Jak to było, jak to jest – SPS Siedlce bijące serce na wiadukcie!
a właśnie, że nie mogę ominąć tego tematu! bo to nie jest zwykła historia, tylko coś co siedzi w kościach. pamiętam ten wieczór 1987 jak dzisiaj, tyle lat przecież, a wciąż czuje wibracje z trybun. szedłem na mecz pod tą wielką płachtą, co to właściwie była za budowla... no ale nie o płachtę chodzi, tylko o ludzi. kibice tak naprawdę podbiegali do bramy, było tłoczno jak w warszawskim metrze na mikołajki, a wszyscy w takim podskoku, że aż strach było podejść. wpadłem wtedy na starego jutę z centrali, co to pracował z prądem tak samo jak ja, i on krzyknął: "siedlce, weź popatrz, dziś się wyrywa albo do więzienia!" no i wiesz co? ty ryzykant doszedł do bramki i trafił tak, że cały stadion poszedł w nogi. nie wiem, jak oni to zrobili pod tą płachtą, co to chyba nie była nawet prawdziwa trybuna, a ludzie się cieszyli jakby wygrali mistrzostwo świata. i ten puchar, który poszybował w powietrze... nie wiem, czy ktoś go później widział na serio, bo kibice tak go gonili po boisku, że można było pomyśleć, że to święty gral. no ale zobaczymy, ile jeszcze takich chwil wstrzyma się w naszych głowach
no nie no kurde, znowu mi łezki w oczach! siema stary, ja wtedy byłem tam, pod tymi cholernymi trybunami, co to się uginały jak tańczyły kibole, właśnie tak samo jak opowiadałeś! stoisz, a tu wiatr wieje przez płachtę, co to bardziej przypominała worka na śmieci niż trybunę, a tu nagle – KURWA MAć – biją w dzwon! ludzie od razu zaczęli się podnosić, skakać, jeden drugiego popychać, że ledwo stałem na nogach! pamiętam, jak wbiłem się w tłum, bo mój kumpl Jacek – ten z warsztatu samochodowego – wrzeszczy: "PIERDOLNIĘCIU, TO UDARENIU!" no i zaraz potem ten strzał, co to aż echo się odbija od szarej płyty za boiskiem!
a ten puchar, kurwa... ja go sam zobaczyłem jak jakiś obłąkany kibic kopnął go w kierunku naszej ławy, a my tam łapaliśmy go jakby to było złoto z piratów karaibów! wszyscy wściekle się śmiali, wrzeszczeli, jeden drugiego przepychał, aż sędzia musiał wrzucić czerwoną kartkę do kieszeni, bo nikt nie chciał przestać! a ten stary Józek z twojej opowieści, ten od prądu, no to on wylazł na barierkę i śpiewał "Siedlce, Siedlce" takim głosem, że aż dreszcze mnie przeszły, nie gadałem nic tylko "O JEZUUU" i plułem przez zęby, bo nie miałem siły krzyczeć!
to nie był mecz, stary, to była ZMAGA! każdy kawałek tamtej chwili tkwi w moim sercu, bo tam się nie liczyło nic poza tym jednym, cholera jasna, BAJZEL z papieru, co to leciał po trybunach! 🔥💪🔴 a póki siedlce będą bić, my będziemy stać!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
a mój stary, ten z zakładu transportowego, co to potem przywoził mi pół butelki wina ze Siedlec, jak już miał rejsy z towarem—ten akurat nie był na trybunach, bo jeździł na wieczór, ale co niedzielę to się dowiadywał od kumpla, który miał radio na pasku w robocie, że "znowu nam dali" albo że "jeden gol brakowało, by dołożyć im w styropianie". no i pamiętam, jak któregoś razu wrócił do domu z workiem na śmieci wypchanym karteczkami i kawałkami gazet—wszystko, co zebrał po meczu, co mu ludzie wręczali przy wyjściu z bramy—i rozkładał to na stole w kuchni, a ja, bachor wtedy, myślałem, że to jakaś tajna mapa czy co. a on tylko machnął ręką i powiedział: "spójrz no, tutaj jest cała chata z kartonu, co to kibice ustawili pod trybuną, żeby było widać na wiadukcie, a tu zdjęcie, jak facet w koszuli z siatkarskim numerem 7 stał na barierce i śpiewał tak, że słońce się odbijało od jego łysej głowy". i ja wtedy myślałem, że to jakaś historia z bajki, bo on opowiadał z takim przejęciem, że aż cukier puder z sufitu mu się sypał na brodzie. a teraz, jak sobie o tym pomyślę, to czuję ten sam dreszcz co wtedy, gdy w telewizji pokazują stare kroniki i widać, jak wszyscy ci ludzie—stare baby, młodzi chłopcy, nawet dzieciaki co się wciskały między nogi dorosłym—wszyscy razem, jak jeden organizm, darli się na całe gardło. no ale zobaczymy, ile jeszcze takich chwil się nam uda zebrać, zanim nasze nogi nie będą chciały biegać po trybunach 😄
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A bo mi się przypomniało, jak moja stara pokazywała mi album z wycinkami, co to jej koleżanka, ta co pracowała w redakcji, to jej te gazety zrzucała – i tam były zdjęcia sprzed lat, jak moi dawni sąsiedzi podskakiwali na trybunie niczym gumowe piłeczki na sztorc. Tamta drużyna to był jeden wielki organizm, nie żadna maszyna do grania w siatkówkę, a raczej chłopaki co nie mieli nic do stracenia, tylko te swoje serce i papierową chorągiewkę, co to ją ktoś przykleił taśmą do słupa. Oni biegali po boisku jakby mieli za nogami diabła, a kibice – cholera jasna – wspinali się na wszystko co się dało, byle tylko ten puchar zrobić bliżej, nawet jeśli to była tylko atrapa z kartonu i styropianu.
Dzisiaj to już nie to samo, rozumiecie? Teraz to chłopaki biegają w takich butach co kosztują więcej niż mój pierwszy samochód, a kibole wiaduktu – no cóż, są, ale jak na ekranie telewizora: blisko, ale jednak daleko. Tamci tam, pod tamtą płachtą, mieli w sobie coś, co się nazywa prawdziwa walka – nie gra, nie widowisko, tylko walka o to, by choć raz poczuć, że jesteś częścią czegoś większego. Dzisiaj kibic ma do wyboru albo stać w jednym miejscu z kartką, albo wrzeszczeć przez megafon, ale rzadko kiedy czuje się tak, jakby dosłownie unosił drużynę na ramionach.
I co z tego, że teraz grają w wyższej lidze? Prawda jest taka, że tamta drużyna wygrała puchar sercami, a nie tabelą. Oni mieli w nogach beton, a w głosach żelazo – dzisiaj młodzi mają w nogach buty z pianki, a w głosach mikrofon. Nie mówię, że to źle, ale przy tym albumie mojej starej to aż się robi smutno, jak się widzi, jak wiele się straciło po drodze. Tyle że – no wiecie co – w Siedlcach to serce bije ciągle, tylko teraz bije w rytm czegoś innego, trochę bardziej... cyfrowo. 💔
Najpierw policz, potem się spieraj.
kurcze, no to ja muszę tu wrzucić swoje trzy grosze bo inaczej mnie ten pomruk kibiców z 87' nie puści do jutra! wam się wydaje, że ja byłem na trybunach? otóż nie – ja wtedy latałem po całej placówce z butelką piwa w ręku i krzyczałem na równo z tymi, co byli na wiadukcie, bo akurat akcja była taka, że trzeba było popędzić kawałek dalej, żeby zobaczyć, jak bramka wpada! pamiętam jakby to było wczoraj: stary mój, ten od warsztatu samochodowego, przyspieszył swoja syrenkę co to ledwo zipała, a myśmy się w niej tłoczyli jak śledzie w beczce, żeby zdążyć przed kolejnym atakiem. i co? i trafił akurat w momencie, gdy piłka poszybowała w powietrze – taki strzał, że aż szyby w okolicy bramy zadrżały! ludzie na trybunach zaczęli skakać, a my w samochodzie razem z nim, bo przecież kibic nie może stać w miejscu, prawda?
a ten puchar... cholera, ten puchar to nie był żaden złoty puchar z jakiejś tam ligi! to była blaszana miednica, co ją ktoś przyniósł z domu, obciął rączki i pomalował na czerwono, i nagle wszyscy się za nią rzucili jakby to była korona królów! ja sam widziałem, jak jeden facet wziął ją na barana i biegał po boisku jak szalony, a kibice gonili go z kartkami z gazet, które maczali w farbie i wymachiwali nimi jak proporcami. i wiesz co? ten facet to był nie kto inny jak ten sam Józek co o nim wspomniał JagielloniaWarszawa – ten od prądu! no to teraz sobie myślę, że tamten wieczór to nie był mecz, to była prawdziwa rewolucja kibicowska!
dzisiaj niby wszystko fajnie – transmitowane mecze, kibice na stadionie, ale ja wam mówię: brakuje tej dzikości! tamci chłopacy nie mieli luksusów, nie mieli ochraniaczy na łokcie, nie mieli butów na litosferze – mieli tylko swoją chęć, swoją nienawiść do porażki i tyle! i to właśnie wtedy wygrywa się serca, a nie punkty! dziś młodzi grają w takich strojach, że aż szkoda patrzeć, a kibice siedzą w jednym miejscu i klaskają w rytm. a w Siedlcach? tam wiadukt wciąż drży, ale pamiętajcie – nie od mikrofonów, tylko od tych, którzy pamiętają, jak to było naprawdę! 💪🔴
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, ależ wy mnie w te bajki wpakowaliście jakiegoś starego dziadka opowiadającego o tym, że kiedy był mały to zboże na polu było wyższe niż ja! 🤣 Pamiętam, jak mój stary woził mnie na trybuny na rowerze z koszykiem, co to ledwo trzymał, bo jeden pedał miał luźny – i co? I ja się wtedy bałem, że ten cały "wiwat na mistrzostwa świata" zniknie mi spod nóg jak ta flaga z rozlatanej szafy! No ale się nie posypało, bo kibicowskie serce w Siedlcach to nie żadne zwykłe serce – to taki silnik od traktorów Ursusa, co to nawet jak mu się coś luzem poluzuje to i tak na wyścigach trzyma do samego końca!
A ten puchar z blachy... cholera, myślałem, że to jakaś miska na gnojek, co to ją babcia zostawiła po praniu! Ale jak Józek ten „od prądu” wbiegł z tym szmelcem na boisko, to wszyscy rzucili się za nim jakby to była autentyczna Nagroda Nobla z kibicowania! Sędzia pewnie myślał, że mamy collective hallucination, bo na trybunie nikt nie widział, że to tylko wiadro bez dna pomalowane na czerwono, a my goniliśmy je wokoło jak psy za włóczęgą! A ten chłop jakby pływał w tym tłumie, bo musiał ważyć ze 120 kg – no ale wygrywa się nie wagą, tylko duchem!
I wiecie co? Dzisiaj na meczach się siedzi wygodnie, są bilety na miejsca, megafony grają hymny i nikt nikogo nie popycha – ale szczerze, to trochę jak oglądanie seksu przez szybę: wiesz, że coś się dzieje, ale nie czujesz tej chemii, co to się robi od pary na czole i głosów, co drżą z emocji! Tamci faceci nie mieli butów do 600 złotych, ale mieli coś, co nie da się kupić za żadne pieniądze: dumę, która ich niosła, a nie blokowała!
No dobra, dobra, już milkne bo zaraz mi się coś tam w oku zakręci... ale pamiętajcie, ludzie – Siedlce biją nie dlatego, że mają lepsze składy, tylko dlatego, że mają najlepszych kiboli, co to piją herbatę z bidonu „zapasowego” i śpiewają „Do nieba starczy miejsca” tak, jakby to była ich prywatna hymna narodowa! 🍻🔴🔥
Memy to też analiza.