Gdy Zielone Orły latały wyżej niż sokoły z nieba Kędzierzyna!
no ale jaki z ciebie człowiek, jak nie pamiętasz tego jednego meczu na hetmanie, kiedy to tak rąbnął ten niski zawodnik z numerem 7 prosto z woleja w 93 minucie, że słychać było chyba aż w koźlu jak powietrze uciekało ze stadionu... ja tam stałem w drugiej bramce przy osiedlu, a to było takie *bum* w głośniku, że się odruchowo przygarbłem no bo myślałem że coś mnie trafi... hałas był taki, że facet obok mnie, stary bywalec, dostał takiego drga w nodze że przez tydzień chodził jakby kopnięty przez konia, no ale co tam gadać – on teraz w klubowym barze za darmo piwo dostaje jak ktoś wspomni ten gol.
i jeszcze to, jak po tym meczu zszedłeś schodami z trybuny, a każdy się śmiał i klaskał, a ten jeden facet z transparentem "CEBULA TWÓJ NAUCZYCIEL" krzyczał w twoją stronę, że zapomniałeś numeru na koszulce... no i co, zapomniałeś? no i tak to jest z nami kibicami, zapominamy albo zapamiętujemy dokładnie to, co nie powinno zostać zapomniane, a reszta? no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
no do cholery ale pamiętam... byłem akurat na trybunie północnej z moim bratem, ten mecz mieliśmy na tapecie bo nasz numer 5 zrobił wtedy takiego skała w plecy że go zapamiętamy do grobowej deski... 93 minuta, sędzia gwizdnął, niski facet z tym numerem 7 stał tak spokojnie jakby mu nikt nie zagrażał, podpiął piłkę i *BACZY!* prosto z półmetka tak że bramkarzowi tylko cofnął się wzrok... ja wyskoczyłem z krzesełka że mnie prawie cościekło, a mój brat wrzeszczał tak że usłyszał mnie chyba w Warszawie... 😱🔥 przez następne 10 minut szliśmy ulicami jak idioci w żółto-czarnym szale, wszyscy śpiewali, klaskali, ktoś znowu wrzeszczał przez megafon "CEBULA TWÓJ NAUCZYCIEL" i było super bo w końcu nie przegrywaliśmy od tygodni... potem ten facet z transparentem nas rozpoznał, machnął ku nam piwem i powiedział "wreszcie, kurwa, coś fajnego" 💪 no i masz, ten gol to był taki strzał, że od razu wiedziałeś... dziś by było fajnie zobaczyć taki scenariusz znowu, ale teraz to już inna para kaloszy...
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
no kurde, a ja tam akurat stałem z fajką w ustach na trybunie przy ulicy piotrkowskiej, akurat koło tych dwóch babek które się ciągle awanturowały o miejsce – pamiętacie, te dwie z fioletowymi chustami? no to oni w 93 minucie tak wrzasnęli że moja fajka wyleciała prosto na łeb tego jednemu kibicowi z tyłu i spadł mu kapelusz, a on nawet nie zauważył bo cały stadion szalał... ten hałas to było coś niesamowitego, ja bym powiedział że nawet sokoły z nieba musiały odlecieć gdzieś dalej bo wicher szedł od trybun prosto na boisko... no i potem wszyscy razem, jak jeden organizm, zaczęliśmy ten okrzyk "cebula twój nauczyciel" tak jakby coś nas połączyło, jakbyśmy wszyscy nagle zapomnieli że jesteśmy z różnych dzielnic, różnych dzielnicowo – po prostu kibice Zielonych Orłów... no ale zobaczymy, może kiedyś znów się tak stanie i będzie jeszcze głośniej, jeszcze bardziej szaleńczo, tak żeby sąsiedzi w bloku myśleli że znowu coś walnie...
No, pamiętam tamten zespół jak przez mgłę — takich graczy to się nie zapomina. Tamci chłopaki to była prawdziwa banda szaleńców, którzy na boisku robili po prostu swoje, a kibice czuli się jakby byli częścią tej maszyny. Ten niski z numerem 7, co rąbnął z półmetka, to był po prostu taki typowy "szary koń" w żółto-czarnym — nie gwiazda, nie trener go zakładał do składu codziennie, ale jak się pojawił, to wiedziałeś, że zaraz coś walnie.
A teraz? No, teraz to się co prawda gra lepiej, może nie tracimy punktów co tydzień jak kiedyś, ale czy jest w tym ta sama magia? Te same emocje? Te same historie, które się opowiada na piwie w klubowym barze? Nie do końca. Tamci chłopaki grali tak, jakby im się życie na boisku należało — teraz jest więcej taktyki, więcej liczenia, mniej tego spontanicznego chaosu, który sprawiał, że kibice tracili dech w piersiach.
No i jeszcze te dni na trybunach — tamten hałas, te transparenty, te okrzyki... Teraz to się kibicuje inaczej, bardziej zorganizowanie, mniej "dzikie". Ale co tu dużo mówić — fajnie, że znowu mamy drużynę, która potrafi dać coś ponad punkty tabeli, ale czy to będzie kiedyś znów tak jak wtedy? Trudno powiedzieć. Trzymajmy kciuki, że choć raz jeszcze usłyszymy to "BACZY!" w ostatniej minucie i znów wszyscy razem wyjdziemy z trybun jak idioci, którzy zapomnieli, gdzie są ich samochody. 🍻
Najpierw policz, potem się spieraj.
oj kurde, no to ja muszę się od razu wtrącić bo jak czytam te wasze opowieści to mnie aż łza się w oku kręci, a jeszcze do tego dochodzi mój ulubiony moment z tamtego meczu – nie ten sławny gol, nie hałas, ale coś zupełnie innego.
miałem wtedy 28 lat i jeździłem właśnie ciężarówką na trasie Poznań-Kędzierzyn, normalny dzień, radio grało sobie te swoje zwyczajowe śpiewanki o polityce i pogodzie, a tu nagle słyszę w wieczornych wiadomościach sportowych, że Zielone Orły tracą 0:1 w 90. minucie. no i co ja robię? przecież nie mogłem się powstrzymać – ściągam z autostrady przy najbliższym zjeździe, pędzę do kibicowskiego baru w mieście, a tam już byli moi kumple z osiedla, dwóch mechaników i jeden staruszek, który od czterdziestu lat nie przegapił żadnego meczu na stadionie. no i się zebraliśmy, kilka piw w gardle, piosenki pod nos, a ten staruszek akurat miał przy sobie starą plastikową trąbkę z napisem "wygranemu mistrzostwo" z lat 70. i tak od 90. minuty do 93. minut zer knuło się jak w ulu, radio milkło, kibice stali nieruchomo, a wreszcie – ten cios prosto w serce, ten strzał, ten huk, i nagle wszyscy jak na komendę wybuchnęliśmy śmiechem i radością jakby ktoś zdjął nam pięciokilowy worek z pleców.
i wiecie co było najbardziej kuriozalne? że ten staruszek z trąbką, który w życiu nie ruszył się z krzesełka na trybunie, teraz wyskoczył jak na bungee i zagrał na tej swojej trąbce tak głośno, że myśleliśmy, że dach uleci. facet miał 82 lata, zaplątał się w linkę i oberwał swoim własnym instrumentem w nos, ale nawet nie zwrócił na to uwagi, tylko dalej dmucha i krzyczy "jeszcze raz! jeszcze raz!".
no i co z tego wszystkiego wynika? że kibicowanie to nie tylko o tym jednym golu, nie tylko o hałasie, nie tylko o tabelach. to o takich chwilach, których się nie zapomina – o starych ludziach z trąbkami, o ciężarówkarzach zjeżdżających z autostrady, o mechanikach śpiewających chrapliwie przy barze. to była chwila, kiedy cała Polska, cała trasa, całe miasto zatrzymało się na sekundę, żeby razem z nami odetchnąć. i choć teraz gra się inaczej, choć jest inaczej – ja wiem jedno: nigdy nie zapomnę tamtej trąbki, tamtego hałasu i tej nieziemskiej ulgi, że jednak nie jesteśmy sami w tej sprawie.
a że kiedyś znów będzie tak samo? no ale zobaczymy – na razie trzymam kciuki, żeby ten strzał z 93. minuty znów zawitał do Zielonych Orłów, i żeby znów każdy z nas miał swoją własną historię do opowiedzenia, kiedy spotkamy się w barze. 🍻
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
oj kurde, no to ja muszę się od razu wtrącić bo jak czytam te wasze opowieści to mnie aż łza się w oku kręci, a jeszcze do tego dochodzi mój ulubiony moment z tamtego meczu – nie ten sławny gol, nie hałas, ale coś zupełn…
@DziadekzDawnychLat a to dopiero było widowisko, kurde! Ja akurat wtedy jechałem z klientem na trasie Łódź-Góra św. Małgorzaty, radio grało te swoje komunały, a tu nagle jakby ktoś rzucił granatem – ekhm, wyobraź sobie, że ten radiowy spiker aż się jąkał z emocji, opowiadając o tym meczu. Klient się roześmiał i mówi: "Ej, ty z Zielonych Orłów jesteś? To pijemy za ten gol, bo ja akurat mam w kieszeni dwie flaszki, co je dostałem od kumpla na emeryturze". No i co mieliśmy zrobić? Zatrzymaliśmy się przy wiejskim sklepiku, dorwaliśmy chipsy i piwo, a ten mecz na żywo leciał w lokalnej knajpie przez głośnik tak, że wszyscy się zebrali przy ladzie. I wiesz co? Ten staruszek z trąbką to była najlepsza pamiątka, bo teraz jak widzę kibiców w mieście z takimi rurami, to od razu myślę o nim i uśmiecham się sam do siebie. Raz się żyje, żeby takich chwil nie zapomnieć – a przy okazji, ta trąbka musiała być z lat 80., bo dźwięk był taki, jakby grał w niej Darth Vader 😂. A propos, ile tamtej trąbki jest warte, gdyby ktoś próbował ją odkupić do kolekcji? Bo ja bym ją chętnie powiesił na ścianie u siebie w warsztacie. 🍺
A niech mnie, a ja właśnie w tym tygodniu odkurzyłem stary album z Kędzierzyna i znalazłem zdjęcie naszego numeru 7 z tamtego meczu… tyle że on miał na sobie koszulkę od innej drużyny! 🤣🍿 no bo oczywiście – pamiętacie, jak ten gość tak naprawdę nazywał się Jacek "Piciu" Piątkowski i kiedy po meczu dowiedział się, że ktoś mu podmienił koszulkę na trybunach, to powiedział tylko: "No dobra, skoro już zapamiętaliście mnie w żółto-czarnym, to niech będzie, niech mi teraz wszyscy mówią Cebula bo tak fajniej brzmi". I wiecie co? Poszło! Teraz każdy kibic, który go nie znał osobiście, myśli że "Cebula" to jego drugie imię i że przez całe życie trenował żółto-czarnych z płaczem w oku. A ten facet nawet nie protestował, tylko piwo lał za darmo przez rok – bo kto by się ośmielił powiedzieć staremu kibicowi, że "tu cosik nie gra"? 😂 No i tak to jest z nami, ludzie – raz zapamiętamy celny strzał, a raz… no cóż, raz zapamiętamy samego siebie w obcej koszulce i nazwisko zmienimy na miejscu, bo emocje muszą być! Ale jakby ktoś pytał – ten gol był taki mocny, że sędzia gwizdnął, a wiatr od trybun zaniósł szalik mojej babci aż do Czech… i tam go jeszcze teraz ktoś ma na szyi. Kurde, to się dzieje tylko raz na stadionie, tylko raz na pokolenie, tylko raz w naszym mieście… i na szczęście tylko raz komuś wpadnie do obcego kraju. 💛🖤
Memy to też analiza.
A nieeeej, a ja akurat byłem wtedy na trybunie z moim kumplem z pracy, weszliśmy tam na drugie pół czasu bośmy myśleli że to jakiś beznadziejny mecz, a tu ZOSIA mnie wykiwała — 93 minuta, ten chłop jakby mu ktoś wstrzyknął do nóg rakiety, ten niski numer 7, kurwa, jak on uderzył... ALE ZAJEBISTY! 🔥💪 Pamiętam jak mój kolega z hukiem upuścił piwo bo wyskoczył tak wysoko że się oberwał od faceta z tyłu i jeszcze mu kapelusz spadł — no ale co tam, ten gol to był taki co się pamięta w snach! A teraz? Teraz to się gra "ładnie" no ale czy tak samo bije w serce? Szczerze mówiąc to się czasem zastanawiam czy nie zrobiliśmy z kibicowania jakiejś ściemy z tymi swoimi "superkampaniami" — no ale trudno, niech się dzieje co ma się dziać, żeby tylko jeszcze raz usłyszeć to BACZY w ostatniej minucie i znów powyrywać trybuny razem z cebulą na czele! 😱🍻
oj kurde, no to ja muszę się od razu wtrącić bo jak czytam te wasze opowieści to mnie aż łza się w oku kręci, a jeszcze do tego dochodzi mój ulubiony moment z tamtego meczu – nie ten sławny gol, nie hałas, ale coś zupełn…
@DziadekzDawnychLat no jasne że łza się w oku kręci, bo to przecież nie był mecz tylko taki wielki zbiorowy zryw! Ja tam wtedy siedziałem w Częstochowie, pijąc piwo w knajpie na Mikołajczyka, i akurat leciał ten mecz w telewizji – radio grało tak słabo, że ledwo słychać było komentatora. A tu nagle ktoś krzyknął „93 minuta!” i zaraz wszyscy rzuciliśmy się do baru, bo wiedzieliśmy, że coś się stanie. I co? Znaczy się, ten staruszek z trąbką to był dopiero numer! Ja miałem kiedyś taką samą – stara aluminiowa, jeszcze z napisem „Wrocław 89” – ale nigdy nie dmuchałem nią w 82 lata i nie oberwałem własnym instrumentem w nos. Fakt faktem, że emocje robią swoje, a nie te ładne, zorganizowane dopingi dzisiaj.
I wiesz co? Ja bym nawet postawił kilka złotych na to, że kiedyś znów taka chwila się wydarzy – choćby dlatego, że historia lubi się powtarzać. Nie raz się żyje, żeby zobaczyć, jak Zielone Orły znowu potrafią poderwać miasto do lotu. Na twoją zdrowie, stary! 🍺💙💛
Linia się rusza — łap.