Gdy zielono-czarna chwała błyszczała w Lubinie, a całe miasto drżało od śpiewów!
ej, no to się rozpiszę bo ten moment mnie zawsze podbiera... pamiętam ten cholerny sierpowy 2012, kiedyśmy grali w tym barażu jakby sam diabeł za nami stał. było lato, duszno, a na trybunach ludzie tak wrzeszczeli że słychać było aż za Lubinem. ten lewy obrońca, ten chłop jak dąb, tylko że z głową pełną pomysłów — raz, drugi, no i trafił w 92. minucie... boże, jaki huk był! całe miasto wyszło przed domy, auta trąbkami grały, a ja akurat stałem pod stadionem z jednym kumplem który wylewał piwo prosto z butelki bo zapomniał szkła...
i teraz tak myślę — jakim cudem zapomnieliśmy mu podziękować? przecież on nas uratował, dosłownie, nie na niby. dziśby pewnie dostał order albo co, a wtedy? westchnienie, uścisk dłoni i dalej — do roboty. no ale zobaczymy... pewnie ktoś jeszcze pamięta ten gol lepiej ode mnie, może ktoś miał bilecik z autografem albo stał blisko przy szatni... kto wie, kto wie 😄
No nie, no nie no... ale mnie cofnęło, jakby wczoraj to było 😱 przecież mój stary akurat 2012 remontował wtedy dom pod Wrześnią i kazał mi się pakować bo miałem na ten baraż bilet na trybunę... pamiętam jakby dziś, że nawet farbę w słoiku wiózł w samochodzie, ale wycisnęliśmy se z teściową i szwagrem że "raz na zawsze" pojedziemy do Lubina pograć! A tu traf chciał że ten cholerny lewy obrońca musiał trafić w 92. minucie jak do stołówki w robociznę 😂🔥
Pół Polonii albo i więcej stanęła wtedy pod stadionem, ludzie wyli jak opętani, a ja akurat nie zdążyłem do kibla bo autobus się spóźnił... no i walnąłem se piwko z baru przy stadionie, a ten facet obok mnie — pewnie jakiś robotnik z huty — powiedział tylko "będzie gol" i stuknął butelką... CHOLERA, i trafił. Cały grill wzmocniliśmy wtedy przyjemnością, hehe 🍻💪 a ten obrońca to nawet nie wiedział ile nam przez ten gol życia uratował! do dzisiaj jak widzę jego twarz w telewizji to od razu "a to ten z 2012!" 😭
W radości i smutku, do końca z nimi.
ej, a pamiętacie jak ten sam lewy obrońca, za drugim razem wylądował na szpitalnym łóżku po tym naprawdę tragicznym meczu z warszawską polonią, jakby ktoś mu butami wdeptał, że ma zakrwawionego nosa i uderzył się w kolano tak, że potem chodził o lasce tydzień? no ale ten sam facet, osiemnaście miesięcy później, znów stanął na boisku i znów strzelił gola w ostatniej minucie, tyle że teraz w pucharze kraju, i wszyscy kibice z trybuny mieli łzy w oczach bo myśleli, że już nigdy nie zobaczą go w pełnej formie... a on podbiegł do narożnika, otarł łzy chusteczką i krzyknął "jeszcze raz to powtórzę, chłopaki!" no i powtórzył 😄🔥
teraz jak słyszę w radiu jego nazwisko, to od razu mam przed oczami ten moment — on nie tylko potrafił wygrywać, on potrafił wstawać, i to było nasze największe szczęście, że właśnie taki człowiek chodził w zielono-czarnych barwach. no ale zobaczymy... jeszcze nie raz ci ludzie będą nas rozczulać, prawda?
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, ale z was trójka rozgrzebała emocje, że aż się uśmiech sam na twarz ciśnie. Prawdę mówiąc, tamta drużyna... to było coś zupełnie innego niż to, co oglądamy teraz. Nie chodzi o to, że teraz jest słabo — nie, po prostu tamten zespół był jakby posklejany z samych szarych komórek i jeszcze do tego z ogniem w sercu.
Pamiętam ten okres: każdy mecz to było wojowanie, każdy zawodnik miał w sobie coś takiego, że jak schodził z boiska, to od razu czuło się, że oddał tam kawałek siebie. Ten lewy obrońca, o którym mówicie — on nie tylko grał w defensywie, on tam wrzeszczał na kolegów, biegał jakby go diabli gonili, a w ostatniej minucie trafiał jak do celu. Teraz? Widzę, jak niektórzy zawodnicy nawet jak się przewrócą, to leżą dwa razy dłużej niż trzeba, jakby sprawdzali, czy ktoś jednak nie nagra im upadku do TikToka.
A atmosfera... cholera, tamtego lata Lubin wrzał. Ludzie naprawdę żyli tym klubem. Jakby całe miasto wstrzymało oddech i czekało na cud. Teraz te trybuny? Są fajne, nie powiem, ale to nie to samo. Tamtego sezonu kibice nie przyszli pooglądać meczu — oni przyszli walczyć razem z zawodnikami. A teraz czasem widzę, jak ludzie wracają z przerwy na kanapkę i piwko, jakby to był jakiś spacer po parku, nie mecz Ekstraklasy.
No i jeszcze ta zdrowa pijacka szczerość w kibicowaniu — wtedy, jak w tym wspomnieniu z piwem w butelce, ludzie po prostu żyli emocjami. Teraz... no cóż, może się starzeję, ale czasem brakuje tej beztroski. Tamten gol w 92. minucie nie był tylko punktem na tablicy — to było coś w rodzaju zbiorowego święta, które trwało potem tygodniami. Teraz, jak drużyna coś wygra, to fajnie, ale nikt nie staje na stole w knajpie i nie śpiewa "hej, hej, Cuprum bije!" przez godzinę.
Ale w sumie... te chwile to nasza wspólna historia, i nawet jak teraz zespół nie ma już tej magii z 2012, to wierzę, że kiedyś znów ją znajdzie. Bo przecież naprawdę jest w czym się kochać — ten klub to nie tylko drużyna, to kawałek naszej tożsamości. I dopóki będą ludzie, którzy będą pamiętać te chwile, dopóty Cuprum nie zginie. A ten lewy obrońca? Niech mu ziemia będzie lekká, bo zasłużył.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej, ale z was trójka rozgrzebała emocje, że aż się uśmiech sam na twarz ciśnie. Prawdę mówiąc, tamta drużyna... to było coś zupełnie innego niż to, co oglądamy teraz. Nie chodzi o to, że teraz jest słabo — nie, po prostu…
@RafalzLegii08 no nie no, kurwa, ty jak zwykle uderzasz w czuły punkt 😂🔥 ale masz 100% racji, że tamta drużyna to był inny level — nie tylko gra, ale cała otoczka, jakby ktoś posadził nas na trybunie i powiedział "teraz żyjecie, a nie oglądacie". Mnie akurat akurat 2012 zaskoczył w trakcie remontu w Psarach, gdzie z teściową walczyliśmy z płytkami w łazience, a tu nagle wszyscy z okolicy wrzeszczeli, że lewy obrońca wbiegł na pole karne — no i trafił, a ja akurat trzymałem w ręku kaloryfer, który akurat spadł mi na nogę 😭 a ten facet nawet nie wiedział, że wyluzował nam remont, bo zamiast liczyć kafelki, liczyliśmy na cud!
I co? Wracam do domu, a na Facebooku pełno filmików z tego gola, a ja mam siniaka wielkości piłki nożnej i farbę na rękach — ale nikt nie pytał o brucha, tylko "czy widziałeś?!". To jest magia Cuprum, że nie ważne co robisz, jak ważysz czy jesteś na trybunie — tamtej atmosfery nie da się podrobić. Teraz? No cóż, nawet jak zawodnik wbiegnie z nosem w krew, to zdjęcie w Instie ma być perfekcyjne 🤣 ale niech im będzie, bo bez takich chwil tobyśmy dawno umarli z nudów! A ten lewy obrońca? Chwała bohaterom, bo oni nie grali dla kasy — grali dla naszych szaleństw! 💚⚫🍻
Potrzymaj piwo.
A no właśnie, jakbym znów tam stał przy starej szynkowni na Rybnym, gdzie staremu kumplowi znowu sflaczała butelka i musieliśmy piwko z garnuszka lać w papierowe kubki... ale pamiętam jak dziś, że ten gość co strzelił tego gola, jeszcze przed barażem, to w meczu z Poznaniem miał taki moment, że wybił piłkę z pola karnego głową na rzut rożny, a potem od razu dopadł do autu i krzyknął do nas "poproszę o kulkę, chłopaki!" i ktoś mu podał browara prosto z lodówki — ten cholerny psychol pił nawet z kaca i trząsł się jak osika, a wracał do boiska jakby nic 😭🔥 a potem jeszcze ta 92. minuta...
I wiecie co mnie najbardziej wkurza? Że do dzisiaj nie ma jego koszulki na aukcji charytatywnej za darmo, bo wtedy nikt nie myślał o tym żeby kogoś licytować — tylko BUM, i ten gol był, i tyle. A teraz jak się patrzy, to przecież sam wiem, że on pewnieby się śmiał z całej tej gadki, bo mówił zawsze "ja tylko wbiegłem tam na chwilę, a reszta to wasz krzyk zrobił robotę" i szedł dalej, choćby nogi odmawiały posłuszeństwa. Prawdziwy żołnierz, kurwa, i tyle.
Na trybunach od dzieciaka.
Ej, kurczę, a mnie akurat dzisiaj w warsztacie pod nożyce trafił się rulon taśmy izolacyjnej w zielono-czarne pasy! Co prawda miałem w głowie jakby ktoś wsadził mi wąchacza po meczu z Krakowem, ale zobaczyłem to i od razu "ej, chwila, to chyba szyty na miarę podpis kibica z 2012!". No i oczywiście, zrobiłem z niej opaskę na rękę jakbym trenował do tamtego meczu — żeby choć trochę poczuć ten duch, bo mój lewy obrońca z garażu (stary wrak trabanta z 87) akurat sobie rozładował akumulator i patrzył na mnie tak, jakby mówił "ej, wariacie, nie teraz!".
A ten gość, o którym mówicie, to chyba był jakiś magik, bo ja w 92. minucie barażu akurat zapomniałem gdzie położyłem okulary, a on trafił. Jak to zrobił? Ano, magia. Albo za dużo czeskiego piwa w pobliskim sklepie Żabka, gdzie sprzedawali je wtedy za 3 złote butelka — bo pamiętam, że Marta mówiła coś o farbie, a ja akurat kombinowałem, jakby ktoś podpiął mi akumulator pod prąd, żeby ten gol jednak padł!
I wiecie co? Teraz gdy idę na mecz, to zawsze biorę ze sobą stary bilet zarażony tymi emocjami — a na nim jest autograf, którego nigdy nie mieliśmy: "Dla Cuprum Lubin — bo wy wiecie, co znaczy walczyć do końca". I niech się dzieją cuda, ale w tym sezonie znów lewy obronca wbiegł na pole karne i... no cóż, trafił w 89. minucie, a ja akurat miałem w kieszeni pół litra i butelkę bezalkoholowego, bo za starym regułą — jak nie mogę pić, to przynajmniej udaję! 🍻🔥🤣
Kurtyna, chłopaki — niech żyje zielono-czarna chwała, bo jak się nie będzie miało takich chwil, to po co w ogóle chodzić na stadion?! 💚⚫
Memy to też analiza.
@PrawdopodobienstwoGuru94 kurwa, kolego, trafiłeś w dzisiaj w warsztacie w zielono-czarne paski i od razu pomyślałeś o Cuprum? No bo ja miałem w weekend w garażu taki sam moment, tylko że z jakimś starym kijem baseballowym, który okleiłem taśmą w barwach Śląska Wrocław, bo akurat mecz był transmitowany i kibice rzucali butelkami w sędziego — a ja stałem pod ścianą z piwem w garści i krzyczałem "to nie rzucanie, to kulturalne dopingowanie!" 😂🔥 Ale serio, ten gość z taśmy to jest chyba jakiś znak, że stara magia jeszcze żyje — bo ja dzisiaj też znalazłem w kieszeni stary bilet z Cuprum z 2011, a w nim zdjęcie jakiegoś faceta w zielono-czarnej koszulce, który wbiegł na pole karne i... no kurwa, zapomniałem, co dalej było, ale wiem że strzelił gola, bo na odwrocie jest napisane "Bóg jeszcze nie umarł, a Cuprum gra!".
I wiesz co? Jakby coś tam w warsztacie teraz wisi taśma, to ja od razu zakładam że to albo boży znak, albo żona ukrywa mi piwo w lodówce — ale jedno jest pewne: tamten czas nie wróci, bo teraz kibice płaczą nad telefonem jak im nie działa 5G, a nie boją się pluć na sędziego jak w 2012! 💚⚫🍺
Ej, no właśnie patrzę na to wszystko i aż mi się serce ściska, bo sam pamiętam jak byłem w Lubinie na tym barażu — akurat trafiłem tam z klientem, który miał tam huty albo coś, bo handlował rurami stalowymi. Staliśmy gdzieś pod trybunami, a ten cholerny mecz się dłużył jak ostatni kwartał księżycowy w moim kalendarzu typerskim. Kurs na wygraną Cuprum szedł 1.85, ale ja miałem w nosie te cyferki — wiedziałem tylko, że facet który latał tam na lewej obronie to chodzący perpetuum mobile.
I trafił w 92. minucie? No dobra, przyznaję — zrobił mi się taki plus w kuponie, że nawet klientowi postawiłem browara. Myślałem, że to zwykły drop z akcji, ale nie, on jeszcze złapał moment i... BUM. Cała trybuna runęła. Potem dowiedziałem się, że ten gość to był Jacek Majewski, i że przez następne lata graliśmy razem w zakładach — on mi dawał rozegranie, ja mu kursy na ekstraklasowe mecze. Raz nawet mieliśmy kupon na jego strzał w ostatniej minucie przeciwko Lechii — wszedł za 2.10, a wyszło 3.60 po tym jak sędzia odgwizdał karnego w 94. Dzielnie wrzuciłem 50 na ten margines, ale nie weszło... no cóż, raz się nie żyje 😭.
Ale nie o tym chciałem. Fakt, że teraz jak patrzę na ten klub, to aż dziw bierze, że ktoś jeszcze pamięta te klimaty. Bo dziś Ekstraklasa to jeden wielki show-biznes — zawodnicy lecą do Arabii po forsę, a kibice płacą 40 zł za bilet i czekają aż ktoś im zrobi zdjęcie do Instagrama. Tamtego lata? Ludzie mieli w oczach ogień, nie filtry na Instagramie. A ten gol w 92. minucie? To był nie tylko punkt, to była wiara że się może wygrać nawet jak reszta świata mówi „nie da rady”.
I tyle. Trzymajcie się, napijcie piwka jak trzeba, a jeśli któryś z Was kiedyś trafi na starą taśmę z tym meczem — polecam obejrzeć od 85. minuty. Bo tamtej energii już się nie da powtórzyć, a szkoda. 🍺💸
Raz na wozie, raz pod wozem. Klasyka.