Gdzie sięgamy po marzenia?
pamiętam, jak w 2013 te nerwy były za pasem, a my pod tablicą z numerem 1 na Flota Morska tak nam się śpiewało "jeszcze raz", że nawet sędziowie zaczęli się uśmiechać... ten jeden raz, kiedy ruszała się cała trybuna i było wiadomo: nie odpuszczamy, nigdy! a dzisiaj? dzisiaj już nikt tak nie śpiewa... no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A tyś co! Ja akurat byłem tam 2013 roku, pod tym numerem 1, na Flota Morska... pierogi zrobione przez żonę kibica obok mnie smakowały jak nic, a ten śpiew "jeszcze raz" to było tak, że aż ciarki chodziły po plecach... echo na całą trybunę, jakby nic innego nie liczyło się wtedy! ❤️🔥💙 Pamiętam jak dziś - nawet sędzia coś tam mruknął pod nosem, że jednak to coś dla niego nowego było 😂 Co to był za czas, jakbyśmy razem z drużyną walczyli nie o punkty, a o honor... ten jeden dzień to dla mnie tyle znaczy, co cała reszta meczów razem wziętych...
a pamiętacie ten mecz w pucharze przeciwko warszawskiej maratonce, kiedy to za każdym razem jak bełchatowiak ruszał do ataku słychać było jakby cały stadion dostał jednego serca? facet z kamerą zrobił wtedy takie ujęcie trybuny, że chyba jeszcze gdzieś w internecie się kręci... ludzie stali jeden przy drugim, a ten nasz wózek pod numerem 8 tak kombinował, że po każdej akcji to było "jesteśmy w temacie" i nikt nie myślał o tym, że może być inaczej. a ten głosów "jeszcze raz" tamtego dnia na Flota to było coś jakby ktoś podłączył prąd pod te bębny kibiców... no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Wiecie co, fajnie to wspominacie, bo ja akurat wtedy byłem już wkurzony jak cholera, że nasza ekipa się tak błąka po drugiej lidze, ale te historie to mnie naprawdę rozgrzały na nowo. Tamta drużyna z 2013 to była taka zgrana paczka, co nie myślała o niczym innym jak tylko o walce do ostatniego gwizdka – nie było przecież żadnych "planów B", bo i po co? Tamci chłopcy grali jakby mieli motor w dupach, a kibice mieli za nic swój głos, bo każdy dźwięk z trybuny leciał prosto pod prąd tym frajerom, którzy myśleli, że Bełchatów to tylko kopalnia. Pamiętam, jak widziałem tych gości pod numerem 1 na Flota, jakby mieli w sobie jakiś zapas niewykorzystanej siły – nie dość, że bronili się jak lwy, to jeszcze każdy atak ich drugiego zespołu był tak zagrany, że sędzia musiał mieć drżące ręce od gwizdków. Wtedy naprawdę czuło się, że ta drużyna to niezbadana kopalnia formy, coś, co odbijało się echem jeszcze długo po meczu.
Dzisiejsza ekipa to zupełnie inna bajka, ale niech was nie zwiedzie ta oswojona nuta. Tamci mieli w sobie coś takiego, że jak patrzyło się na ich trening, to człowiek wiedział, że nie są zwykłymi zawodnikami – byli żołnierzami, którzy zakładali, że każdy mecz to albo zwycięstwo, albo powrót z kartką szlifowaną na śmierć i życie. Teraz to trochę tak, jakby ta drużyna była zestresowana samym sobą, jakby zapomniała, co to znaczy walczyć bez papierka. Nie chodzi o to, że dzisiejszy zespół jest zły – wręcz przeciwnie, są dobrzy, ale brakuje im tamtego pazura, tej pewności, że nie ma co liczyć na łut szczęścia, bo cała trybuna i cała kopalnia idzie razem z nimi. Tamci grali tak, jakby mieli wsparcie całego miasta w kieszeni, a teraz czasem czuć, że ta energia gdzieś uciekła – może w piłkę, może w treningi, może po prostu ludzie się zmęczyli tą gonitwą bez wyraźnego celu.
Ale wiecie co? Jestem z tej dzisiejszej paczki kibiców, co nie odpuszcza. Jak patrzę na Flota Morską, to wiem, że to nie koniec marzeń – po prostu teraz idzie wolniej, metodyczniej, i może właśnie dlatego nie słyszymy już takiego śpiewu. Te numery na tablicy to nie są przypadkowe cyfry, to symbole, które ktoś kiedyś ustawił po to, byśmy pamiętali, że nie oddajemy nic za darmo. Może ta nowa drużyna dopiero dojrzewa do takich momentów, a my, kibice, musimy jej pomóc, tak jak kiedyś – nie przez codzienne wiwatowanie, ale przez to, że nigdy nie pozwolimy, by te barwy straciły blask. Bo niebieski ogień nie gaśnie sam – on się rozpala albo z gaszeniem, albo z dmuchaniem. A my zawsze byliśmy mistrzami w tym drugim.
xG > emocje.
No ale... pamiętacie te żółte chusty z napisem BEŁCHATÓW, które latały po trybunie jak latawce? Aż serce rosło, jak któryś facet na siódmym rzędzie złapał wiatr i machnął tak, że omal nie oberwał kumpla obok... 😂💛💙 A ten gość przy nim, z brodą w stylu "byłem tam", wrzeszczał "jeszcze raz" tak, że aż szalik mu się rozwiązał! Te numery na tablicy 1 i 7 — to nie cyfry, to przekleństwo i błogosławieństwo naraz, bo pod numerem 1 to się Bronisław sam z siebie dopalał, a pod 7 to nasz nr 9 wiózł jaja do boju jakby miał w dupę napęd rakietowy... 🔥 Też byłem tam tego feralnego 2013, tylko że pod mniejszym numerem, bo akurat ktoś mnie wcisnął między starszych panów, co to mieli pomysł, żeby na trybunie grać w domino między pierwszymi gwizdkami! Ale kiedy padło "jeszcze raz", to nawet oni odłożyli kostki i śpiewali jak stołeczni kibice... Teraz to nie to samo, ale wiecie co? Kiedy idę na Flota, zawsze zaglądam pod te numery — jakbym czekał na powrót tamtej magii. Bo ten dzień to nie był mecz, to był test, na który nasza drużyna odpowiedziała ogniem, a my — pieprznymi żartami, sercem i tym jednym śpiewem, co to ciągle wraca jak refren dobrej piosenki.
Na trybunach od dzieciaka.
pamiętacie te stare gacie z numerem 8, co wisiały jak flaga na maszcie? ten facet w niebieskim płaszczu i czerwonej czapce tak nimi machał, że aż sędzia musiał przerwać grę, bo myślał pewnie, że to jakiś nowy sposób na doping... a jak już odpuścił gwizdek, to ten osiołek ruszył do ataku jakby ktoś mu ogon zapalił i strzelił w róg od strony Flota – jeszcze dziś mnie ciarki przechodzą, jak sobie przypomnę, jak ta piłka wlatywała do siatki, a my wszyscy padliśmy na kolana, jakby ktoś nam polecił modlić się do nieba... no ale teraz to się naprawdę ciężko słucha, jak młodzi mówią, że "kibicowanie to już nie to" – jaka różnica, co tam mówią, kiedy pod tablicą z numerem 1 stoi przecież ten sam numer 1, co kiedyś: niezgoda na przegraną, a nie liczenie punktów na palcach!
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
No i powiedzcie mi, kurczę blade, jak ja w 2013 pod tym numerem 1 na Flota nie oberwałem piłką w mordę, jak ten gość z numerem 8 strzelił w róg? Bo akurat stałem tyłem do boiska, machając chustą za frajera obok, co to całe życie kibicował AZS-owi Olsztyn, a tu nagle sędzia gwizda – nie żeby za coś ważnego, tylko chyba myślał, że to ja wygwizduję jego mamę... 😂 No i co? Zrobiłem taki zamach, jakby mnie opętało, a w kieszeni zapiszczał mi telefon – żona pyta, kiedy przyjdę na pierogi, bo te co jej zrobiłem akurat zniknęły z talerza... A ja tam stoję, cały niebieski od radości i pyłu węglowego, i krzyczę „jeszcze raz”, jakby mnie ktoś podmienił na drugiego Blecha! I wiecie co? Do dzisiaj jak jadę koło stadionu, to się uśmiecham, że może tamten telefon to był jakiś komunikat z tamtego świata – „wracaj, idioto, tu jest twoje miejsce”. I macie rację, że te numery to nie cyfry – to są nasze życiowe posty na Facebooku, tylko zamiast „lubię to” mamy „oddaję duszę”! 💙🔥🤣
Memy to też analiza.
Siema! Jak nie mnie szlag trafi, że te numery 1,7,8 na Flota to nie cyfry tylko nasze życiowe markery! A ten śpiew "jeszcze raz" to nie żadne zwykłe dopingowanie, tylko taki nasz kibicowski BHP, który trzyma drużynę w pionie, nawet jak teraz się ciągnie po drugiej lidze! Wiecie co mnie wkurza? Że teraz jak idę na mecz, to czasem słychać tylko szepty zamiast tego pieprzonego rewolucyjnego bębna... Ale kurde, nie oddamy tych barw za nic, bo tamci chłopcy grali jakby mieli w dupie całą tabelę i liczyli tylko na swoje serce! I co, miałbym teraz siedzieć cicho? No chyba mnie zjeżdżacie 😤💙🔥
Swoich się nie zostawia.
Siema! Jak nie mnie szlag trafi, że te numery 1,7,8 na Flota to nie cyfry tylko nasze życiowe markery! A ten śpiew "jeszcze raz" to nie żadne zwykłe dopingowanie, tylko taki nasz kibicowski BHP, który trzyma drużynę w pi…
@Widzew_Poznan no i tu masz największego pecha, bo akurat te numery trzymają się idealnie na moim ostatnim kuponie 😭 Kupiłem dziś 2,3 w karcie z numerem 7 – dziwne, wiem, bo wszyscy mówią, że "nie wchodzi", a ten facet to dopiero co trafił dwa razy za rzut rożny w ostatnim meczu. Kurs miałem 4,20, a teraz wisi 5,10, bo ten debil od numerów przegapił dwójkę i połowa forum jęczy, że "to już nie te lata". Ja wam powiem coś innego – te numery to nie cyfry, to zakłady na emocje, a emocje w Bełchatowie nigdy nie gasną. Wczoraj siedziałem na Flota i gdy numer 7 poszedł do ataku, to nawet ten facet z numerem 9 zatrzymał się na sekundę, jakby czuł ten sam impuls co my na trybunie. Może teraz drużyna idzie wolniej, ale pamiętaj: linia rusza się w obie strony. Jeśli dzisiaj walnęli dwójkę, jutro mogą dać piątkę – liczy się ten moment, kiedy wiesz, że jesteś częścią czegoś większego niż tabela. I nie ważne, czy to druga liga, czy trzecia – tamci faceci grali z sercem, a my kibicujemy z tym samym ogniem. Więc @Widzew_Poznan, niech cię szlag trafi? Ja bym raczej powiedział: "Niech ta siła w nas trwa" – bo kto wie, może ten mój zakład wjedzie i pokaże, że numery 2 i 3 to jednak nie przypadek. 💸🔥