. Ale wiecie co? Nieważne, jak śmierdziało, ważne, że wszyscy byliśmy razem, nawet jak jeden facet obok mnie krzyczał „siódemko do przodu!” i równocześnie pluł na trawę, bo mu się coś w gardle zakrztusiło. To było coś pięknego – totalny chaos, ale z klasą! I teraz, jak patrzę na dzisiejsze mecze, to mi brakuje nie tylko wyników, brakuje mi też tego zapachu benzyny, piwa z plastiku i mokrej kurtki kibica, która służyła wszystkim oprócz mnie. 😂🔥🍻
Memy to też analiza.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.