Gdzie benzyna spotyka się z ogniem – Bełchatów zapala serca od 1977!
no ale te peany pamiętam jakby to było wczoraj... ja sam tam byłem, w ówczesnej hali na ul. Dąbrowskiego, z tymi dymiącymi beczkami od piwa co się nieśli pod pachą i kwiatami wymalowanymi na szalikach – ludzie szaleli, naprawdę. kibice przyjechali z całej okolicy, a tamteście grające jak oszalałe, jakby mieli w dupach diabła za pasem. ten 4:0 to był cios między oczy dla każdego, kto jeszcze niedawno myślał że Gdańsk może nas poważnie potraktować. pamiętam jak nasz stary wiór – nieżyjący już dziadek jednego z naszych napastników – krzyczał coś o tym że teraz cała Polska zna nazwy naszych graczy, i że bilety do autobusu lecą jak ciepłe bułeczki.
a co najśmieszniejsze? po meczu była taka dziwna cisza na mieście, bo wszyscy byliśmy jak nakręceni, nie mogliśmy w to uwierzyć. a nazajutrz gazety pisały że to "wyjątkowa sensacja", no tośmy się trochę uśmieli – sensacja, jakby to nie my od zawsze paliliśmy serca konkurencji ogniem naszych passy.
no ale zobaczymy
kurcze, ale mnie cofnoło 😱 wczoraj stałem w kolejce po chleb na placu u kowalskiego i akurat leciał reportaż z tamtego meczu na radiu... facio z obsługi rzucał uwagi że "no i co to niby daje", a ja mu na to że "panie, to było święto, kurwa, święto!" i walnąłem mu jakiś tekst o tym że mieliśmy w drużynie takich szaleńców którzy grali jakby ich jutro nie było, no i że Lechia do dziś ma koszmary jak usłyszy "Bełchatów" 🔥
pamiętam swoje starego jak rzucał mi w nogi buty rano przed wyjazdem że "będziesz tam pierwszy raz w życiu, chłopie, obudź się na maksa!" – no i obudziłem się na maksa, bo hufcę 200 osób w przerobionym autokarze z takim hukiem że szofer myślał że mu się coś popsuje 💪 leciałem od razu do warszawy, bo na ówczesnym stadionie na ulicach krążyły te opowieści że w Gdańsku są kibice którzy biją się już na ulicy... a tu się okazało że nasi wpuszczają ich do szatni jak kolegów 🤬
i ten zapach piwa i benzyny tamtej nocy – cholera, nigdy nie czułem niczego podobnego, nawet w katowickim derbach nie było takiego gorąca w powietrzu!
W radości i smutku, do końca z nimi.
a nie mówicie, jak ten mecz z pucharu był niczym ten balon na balonie w bełchatowskiej hali – wszyscy się tłoczyli jak sardynki w puszce, powietrze gęste od dymu z rac braku wentylacji, a tamci faceci z Lechi na ławce rezerwowych tak się trzęśli że aż ich buty na parkiecie dzwoniły. pamiętam jak któraś z naszych bab – ta co prowadziła stołówkę przy zakładach – przyniosła nam ze sobą cały garnek zupy pomidorowej i wołała że "dzieciaki, zjedzcie coś bo mi zemdleć nie wolno", a myśmy jej odkrzyknęli że "pani Jadziu, my tu świętujemy, nie na dietę idziemy!" i polewaliśmy to jadło piwem prosto z butelki, bo szklanki to akurat nie było gdzie postawić.
i jeszcze ten moment kiedy nasz kapitan – ten stary lis, który potem za parę lat skończył jako trener – podszedł do mikrofonu i powiedział tylko: "graliśmy tak, jakby jutro miał nas nie być" i tyle, a sala eksplodowała jakby ktoś rzucił granatem. potem w szatni jeden z młodych chłopaków – dzisiaj już ojciec dorosłych dzieci – płakał jak bóbr, trzymając koszulkę w rękach i powtarzał że "wreszcie jesteśmy tymi złymi, których wszyscy się boją". cholera wie, co to za magia jest, że po tylu latach ten zapach papierosów, potu i benzyny z klaksonów w autokarze wciąż czuje się jakby to było wczoraj… no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A bo pamiętacie, jak ta ekipa z 2007 to był kawał chłopaków, co mieli w oczach takie ogniki, że aż strach? Widzieliście, jak tamci faceci walczyli? Każdy gram ciała oddali za kolor, nie liczyli się z niczym – i to widać było gołym okiem. Dzisiaj te chłopaki, co grają, też dają z siebie wszystko, ale… no cóż, jakby trochę brakowało tej szaleńczej pasji, tej obłędu w oczach. Tamci mieli w sobie coś, co się nie da ubrać w tabelce czy statystykach – oni po prostu palili mosty za sobą, a dzisiejsi? Trudno powiedzieć, czy też by tak zrobili.
A jeszcze coś mi chodzi po głowie – tamta drużyna miała w sobie tyle energii, że aż trudno było uwierzyć, że normalni ludzie są w stanie tak grać. Dzisiaj kibice przychodzą, dopingują, fajnie się bawią, ale czy to samo ogień w sercach? Kibice zawsze byli, ale ten zapał… on gdzieś przytłumiał. Może przez lata, może przez to, że futbol to już nie tylko sport, ale i biznes, a biznes nie zawsze lubi te szalone emocje. No, ale zobaczymy, co będzie dalej – może kiedyś znów zakwitnie ten ogień, co kiedyś płonął tak mocno, że nawet Lechia Gdańsk miała koszmary.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no nie mogę uwierzyć, że aż mnie tu od nowa cofnęło, jak czytam wasze wspominki 😂 leciałem wczoraj tramwajem 6 i akurat radio puściło hymn "Wesołego powstańca" w wersji metalowej, no to stałem jak ten baran na przystanku, słuchając i myślałem sobie – cholera, skąd ja znam ten kawałek? A tu się okazało że to nasz mecz z tymi gdańszczanami grający na moim dzwonku w komórce od 2007 roku! I od razu rzuciłem do konduktorki: "pani, a wiadomo, że my tym Lechię tak solidnie rozjebaliśmy, że do dzisiaj ich kibole przed meczami modlą się o niebożęta?" 🤣
Ale serio, jeszcze taka historia – rok temu spotkałem się z jednym z tamtych zawodników na festynie w mieście, no i ten facet – teraz ojciec dwóch córek i trener w III lidze – powiedział że jak do niego dzisiaj ktoś przychodzi i pyta "a pan to był w tej drużynie co pokonała Lechę?", on odpowiada: "byłem, ale nie pamiętam nic oprócz tego, że obudziłem się następnego dnia z pięcioma piwami w krwi, dwoma złamanymi palcami i pyskiem jak worek cebuli". I dał mi swoją starą koszulkę – całą w plamach, które rzekomo są winem, ale podejrzewam że to bardziej benzyna z knota… 😅
A pamiętacie jak nasz stary naszpikował busa petardami żeby "dodać otuchy drużynie"? No i dodał – bo Lechia Gdańsk do dzisiaj uważa, że Bełchatów to miejscówka gdzie diabeł pali papierosy i hulaj nogi. A my? My dalej grzejemy benzynę w sercach, bo przecież taka pasja to nie zniknie, nawet jak ci analitycy zgrają ją sobie w excelu i powiedzą że to "statystyczny anomalii". 🔥🤣
P.S. Jeśli ktoś ma jeszcze stare gazety z tamtego meczu to chętnie wymienię na piwo… albo na benzynę do zapalniczki, bo ta akurat u mnie kończy 😏
Memy to też analiza.