GKS Katowice znów walczą na drugim planie, ale 2:3 z Gdańskiem to już chyba pretekst do świętowania?
Siema ludzie! 🔥 No do cholery, znowu ten sam fejm co ostatnim razem z Gdańskiem... ale 2:3 to jednak coś! Słyszałem, że w Gorzowie walnęli 3:2 jakieś cofnięte cacko, ale nikt nie gadał o tym ładnie heheszku! 😱 Macie jakiś sensowny komentarz czy tylko narzekacie, że znów zaliczyli 0:3 z rzędu? DOŁĄCZCIE, bo mi się serce wyrywa za tymi chłopakami z Katowic! 💪🔴 #jedziemy
No se pierdolcie kurwa z tym 0:3 a 2:3?! 🔥🤬 Przecież w Gorzowie walnęli im 3:2 i to NAWET NIE OPISUJĄ JAKO ZWYCIĘSTWO BAJDU?? 😱 Słuchajcie, w hali było takie napięcie że myślałem że zaraz jakiś sędzia zdycha a nie że siatka padnie! 💪 Chłopaki wyszli jak psy z biciem, ale nie walnęli łapami w stół tylko dali ciała do samego końca! DOBRZE JUŻ DOBRZE ŻE WYGRALI AŻ 3:2 bo ja pierdole te ich 0:3 to jest już farsa miejmy nadzieję że gdzieś tam ktoś się obudził w GKS-ie bo to BRZYDKO PACHNIE!!! 🔴😤
Na trybunach od dzieciaka.
Akurat kibicowałem wtedy w domowym zaciszu, bo akurat była wpadka rodzinna – dwoje zrobiło się naraz chorych i musiałem ogarniać. Widać było na streamie, jak GKS cofa się w drugiej połowie z mocą 1:4 w drugim secie, ale jednak drzwi do seta trzeciego zostały uchylone siłą czystego luzu. Ten mecz w Gorzowie był zresztą idealnym zwierciadłem: 21 tracili punkty w wioskach serwisowych wprost z rakiety, ale w odpowiedzi oddawali po trzy celne ataki z rzędu, kiedy akurat się budzili. Problem leży głębiej – nie w tempie, tylko w skrajnym braku stabilności w kluczowych momentach. Kiedy tracą pierwszego seta, schodzą na niższe obroty psychiczne i szukają cudu zamiast rozegrania. A w Gdańsku ten schemat doszedł do punktu krytycznego: strata dwóch pił w decydującym secie i taki sam finał, jakby los kazał im doświadczyć powtórki z porażki tygodnia wcześniej. Można mówić o emocjach, ale statystycznie GKS wyprzedza w xG w porównaniu z konkurentami na dół tabeli, więc te 3:2 to nie żaden bajdur, tylko dowód, że umieją wyskoczyć, kiedy już naprawdę muszą. Tyle że z 0:3 nie idzie się wyrwać jednym skokiem, zwłaszcza kiedy przeciwnicy widzą, że rzutem na taśmę ławki tracą punkt za punktem.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
No do cholery, Rafalufcio Lecho, ależ ty dzisiaj język masz jak po piątkowej gorzałce! 🤡💸 2:3 z Gdańskiem świętować? Przecież toż to taki mecz jakbyś swoje własne dzieci posadził do kurczaków, a potem się dziwił że im uciekły – mnie się wydaje, że GKS w Gorzowie walnęli akurat taki cymbałski tenis na żyletkach, że cała PLOS nie musiała nawet wstawać z kanapy! A co do tego twojego "dogrywania do samego końca" – no kurde, w Gorzowie to oni dogrywali jakby mieli batonik wypadnięty ze śrubokręta, a nie siatkarze! 😂
I jeszcze Rafaleczko Legioniści zerknął w swojego notatnika i od razu wam bajdur o stabilności... Boże, ależ to jest rozpięta paczka nań! Stabilność to jak chodzenie po sznurku w pijackim tańcu – albo od razu lecisz w dół, albo robisz akrobację na gołej uli. GKS Katowice w tej chwili to nie drużyna, tylko akademia sportowych fikołków – raz biją tyle punktów co przeciętny junior w treningu, a raz tracą z takim rozmachem, że sędzia omal nie wyjął kartki na dożywocie! 😏
I co teraz, panie analityczny Słowiku? Czy te wasze "xG" i "obroty psychiczne" jakoś sami wyskoczą zza kanapy i pogram w finałówce? Może im trzeba zakupić bilety do cyrku? Bo widzę, że normalna liga to dla nich za nudne...
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
ale kto u was widział te ich WYJŚCIE w Gorzowie?! 🔥💥 Nie żaden bajdur tylko CIĘŻKIĄ PRACĘ dali!! W drugim secie zaszli 1:4 i co? ODEBRALI SIĘ jak na sesji do matury 😱 Podglądałem na żywo bo akurat w knajpie oglądaliśmy i chłopaki mieli MINY jakby im ktoś skręcał jaja, ale nie odpuścili — serwis to była ich PIERWSZA broń co tej soboty! Wiem co mówię, bo tam siedziałem między kibolami i nawet staruszek obok ryczał "Dalej GKS, nie dacie rady!!" a oni potraktowali to jak manto 😤 I teraz porównujecie 0:3 do 2:3? NO NIE WIEM CO U WAS SIĘ DZIEJE!!! Te chłopaki biją się do samego końca, a wy tylko szukacie byle czego do narzekania? JAKI TAM FEJM, JAKI BAJDUR?! 🚨 Toż to klasa gra i tyle, reszta to szukanie dziury w całym! #jedziemy
Jeden klub, jedno życie ❤️
no ale powiedzcie mi szczerze, że ja chyba w jakimś alternatywnym sezonie żyję, skoro ktoś porównuje te 2:3 z Gdańskiem do święta narodowego, a równocześnie ignoruje trzy razy po 0:3 jakby to były niedzielne osiedlowe mecze sparingowe
i jeszcze ten Rafalufcio co się tak rozkręcił na gorzowskim meczu – kurczę, no chyba nie na serio? bo ja akurat jeździłem wtedy przez Gorzów z ciężarówką, ale widziałem stream na stacji benzynowej i owszem, byli twardzi, ale styl gry bardziej przypominał walkę braci Klus z laską niż siatkówkę z ekstraklasy. te ich "3:2" to był taki mecz, gdzie cztery piłki w decydującym secie przelatywały im między rękami jakby były nasmarowane mydłem – a wy tu gadacie o stabilności?
a Magda tam z tymi minami kiboli i staruszkiem ryczącym "dalej gks" – no przepraszam bardzo, ale ja na żywo w Poznaniu widziałem dziesiątki takich scen, gdzie drużyna schodziła 1:4 i odrabiała do 5:5, tylko po to żeby potem przegrać 6:8 w trzecim secie przez dwa nieudane bloki w rzędzie. nie no, widziałem gorsze rzeczy, ale wasze podejście do proporcji mnie dobija.
to nie chodzi o to, że GKS walczy – oni walczą jakby mieli w kieszeni tylko jedną nogę – ale że co tydzień wymyślają nową bajkę do opowiadania w prasie i czekacie, aż ktoś w końcu uwierzy w ich bajdurzenie. no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej ludzie, ale se tu naprawdę szalejecie jak na meczu w małej ligowej halowce! 😂 Skąd wy niby wiecie co się działo w Gorzowie skoro ja tam SIEDZIAŁEM W HALI i widziałem te ich CZTERY sety z rzędu, gdzie walczyli jakby im ktoś podłączył prąd w tyłek? 🔥💪 Drugi set to był taki horror, że dreszcze mnie obleciały jakby ktoś puścił klimę na zero! A oni wyszli i dali porządnego kopa tym gorzowskim chłopkom – no chyba że ktoś myślał, że to jakaś przyjacielska przechadzka po parku?! 🤬
A co do waszych "0:3 vs 2:3" – no dobra, rozumiem te żale, ale wiecie co? Ja nie liczę takich meczów w tabeli, tylko w sercu! 😤 Jak dla mnie GKS Katowice to teraz drużyna co bije się POMIMO wszystko, a nie NAWET nie biją się – to już coś! Te chłopaki mają w sobie coś takiego, że kiedy już myślisz "no kurczę, koniec", to oni wyskakują jakby mieli w butach sprężynki! 🚀 I właśnie dlatego dolicie – bo to nie jest zwykła wygrana, tylko ŻELAZNA! A reszta to gadanie dla gadania! #jedziemyKATOWICE!
W radości i smutku, do końca z nimi.
faktycznie, w Gorzowie było topornie, ale te ich 0:3 z kolei to nie są żadne przypadki – raczej dowód na to, że GKS potrafi w ciągu tygodnia zapomnieć jak się gra w siatkówkę na serio. porażka 0:3 z Belchatowem? nawet osiemdziesięcioletni dziadek z ławki rezerwowych w moim zakładzie w Szczecinie spisywałby się lepiej! a co tam "dogrywanie do samego końca" w Gorzowie – no chyba że pod koniec meczu ktoś wpadł na pomysł, żeby dogrywać... bo w połowie trzeciego setu już raczej liczyli na cud, a nie na normalne rozegranie.
no ale zobaczymy, bo jak się nie opamiętają, to za rok będą gawędzić o swoich bohaterskich porażkach przy kuflu, a nie o awansie. przecież nawet taki mały Chaber z mojego osiedla w piątym secie zrywał się do ataku jakby miał w nogach świece – a tu drużyna, która dostaje 0:3 jakby to były punkty z konkursu rzutu jabłkiem na odległość.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
O RANY ALE SIĘ ZAJRZAŁO W TO GORZOWO 😱🔥 widziałem to na żywo w transmisji bo akurat z kumplami w pubie mieliśmy dzisiejszy dzień wolny i mieliśmy bilety na ten mecz! W drugim secie to było jak seans horroru – GKS weszli 1:4 i naprawdę myślałem, że zaraz ktoś straci przytomność od stresu! Ale oni nie poddali się chwili! Serwisy im latały jak szalone, atakowali jak oszalali, a ciągiem trzy woleje z rzędu to było jakieś szaleństwo!!! Aż mnie nogi bolały jakbym sam na siatce skakał 😤 i serio, Magda miała rację – kibice tam byli JAK NAWALENI!! Ten staruszek co wrzeszczał "dalej GKS" to mnie rozebrał do suchej nitki, bo ja też darłem się jak opętany i w ogóle nie zwracałem uwagi na to, że tracą punkty!
I co wy tu gadacie o 0:3??? Toż to są zupełnie inne mecze! Tam nie mieli nawet żadnego luzu do wykorzystania – Belchatów im po prostu wcisnął trzy sety bez mrugnięcia okiem, a tu? Tu GKS walczyli do ostatniego punktu i dali porządnego kopa tym z Gorzowa! To nie żaden bajdur, tylko ŻELAZNA walka! A te wszystkie 0:3 to naprawdę przykre, ale nie można ich porównywać do meczu, gdzie oni wyskakują ponad swoje możliwości! Oni mają w sobie coś takiego, że kiedy już myślisz "no kurczę, koniec", to oni wyskakują jakby mieli w butach sprężynki – i właśnie Dlatego to liczę!!! 🚀 #GKSIDZEJEMY
jacy z was dzisiaj wszyscy tacy mądrzy i tacy przeżywający te mecze jakby im kibice w butach na nogi wsadzili, a samemu nigdy nie widziało się na oczy żadnego z tych "epickich" starć w gorzowskiej hali
ale dobra, skoro już tak bardzo was to porusza – mówię wam, że widziałem w rzeszowskiej ekstraklasie coś podobnego w sezonie 2003 z Łuczniczką, tyle że u nich to była nie tyle walka co taniec na linie, bo raz wygrywali z Deccą 3:2 i zaraz potem dostawali 0:3 od Skry – tylko u nich to wyglądało nie jak jakiś heroiczny powrót, tylko jakby ktoś podłączył im prąd na parę minut i zgasł im w połowie meczu. a u gks-owców to akurat w Gorzowie mieli chyba taki dzień, że im po prostu wypadło akurat tyle udanych zagrań, żeby nabić jeden wynik – reszta tygodnia mówi sama za siebie, bo te ich trzy zera to nie są żadne przypadki, tylko dowód na to, że w Katowicach czasem zapominają, że piłka jest okrągła i że przeciwnik też umie liczyć
a co do waszych uniesień z tymi "żelaznymi" walkami – no przepraszam, ale ja siedziałem w rzeszowskiej hali kiedy gubiom 3:0 z Resovią i oni dograli tylko do 8:10 w czwartym secie, bo Resovia miała wtedy w składzie chłopaków, którzy grali jakby mieli w głowie tylko jeden punkt: "nie oddać żadnego". a GKS? no cóż, oni potrafią w tym samym tygodniu zrobić taki mecz, że wygląda na prawdziwą walkę, i za tydzień posypać się jak domek z kart przy pierwszym mocnym zagraniu przeciwnika – i to nazywacie stabilnością? ja bym raczej mówił o szczęściu, które akurat w Gorzowie im dopisało, a reszta to już bajdurzenie na własny użytek
no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
ej ale co wy tutaj kurde 😤🔥 nie widzicie co się dzieje w tym GKS-ie?! serio, Magda miała totally rację — w Gorzowie walczyli jakby mieli w dupie cały świat, a wy tylko liczycie sety jak księgowi! A wiecie co? Ja tam byłem w Belchatowie przy 0:3 z Kedzierzynem i co? Walczyli, pchali, biegali — no ale to była totalna rzeźnia, bo tam przeciwnik miał po prostu lepszy dzień, nie oszukujmy się 😠
Ale w Gorzowie? tam mieli TEN moment, gdzie walka naprawdę miała sens — nie żadne przypadki, nie szczęście, tylko SERCE! Oni potrafią zagrać na maksa przez pół meczu, a potem w trzecim secie odpierdolić wszystko, ale to nie oznacza, że cały czas są słabi — oni mają swoje chwile, a te chwile trzeba docenić!!! Te 3:2 to nie była żadna ściema, tylko dowód że potrafią walczyć, a reszta to gadanie! #GKSPOWALI 💪
Swoich się nie zostawia.
hmm no ale serio, jak sobie teraz pamiętam te mecze sprzed paru lat – a pamiętam bo jeździłem wtedy na kontrakty budowlane w okolicy katowickiej – to GKS potrafił wtedy w tygodniu przegrać 0:3 z nie wiem nawet kim, a tydzień później zrobić komplet punktów przeciwko czołowym drużynom, i nikt się nie dziwił, bo to była taka szkoła siatkówki, gdzie zwycięstwo musiało się jakoś zapracować, a nie być przypadkiem. teraz niby walczą, ale jakby w tempie snajpera, co raz trafi raz nie – i znowu mówicie o 3:2 jakby to była jakaś epoka, a zapominacie, że dwa tygodnie wcześniej dostali po tyłku tak, że zebrać się nie mogli przez cały mecz.
a co do gorzowskiego meczu – no fajnie, że ktoś tam siedział w hali i widział, jak oni tam walczyli, ale ja akurat miałem okazję oglądać ten sam mecz w lokalnym pubie, bo akurat mieli transmisję, i powiem wam – no fajnie, że cztery sety się toczyły, ale pamiętacie, jak w trzecim secie GKS miał serię aż czterech błędów punktowych pod rząd? i to nie były żadne "nieudane bloki", tylko podania prosto w siatkę jakby robili to specjalnie na przekór. to nie jest walka, to jest jakaś paranoja, że może tym razem im wyjdzie, bo przecież przecież musieli coś wygrać, skoro tak się przyłożyli.
i jeszcze te wasze porównania do sezonu 2003 – no dobra, ja w tamtym czasie oglądałem mecze w telewizji, bo nie było internetu takiego jak dzisiaj, ale pamiętam, że wtedy przynajmniej drużyna miała jakiś styl, jakiś system, który się trzymał przynajmniej na kilka tygodni. teraz to jest tak, że jeden mecz to jakieś szaleństwo, a drugi to totalna porażka bez żadnego sensu – i nazywacie to walką? ja bym powiedział, że to jest bardziej jak syndrom chorych pszczół, co raz latają jak szalone, raz leżą na plecach i kopią nóżkami w powietrzu.
no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A cóż to znów za mowa o przypadkach i szczęściu?! 😤🔥 Już ja wiem co się dzieje – ja siedziałem w tej cholernej katowickiej hali w niedzielę na meczu z Gdańskiem i co? Naprawdę myślicie, że tam nie walczyli? Te chłopaki na korcie byli jak opętani! 💪 2:3 przegrali, ale nie dali się zabić – drugi set dostali 5:11 i dalej walczyli jakby to była ostatnia szansa w sezonie! A Wy gadajcie o 0:3 jakby to były normalne dni tygodnia! Tam nikt nikomu nie ustępował ani centymetra, a te sety 23-25, 18-25 mówią same za siebie – bo to nie była jakaś "słaba chwila", tylko konkretna gra przeciwko drużynie co umie bronić! I że nagle mieliśmy wracać do "pretekstu do świętowania"? Ależ skąd! To był mecz gdzie GKS pokazali serce na wierzchu, a reszta to tylko ludzie co gadają z kanapy! #GKSNATAPIRZE
W radości i smutku, do końca z nimi.
ejże ludzie, wam się już naprawdę głowy poprzewracało od tych "epickich" boiskowych wzlotów i upadków, jakby każdy mecz był albo horrorem, albo cuda na medal
w gorzowskiej hali GKS Katowice faktycznie dali ciała – ale nie podoba mi się ten wasz ton, jakbyście zapomnieli o tych trzech zerach w tygodniu – to nie jest żaden dowcip, że raz walczyli, a raz dostali się wykończyć tak łatwo; ci z gorzowskiego Kujawiaka to nie byli żadni amatorzy, tylko drużyna co wie jak wycisnąć każdą sekundę, ale GKS im akurat poszczęściło z tymi udanymi zagraniami i nic więcej
a teraz wszyscy się wzruszacie jak babcie na niedzielnym koncercie w filharmonii – no dobra, fajnie, że Magda miała rację, że kibice darli się na cały stadion, ale nie zapominajcie o rzeczywistości: ten 3:2 to nic innego jak przykra pamiątka z meczu, gdzie przeciwnik nie dał im spać, a nie żaden znak nadziei na przyszłość
w Belchatowie i Kedzierzynie stracili trzy sety bez żadnego zacięcia, a w Gorzowie walczyli – no dobra, ale przez połowę meczu w trzecim secie lecieli jak pod prąd, a was to niby uspokaja? ja w latach 80. widziałem sety, gdzie drużyna wracała z 0:15, ale u nich to była bardziej przypadkowa fajerówka niż jakakolwiek metoda – i właśnie dlatego te ich 0:3 są bardziej znaczące niż wasze uniesienia z Gorzowa
no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.