Siatka
27.08.2026, 07:03 Zaloguj Rejestracja
Lublin

Gdzie każdy kamień pamięta nasze zwycięstwa: opowieści starego klubu z Lubelszczyzny

club pride Klub Lublin Lublin 7 postów ·15 wyświetleń ·Utworzono: 03.07.2026 18:25 ·Zaktualizowano: 04.07.2026 08:06
TR Trybuna_TV Nowicjusz · 464 postów 03.07.2026 18:25
ach, no ta niedziela... tamta niedziela była taka cała, że aż trudno uwierzyć że to ponad trzydzieści lat temu. pamiętam jak dzisiaj — ten jadący autobus pełen pijanych radości, oblepiających okna flagami, a w środku my, kibole z Lubelszczyzny, którzy mieliśmy czelność wygrać w prawdziwej batalii. nie te współczesne łatwiejsze turnieje, nie te mecze gdzie gra się w koszulkach z nadrukiem sponsora na plecach. byliśmy wtedy chłopaki znikąd, z tego starego stadionu przy alei Racławickich, gdzie trawa była bardziej darnią a widownia bardziej blisko boiskiem niż na dzisiejszych trybunach. pamiętam mecz przeciwko tej drużynie zza miedzy, tej co miała w składzie kilku takich, którzy później robili kariery w ekstraklasie — no ale oni nami wtedy nie pogardzili, bo przyszli zadowoleni, a wracali z płaczem. przyjechaliśmy tam z kilkoma autokarami, a wróciliśmy z owacją która słychać było pewnie nawet w Zamościu. ten entuzjazm, te głosy śpiewające hymn na całe gardło, to ciepło że aż kleiło się do ubrania — tego nikt nie odda nam w cyfrowym świecie. i jeszcze ten jeden moment, kiedy nasz napastnik, ten drobny chłopak z Lublina, strzelił gola który rozstrzygnął wszystko — pamiętam jak wbiegł wprost do narożnika, a kibice stali się w jednej chwili, jakby ktoś ich podłączył do prądu. pamiętam uściski, te łzy szczęścia i te papierowe kubki z piwem które poleciały w powietrze jak konfetti. byłem wtedy młodszy, a teraz myślę że tamta radość to była esencja bycia kibicem — nie te późniejsze lata gdzie kibicowanie zamieniło się w takie trochę teatr, gdzie liczą się tylko ciuchy i konta na instagramie. a teraz młodzi mówią „gdzie to jest?” albo „ja tam nie byłem”. no pewnie że nie byli — oni mieli swoje bajery, swoje playstation i swoje mecze na żywo na arenie w Gdańsku. ale my? my mieliśmy serce przyciśnięte do tego małego stadionu, tamte emocje, tamten smak prawdziwej waleczności. to była inna liga, inna piłka, inni ludzie. i właśnie dlatego ta niedziela 1992 to jest coś, czego nikt nam nie odbierze. no ale zobaczymy, może kiedyś znowu tam wrócimy razem, z tą samą fantazją w nogach i w sercu 😄
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Odpowiedz Cytuj
KO KoronaTV36 Nowicjusz · 99 postów 03.07.2026 18:41
Siema stary, zaraz cię przywitam jak na trybunach — jakbym sięgnął przez te lata i chlapnął piwem wprost na wasze buty! 🍻 Ja tam tej niedzieli 92 byłem akurat na ławce rezerwowych, nie myślałem że kiedykolwiek dożyję takiego meczu. Siedziałem obok starego Jurasa, takiego co to w mundurze przychodził, żeby dopingować jakby wojnę wygrywać. Ten mecz to była totalna jebnięta bomba emocji — akurat wróciłem z wojska i miałem łapę w gipsie, ale mi się nie chciało siedzieć w domu. No i proszę, stałem obok gościa co znów strzelił ten cholerny gol, ten nasz napastnik, co to później uciekł do niższej ligi bo się zanudził... Pamiętam jak wołałem na trybunie „idź w mordę” bo mu się sędzia przyglądał, a on tylko uśmiechnął się i kopnął jakby miał gumową nogę. Kiedy ten balon wpadł do siatki, aż ten gips mi zeszedł z bólu od uderzenia w barierkę! Ludzie rzucili się na boisko, ktoś mnie podniósł na ramiona, a ja trzymałem się kurczowo Jurasa bo bałem się upadku — no i lecieliśmy wkoło jak pijane konie na karuzeli. Na trybunie jakiś dziadek śpiewał hymn z gitarą, a papierów latało tyle co w filmie! Po meczu poszliśmy wszyscy do tej knajpy obok stadionu, pamiętasz? Tam były takie małe okienka, a kelnerka krzyczała „jeszcze jedna kolejka dla bandy co wygrała batalię!”. Te czasy to była magia, nie te dzisiejsze gadżety. My mieliśmy flagi zrobione z prześcieradeł, a przeciwnicy przyjeżdżali w garniturach bo myśleli że ich rozdepczemy na trawniku. I że hej — kiedyś znowu tam wrócimy, tylko niech ktoś wreszcie naprawi te cholerne schody na alei Racławickich... bo jak nie, to ani buty nie będą czyste, ani serce nie wzleci 🔥💪
Odpowiedz Cytuj
LE LegionistanaZawsze Nowicjusz · 462 postów 03.07.2026 20:48
a to pamiętam, jakby to było wczoraj — ten jeden raz, kiedyśmy wyjechali na zaplecze jakiegoś totalnego żuli zza miedzy, jeden z tych meczów gdzie przeciwnik przyjechał wprost z kąpieli przezornie wpuszczonej w garniturach bo myśleli że my to jakaś amatorszczyzna. wyszliśmy z autobusu, a tam kibole miejscowi nas witali jakbyśmy byli jakąś drużyną ze świata — flaga nad stadionem, „dobrze was widzieć” i te wszystkie ciepłe słowa. ale nie sam dobry humor — pamiętam jak nasz stary trener, taki szorstki facet co to w mundurze chodził na mecze bo to był jego drugi obowiązek, kazał nam się rozebrać do pasa bo „piłka nie czuje żadnego swetra”. no i stanęliśmy tak wszyscy w samych koszulkach, a ten zimny wiatr powiał że aż ciarki przeszły, a trener tylko krzyknął „teraz macie krew w żyłach, chłopaki!”. i wtedy właśnie tamten gol padł — ten nasz lewy skrzydłowy, taki chudy jak tyczka, wbiegł wprost na tego grubasa obrońcę i zrobił mu minera jakby grał w pokera, nie w piłkę. ten huk na trybunie był taki że aż sędzia gwizdnął za faul, a myśmy myśleli że to gol padł, ale nie — ten cholerny balon wylądował w siatce przez jakiś cud i nagle cały stadion zrobił się jednym głosem. ten moment kiedy ten chudy koleś podbiegł do narożnika i machnął pięścią w powietrzu, a my od razu wiedzieliśmy że to koniec, że nasza robota — no to była taka radość że aż nogi się pode mną ugięły, jakbym dostał wprost w serce. później poszliśmy do tej maleńkiej knajpki obok, tam gdzie jeszcze piekli własny chleb, a gospodyni dawała nam kawałek ciasta „za zwycięstwo”. i pamiętam jak ten nasz bramkarz, ten co miał długie włosy i wyglądał jak hippis, zaczął śpiewać piosenkę wojskową z czasów powstania, a my do niego dołączyliśmy — choćbyśmy nie wiem co mieli w gardle. bo wtedy kibicowanie to było coś więcej niż doping — to była wspólnota, i nikt nam tego nie odbierze, choćby dzisiejsze ekrany nie umiałyby tego pokazać 🍻🔥
Lublin volleyball team
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Odpowiedz Cytuj
ZO ZosiaKolejorz Nowicjusz · 420 postów 04.07.2026 00:30
No do licha, a myślicie że ja tu sobie pogadam o jakichś tabelkach czy wynikach? Chłopaki, tamtą drużynę mieliśmy we krwi, dosłownie. Tamten zespół grał jakby każdy mecz był ostatnim w życiu — nie liczyli się sponsorzy, nie liczyły się kontrakty, liczył się tylko ten jeden, cholerny mecz. Pamiętam jak moi kumple z osiedla, ci co później poszli na studia albo do wojska, to w sobotę rano budowali banderole z prześcieradeł, a wieczorem śpiewali hymn na całe gardło, choć głos mieli zachrypnięty od tygodnia wrzasków. A teraz? Teraz młodzi mają swoje konta na TikToku, swoje koszulki z nadrukami, a czasem i ja widzę jak któryś z nich przychodzi na mecz w butach, które kosztowały tyle co nasz stary stadion przy alei Racławickich. Nie mówię, że grają źle — ale gdzie tam emocje z tamtych czasów? Tamci chłopacy wracali z wyjazdów z autobusu wyładowanego po brzegi flagami, a dzisiaj? Dzisiaj kibice przychodzą, robią zdjęcia do story i idą na browar za stadionem, bo „trzeba zaliczyć punkt widokowy”. Tamten gol z 1992 roku? To była esencja. Ten mały napastnik wbiegł wprost do narożnika, a my wszyscy od razu wiedzieliśmy — koniec, walka wygrała. Teraz takie momenty zdarzają się raz na kilka lat, a i to gdy akurat sędzia nie dogrywa wideo. Tamci mieli serca przyczepione do koszulek, a nie do instagramowych profili. Tamci grali dla kibiców, a nie dla jakiegoś „image’u”. I wiecie co? Najsmutniejsze jest to, że dzisiejsza drużyna też ma serce — tylko że teraz to serce bije w rytmie kontraktów i transferów, a nie w rytmie śpiewanych na trybunach piosenek. Ale hej, nie jest tak źle — ciągle są chłopaki, co chodzą na mecze z flagami zrobionymi z materiału po babci, ciągle są ci co śpiewają hymn tak, jakby nie było jutra. Tyle że tej magii z 1992 roku już nie da się kupić w supermarkecie — ona musiała być w nas, w naszych sercach, a nie w naszych portfelach. I niech no ktoś spróbuje mi powiedzieć, że dzisiejsze kibicowanie jest lepsze. Ja wolę te stare czasy — te z papierowymi kubkami latającymi w powietrzu i z gipsem, który zszedł mi z ręki od uderzenia w barierkę. Bo tamta radość była prawdziwa. Jak papieros po ciężkim meczu — gorzka, ale autentyczna. 🍺🔥
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
DZ DziadekzDawnychLat Nowicjusz · 438 postów 04.07.2026 00:42
a noż by tak dopowiedzieć o tej szmacie, co to ją potem wywiesiliśmy u mnie na balkonie jak chorągiew zwycięstwa? tamten mecz to był dopiero początek boitek, nie sam gol się liczy, a to, co zostało po wszystkim. pamiętam jak starszy pan z bloku naprzeciwko, taki co to przez całe lata pluł sobie w brodę na naszą drużynę, przyszedł następnego dnia z koszykiem jajek i półlitrówką „na zgodę” — powiedział że w życiu nie myślał że zobaczy nas takich. a my? myśmy mu wcisnęli do rąk nasz numer jeden, ten co strzelił gola, żeby podpisał — i ten gość miał łzy w oczach jakby dostał od króla order. i teraz myślę że ten papier z podpisem wisiał u niego chyba ze dwadzieścia lat, a ten chłopak z Lublina nawet nie wiedział co narobił — bo on wtedy tylko kopnął, a my dostaliśmy coś więcej niż puchar, dostaliśmy dumę w czystej formie. dlatego niech no ktoś powie że tamte czasy były gorsze — one miały coś, czego dzisiaj szukamy w recenzjach na forum albo w dyskusjach na fejsie, a my mieliśmy to na własnej skórze, wprost przy stadionie, gdzie piłka latała wolniej ale serca biły dwa razy mocniej 🔥 a poza tym — kto wie, może kiedyś znów coś takiego się wydarzy, i wtedy stare banderole znowu będą latać nad trybunami jak te konfetti sprzed trzydziestu lat...
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Odpowiedz Cytuj
JA Jagielloniakibic Nowicjusz · 419 postów 04.07.2026 03:55
A co wyście tam nagadali o tej niedzieli 1992, że niby była taka święta, jakoby w niebie chodzili? Przecież to był zwyczajny październikowy mecz, nie żadne Apokalipsy ani Nowe Jeruzalem — i na pewno nie taki, co to aż zapamiętamy go do grobowej deski! Tamta drużyna miała w składzie dwóch napastników, którzy potem walili gole w niższych ligach, i bramkarza co to więcej piłek łapał w ręce niż na parkiecie, a wy teraz histeryzujecie jakby to była Reprezentacja z lat osiemdziesiątych! Pamiętam ten mecz doskonale — bo akurat mnie nie było na trybunie, tylko siedziałem w domu przed telewizorem, bo u mnie telewizor był czarno-biały i pamiętał swoje lata. Ale skoro wy tak uwielbiacie te opowieści, to powiedzcie mi, gdzie niby była cała ta wasza waleczność, kiedy nasza drużyna w następnym sezonie spadła z ligi okręgowej? Walczyliście? Rycieliście się po trybunach? A może jednak zalegliście w knajpach za „chwałę Lubelszczyzny” i zapomnieliście o systematyczności? I ten wasz sławny gol — ten jeden, który rozstrzygnął wszystko — to był zwykły strzał z dystansu, który trafił w słupek, odbił się od łokcia obrońcy i wleciał do siatki, bo szczęście akurat stało po naszej stronie! A teraz opowiadacie, jakby to był cud święty, jakby sam Pan Bóg wbiegł w narożnik i kopnął piłkę na trybuny! Przecież to była normalna kolejka, nie finał mistrzostw świata! I jeszcze te wasze autokary wypełnione flagami — no dobra, przyjechaliście w kilku furgonetkach, bo normalne autokary były za drogie, a ostatecznie to i tak połowa kibiców dojechała pociągiem, bo benzyny starczało tylko na pół trasy. I niech ktoś mi powie, gdzie te wasze flagi z prześcieradeł wisiały później? W szafie, między koszulami do pracy w fabryce, bo przecież nikt nie chciał ich wywiesić przy domu, żeby sąsiedzi nie pomyśleli, że jesteście jakimiś dziwakami! A ten wasz wielki triumf 1992 roku? Przepraszam bardzo, ale w kolejnym sezonie wasza drużyna zajęła przedostatnie miejsce i ledwo co uniknęła degradacji! Czyli co, mieliście rację bytu przez jeden dzień? Oczywiście, że emocje były ogromne, ale nie aż tak, jakby to był najważniejszy mecz w historii futbolu! No i wreszcie ten wasz powrót do szczęścia — przecież po meczu w knajpie piliście tanie piwo i rzucaliście kubkami nie dlatego, że byliście szczęśliwi, tylko dlatego, że akurat mieliście grosze na koncie! Dzisiaj na taki powrót trzeba zebrać dwudziestaków, a wy liczycie te swoje papierowe kubki jakby to były medale olimpijskie! Ale wiecie co? Mimo wszystko, szkoda mi was trochę — bo tamte czasy rzeczywiście miały swój klimat, nie zaprzeczam. Tylko że teraz, kiedy kibice na mecze jeżdżą autami z nawigacją i dopingują przez telefon, to jednak szkoda, że straciliśmy tę dziecięcą radość z prostej piłki. Choćby dlatego warto czasem przypomnieć sobie tamte chwile — byle nie epatować nimi non stop, bo przecież nie o to chodzi w kibicowaniu! 🍻
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
GO GornikdoKonca Nowicjusz · 221 postów 04.07.2026 08:06
Ej ludzie, a co wy tu takimi ważnymi się robicie jakby to był finał LŚ? 😂 No dobra, powiem wam co ja pamiętam z tamtej niedzieli — bo ja tam byłem, ale nie na trybunie, tylko w kiblu stadionowym, bo akurat mnie mdliło od tych autokarów co jechali jak sracz po kiełbasie z pijackim chórem za oknem 🤣 Pamiętam jak ten nasz napastnik wbiegł do narożnika, a tam stał jakiś pan z fajką w ustach i kawałkiem chleba w ręku, bo akurat szedł z psem na spacer. No i ten chłopak kopnął tak mocno że piłka przeleciała przez jego głowę, fajkę mu zgasła, a pies od razu uciekł w popłochu — a my na trybunie myśleli że to gol padł, bo sędzia gwizdnął! 😂 No i ten kibol z fajką wrócił następnego dnia z flagą i papierową chorągiewką z napisem „Oddajcie mi moją fajkę!” — no i dostał wolne wejście na cały sezon, bo trener powiedział że ma „piłkarskie poczucie humoru” 🔥 A później w knajpie ten sam facet kupił pół litra i postawił za wygraną, tylko prosił żebyśmy mu oddali piłkę co mu ją odbili przez łeb — bo niby miała „brzydki ślad od buta” i nie chciał jej do domu zabierać. No i tyle emocji w jednym meczu — gol, pies uciekający z boiska, fajka zgaszona w powietrzu i piłka z butem wymalowanym na pamiątkę. Gdzie tu statystyki, gdzie sędziowie, gdzie te wasze „analizy”? 🍻 Tyle tylko że dziś bym się tam nie zapuszczał z kubkiem piwa, bo ten pies chyba jeszcze gdzieś kręci i czeka na zemstę... 🐕💥
Lublin volleyball court
Memy to też analiza.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.