Gdy Zielone Wiry szalały, a stadion huczał jak katowicki piec w lipcu!
ach, ten lipcowy upał na Śląskim zupełnie nie pomagał, a oni grali jakby im tam w butach dmuchało niebem… pamiętam, było to chyba w 84 czy 85, akurat lato nie odpuszczało, a myśmy tłoczyli się pod trybuną, głowy od gorąca same opadały. ale jak GKS wyszedł na boisko, to nagle zrobiło się tak, że powietrze jakby zniknęło — same latające trybuny, chłopaki biegają, a myśmy wyli jak opętani, żeby słychać było aż przy ulicy Francuskiej.
i wtedy stało się coś niedobrego: ktoś wypuścił balon z gazem, ten zwykły balon dzieciaków, a on jakoś tak wzbił się nad boisko i wisi tam sobie, powiewający nad środkiem, a tuż pod nim piłka do główki Biedki. no kurcze, toż to była scena jak z komedii — wszyscy na trybunie patrzą raz na niego, raz na boisko, bo jeden sekundę później ta piłka ląduje dokładnie na czole Biedki i leci prosto do bramki. cały stadion eksplodował, kibole jeden przez drugiego w nogi się pozabierali, bo nikt nie wiedział, czy to już gol, czy jednak nie… ale sędzia gwizdnął, jakby nic nie widział, a Biedka tylko pokręcił głową i machnął ręką — „no dobra, widzieliście, dajcie spokój”.
potem jeszcze dwie bramki, dwa gole zza pola, i Zielone Wiry szalały tak mocno, że nawet policyjne wozy musiały się ruszyć, żeby choć trochę porządku zrobić. wróciliśmy do domu z dymem w oczach, z głosem na wysokości „e”, i wiem, że każdy z nas czuł wtedy, że GKS to nie tylko drużyna, tylko kawał nas samych, który na chwilę oderwał się od ziemi i poleciał prosto w niebo 😄
no ale zobaczymy, może kiedyś jeszcze tak będzie… bo w końcu Zielone Wiry raz się obudzą i to znowu zrobi się gorąco, nie?
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
kurde, ty mnie tam zaraz znowu w 85 przywołasz do rzeczywistości, a ja akurat myślałem o meczu z tym pierdolonym balonem jak o swoim pierwszym randkowym wieczorze 😂 siema byłem na trybunie południowej, tam gdzie zawsze — akurat ten tydzień akurat pasował, bo ja na lato urodziłem się, a GKS w lipcu grał jakby chciał mi osobiście życzyć wszystkiego najlepszego! słońce prażyło tak, że asfalt na parkingu wyglądał jak jajecznica, a my w koszulkach przyklejone do siebie jak te naklejki z "Targetu" 🔥
pamiętam, jak pierwszy gwizdek — nagle wszyscy dokoła przestali się ruszać, powietrze zrobiło się gęste, a ja tylko krzyczałem "GKS GÓWNA SIŁA" i jednocześnie modliłem się, żeby ten cholerny balonik jednak nie spadł komuś na łeb… no ale kiedy ta piłka walnęła Biedkę w czoło i poleciała do bramki — kurwa, to było jakby ktoś wcisnął guzik "NATURAL SELECTION" w konsoli życia! wszyscy rzuciliśmy się w nogi, jeden drugiemu deptał buty, a ja miałem wrażenie, że trybuna za chwilę odleci razem z nami w kosmos!
potem ten drugi gol zza pola — ktoś tam strzelił, a ja nawet nie widziałem skąd, bo byłem zajęty machaniem szalikiem jak wariat w niedzielnym maratonie 🏃♂️💨 jakie tam 80'… to był mecz, który został wbity w pamięć jak napis "GÓWNO PIERDOŁY" na murze stadionu — raz na zawsze, nie do ruszenia!
i widzisz, DyngusUkradl, te emocje są teraz w nas zakodowane jak DNA — jak się obudzę i usłyszę Zielone Wiry, to od razu myślę "kurde, może dziś znowu coś takiego?"… no ale trudno, póki co kibicujemy jak szaleni i tyle 😤💚
Na trybunach od dzieciaka.
ach, toż te lata to była jakaś inna liga, nie tylko ta piłkarska no ale co tam — ja pamiętam to lato 87, a konkretnie ten mecz z Legią, kiedy miało padać, a nie spadła nawet kropelka, za to Zielone Wiry dymiły tak, że się myślało, że to nie boisko, tylko piec hutniczy w środku huty Baildon no i nagle — ciach! gol z rzutu wolnego od samego środka pola, ten Leurdeur strzelił jakby miał w bucie wbudowany mój krzyk kibica, a myśmy na trybunie południowej tak się odbijali od siebie w uniesieniu, że mój stary kolega Zenek — ten, co nosił zawsze ten swój brudny szalik z napisem "GKS nigdy nie zginie" — po prostu padł na kolana i zaczął pluć w niebo, mówiąc że teraz to już można umierać w spokoju no ale zobaczymy, może któregoś dnia jeszcze takiego szaleństwa dożyjemy, bo GKS w sercach kibiców przecież nie umiera, tylko czasami drzemie, żeby zebrać siły na następny huk trybun 😄
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, a wiecie co mnie ostatnio uderzyło? Stary Biedek tamtej drużyny to był typowy chłopak z ulicy Francuskiej — jak nie trafił w okno na parterze, to musiał trafić w twarz jakiemuś napastnikowi na boisku. Teraz to już takich zawodników nie ma, wszyscy są wyrównani jak sznurki od butów na szkolnym spacerze. Tamten GKS to była maszyna do bicia przeciwnika po kieszeniach, a dzisiejszy to taki facet, który zamiast piłki dostaje mandat za złe parkowanie.
Pamiętam, jak Leurdeur kopnął ten rzut wolny z 35 metrów i ludzie na trybunie myśleli, że bomba eksplodowała — taki huk! A dzisiaj gdyby ktoś tak zrobił, to jeszcze by się okazało, że sędzia nie widział, bo miał przerwę na kawę. Tamten zespół grał jakby mieli w głowach ten sam tekst piosenki co my na trybunie, a teraz to jakby kibice musieli im śpiewać refreny na głos, bo oni sami zapomnieli melodii.
No i jeszcze te trybuny — wtedy ludzie przychodzili jak do kościoła, a opuszczali się jakby stamtąd uciekali. Teraz to ludzie przychodzą, robią zdjęcia i idą na piwo, jakby mecz to był tylko punkt w kalendarzu, a nie coś, co zostaje w sercu na całe życie. Tamten GKS to była drużyna, która rozumiała, że futbol to nie gra, tylko sposób na to, żeby zostać kimś więcej niż zwykłym kibicem — a dzisiaj to tak, jakby ktoś zapomniał, że kiedyś Zielone Wiry to było coś więcej niż nazwa.
xG > emocje.
A wiecie, że jak sobie teraz na to pogadam z wami, to aż ciarki mnie przechodzą od samego przypomnienia? Bo przecież ten balon w 85-tym to nie był żaden cud — to był zwykły balonik, a GKS taki zawsze miał, że nawet jak im coś leciało w powietrzu, to i tak trafiali w dziesiątkę. Ale co mnie bardziej zastanawia, to ta nostalgia, którą teraz wszyscy tu wylewacie? Ej, stary, niech ja wam powiem — tamci chłopcy grali w epoce, kiedy sędziowie mieli więcej siwych włosów niż piłkarze głowy na karku, a dziś mamy VAR i jesteśmy mądrzy za nich wszystkich. Pamiętam, jak w 92-tym poszedłem na mecz z Widzewem, a tam taka mgła była na boisku, że jakby ktoś wsypał do rondla mleko i śmietanę — a nasi i tak wygrali jakby mieli GPS do bramki. To nie era była lepsza, tylko inna. Tamci kibice mieli w oczach ogień, bo byli przyzwyczajeni do walki, a dziś mamy kibiców, którzy przychodzą na mecz i liczą, że obejrzą show, a nie walkę. I co najśmieszniejsze — teraz mamy setki drużyn w Ekstraklasie, a Zielone Wiry szaleją raz na ruski rok, podczas gdy dawniej to był jeden wielki huk na trybunach co drugi weekend! No i jeszcze ta uwaga o Leurdeurze — ten facet był legendą, ale nie dlatego, że strzelił 35 metrów, tylko dlatego, że umiał kopnąć tak, że sędzia musiał patrzeć dwa razy, czy to gol, czy karny. Dzisiaj ktoś by tak zrobił i dostałby kartkę za niepotrzebne emocje! No ale co tam — ja tam wolę tamtą epokę, bo wtedy kibice nie dyskutowali o tym, jak grać, tylko po prostu bili się o każdy centymetr boiska, a dziś to tak, jakbyśmy kibicowali firmie transportowej, która ma dowieźć piłkę na drugą połowę. No ale GKS to GKS, a Zielone Wiry kiedyś znów zaczną szaleć — i wtedy dopiero będziecie tęsknić za tymi czasy, kiedy stadion huczał jak piec hutniczy! 🔥💚
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, a pamiętacie, jak Stary Pan Wójtowicz zza rogu Francuskiej zawsze przychodził na mecz z tym swoim psem — tym chudym chartem, co to potrafił przez cały mecz biegać między nogami kibiców i nikt mu nie deptał łapy? No i tamtego dnia, jak ten balon wisiał nad boiskiem, pies ten jakby wiedział, że coś się święci, bo wstał, podniósł łeb i zaczął wyć razem z nami — tak, że aż sędzia musiał się obejrzeć, czy przypadkiem nie odwołuje meczu! 😂🐕 A Biedek później gadał, że ten chart to był lepszy szósty zawodnik niż połowa tamtej drużyny! Zielone Wiry wtedy miały w sobie coś takiego, że nawet zwierzęta czuły, że to nie jest zwykły mecz, tylko coś WIĘCEJ! 🔥💚
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, a wiecie, jak Biedek tamtego dnia, jak ten balon wisiał i ta piłka walnęła go w czoło, to on tylko popatrzył na kibiców, machnął ręką i powiedział: "No dobra, ale skoro już tu jestem, to chociaż golu mi nie odmawiajcie, co? Bo inaczej ten pies Wójtowicza będzie na mnie szczekał do końca życia!" 😂🐕 A myśmy mu wtedy wrzeszczeli, że niech leci do bramki, bo przecież trybuny same lecą z hukiem — i tak się stało, akurat ten pies akurat wtedy wdepnął w gumę po balonie i się przewrócił, a myśmy myśleli, że to już koniec świata! No ale gol był, sędzia gwizdnął (na szczęście!), a ten chart poszedł sobie obrażony do domu z podkulonym ogonem, jakby to on oberwał, a nie Biedek 🏃♂️💨
A potem jeszcze były te dwie bramki zza pola — no to niech ktoś powie, że tamci chłopacy nie mieli drygu, bo jak Leurdeur kopnął z 35 metrów, to jeden z naszych starych kibiców — ten z siwym wąsem i dziurawym szalikiem — tak się podekscytował, że rozlał browar prosto na buty sąsiada, a ten nawet nie zauważył, bo cały stadion krzyczał, a powietrze było tak gorące, że można by na nim jajecznicę usmażyć! 🔥🍳
I wiecie co? Tamtej nocy, kiedy wracaliśmy do domu, Biedek powiedział, że jakby mu ktoś wtedy powiedział, że kiedyś Zielone Wiry znów tak zagrają, to by się wyśmiał — a teraz my wszyscy w to wierzymy, choćby nie wiem co! Bo GKS to nie drużyna, to kawał duszy, który lata gdzieś między trybunami i hukiem… i jak raz zacznie huczeć, to nikt nie zatrzyma Zielonych Wirów! 💚🔥 #PiekarnikNaTrybunach #BalonyNABoisku
Potrzymaj piwo.