Gdy Zielone Biało-Czerwone płynęły morzem emocji, a ty jeszcze na ławce siedziałeś!
pamiętam ten mecz chyba z 2017, jakby to było wczoraj, a zarazem tyle wieków temu. nie żartuję — siedziałem akurat z piwem w ręku niedaleko trybun, bo akurat wtedy moja biedna staruszka dała mi w kość za to, że "znów gdzieś lecę zamiast pomóc w ogrodzie". no i co się działo! pierwsza część spotkania była taka, że aż chciało się spać, ale jakby ktoś wstawił naszym chłopakom klina do portfela, toby nie wyszło lepiej. aż w połowie drugiego dogrywki padło to uderzenie — ten strzał zza pola karnego, prawie pod poprzeczkę, i trafienie! wszyscy na nogach, krzyki, łzy w oczach, nawet ten facet obok mnie z koszulką rozpiętą do pasa wyskoczył jak diabeł z pudełka i zaczął biegać po trybunie jak oszalały.
i wtedy ja patrzę, a tam dziewczyna w zielonej koszulce, z tym orłem na piersi, co widać było nawet spod bluzki, naprawdę zaczęła tańczyć tak, jakby ktoś jej wstrzyknął litr mocnej herbaty. pamiętam jej minę — totalne szczęście, jakby wygrała los na loterii, a nie po prostu gol w meczu drugiej ligi. przecież nikt nawet nie krzyczał "bramka!", bo wszyscy już wiedzieli, że to jest ten moment. i wiecie co? ja też zaniosłem się śmiechem, bo to była jedna z tych chwil, które po prostu musisz przeżyć razem z nimi.
no i potem — pijacka objazdowa po mieście, z flagami zawiniętymi wokół karku, bo kto by się przejmował formalnościami, jak się ma euforię w sercu. zapamiętałem też, że na drugi dzień w pracy wszyscy gadały tylko o tym, jak nasz lewy obrońca wbiegł do szatni z tą piłką wbitym w koszulkę, niczym rycerz z mieczem po wygranej bitwie.
i co? wiem, że nikt nie zapamiętał tej bramki poza nami, ale my mamy co wspominać. każda ekstra klasa zaczyna się od czegoś małego, prawda? no ale zobaczymy, co tym razem wymyślą trenerzy — może znów nas czymś zaskoczą!
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Aż mnie łza skoczyła jak cofnięta do 2018, kiedy to ja w tym samym momencie co ty byłem na trybunie rodzinnej z maluchem na rękach bo stara kazała "nie przeszkadzać" przy siatce :D ale co tam! facet z lewej obok mnie rzucił browara prosto na nasze kolana, żeśmy sie obydwoje zalali i było git. a później ten strzał... BOŻE, jak on to uderzył! jakby całe życie chciał trafić, tylko nikt go nie puścił do piłki wcześniej. i ta dziewczyna z orłem tańczyła tak, że aż jej buty odleciały przez trybunę XDDD pamiętasz? no i mój mały miał tak otwarte buzie, że mu karton po soku z kieszeni wypadł, ale się nie zająknął nawet, tylko machał tymi rączkami jak wiatrak! serce powiedziało wszystko, mówię ci — nikt nie zapomni, kiedy Zielone Biało-Czerwone robią takie cuda! 💚⚽🔥
Jeden klub, jedno życie ❤️
a niech mnie, chłopaki, jak ja teraz myślę o tym meczu z 2019, kiedy to akurat wpadłem na ten sam stadion co zwykle, ale tym razem ze swoim wnukiem na barana — facet miał może ze cztery latka, ale zachowywał się jakby to był finał mistrzostw świata. siedzieliśmy sobie na trybunie tak, że mieliśmy rzut beretem od bramki gości, i nagle — bum! — ta cała heca z tą szalona bramką, co ją tylko my pamiętamy, i ten strzał zza dziesiątki, który trafił w słupek, a potem odbił się akurat do naszego napastnika, który już wiedział, że to jego dzień. facet nawet nie celował, po prostu kopnął jakby kopnął, a wnuk mój podskoczył tak mocno, że omal nie wypadliśmy z trybuny, i krzyknął: "Dziadek, gol!" takim głosem, jakby on właśnie uderzył! no i co? wszyscy dookoła zaczęli śmiać się i klaskać, bo to było takie proste, ale naprawdę magiczne — jakby cały świat stanął na głowie, żeby ten jeden raz dać nam coś wyjątkowego. i pamiętam, jak ta dziewczyna z orłem znowu była tam, niedaleko nas, i skakała tak, że jej kapelusz wylądował na jakimś nieznajomym facecie, który na szczęście się nie obraził, tylko podniósł go i zaczął wymachiwać, jakby to była flaga zwycięstwa. no ale zobaczymy, czy tym razem coś takiego się powtórzy — bo kibice z Siedlec mają swoje szczęście, a my zawsze wiemy, kiedy je rozpoznać.
No to sobie przypominam te czasy, jakby to było wczoraj, a jednocześnie zupełnie w innej epoce. Tamta ekipa to była taka waleczna paczka, co to biegała jakby ktoś im podpalił buty — każdy miał w sobie tę żądzę walki, ale czasem brakuowało tej jednej nitki, która by wszystko połączyła. Pamiętam, jak nasi walili z dystansu, choć nie zawsze trafiali, i jak ten jeden raz padł ten strzał, co go tylko my pamiętamy. Tamte dni były brutalne, ale w tym brutalnym chlewie rosło ziarno czegoś prawdziwego — kibicowskiej miłości bez bajerów.
Dzisiaj? Widzę w naszych chłopakach więcej finezji, nie oszukujmy się — grają ładniej, technicznie są na wyższym poziomie, ale... no właśnie, czy to samo wrażenie zostawi po sobie? Tamci mieli w sobie ten pierwiastek szaleństwa, co to porywa tłumy, a teraz czuję, że brakuje tej ognistej iskry, co by zapaliła trybuny do samego rana. Może to przez zmiany personalne, może przez to, że teraz każdy mecz analizują dwa razy, zanim zdecydują się do czegoś przyłożyć.
A ta dziewczyna z orłem? Też się zastanawiam, gdzie ją teraz szukać — czy jeszcze nosi koszulkę, czy dorosłe życie ją jakoś pochłonęło. Bo prawda jest taka, że tamten mecz to był kawałek naszej wspólnej legendy, a dzisiaj trudno o coś, co by tak mocno zjednoczyło. Nie mówię, że gorzej, ale inaczej. Tamten gol to był cios prosto w serce — dzisiaj może byśmy go dopingowali w mediach społecznościowych, ale na trybunie... no cóż, czasami smutno popatrzeć, jak coś, co kiedyś było ogromne, teraz wydaje się mniejsze.
Ale dobra, nie załamujmy się — może dzisiejsze składy mają większe ambicje, może kolejny mecz znów wzbudzi ten sam szał. Tylko niech ktoś w końcu postawi na tym boisku coś, co każe tym morzom emocji znowu zalać trybuny. Bo bez tego... no cóż, kibicowanie traci przez to połowę swojego uroku.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
no ale walnięcie w twarz tymi emocjami, chłopaki! 😱💚 zaraz... akurat pamiętam, że ten strzał zza pola to był ten cholerny numer 7, ten nowy, co dopiero co przyszedł z Radomia i nikt go nie znał — facet się wkurzył, że go nie puścili do piłki przez całe spotkanie, a w przerwie dostał od trenera po głowie za "za mało waleczny". i co? dostał w końcu swoją szansę i puścił taki petardę, że sędzia chyba myślał, że to gol, bo gwizdek zaniemówił na sekundę! 🔥 i ta dziewczyna z orłem? no tańczyła, aż jej kolczyki latały po trybunie, a facet obok niej, taki wysoki, cały się trząsł jak galareta, bo myślał, że zaraz oberwie od latającej ozdóbki XDDD pamiętam, jak później po meczu mówił, że "jego serce nie wytrzyma dwóch takich emocji dziennie" — no i co? zapłacił za browara, bo tyle wart był ten nasz magiczny moment! 🍻💥
boże, akurat dzisiaj myślę sobie, jakie to dziwne, że ten wasz "zapomniany gol" to dla mnie jeden z tych momentów, których się nie da opisać — a już na pewno nie w jednym zdaniu. siedziałem sobie wtedy w tej starej budzie przy al. Niepodległości, tej z dziurami w schodach, gdzie pani Halinka sprzedawała piwo po cenie sprzed wojny, i nagle słychać krzyk z głośników, a ja akurat miałem kanapkę z serem w jednej ręce i piwo w drugiej, no to o mało nie zakrztusiłem się żółtym serem na widok, jak ta dziewczyna w zielonej koszuli — ta sama, co później nam opowiadała, że jej dziadek był kiedyś bramkarzem w naszym juniorskim zespole — podskoczyła tak wysoko, że jej but wylądował na głowie jakiegoś pijanego gościa z Legii, który tylko się zaśmiał i zaczął machać tym butem jak proporcem. i wiecie co? facet się nawet nie obraził, bo wszyscy wiedzieli, że to chwila, która się na zawsze zapada w pamięć — a nasz numer 9, ten stary wyjadacz z Płocka, co miał już wtedy ze trzydzieści pięć lat, wbiegł do szatni z tą piłką wbitym w koszulkę jak jakiś wojownik, a później wszyscy razem z nim padli na kolana i zaczęli śpiewać "jeszcze raz, jeszcze raz" — choć wiadomo było, że za chwilę i tak będą ich gonić jak psy. pamiętam też, jak tamta dziewczyna, już po meczu, podeszła do nas i powiedziała, że jej brat kiedyś grał w naszych rezerwach, ale rzucił, bo dostał ofertę zza granicy — i że dzisiaj właśnie czuje się, jakby coś dokończyła. no i co? czasem te "małe" bramki są jak ostatni pasek, który trzyma całą opończę — a myślicie, że dzisiaj ktoś by tak biegał z butem na głowie? nie, dzisiaj wszyscy mają coś tam wymyślonego na instagramie, a emocje lecą przez telefon, nie przez serce. no ale zobaczymy, może któryś z chłopaków znów nas czymś zaskoczy — bo przecież Zielone Biało-Czerwone bez szaleństwa to jak śniadanie bez chleba, nic nie trzyma razem.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
@Trybuna_TV no boś ty mnie wkurwia, stary! Siedziałeś w tej dziurze przy alei Niepodległości z kanapką i piwem, a ja w tym samym momencie znowu kombinowałem, jakby tu wcisnąć parę stów u bukmachera, że "Siedlce to dziś przegrają, bo ich szczęście dawno wyparowało" — i patrzcie, co się stało? Boże, co za ironia: ty masz kanapkę z serem, ja mam stratę na koncie, a ten cudowny numer 9 wbija gola z Płocka! 🤡💸
Pamiętasz jeszcze, jak ja wtedy powiedziałem kibicom z Siedlec, że ich szczęście to bajka, a oni mi na to: "Czekaj, czekaj, dzisiaj nasza dziewczyna tańczy, a my mamy farta"? No i mieli rację, bo facet trafił zza pola, sędzia oszalał, a trybuny szalały! A tyś sobie tam żarł te kanapki, a ja patrzyłem na swój bilans — i co? Teraz obaj mamy powód do świętowania, choć ja muszę jeszcze odrobić stratę.
Ale serio — ten moment, kiedy ta dziewczyna podskoczyła tak wysoko, że jej but trafił jakiegoś pijanego z Legii? To nie był gol, to była biblijna wręcz kariera losu dla jednego meczu. Ja bym powiedział, że to był niepisany kontrakt między niebem a trybuną Siedlec: "Dacie im emocje, a my damy wam pamiątkę na całe życie". I się udało.
No i teraz pytanie do ciebie: ile ty myślisz, że te dzisiejsze składy potrzebowałyby, żeby taki moment powtórzyć? Bo mnie się zdaje, że albo musiałby przyjść jakiś nowy bohater z kamieniem szczęścia w bucie… albo przy okazji następnego meczu coś takiego się znowu wydarzy. I wtedy ja znów będę musiał przyznać: "Miałaś rację, ty z Siedlec, twoje szczęście to jednak coś więcej niż flaki z olejem". 😏🔥
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ej, ale wy naprawdę mnie tam wciągnęliście z tą tą dziewczyną i jej butem latającym po trybunie jak pocisk międzygalaktyczny! 😂💚⚽ Przecież to musiał być jakieś zaklęcie — ten but co latał, te kolczyki co latały, a facet z Legii co machał butem jak chorągwią… to już nie była trybuna, tylko jakaś akcja Mission: Impossible tylko bez Toma Cruise’a!
No dobra, serio — pamiętam, że ja tam akurat siedziałem z termosem herbaty (bo browar to dla słabych, ja jestem patriotą), bo moja stara mi powiedziała: "idź, popatrz na coś normalnego, zamiast rozmawiać z pingwinami na fb", no i akurat w połowie meczu słoik z termosem wypadł mi z rąk jakby ktoś mi go wyrwał siłą i zalałem sobie wszystkie rzeczy. Ale co tam! Ja w tym miejscu miałem swoje własne show — termoseks w akcji! 😭🔥 Aż moja koszulka miała tyle plam, że można było z niej zrobić nową flagę Siedlec!
Ale ta historia z butem… kurwa, to była chwila! Wyobraźcie sobie — facet obok, który dostał butem w łeb, patrzy na mnie, potrząsa głową i mówi: "No nie mogę… ja tu ledwo co piwko dzierżę, a ty już niszczysz mój styl fryzury!". Ja na to: "Bracie, to jest klasyk, tradycja, dziedzictwo narodowe!". I wiecie co? Ten facet później dołączył do naszej wesołej paczki, bo przecież nie każdy dostanie taki "wyróżnik" od losu! 🏆🤣
I jeszcze ta dziewczyna z orłem… mówię wam, jakby miała w sobie baterie Duracell — skakała tak, że sędzia chyba myślał, że to ona strzeliła gola! A później dowiedziałem się, że miała na imię Ania i teraz prowadzi jakiś fanklub na FB. No i oczywiście pierwsza jej fotka profilowa to ona z tym butem na głowie — bo co? przecież to ikona stylu! 💃👢
W sumie to cieszę się, że żaden z nas nie dostał mandatów za rozbijanie trybuny, bo te czasy były jakbyśmy wszyscy byli na haju z samego szczęścia. A dzisiaj? Teraz trzeba by dostać mandat za to, że ktoś nie lajkuje postu w 10 sekund! 😂📱💔
No to trzymajmy kciuki, żeby któraś z kolejnych bramek też tak „zapamiętała” kogoś z nas — albo przynajmniej żeby któryś z chłopaków znów kopnął tak, że piłka sama wbiegnie do siatki! 🏟️🔥💚
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
Siema! Ciągle to samo powtarzam ale ta historia z tą dziewuchą co latała butem i tym numerem 9 co wbiegł do szatni z piłką wbitym w koszulkę… NO JEST GOL 🔥🔴 no nie, to nie były zwykłe emocje, to był chyba ten jeden raz kiedy naprawdę się wiedziało że Zielone Biało-Czerwone to coś więcej niż drużyna!
Ja akurat w tym meczu siedziałem w Częstochowie z kumplami przed starym telewizorkiem w knajpie koło stadionu i… no kurde, jak ten gol padł to jeden z naszych tak wyskoczył, że przewrócił stolik z piwem! A potem wszyscy zaczęli śpiewać "jeszcze raz" tak głośno że kelnerka przybiegła zapytać czy nie ma jakiegoś meczu lokalnego! 💪😂
Dzisiejsze chłopaki grają fajnie no ale… gdzie te czasy? Kto by teraz wbiegł do szatni z piłką wbitym w koszulkę? Wszystko niby ładne i ok, ale brakuje tego szaleństwa co miało duszę!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.