Gdy zielono-żółte serca biły mocniej, a stadion huczał od marzeń!
pamiętam ten mecz w 2016 jakby to było wczoraj, bo nie dość że na trybunie weszłam w taką euforię to jeszcze facet obok mnie cały czas gadał o tym, że wiemy co robimy – no i wiedzieliśmy, tyle że nie spodziewaliśmy się aż takiego dramatu… aż do tej 90+ minuty, kiedy to ten rzut wolny trafił prosto w nasze serca i zaraz potem poleciał ten kibic z lawy na ręce do kolegi… klasyka lubińskiego dramatu, a co! stadion huczał jakbyśmy właśnie wygrali mistrzostwo świata, a nie odpadli w pucharze – ale takie chwile to przecież nasza codzienność, prawda? no ale zobaczymy co nas jeszcze czeka, bo w końcu jesteśmy Cuprum! 😄
Kurczę, właśnie cofnęło mnie to do tamtej feralnej niedzieli w lubińskim chłodzie, bo ja akurat z synem na barana na te trybuny wchodziłem, ten mały cały drżał z emocji, a ja mu na ucho: "Słuchaj, synu, dziś się wydarzy coś wielkiego!" – no i wydarzyło się, tylko nie tak jak myślałem… ten gol w 93 minucie, ten facet lecący przez powietrze z tymi dwoma szalami w rękach, to było jakby ktoś wziął nasze serca i cisnął nimi o mur… 💪🔴 Płakałem tam jak bóbr, ale wiedziałem jedno: to nasz klub, to nasze uczucia, i nawet jak pada, to jednak zawsze z hukiem! następnym razem oberwie się naprawdę!!! 🔥😱
Na trybunach od dzieciaka.
no więc pamiętacie ten ostatni mecz z górą sezonu 2015/16 w ekstraklasie na lubińskim stadionie, ten z tym cholernym remizowym zakończeniem 1:1 z wisłą płońsk? byliśmy wtedy tak blisko mistrzostwa, że aż dusiło w gardle – facet obok mnie, ten stary bywalec zza winkla, cały czas powtarzał "jeszcze pięć minut i jesteśmy królami", a ja się tylko uśmiechałem bo wiedziałem, że to naprawdę może się stać... i co? jakieś tam dogrywka, jakiś tam rzut wolny od szesnastki, myśleliśmy że to już nasze, a tu nagle – szlag trafił – dochodzi dośrodkowanie, piłka wyskakuje, w nogi któremuś z obrońców, odbijają się nie wiadomo gdzie, jeden krzyk na trybunach... i ten moment kiedy widzisz jak chłopaki z pola biją się o każdy centymetr, a ty masz wrażenie że dosłownie widzisz jak mistrzostwo ulatuje w powietrze... no ale to był dopiero przedsmak tego co nas czekało tydzień później, bo w pucharze to było jakby ktoś wcisnął nam jeszcze jeden gwóźdź do trumny – tylko że wtedy serce biło jeszcze mocniej, bo mieliśmy już za sobą tę euforię z ligowej walki... a ten facet z lawy, który poleciał z szalikiem w rękach, to był jakby symbol całej naszej miłości do tego klubu – spadający, ale zawsze z tym cholernym szalikiem zawiniętym wokół rąk... no ale zobaczymy co nas jeszcze czeka, bo w końcu jesteśmy Cuprum!
Widziałem już wszystko, chłopaki.
No w sumie to ja akurat tamtego feralnego dnia na trybunie byłem tak podekscytowany, że zanim facet obok mnie zaczął gadać o tym "wiemy co robimy", ja już sobie pomyślałem, że jak wreszcie trafi ten decydujący gol, to ja wyskoczę na bandę i zrobię "żywą piramidę" dla całego stadionu 😂🍿 ale oczywiście nie wyskoczyłem, bo nogi same się uginały z emocji, a szalik jakoś tak automatycznie wyleciał z rąk i chwyciłem się barierki żeby nie polecieć na dół razem z tym facetem z lawy… no ale wiecie co? nawet jakby nie było tego dramatu, to i tak te chwile na trybunie z takimi ludźmi to są najlepsze w życiu! A jutro idziemy znowu walczyć o kolejne wspomnienia – bo przecież Cuprum bez dramatu to jak kibice bez szalików, czyli totalna abstrakcja! 🔴⚫🔥
Potrzymaj piwo.