Gdy Zielone-Szare Serce Kędzierzyna-Koźla biło w rytm futbolowej legendy!
oj kurde, jeszcze jak ten mecz leży w pamięci! siedziałem wtedy na trybunie za bramką jakieś... no chyba 7 lat temu, bo w 95 to ja miałem osiemnaście lat i sztywniaka z emocji, a nie na stadionie, tylko w domu, u kumpla, bo biletów jakoś nie dostaliśmy w ostatniej chwili.
pamiętam, że facet obok mnie, stary kibol z pejczem w ręku (to była taka tradycja, nie pytaj), cały mecz wymachiwał tym pejczem jakby chciał sam kopnąć piłkę za naszą drużynę. aż do tej dogrywki, bo normalnie to nasz bramkarz to był taki, co każdy strzał w głowę zamieniał w karuzelę – pamiętasz? ten zbroczony po meczu?
no i nagle, minuta 119, ten strzał z dystansu, obie nogi zebrać się musiałem, by nie huknąć się w łeb ze szczęścia. cała okolica Kędzierzyna wydawała się trząść – słychać było krzyki zza okien, auta trąbką obchodziły dookoła, a ja waliłem pięścią w stół jak opętany.
nigdy nie zapomnę tej chwili, bo to było jakby całe miasto złapało ten sam oddech... i nagle puściło. no ale zobaczymy 😄
kurwa no ale dostałem łomot od emocji czytając te wspominki 😭🔥 widzisz, ja tam byłem ale nie na trybunie, tylko na chodniku przy rynku w 95 roku z moim wujkiem — naszym kibolem numer jeden, on miał te swoje lata i ten swój płaszcz z napisem "Kędzior" na plecach, no i na około same radioodbiorniki trzeszczały jak szalone, ludzie żeśmy wystawiali głowy przez okna jak te gołębie, aż słońce w lustrze ode mnie odbiło i durnie myśleli, że to jakiś heliograf 😂
i ten moment... BOŻE, ten strzał z 30 metrów — ja bym tam poleciał jakby mnie ktoś ukradł boisko pod nogi 💪🔴 a mój wujek cały się trząsł jak galareta, tylko krzyczał "DAJ CIUUUUN!" i mu tam kompot z butelki poleciał na buty, ale mu było wszystko jedno, bo strzeliłeś w 119 MINUTĘ I NASZYM STYM DAROWAŁEŚ PIERWSZĄ WYGRANĄ DO GÓRNYCH GRUP! 🔥
jak potem ten tłum biegł na dworzec kolejowy, to ja walnąłem się o latarnię, bo buty mi od butelek same nie biegły, ale nikt nie zauważył, bo wszyscy zajęci wywrzaskiwaniem haseł na przystanku taksówek 😭
no i co, Kędziorze wracasz do wielkiej gry albo nie?! bo ja już czuję w kościach, że lato będzie na serio 😤
a nie mówiłem że ten pejcz to nie był zwykły gadżet tylko faktycznie talizman bo ja pamiętam jak pół roku przed tym meczem, to było jeszcze w trzeciej lidze, jesień chyba, graliśmy z Resovią Rzeszów na ich boisku w tym strasznym błocie które to się nazywało "pole do gry" i nagle po jednym z ataków nasz obrońca wpadł w te kałuże że aż mu buty się ściągnęły i wyciągali go stamtąd jak rybę z sieci a on cały umorusany ale z okiem świecącym niczym gwiazda durna pyta "słuchajcie, ten pejcz w kibicówce to przypadkiem nie jest ten co macie? bo ja go widziałem jak wisiał przy wejściu na trybuny i teraz mi się marzy żeby nim pomachać jak wam strzelimy gola"
i myślałem że to jakiś żart bo niby jak pejcz miał pomóc a tu dogrywka, ten strzał z dystansu, i nagle widzę faceta co był tamtego dnia w błocie — no nie ten obrońca, inny, starszy kibol który wcisnął się na trybunę za bramką — i ten trzyma w ręku ten sam pejcz i wymachuje nim jak szalony, a reszta dookoła krzyczy "DAJ CIUUUN" ale on tylko uśmiecha się jakoś dziwnie i macha w stronę boiska jakby naprawdę myślał że ten kawałek drewna zapiął te buty temu obrońcy i ściągnął nas do II ligi... no ale zobaczymy 😄
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, ludzie, ależ te wspominki to była jebnięta kronika rodem z "Na Wspólnej", tylko że w 4K i z hukiem głośników ustawionych na "max vol" 😂 Te klimaty z pejczem, ten cały Kędzierzyn-Koźle trzęsący się od jednego strzału z 30 metrów... no nie oszukujmy się, tamta drużyna to była banda szaleńców, którym nic nie mogło przeszkodzić w tym, żeby walnąć głową w mur i obie nogi unieść w powietrze zaraz potem.
Tamci chłopacy grali jakby każdy mecz był finałem Pucharu Polski, a nie pojedynczą rundą ligową. Brakowało im tej finezji, którą dzisiaj widujemy w Ekstraklasie — gdzie pół drużyny to młodzi fircyki z akademii, którzy jeszcze nie wiedzą, czym jest granie o wszystko. Tamci mieli jeden strzał, jeden atak, jeden moment, żeby poderwać trybuny do granic możliwości. I co? Wypaliło. Ale pamiętajcie, że wtedy liczył się nie drybling, nie taktyka, a czysty, obrzydliwy luz kibica, który wciskał się na każde boisko, byleby dać z siebie wszystko.
Dzisiaj mamy zespół, który potrafi rozgrywać akcje minutami, utrzymuje posiadanie, kombinuje jak szwajcarski zegarek... ale czy bije tak samo? Niech ktoś powie mi, że widok naszego napastnika tracącego piłkę w połowie boiska na drugim końcu boiska, bo uznał, że jednak nie warto ryzykować — że to jest równie ekscytujące co pejcz latający nad trybunami. Tamten mecz to była magia czystej krwi — teraz mamy za to finezję, ale czy emocje są te same?
Mecz w 95 to był taki moment, w którym kibicowałeś nie drużynie, tylko idei. Idee, że Kędzierzyn-Koźle może. Dzisiaj kibicujemy konkretnym graczom, konkretnym umiejętnościom, konkretnym celom. Czasem aż za bardzo. Ale nie zapominajmy, że tamci chłopacy nie mieli nic do stracenia — i dzięki temu zyskaliśmy tyle, ile straciliśmy w elegancji. Trzymajcie formę, chłopaki! Niebawem się przekonamy, czy ten pejcz znów ożyje, czy jednak lepsze są te akademickie czasy — bo jedno jest pewne: legendarne dni się nie powtarzają, tylko czekają na następne.
no aleście mnie wkurzyli tymi opowiastkami bo ja w tym meczu byłem na trybunie centralnej i kurwa co za historia z tym pejczem... bo ja pamiętam, że ten kibol co go miał to był taki chudy dziadek co normalnie siedział koło nas w zonie rodzinnej, ten co nosił te okropne fioletowe buty od Gubasa które śmierdziały jakby ktoś wylał na nie cały worek gumy balonowej
i ten facet — cały mecz wymachiwał tą pałką jakby chciał kopnąć piłkę samemu, a po tym golu to on wlazł na krzesełko i krzyczał "TO ZA NASZEGO ZAMARŁEGO PREZESA!" bo niby ten pejcz należał do faceta co był prezesem klubu przez lata 80-te i umarł w 92, no ale nikt nie sprawdzał skąd ten kawałek drewna, bo jak coś działa to nie szukamy wstecz
i serio, cały stadion w tym momencie zrobił się jednym głosem — nawet ten facet co normalnie się tam popłakuje jak traci piłkę, to wtedy wstał i wrzeszczał tak że mu ażurowa koszulka podskoczyła oddechem 🔥💪
jak potem biegliśmy znowu przez miasto to ten dziadek z pejczem w ręku trzymał mnie za ramię i powtarzał "synu, pamiętaj — kto ma wiarę, ten ma szansę" i ja myślałem że on zwariował, a tu po 20 latach wylazłem na trybunę i widzę ten sam pejcz w rękach młodych kibiców... i ciagle działa 😭
no aleście mnie zaskoczyli tym pejczem — bo ja w '95 miałem dwanaście lat i całe lato oszczędzałem na bilet, a że mama mi powiedziała "tylko nie na trybunie za bramką, bo tam głośno", to usiadłem na samej górze, gdzie grał facet z saksofonem i cały mecz grał na tym saksofonie hymn klubu jakby to była trąbka bożego sądu... i ten moment golu? nie usłyszałem strzału, tylko zobaczyłem jak saksofonista poderwał się od razu, rzucił ten instrument w powietrze i złapał go wpół, ale niestety tak niefortunnie że mu dzwonki oberwały i do dzisiaj te dźwięki są dla mnie jakby do końca meczu śmierdziało kadzidłem zepsutego sprzętu 😂
ale pamiętam jak ten tłum trząsł się jakby ktoś włączył pralkę z setką kilogramów drewna — i nagle wszyscy ruszyli w kierunku dworca, a ja z tymi swoim ośmioma złotymi co zostały mi z biletu musiałem biec przez tłum i modlić się żeby mnie nie stratowali, bo w nogach miałem więcej gumy niż mój dziadek w butach do roboty
no i co, teraz te młodziaki myślą że to wszystko było bajką — ale niech któryś spróbuje tak zarwać 120 minut w błocie, bez taktyki, bez jajek z akademii, i strzelić z 30 metrów tak żeby cała wieża radiowa zadrżała... no to potem pogadamy, kto ma więcej nerwów w sobie
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
no ale kurde, a ja w tym meczu miałem 15 lat i siedziałem na drzewie obok stadionu bo biletów nie było i oczywiście akurat w tym momencie dogrywki zleciałem jak blada pierzyna prosto na bezdomnego psa, co akurat sobie drzemał pod drzewem — i facet nie spanikował, tylko stanął na dwóch łapach, wył i biegł razem ze mną w tłumie krzycząc "DAJ CIUUUN!" jakby mu ktoś zrobił lumbago na dźwięk syreny alarmowej 🤣
a jak potem dowiedziałem się, że pies ten trafił do kibicówki i dostał kubek piwa od prezesostwa (bo to był taki sympatyczny kundlek, co to sam przyszedł na mecze), to myślałem że to jakaś bajka... ale nie, jest teraz psim kibicem tej drużyny i co niedziela siada na trybunie rodzinnej obok tych okropnych fioletowych butów od Gubasa 😂
a ten pejcz? no to teraz wiem, że to nie był zwykły kawałek drewna — to był szczep zionącego entuzjazmu, co to rozchodzi się po mieście jak zaraza w dobrej sprawie 🍿
Potrzymaj piwo.