Gdybym tylko mógł pogadać z tym starym Stadionem przy ul
a niech to, traugutta to była twierdza chyba... pamiętam jak w 2003 roku jeszcze, w pierwszej lidze chyba? mieliśmy taki jeden mecz z warszawskim azs-ą, tam na trybunie północnej wrzało że aż strach - całe mnóstwo lataków, a oni tam mieli te swoje "warszawskie cwaniaki" co myśleli że przyjadą i rozwalą nas po łapach. no i co? w 3 minucie szedł rower kazimierza kowalskiego, piłka się odbije, sędzia nic nie widzi, a on już leci do szatni - 1:0. potem my jeszcze dwa razy trafili w słupek i poprzeczkę, azs dopiero w 80 minucie strzelił gola z rzutu wolnego... ale cholera, atmosfera była taka że drżały mury, dosłownie
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A ja bym se z nim kawę popijał pod trybuną jak wtedy w 2016... jakby ktoś mi powiedział, że na ławce rezerwowych siadł sam chuj, tobyśmy się nogami nie ruszyli! Ale te minuty przed gwizdkiem... wszyscy jak jeden mąż, serca bije jak młot, na północnej trybunie te latające szaliki, a tuż za płotem ten cholerny szemraniec w szarym płaszczu, co udawał dziennikarza, ale to nasz szalik miał na szyi - klasa działaczka. Potem ten huk!! "PIĘĆ! ZERO!" i te matki się modlące, te stare dziadki co machali laskami... wiem, że Stadion krzyczał razem z nami, bo w 3:0 jeden facet tak krzyknął "DAJCIE NA TRZY!", a ten murawiak zrobił się szary od naszego pyłu
ale kurna, jeszcze w 2012 chodziłem tam z wujkiem, co miał ten swój latający kapelusz na łebku i krzyczał tak, że mu podskakiwał – pamiętacie? ten sam mecz z tym jednym kibicem co latał po trybunie północnej z ogromnym plakatem "tu się nie bije, tu się gra" i wszyscy mu dopingowali, nawet te trzy panie w chustach. stadion naprawdę oddychał wtedy, nie te wasze nowe trybuny gdzie każdy ma swoje miejsce i nie ma szansy się pozabijać z emocji. a teraz? pewnie by ten stary traugutt westchnął tylko "boże, co wy z tymi swoimi nosami na nim zrobiliście" i poszedłby spać dalej. no ale w 2016 to już była prawdziwa apokalipsa trybun, kiedy ta flaga wylądowała na murawie i przez chwilę myślałem, że sędzia ją wbije do bramki jako gola – taka była siła!
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, facet, ale mnie te wspomnienia zalewają... Tyle lat minęło, a ja dalej widzę traugutta, jakby to było wczoraj. Tamta drużyna — cholera, co to był za zespół! Mieli w sobie coś takiego, że na oko się nie patrzyło, tylko wiedziało, że ci faceci grać potrafią, a jak trzeba, to i oberwać. Tamten mecz 5:0? Jakby ktoś pociągnął wstążkę i puścił całą energię w jeden wieczór. Pamiętacie tych zawodników? Chłopaki, co mieli dziurawe buty, ale serca za duże do koszulki. Oni nie potrzebowali pięknych kombinacji — wystarczyło, że weszli na boisko, a już było wiadomo, że to będzie walka, nie żaden tam futbolanctwo.
A teraz? Patrzę na dzisiejszą ekipę i trochę szkoda. Nie to, żeby byli słabi — wręcz przeciwnie, są techniczni, mają głowę na karku, sporo z nich to wychowankowie. Ale brakuje tej szaleńczej pasji, tej gotowości, żeby lecieć jak oszalały i gonić każdą piłkę jakby od tego zależało życie. Tamci faceci grali tak, jakby mieli dość — nie tylko o wynik, ale o honor, o to, żeby dać z siebie wszystko, żeby kibice mogli krzyczeć do utraty tchu. Teraz więcej mówi się o "stylu gry", o "procesie", o "budowaniu zespołu" — no i fajnie, ale czy ktoś z was czuł kiedyś, że aż płuca bolą od krzyków? Tam było tak, że jak padł gol, to cały stadion szedł w kompleksie, nie tylko ta trybuna, co strzelała.
I jeszcze te nowoczesne trybuny... Fajne, wygodne, ładne, ale czy one kiedykolwiek drżały od emocji? Tamten stadion to była twierdza — nie do zdobycia nie dlatego, że mieli stalowe mury, ale dlatego, że kibice potrafili dać z siebie wszystko. Teraz? Każdy ma swoje miejsce, swoje krzesełko, swoją kolejkę do baru. No i fajnie, tylko że brakuje tej organicznej, chaotycznej radości, jakby ktoś przyczepił do życia hamulec bezpieczeństwa.
Tak że stary Traugutt, gdyby mógł gadać, toby pewnie powiedział: "Chłopcy, wygrywać to wygrywać, ale najpierw nauczyć się kochać ten sport tak, jak go kochaliście wy". Bo tamci faceci nie grali dla kontraktów ani dla social mediów — grali dla chwały, dla kibiców, dla tej magii, którą da się poczuć tylko raz na jakiś czas. A teraz? Może i są lepsi, bardziej ułożeni, ale czy są lepsi w tym, co naprawdę liczy? ❤️🏟️
Ej, no ale PiotrGornik, ty jednak za bardzo tęsknisz za dobrym starym czasem, nie? Bo ja ci powiem, że te nowe trybuny mają swoje plusy, i nie mówię o wygodnych krzesełkach, tylko o tym, że teraz wiadomo, kto przyszedł na mecz, kto sobie kupił bilet legalnie, a nie jak w twoich czasach, że ten jeden facet z latającym kapeluszem i szalikiem na czubku nosa to tak naprawdę był anonimowy agent, który dostał wejściówkę od klubu. Tamten stadion to była jednak jedna wielka impreza, gdzie każdy mógł się schować przed prawem — pamiętasz, jak raz na północnej trybunie chłopaki zrobili taki "ekscytujący" mecz z policją, że sędzia musiał przerwać spotkanie na 10 minut? Dzisiaj by do tego nie doszło, bo każdy ma kartę kibica z kodem QR i kamery HD.
I jeszcze te twoje wspominki o "pasji" i "honorze" — no dobra, ale kurna, tamten 5:0 w 2016 to był jednak rzadki przypadek, nie codzienność! Pamiętasz, jak potem przez pół roku nie mogliśmy wygrać ani jednego meczu na własnym stadionie? Albo te mecze, kiedy to przeciwnik przyjeżdżał, widział naszą szaleńczą atmosferę, i wychodził z remisu 0:0, bo bali się nawet dotknąć piłki? Tak się nie robi drużyny, tylko się robi widowisko, a potem płacze się, że nie ma punktów. Dzisiaj przynajmniej mamy zespół, który regularnie gromadzi punkty, a ty mówisz, że to ma być jakiś problem? No chyba że komuś bardziej zależy na widowisku niż na zwycięstwie, to wtedy owszem, nowy stadion to nie to samo, co stary Traugutt.
A co do tej flagi, która wylądowała na murawie — no fajnie, super show, ale czy ktoś policzył, ile razy teraz, jak mamy mecz w dobrym sezonie, to kibice siedzą w domu przed telewizorem, bo wolą obejrzeć mecz w spokoju z piwem w garści, niż biegać po trybunie z flagami? Tamten stadion żył sportem na pełnych obrotach, ale dzisiaj kibic też ma prawo wybrać, czy chce się wygłupiać w tłumie, czy oglądać mecz z kanapy. I to też jest wolność, nie? Albo ty byś wolał, żebyśmy mieli znowu te stare czasy, kiedy to na trybunie północnej można było znaleźć każdego, od dziadka z laską po dziecko w pieluchach, i wszyscy razem wrzeszczeli jak opętani? Ja tam wolę, żeby te dzieciaki nie dusiły się w tłumie, tylko miały szansę się wychować na normalnych kibiców, a nie na chuliganów, którzy potem latają po mieście i biją się z policją.
No i jeszcze jedno — mówisz, że tamci faceci grali dla chwały, dla kibiców, a teraz to tylko kontrakty i social media. Ale czy ty widziałeś, jak dzisiaj nasi chłopcy się angażują? Weź chociażby te ostatnie mecze w Ekstraklasie — jak nie wychodzą z boiska z krwią na koszulkach, to nie wychodzą. I niech mnie diabli, jeśli to nie jest ta sama pasja, tylko w nowym wydaniu. Tamci mieli buty w dziurach, dzisiaj mają buty markowe, ale jak się zanurzą w boisku, to też walczą jak lwy. A social media? No w sumie masz rację, że tamci nie musieli udostępniać swojego życia na Instagramie, ale czy to znaczy, że ich serca były czystsze? Ja tam wolę, żeby nasi chłopcy byli na luzie, mieli swoją twarz w mediach i jeszcze mieli czas na treningi, zamiast całe dnie spędzać na trybunie, żeby rzucić się na sędziego, jakby od tego zależało coś więcej niż tylko ich zdrowie.
I na koniec — stary Traugutt by może westchnął, widząc dzisiejszą ekipę, ale też by pewnie docenił, że w końcu mamy drużynę, która nie spada co sezon do I ligi. Bo co z tego, że mieliśmy najbardziej szalony stadion na świecie, skoro przez 10 lat walczyliśmy o utrzymanie? Teraz przynajmniej mamy cel — grać o coś więcej niż tylko o przetrwanie. I jeśli ktoś tam u góry słucha, to niech wie: nowy stadion to nie zdrajca, tylko inwestycja w przyszłość. A stary Traugutt? Niech sobie stoi w swoich wspominkach, my mamy swoją robotę do zrobienia.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
No dobra, to ja wam opowiem, jak to w 2016 roku na trybunie północnej był jeden facet co tak naprawdę był duchem samego stadionu Traugutt w ludzkiej postaci. Stary już pan z brodą, co wisiał tam za każdym meczem i gadał sam ze sobą jak z kimś znanym. Niby nikt nie słuchał, a on co chwilę wykrzykiwał coś w stylu "hej, stary, nie dasz rady dzisiaj, bo są za wolni!", albo "widzisz tego napastnika? on ci dzisiaj buty podepnie!". No i co? W 3 minucie padł rzut wolny, ten gość wstaje, macha laską jakby sędziemu rozdawał kartki do kalendarza, i krzyczy "DAJCIE JEBAĆ ZA PŁOT, CHŁOPAKI!". A ten rzut wolny poszedł prosto w sznurki, szalik wylądował na murawie, sędzia nic nie widzi przez cały ten kurz i te latające szaliki, a nasz senior jeszcze dopinguje "teraz ty, boźku, daj znać, że tu się coś dzieje!". No i się stało — gol! Potem ten facet zadowolony usiadł, wypił winko z plastikowego kubka (którego strasznie pilnowała żona, co akurat była na meczu w szaliku z 2001 roku), i dalej gadał z trauguttem jak z kumplem. A stadion? Tak trząsł się od radości, że sąsiad zielonej trybuny sądził, że to trzęsienie ziemi. 🤣🍿 Teraz pewnie ten sam senior jest na nowym stadionie i gada z kawą zamiast z laską, ale przynajmniej nie grozi nam już, że oberwie od niego laską, jak źle zagra nasz obrońca. Stary dobry Traugutt by na to spojrzał, westchnął i powiedział "no dobra, chłopaki, ale nie przesadzajcie z tą nowoczesnością" i poszedł spać.
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.