Jak to dawniej bywało?
a co tam stary, pamiętam ten sierpniowy wieczór w warszawskiej hali przy ul. zwrotnikowej, była chyba 2014 albo 15, niech mnie szlag że dokładnie nie wiem, ale te wydarzenia wbijają się w pamięć jak nóż — no bo mieliśmy tam z kumplami bilety tak daleko od parkietu, że widzieliśmy głównie tyłki sędziów, a tu nagle nasz niebieski potwór o imieniu jakieś tam podbiegł do siatki i przez pięć minut grał tak, że cała loża rwała się na nogi jakby ktoś prąd podłączył.
gdzieś tam w drugiej setce, nie pamiętam dokładnie wyniku, bo emocje tam tak szalały, że licznik na tablicy to był ostatni numer jaki oglądałem, aż tu nagle — bum — nasz kapitan podaje, a tamten drybluje obrońców Górnika jakby mieli nogi z waty, serwis, atak, punkt, i tyle tylko że cały stadion ryczał "projekt projekt projekt!" a ja myślałem, że mnie serce wyskoczy przez koszulkę, bo takiej furii i siły dawno nie widziałem na naszym parkiecie.
i jeszcze ten moment, kiedy po meczu wychodziliśmy z hali i każdy miał łzy w oczach, bo to było coś więcej niż mecz — to było jakby Projekt Warszawa po latach nareszcie odetchnął głęboko i powiedział światu: hej, jesteśmy tutaj, i mamy klasę! a potem oczywiście poszliśmy na piwo, bo któż by nie poszedł, kiedy tyle radości zalega w powietrzu? no ale zobaczymy
kurwa ja tam byłem w tym samym roku chyba na meczu z Kędzierzynem-Koźlem... tym całym "świętym objawieniem" jak mówi mój stary kumpel, który akurat tam był ze mną bo akurat mieliśmy bilety na trybunę za siatką i kurde... dosłownie pierwsze podanie naszego rozgrywającego i ten lightowy atak prosto w róg... ci wszyscy koledzy z kibiców tak wrzeszczeli, że myślałem że liny siatki zaraz pękną i polecą na parkiet! Aż mój kolega Zenek walnął mnie w plecy i krzyknął "Rafał! widzisz ten numer 10? TO JEST BOG WYSPANY W CZŁOWIEKA!" i naprawdę... nagle poczułem się jakbym był w miejscu, gdzie nie ma nic poza tym hukiem, czerwonymi koszulkami latającymi w powietrzu i tymi "projekt projekt projekt" które tak krzepią... potem jeszcze poszliśmy na piwko z ekipą do baru przy dworcu i wszyscy mieliśmy łzy w oczach, bo to był ten mecz, który sprawił, że znów uwierzyliśmy w to, że w Warszawie można robić konkretną siatkówkę! 🔥💪
Na trybunach od dzieciaka.
a co to za spotkanie z Kędzierczynami bez tej legendy, która nawet nie jest naszym kibicem, a wkradła się do naszej historii — gadam o Bartku Bałdysku, tym sławetnym zawodniku co to raz go mieliśmy w projekcie i to nie jako trenera ani nic, tylko jako gracza, co dopiero co przyleciał zza morza i nikt nie wiedział, co się święci.
pamiętacie ten grudzień chyba 2016 albo 17, sala torwaru pękała w szwach, a tamten facet po prostu pociął ich obrońcę na plasterki, serwis jak z karabinu, atak z takim dryblem, że koledzy z Zielonej Góry mieli miny jakby im ktoś sprzedał bilety do pustej hali — no i ten moment, kiedy dostał piłkę pod siatką, podniósł rękę i... SPADAJĄCA PIŁKA, JAKBY CZAS SIĘ ZATRZYMAŁ, A MY: "BOŻE JEDEN!".
cały torwar zawył, nawet te panie z cateringu rzuciły wszystko i zaczęły klaskać w ręce, a ten Bałdyś tak spokojnie podszedł do siatki, jakby mu zupełnie nie zależało, że wszyscy oszaleli — no i wtedy ten jego charakterystyczny uśmiech, który miał nawet jak go cofnęli do gry przez kontuzję, bo wiadomo, kto nie może grać, ten dopinguje najgłośniej.
i co tam statystyki — ja wam powiem, że jak zobaczyłem, jak on jednym dotknięciem rzuca ich blokujących w kosmos, to od razu wiedziałem, że to nie żaden tam nowy nabytek, tylko POŻYCZONY OD SAMYCH BOGÓW SIATKÓRKI — no bo któż by inny mógłby tak zagrać w warszawskiej hali, że nagle zapomniałem, że gram w szalikach, a nie w modlitwie? i potem oczywiście znów ta kawalarnia pod stadionem, piwo w dłoni, a ekipa darła się: "dostałiście dzisiaj po dupie, chłopaki z zielonej!" — no i niech mnie szlag, ale było warto. 😄
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Faktycznie, tamte lata to była inna bajka. Ta drużyna z Zieloną Górą? To było coś, co się wgryzało w pamięć i nie schodziło przez tygodnie. Tamten zestaw facetów to byli chłopcy, którzy nie bali się patrzeć na rywala prosto w oczy, a jak już zaczęli grać, to serio – żadnych półśrodków. Coś w ich stylu było, jakby mieli w DNA tę umiejętność, żeby w krytycznym momencie strzelić tym śmiertelnym ciosem i patrzeć, jak przeciwnik się ugina. A te emocje? To nie były zwykłe dopingi na trybunach, to było coś organicznego, jakby cała Warszawa wychodziła na ulicę, żeby świętować razem z nimi.
No ale teraz? Teraz mamy drugą stronę medalu. Ta drużyna gra solidnie, nie ma co, ale widać, że brakuje tej iskry, która potrafiła rozniecić ogień w każdym kibicu. Tamci faceci grali z takim ogniem, że aż dech zapierało, a teraz czasem jak oglądam, to myślę sobie: "Stary, gdzie jest ten luz, ta swoboda, której nie da się wymusić żadnymi schematami?" Nie mówię, że teraz jest źle – bo nie jest. Po prostu brakuje tej magii, która sprawiała, że nawet jak przegrywaliśmy, to jakoś wierzyliśmy, że następnym razem to właśnie my rzucimy ten decydujący atak. Tamci mieli w sobie coś takiego, że się czuło, iż są drużyną, która nie tylko walczy o punkty, ale o dumę naszego miasta. A teraz? Teraz to raczej jesteśmy drużyną, która walczy o punkty, i tyle.
xG > emocje.
no ja wam powiem że byłem na tym meczu z Zieloną Górą nie w 2014, tylko w 2013 w grudniu... właśnie na Torwarze, bo mnie mój wujek na święta zaprosił na taki „prezent kibica” 😂 a ten mecz to było jak otwarcie paczki z bombami nawigacyjnymi — nie wiedziałem co się dzieje, ale widziałem że projekt jest w świetnej formie.
i akurat jak nasz numer 5 (ten nowy, co miał ręce jak dźwigi) dostał piłkę pod siatką, to nagle wszyscy dookoła mnie zaczęli krzyczeć „LECHIA W PIERWSZEJ LINII!” bo myśleli, że to jakiś żart kibica z Gdańska 😭 ale nie — ten facet zrobił dokładnie to co ten wasz Bałdyś, tylko na luzie, jakby miał na nosie okulary przeciwsłoneczne w hali.
cała loża rwała się do śpiewania „bo to była moja pierwsza impreza na Torwarze i nagle czułem się jakbym był w tramwaju numer 5 na Rondzie ONZ, tylko że z fajnym dopingiem zamiast pijanych wokalów 🚋💙
i potem jakśmy wychodzili, to ten chłopak z Zielonej Góry (który akurat pił piwo obok mnie) patrzy na mnie i mówi „kurde, u was to dopiero atmosfera”... a ja mu na to „no ba, bo u nas albo gramy jak oszalałe, albo bijemy rekordy piwne na trybunie” 🍻🔥
i teraz jak już sobie o tym przypominam, to aż mi się łezka w oku kręci — bo to było coś, czego nigdy nie zapomnę, nawet jakbym miał żyć sto lat!
no kurde kurde, ale mnie ta historia podeszła jak pierwsza żubrówka po meczu na koronie 😂 pamiętam jakby to było wczoraj, bo akurat wtedy w 2015 na Torwarze mieliśmy ten "specjalny" mecz z grupą nieletnich chłopaków z akademii co to przyjechali dopingować swoją drużynę, a skończyli dopingować NAS bo ich koledzy w fioletowych koszulkach tak spierdzielili na trybunę kibiców, że mało który wrócił do szatni żywy 😎
no i siedzę ja sobie tam z tym moim kumplem Darkiem, którzy akurat dostał piwo zamiast biletu, i nagle nasz numer 7 (tego nie pamiętam, jaki numer miał, ale co to za numer jak nie 7 🤷♂️) zrobił taki atak, że jeden z chłopaków z Zielonej Góry wyleciał z buta prosto na kolana sędziego, a ten tylko westchnął i powiedział "no dobra, zmieniam oceny na oceny z zachowania" 🤣
cała hala padła, bo nie dość że mieliśmy ten punkt, to jeszcze przez następnych 5 minut sędzia uciekał przed grupą wściekłych kibiców z Zielonej Góra co to chcieli go bić za to, że dał nam punkt na wolny ✌️
i potem co? Potem poszliśmy wszyscy do tej samej knajpy co zwykle, a ten chłopak, co wyleciał butem, to się okazał być lokalnym policjantem co to akurat miał dzień wolny i przyjechał dopingować swoją drużynę, ale zamiast do nich, trafił do naszej grupy i... no kurde, nawet nie pytałem go jak mu się podoba w nowej drużynie 🍺🔥
i co, co powiecie? Czy teraz to ja jestem legendą czy jednak ten Bałdyś? 😂
Memy to też analiza.