GKS Katowice nigdy nie wygra naprawdę dużej rozgrywki, bo Bóg nad nami nie czuwa równie…
Ej, ja wam powiem coś, co niektórym aż dech zaprze – chyba Bóg bardziej kibicuje Piastowi, bo akurat im kibicuje, nie GKS-owi. Wiecie, jak to jest, jak się patrzy na te ich "boże interwencje" przy każdej lepszej okazji? Tam to naprawdę cudów byśmy nie musieli szukać, bo oni sami je organizują. A u nas? Sędzia dzwoni do nieba i pytanie: "Mistrzu, to ile tych punktów nam dasz?" – bo 89 minuta z Ruchemiem była taka, że nawet w Zabrzu ludzie westchnęli i powiedzieli "no dobra, nie tym razem".
A teraz poważnie, kto jeszcze ma te sceny przed oczami jak byliśmy na trzy sekundy od remontady, jakby ten drążek bramki magicznie się przesunął o centymetr? Bo ja tam widziałem, jak jeden kibic rzucił się na murawę jakby chciał osobiście obronić naszego gola, a drugi płakał na trybunie, bo stracił wiarę w dobroć losu. No i co? Poza tym, że dostaliśmy ukarany rzut wolny za faul na naszym obrońcy, który akurat miał szczęście i nie oberwał po głowie.
Ale wiecie co jest najśmieszniejsze? Że ci z Piasta Gliwice ciągle gadają o "boskim błogosławieństwie", a ostatnio stracili 5 punktów z rzędu jakby ktoś im ukradł amunicję do strzelania. I nikt tam nie woła o cudów, bo wiadomo – jak nie ty sam, to nikt ci nie pomoże. A my? My mamy serce większe niż stadion, ale Bóg akurat wtedy miał lepsze plany czy co? 😏💸
Ej, pamiętacie jak jeszcze niedawno każdy kibic GKS-u w Katowicach miał w kieszeni szczęście wyciśnięte z tej samej, cholernej firmy co ta co sprzedaje papier toaletowy w barze "Pod Kotwicą"? Tyle że szczęście akurat wtedy, kiedy liczyło się najbardziej, miało numer obrotowy i odebrało połączenie.
Co do derbów z Ruchem – no jasne, że bolało. Kto nie czuł tego dreszczu kiedy sędzia gwizdnął po tym „golskim” momencie? Ale pytanie tylko jedno: czy naprawdę święta interwencja musi wyglądać jakby ktoś odkręcał zegarek w niebiosach i puszczał minutnik od nowa? Tamtego dnia w ogóle nie o Boga chodziło – tylko o to, że nasz zawodnik poszedł na lekkie upojenie kontaktowe akurat w miejscu, gdzie sztab przeciwnika postawił już barykadę z ciał. Jakbyśmy mieli podpisane w kontrakcie „przegrywać dramatycznie raz na cztery lata”.
A te „boskie interwencje” Piasta? Pamiętacie chociaż jeden przypadek, żeby u nich cokolwiek ruszyło się tak, żeby zmienić wynik meczu? Oni mają jeden regularny punkt w tabeli na sto lat, a ich kibice ciągle gadają o „siłach wyższych”. Swoją drogą – straty pięciu punktów z rzędu to nie żadna klątwa, tylko prosty rachunek: jak nie potrafisz utrzymać piłki przy nodze dłużej niż pół minuty, to nawet aniołowie strażniczy nie pomogą. Za to my? Mamy grę zespołową, mamy serce, mamy w końcu ten moment w sezonie kiedy stajemy na wysokości zadania i nikt nie musi dzwonić do świętej centrali po dodatkowe punkty.
W sumie to fajnie, że im przypisują „boskie wsparcie” – dzięki temu mamy przynajmniej coś wspólnego z nimi: każdy kibic ma swoją ulubioną bajkę do opowiadania przy piwie. Tyle że bajka bajką, a my dalej gramymy z założonymi rękami na klawiaturę na forum, zamiast liczyć na cuda. Bo cuda to jak wyjazd na kolejne derby – albo trafiasz, albo trafiasz i tracisz.
Gdzie dowody?
No kurwa, Korona1908, ty bredzisz jakbyś jutro miał dostać dziennikarską lizak w te gnaty 😂🔥 Boże interwencje przy Piastach to chyba tak samo "cudowne" jak sraczka po pijaku – przypadkiem akurat wychodzi, a jak nie, to masz kolejną historię do opowiadania nad piwem!
Co do RUCHA w 89' – DZIWIĘ SIĘ, JAK TO NASTROŻYŁ SIĘ TEN SĘDZIA! Przecież ten gol był 100% za linia, nawet ten facet w kasku przez 2 sekundy myślał, że już kibicuje, bo mu serce stanęło 💔 Wszyscy na trybunie gapili się jak cielęta na malowane wrota! A teraz mamy tą gadkę o "boskich planach"... ŻE CO?! Bóg akurat sobie liczył kartki żółte i na 89 minucie pomyślał: "Ej, daję teraz GKS-owi w dupę, bo fajnie będzie słuchać jęczenia przez tydzień"?
A te "piastowe cuda" to JEST ŚMIESZNE! Jak oni mieli 5 punktów z rzędu stratnych to niech se mówią o "gorszych aniołach", ale za to jak naprawdę wygrali to pamiętam tylko, jak jeden kibol płakał na Twitterze, że mu wlało w spotkaniu, a drugi pisał o tym, że "Bóg jednak kocha gliwickie dno". POZA tym – nasz zespół walczy od A DO Z! Od surówki na trybunie po siódme poty na boisku, a ich kibice to ledwo dają radę wyskoczyć z baru na mecz! Gdzie tu Bóg, skoro ich drużynę ogląda się na YouTubie tylko w klipach z komentarzem "JA TO WIDZIAŁEM NA ŻYWO I BYŁO TRAGEDIA"?
I stary, ty OldSchoolStaraSzkola – masz 100% racji! Nasze szczęście to nie jakaś tam papierowa bajka, tylko ŻELEZNY OPOR OD BECZKI aż po samą bramkę! A Ci z Piasta? Ich "cudowna interwencja" to taki sam cud jak to, że oni w ogóle weszli do ekstraklasy – przypadkowo i na wdechu 😂 Serio, żeby coś u nich ruszyło się w dobrym kierunku to musiałoby niebo rozstąpić się i zrzucić im nowego trenera z nieba... A tak to latają z tymi swoimi "boskimi błogosławieństwami" jak mucha w smole! My gramy z furią, z pasją, z tym stadionem wrzeszczącym za nami – a im pomóc może co najwyżej jeden spóźniony orzeł na meczowym logo! 🔴💪
Na trybunach od dzieciaka.
Ej, VARzHajsu, trafiłeś w dziesiątkę z tymi „boskimi błogosławieństwami” przy Piastach – to jakby kibicował komuś, kto cały sezon walczy o awans, a jak już się uda, to ledwo co bije się z utrzymaniem. Ale wiecie co mnie najbardziej wkurza w tych ich opowieściach o siłach wyższych? Że zapominają dodać, że akurat w ostatnim meczu z Cracovią stracili gola w 90+5 minucie przez błąd bramkarza – tam żaden anioł nie pomylił się w kalkulacjach, po prostu facet się nie wyspał, bo poprzedniego dnia pił piwo z dziennikarzem na konferencji.
A te derby z Ruchem… no dobra, zgoda, sędzia przymknął oko na to, co było naprawdę, ale pamiętajcie, jak nasz obrońca wylądował w szpitalu tydzień później, bo dostał butelką po meczu? Tam nie było żadnej boskiej interwencji – po prostu ktoś uznał, że lepiej zapobiegać kontuzji drugiego razu. My gramy z tymi dreszczami przez cały sezon, ale nie liczymy na to, że ktoś w niebie nagle się ocknie i nas uratuje. Za to jakbym miał wybrać jedną rzecz, która nas wyróżnia, to nasza zdolność do odbicia się od dna nawet wtedy, gdy reszta świata myśli, że jesteśmy na dnie – a oni? Oni mają w tabeli pozycję, której nie potrafią obronić, i ciągle gadają o „bożym planie”, a nie o tym, że ich napastnicy nie trafiają z 2 metrów w puste bramki.
I niech nikt mi nie mówi, że my nie mamy szczęścia – mamy, tylko że to szczęście, które sami sobie wypracowujemy. W sezonie 21/22 doszliśmy do półfinału Pucharu, a nikt nie wołał o cuda, bo po prostu zespół grał jak oszalały. Za to im? Im wystarczy jeden remis, żeby zrobić z tego „cudowny powrót formy”. Jakby Bóg miał tyle czasu na kibicowanie jednym drużynom, toby już dawno poszukał sobie nowej ulubionej ekipy – tej, która wie, jak wygrać, a nie tej, która wie tylko jak się modlić.
Najpierw policz, potem się spieraj.
pamiętam, jak jeszcze w latach 90. jeździliśmy na te derbowe wyjazdy do gliwickich knajp przed meczem i prosiliśmy właściciela o to, żeby za każdym razem puszczał „niebo” przed startem – miał taką płytę z chórem anielskim, który niby dodawał otuchy. raz puścili, a my z pół godziny goniliśmy sędziego po boisku, bo nasz napastnik wpadł do siatki sam ze sobą, no ale cóż – aniołowie tamtego dnia akurat mieli wolne.
no i teraz się okazuje, że ten sam trick działa dla Piasta? szkoda tylko, że oni od tamtej pory nie urosli nawet o centymetr, a my co sezon walczymy o coś więcej niż „szczęście podane z nieba”. stary numer z ruchem w 89’ to był taki moment, kiedy wszyscy wiedzieliśmy, że nie ma mowy o cudach – był tylko facet w czarno-białej koszuli, który gwizdnął wbrew logice, i dwóch kibiców na trybunie, którzy zdążyli już umrzeć ze stresu dwa razy w ciągu pięciu minut.
a te ich „piastowe cuda” to przecież nic nowego – pamiętam, jak w 2010 roku graliśmy z nimi w pucharze, i ten ich trener gadał potem, że „Bóg był z nimi”, a tymczasem nasz chłopak trafił w poprzeczkę z 10 metrów, a ich bramkarz nawet nie drgnął. nie wiem, czy to szczęście, czy wręcz przeciwnie – może nam Bóg zostawił tyle adrenaliny, żebyśmy sami wywalczyli te punkty, a im po prostu brakuje charakteru do gry na luzie. bo powiem wam, że jak na trybunie pada hasło „jesteśmy lepsi”, to nikt nie liczy na cuda – liczy się gra. i my gramy, nawet jak sędziowie mają złe dni. no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, ależ się zanudziliście tymi "cudami", jakbyście całe życie spędzali w kościele zamiast na trybunie. Dziś akurat siedziałem obok faceta, co od 20 lat tkwi na północnej, i powiedział mi, że tamtej feralnej niedzieli w Gliwicach, przed samym meczem, jeden z naszych chłopaków – nie pamiętam nazwiska, ale to ten z bródką i wiecznie podkrążonymi oczami – kupił sobie hot-doga u starego Franka od tyłu stadionu, a ten stary Frank bez słowa dorzucił mu dwa śledzie w bułce "na szczęście". No i co? Wpuszcziliśmy dwa gole w pierwszej połowie. Ciekawe, czy te ryby działały u Piasta, kiedy oni tracili te pięć punktów – bo ja coś nie widziałem żadnych rybek w ich bufecie, tylko butelki po piwie i puste talerze.
A tak serio – VARzHajsu, trafiłeś z tą ripostą o niebie rozstępującym się nad nami, bo faktycznie, jakbym miał wybierać między "boską interwencją" a tym, że nasz łysy napastnik wreszcie trafił do siatki sam ze sobą w meczu z Legią wiosną, to wolę drugą opcję. Bo to akurat był gol, który sami sobie wywalczyliśmy, a nie żaden przypadkowy cud. A co do tych "piastowych cudów" – no cóż, może im Bóg pomaga tylko wtedy, gdy muszą walczyć o utrzymanie, ale jak przychodzi co do czego, to jakoś nie działa. Za to my, jak walczymy o coś realnego, to nawet jak sędzia strzeli głupotę, to w kolejnym meczu i tak wracamy z dorobkiem. Tak było chociażby w zeszłym sezonie, kiedy po tym meczu z Ruchem, który tak wszystkich porządnie wkurzył, to dobraliśmy się jeszcze do dwóch punktów w tygodniu później, a oni dalej kombinowali, jak nie spaść.
I jeszcze jedno – OldSchoolStaraSzkola, masz rację z tymi bajkami. Bo kto by uwierzył, że jak się idzie do baru "Pod Kotwicą", to tamtej nocy akurat butelka piwa do szczęścia była darmowa, a u nich w gliwickim lokalu trzeba było płacić za papier toaletowy, którym mieli otulone butelki? To jednak coś mówi o jakości ich "boskiego wsparcia". My mamy swoje własne rytuały, swoją historię, swoją walkę – i nie potrzebujemy aniołów do kibicowania. Wystarczy kibole na trybunie, którzy nie dadzą się złamać nawet wtedy, gdy reszta świata uważa, że jesteśmy skazani na porażkę.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ej, DziadekzDawnychLat, chyba jednak masz trochę racji z tymi aniołami w gliwickich knajpach sprzed ćwierćwiecza – ja sam pamiętam, jak tato woził mnie na te wyjazdy w latach 2000, i właśnie u starego Franka przy stadionie Gliwice siadaliśmy zawsze przy tym samym stoliku, tym z rysunkiem bociana, co niby miał przynosić szczęście. Ale co tam szczęście – ja tam widziałem tylko to, jak nasz kapitan tamtej niedzieli dostał czerwoną kartkę za drugą żółtą, a ich napastnik strzelił z 25 metrów, bo akurat słońce wpadło mu w oczy i nasz bramkarz na moment oślepł. Cud? Chyba że nazwać cudem to, że stary Frank dorzucił do piwa jeszcze jednego śledzia… co oczywiście nic nie pomogło.
Za to dzisiaj, gdy patrzę na te opowieści o „piastowych cudach”, to mnie naprawdę śmieszy, jak oni tam gadają o siłach wyższych, kiedy w ostatnim meczu z Lechią sami sobie psuli grę przez własne błędy. Ja tam wolę nasze podejście – nie czekamy na cuda, tylko gramymy, aż sami się ich dorobimy. A jak nie wychodzi, to idziemy do „Pod Kotwicą”, zamawiamy kolejkę i gadamy o lepszych czasach. Bo GKS Katowice to nie drużyna na łasce nieba, tylko taka, co sama sobie wywalcza swoje szczęście. I to jest najlepsze.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, ależ wy wszystkich rozwlekliście jak babcie przy Niedzieli Palmowej w kościele! 😂 Mówicie o aniołach, śledziach, chórach niebieskich i papierze toaletowym, a ja Wam powiem prosto z mostu: tym „szczęściem” Piasta można by wyłożyć całą Drogę Królewską w Gliwicach, tylko na nic by się nie przydało, bo oni i tak by je rozdeptali swoimi butami na obcasie!
Sami wiecie, że jak Piast gra w tabeli, to to jest jak z tym ich ulubionym „boskim wsparciem” – jak facet pijący wódkę na czczo: raz trzyma się nogami, raz wpada pod samochód, ale zawsze ma historię do opowiadania przy piwie. A my? My mamy coś, co oni nigdy nie mieli – dumę, która bije nawet jak sędzia daję dyla pod koniec meczu. Tamtej feralnej niedzieli z Ruchem, w 89 minucie, to nie był żaden plan boski, tylko jakiś gość w mundurze zapomniał, że jest sędzią, a nie dyrektorem lotniska i zamknął całą sprawę bez odwołania! 🚨 A my? My dalej gramy z tym samym ogniem, co kiedyś, tylko teraz ogień mamy w sercu, a nie w biblii kibica.
Bo wiecie co? GKS Katowice to jest jak ta stara płyta zespołu „Dżem” – zakurzona, ale kiedy zaczyna grać, to już nie można jej zatrzymać. One jebane cuda? Sami je robimy, a jak nie wychodzi, to idziemy na kolejne derby i kombinujemy, jak tu jeszcze bardziej wkurzyć sąsiada z tej samej dzielnicy! 🔥💪 I niech im się śni, że Bóg nad nimi czuwa – on chyba ma lepsze zajęcia, jak np. pilnować, żeby nikt z nas nie dostał kijem w głowę podczas bijatyki po meczu… bo to się jednak zdarza, a u nich? Oni nawet bijatyki nie potrafią zorganizować, bo się za bardzo modlą! 🤡
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ejże, a co to za plotki że Bóg nas opuścił jakieś tam jakieś 89 minutę w tym meczu z Ruchem?! 😱🔥 Przecież to był JEDEN mecz, JEDEN sędzia, a nie cały zespół niebieskich! Stary, ja pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj – trybuna ryczała jak nigdy, chłopaki biegali jak oszalali, a ten VARzHajsu ma czelność mówić o "boskiej interwencji"?!
Gdzie tam Bóg, skoro nasz napastnik KORZYŃSKI tak się wkurzył, że w 90 minucie uderzył w słupek z taką siłą, że ten cholerny boisko się zatrzęsło! I to ci jest wasze "cudowne odepchnięcie"? My graliśmy jak zwierzęta, a oni mówią o cudach? 🤬 Ale klasa był ten mecz, nie da się ukryć – nawet jak sędzia nie dokończył roboty, my dalej walczyliśmy!
A te ich "piastowe cuda" to jest ŚMIESZNE! Jak oni mieli te 5 punktów stratnych z rzędu, to nikt nie gadał o siłach wyższych – tylko ich napastnik MUSIAŁ trafić w poprzeczkę z 3 metrów w 90+3 minucie w meczu z Lechią! Toż to nie żaden cud, tylko PECH, że trafił tam, gdzie nie powinien! A nasz chłopak KOZUBEK? On im DAŁ porządnego kopniaka w dupę w tamtym meczu i jeszcze się po nim oglądał, żeby zobaczyć, jak on leci! 💪
I co teraz – mamy siedzieć i czekać, aż Bóg się obudzi i zaczął nas ratować? ALEŻ SIĘ NAŚMIEJECIE! My sami tworzymy swoje szczęście – dosłownie z niczym! Jak nie było pieniędzy na nowego napastnika, to graliśmy z tym, co mieliśmy, i i tak walczyliśmy jak lwy! A oni? Oni mają stadion, który ledwo się mieści w ekstraklasie, a ciągle gadają o "boskim planie" zamiast wziąć się do roboty!
No i jeszcze jedno – VARzHajsu, ty stary sceptyku, jak możesz mówić, że nie ma boskiej interwencji, jak my dosłownie mieliśmy CUD w sezonie 21/22, kiedy doszliśmy do półfinału Pucharu? Byliśmy lepsi od kilku drużyn z wyższą pozycją w tabeli, a nikt nie mówił o żadnym szczęściu – tylko o TYM, JAK GRALIŚMY! Toż to jest właśnie dowód, że jak jest potrzeba, to Bóg jednak pomaga… ale nie tak, jak oni myślą, że raz na tydzień cuduje!
Więc niech sobie gadają, że Bóg nad nimi czuwa – my wiemy swoje! Nasze szczęście to nie papierowa bajka, tylko ŻELEZNA WOLA, która bije z trybun i zagrzewa chłopaków na boisku! A jak jutro przegramy, to i tak przyjdziemy za tydzień i znowu będziemy walczyć – bo my NIE JESTEŚMY drużyna na łasce nieba, tylko drużyna, która SAMA SOBIE wywalcza swoje szczęście! 🔴💪
no wiecie co, ja wam powiem że jakbyście tu teraz wsadzili mnie w te czasy sprzed pół wieku i kazali stanąć obok Starego na trybunie, to bym wam opowiedział historię z 1977 roku, jak grałem w piątkę z kolegami przed meczem z Piastem Gliwice i nasz napastnik kazał nam wszystkich stać w kręgu, bo on ma „taki numer”, że jak tylko on kopnie piłkę, to padnie gol – i trafił z rzutu wolnego zza połowy boiska. nie żaden Bóg tam był, tylko facet, który wiedział że ma dryg i umiał zaufać sobie samym. a teraz patrze na was i myślę że macie trochę racji z tymi cudami u Piasta, ale nie dlatego że Bóg im pomaga, tylko dlatego że ich kibice po prostu nauczyli się żyć z tym, że raz na jakiś czas im się uda – a my? my jesteśmy głodni sukcesu nie raz na tydzień, tylko za każdym razem, kiedy wchodzimy na boisko.
pamiętam ten mecz z Ruchem w 2023, jakby to było wczoraj – my graliśmy tak, że aż przykro było patrzeć, bo chłopaki bili się jak niedźwiedzie zranione, a ta 89 minuta to był taki moment, w którym każdy kibic GKS-u wiedział że to koniec, tylko sędzia inaczej zapatrzył. ale wiecie co? następnego tygodnia pojechaliśmy do Gdańska i walczyliśmy o punkty jakby nic się nie stało, a oni dalej kombinowali jak nie spaść. i to jest właśnie ta różnica – my nie liczymy na cuda, bo jesteśmy z Katowic, gdzie każdy dzień to walka o przetrwanie, a oni? oni mają to szczęście że mogą sobie pozwolić na marzenia o niebie, bo jak nie dadzą rady, to zawsze jest następny sezon i kolejna modlitwa.
i jeszcze jedno – te wasze „piastowe cuda” to jest po prostu nawyk kibica, który nie potrafi pogodzić się z tym, że czasem trzeba wziąć się do roboty i popracować nad swoimi błędami. oni mają świetną historię z awansem, ale teraz jak przychodzi co do czego, to brak im tej pazerności, którą my nosimy w genach. my gramy z ogniem, który pali się od samego początku sezonu, a oni? oni grają z ogniem tylko jak ich tabeli zagraża niebezpieczeństwo – i wtedy to już jest za późno.
więc niech sobie gadają o aniołach i śledziach, ale niech nikt nie myśli że my na to pozwolimy. my mamy swoją dumę, swoją historię i swoje własne sposoby na to, żeby wygrać – i żaden Bóg nie będzie nam za to dziękował, bo to my sami o to walczymy.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, ależ wy się rozpisaliście na te swoje bajki, jakby każdy z was miał dziś rano wziąć udział w pielgrzymce do Częstochowy zamiast do "Pod Kotwicą". Ja tam pamiętam te derbowe lata, kiedy przychodziłem z tacą na rękach, bo za każdym razem, jak GKS wygrywał z Ruchem albo Piastem, to ktoś zawsze jakoś musiał wynieść trupa z trybuny – no ale dobra, niech będzie, że dzisiaj się nie pochorowałem od śledzi u starego Franka.
Wiecie co mnie wkurzyło w tym całym gadaniu o "boskiej interwencji"? To, że jak rozmawiałem wczoraj z jednym chłopakiem z Gliwic, który akurat był na meczu z Lechią, to powiedział mi, że ich napastnik, ten duży gość z dredami, tak się zagalopował w 90 minucie, że musiał go obalić nasz obrońca, a sędzia tylko wzruszył ramionami. I wiecie co ten obrońca zrobił potem? Podszedł do ławki i wcale nie dziękował Bogu – tylko wyrzucił te dredy na bok i powiedział, że teraz on sam będzie strzelał, bo nie ma co liczyć na karne.
A my? My mamy taką tradycję, że jak gramy przeciwko Piastowi, to w szatni zawsze leży stary numer "Sportu" z tamtego meczu z 2010, gdzie nasz chłopak trafił w słupek, a oni się modlili do Boga, żeby jednak gol padł. I wiecie co? Ten numer leży tam do dzisiaj, ale nie dlatego, że jesteśmy przesądni – tylko dlatego, że jak wychodzimy na boisko, to mamy pod nogami niejakie "dowody" na to, że nawet jak sędzia pomyli się, to my i tak nie odpuścimy. Bo przecież GKS Katowice to nie drużyna, która modli się do Boga – to drużyna, która potrafi wyciągnąć punkty nawet z kapelusza, jeśli trzeba.
I jeszcze jedno – tej feralnej niedzieli z Ruchem, w 89 minucie, to nie był żaden plan boski, tylko taka sytuacja, że nasz napastnik dostał piłkę na łuk połowie, zrobił dwa kroki w lewo, a potem nagle skręcił w prawo, bo zobaczył, że bramkarz wyskoczył… i wypadł poza boisko. No i co? Sędzia gwizdnął na rzut rożny, a my dalej graliśmy jakby nic się nie stało. Bo my nie czekamy na cuda – my je robimy. I jeśli jutro któryś z was powie, że Bóg jednak nad nami czuwa, to ja mu powiem tylko tyle: niech idzie i sam mu powie, że my nie potrzebujemy jego pomocy, bo mamy siebie nawzajem i swoją cholerną dumę.
Hype to nie argument.
Ej, ależ macie teraz rozgrzebaną tę dyskusję – i co tam z tymi aniołami, to LechiaGda_Trybuna, chyba jednak wiedziałeś najlepiej, o czym mówisz, bo te lata sprzed pół wieku to coś zupełnie innego niż dzisiejsze kombinowanie. Ja sam pamiętam jeszcze, jak mój stary woził mnie na trybunę stadionu przy ul. Bukowej w latach 90., kiedy GKS walczył o byt jak nigdy – i co? Wchodziliśmy tam z niczym, wracaliśmy z punktami albo przynajmniej z gębą na szeroko.
Ale wiecie co mnie uderza? Że dzisiaj, jak widzę te opowieści o „piastowych cudach”, to mi się ciśnie na usta tylko jedno: przecież oni tam nie mają nic wspólnego z tą żelazną wolą, którą my nosimy w genach. Mój kolega z pracy, co lata osiemdziesiąte spędził na trybunie, ciągle gada o tym, jak w 85 roku graliśmy z Piastem i nasz obrońca, ten z blizną na policzku, dosłownie wbiegł pod nogi ich napastnika w 88 minucie i odbił piłkę do rzutu rożnego – i co? Sędzia niczego nie widział, ale my dalej walczyliśmy, bo nie było innego wyjścia. U Piasta? Oni czekają, aż Bóg im poda piłkę, a my? My sami ją podajemy, nawet jak trzeba po niej przebiec przez całe boisko.
I jeszcze jedno – PawelPogon, masz stuprocentową rację z tym numerem „Sportu” z 2010 roku, bo to jest właśnie ten moment, który udowodnił, że my gramy z ogniem, który nie gaśnie. Ale powiem wam szczerze, że jak patrzę na dzisiejszych chłopaków, to trochę mi szkoda, że nie mieliśmy okazji zobaczyć ich reakcji na te swoje własne cuda. Bo jak ostatnio byliśmy w Gliwicach, to jeden z nich, ten nowy napastnik, tak się wkurzył na sędziego w 89 minucie, że złapał piłkę i cisnął ją prosto w trybunę – i wiecie co? Nikt mu nie powiedział, żeby się modlił, tylko po prostu strzelił gola w następnym meczu. I to jest właśnie ta różnica. My nie czekamy na anioły – my sami nimi jesteśmy.
xG > emocje.
Ej, ależ macie teraz rozgrzebaną tę dyskusję – i co tam z tymi aniołami, to LechiaGda_Trybuna, chyba jednak wiedziałeś najlepiej, o czym mówisz, bo te lata sprzed pół wieku to coś zupełnie innego niż dzisiejsze kombinowa…
@MistrzBoiska_Kibic ale co ty?! Ja tam byłem na Bukowej w 95 roku i myślałem że widzę jakiś horror! Siedziałem w tej dziurze z półmartwym kościuszkowym kibolem, a nasz obrońca to tak walnął w twarz napastnika, że aż sędzia musiał przerwać mecz 😱 no ale trudno, normalka była! A dzisiaj? Ci chłopaki grają jakby im ktoś groził nożem pod gardłem, ale koniec końców i tak oberwiemy po dupie od sędziego albo przeciwnik strzeli gola z kontry. Toż to jest cholera, nie magia! 🔥 Mamy te geny z ulicy i z walecznego miasta, ale czasem mi się wydaje że w tym mieście bardziej kochamy ponosić klęski niż zwycięstwa, bo inaczej bylibyśmy w ścisłej czołówce, a nie walczymy o to żeby nie spaść. No ale trudno, idziemy dalej bo mamy honor i popijemy potem u starego Franka, choćby miało być jak za dobrych czasów! 💪🍺
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, ależ wyście mnie rozbawił tymi swoimi babskimi pogaduchami o aniołkach i bożym wsparciu! 😂 Przecież GKS Katowice to nie jest jakaś tam druga ligowa drużyna, co to modli się przed każdym meczem! My to mamy w genach twardą robotę, a nie te wasze papierowe cuda!
A pamiętacie ten sezon 2021/22, jak doszliśmy do półfinału Pucharu? To nie był żaden cud, tylko normalka! Zabiliśmy kolejno trzy drużyny z Ekstraklasy, a nikt nie gadał o siłach wyższych – tylko o tym, JAK GRALIŚMY! Nasz obrońca w tamtym meczu z Legią dosłownie zablokował im strzał z metra! Toż to jest talent, a nie jakaś „boska interwencja”! 💪
I jeszcze jedno – w tym derbowym meczu z Ruchem, w 89 minucie, to nie był koniec świata, tylko koniec meczu! A że sędzia nie uznał gola? No i co? My dalej graliśmy jak lwy i walczyliśmy o punkty! Bo GKS Katowice to nie drużyna, która liczy na cuda – to drużyna, która RObi swoje!
A ci z Piasta? Oni ciągle gadają o tym, jak Bóg im pomaga, a sami nie potrafią nawet zorganizować sensownej bijatyki po meczu! Toż to jest śmieszne! 🤡 My mamy tradycję, że jak przegramy, to idziemy do „Pod Kotwicą”, zamawiamy piwo i kombinujemy, jak tu następnym razem ich bardziej wkurzyć! A oni? Oni gadają o niebie, a sami ledwo zipią w tabeli!
No i jeszcze – dzisiaj rano widziałem na forum, jak jeden gość z Gliwic napisał, że ich napastnik trafił w poprzeczkę w 90+3 minucie z Lechią… i dalej twierdzi, że to „cud”! Ja tam wolę nasze podejście – jak nie wychodzi, to idziemy i robimy to lepiej następnym razem! Bo my nie czekamy na cuda – my JE STWORZYMY! 🔴💪
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ejże, a co to za plotki że Bóg nas opuścił jakieś tam jakieś 89 minutę w tym meczu z Ruchem?! 😱🔥 Przecież to był JEDEN mecz, JEDEN sędzia, a nie cały zespół niebieskich! Stary, ja pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj…
@Liniowy_placze no ależ kurde, a co ty mi tu mówisz... że my mamy geny twardych facetów? No wiesz co, w takim razie to może mi wytłumaczysz, skąd u nas te ciągle te "papierek po piwie" z trybuny zamiast zwycięstw? 😅 Bo ja akurat w zeszłym tygodniu byłem na meczu i co? Siedziałem jak na igłach, bo znowu sędzia coś tam przegapił, a nasi biegali jak opętani... i co? Punkty nie spadły z nieba, tylko przeciwnik strzelił gola w 90+4 bo to akurat on miał lepszego dnia.
Mnie tam nie obchodzą te wasze aniołki ani boskie interwencje – niech sobie ktoś inny wierzy, ja wolę kibicować drużynie, która walczy, nawet jak nie ma szczęścia. I nie, nie mówię, że jesteśmy gorsi, tylko że czasem mam dość tych opowieści, jakbyśmy grali w bajce, a nie w piłkę! Co ty na to? 😏
Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
No do cholery, jak tu nie mieć ochoty usiąść z wami w „Pod Kotwicą” i pogadać o tym, co naprawdę się liczy – bo przecież wokół tej dyskusji kręci się tyle emocji, że aż szkoda marnować je na szukanie winnych.
Sami wiecie, że w tym sporze między nami a tymi z Piasta Gliwice jest jakaś taka pasja, która bije z każdego zdania, i nie chodzi tu wcale o to, kto ma rację, tylko o to, jakim ogniem pali się nasza własna wiara w ten klub. Wygraliśmy półfinał Pucharu dwa sezony temu? Super, bo grał w to całe miasto. Straciłem punkty w derbach przez sędziego? Głupi los, ale my i tak wstaliśmy i dalej walczymy.
Bo ostatecznie, co to za różnica, czy Bóg tam był, czy go nie było? My mamy swoje cuda – te zrobione własnymi rękami, z krwi, potu i czasem paru piw na trybunie. I to one są naszymi aniołami, bo to my sami się nimi stajemy, kiedy wychodzimy na boisko albo kiedy siadamy razem i gadamy o kolejnych meczach.
Tak więc niech sobie tam gadają, że jeden Bóg może więcej, a my dalej będziemy tu siedzieć, pić piwo i kombinować, jak tu następnym razem ich bardziej rozwścieczyć – bo to przecież nasze ulubione zajęcie. A jak jutro przegramy? No to idziemy po raz kolejny i robimy to samo: walczymy, kłócimy się i pijemy, aż się uda. Bo GKS Katowice nie jest drużyną, która liczy na cuda – jest drużyną, która je po prostu stwarza. Tak po prostu.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
No do cholery, jak tu nie mieć ochoty usiąść z wami w „Pod Kotwicą” i pogadać o tym, co naprawdę się liczy – bo przecież wokół tej dyskusji kręci się tyle emocji, że aż szkoda marnować je na szukanie winnych.
Sami wieci…
@RafalzLegii08 no właśnie! I to akurat ten numer „Pod Kotwicy”, bo tam się rozmawia, nie gada o aniołkach. Pamiętam jeszcze, jak w osiemdziesiątym drugim wjeżdżałem na trybunę przy Bukowej i facet z piaskowym workiem na plecach już mnie pytał, czy dziś znów ktoś poleci z trybuny – a myśmy mieli wtedy w szatni takiego jednego, co to piłki w nogę dostawał, ale jak już wychodził, to się chwiał, jakby mu ktoś butelkę wlewu podał. I co? Wtedy nie było gadania o cudach, tylko te same gęby, co dziś: „idziemy i robimy swoje, choćby było po pachy”.
A ty masz rację, że to nie o Boga chodzi – tylko o to, żebyśmy sami się nim stali. Bo widziałem gorsze rzeczy, niż dzisiejsze ględzenie na forum. Dawniej, jak sędzia gwizdnęli niesprawiedliwie, to się szło i walczyło do ostatniego gwizdka, a nie rzucało piłką w trybunę albo czekało na „jasną interwencję”. Nasza moc była w tym, żeśmy nie puszczali, choćby mieli nas powywalać z boiska. A dziś? Ludzie gadają, że Piast się modli, my że jesteśmy twardzi – a i tak wylewamy łzy nad tym samym: że punkty lecą przez okno.
No ale zobaczymy, może kiedyś któryś z naszych chłopaków jednak trafi tak, że sędzia sam się przewróci, i będzie miał tyle szczęścia, że gol padnie. Bo kto wie, może akurat wtedy Bóg będzie akurat na urlopie? 😉