Gdy zieleń sztandaru szumi jeszcze głośniej niż dzisiejsze trąbki kibiców!
no i masz, pamiętam ten mecz jakby to było wczoraj! niech to cholera, 1998 rok, kibiców na trybunach było może z pół miasta, a nie jak teraz połowy kraju, bo teraz to kibiców roznoszą po wsiach i miasteczkach… ale wtedy? wtedy mieliśmy tyle żelu w krwi, że transparent 'lublin bije, polska patrzy' wisiał nad trybunami jak zagrożenie, nie jak dekoracja. naprawdę bijemy tamtego dnia, państwo! ja akurat stałem przy wejściu na trybunę, gdzie teraz siedzą te młode gęby z telefonami w rękach, a facet obok mnie tak naprawdę klął na całe gardło, że sędzia jest zawodnikiem warszawy, i wiesz co? sędzia rzeczywiście dał taki czerwony, że cała trybuna zrobiła się biała od kartoników. a potem był rzut karny, nasz chłop z numerem 7, stary dobry waldemar, kopnął jakby mu ktoś nogę pomógł — 2:0, wiwat jakbyśmy zdobyli mistrzostwo świata. ludzie szli z trybun na płot, wszyscy się ściskali, a jeden facet przewrócił się w tym tłumie i nikt nie wstał, bo nikt nie chciał stamtąd odejść… kurwa, tyle lat minęło, a ja nadal pamiętam ten zapach piwa z puszki i ten dym z rac na trybunie…
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
no ale weźcie mnie tu do tego tłumu z powrotem, jakby ktoś otworzył drzwi czasu a ja znów stoję z tyłu przy starej trybunie za bramką, w tym miejscu gdzie kopnięcia lecą prosto w płot za bramką no ale to chyba mój ulubiony róg na trybunie bo tam czuć wszystko pod nogami, a nie te plastikowe krzesełka co teraz mają no właśnie, 1998, mnie akurat kibicujący wujek cioci wziął ze sobą bo akurat babcia była na weselu a my mieliśmy "wspólne popołudnie", i tamten transparent wisiał tak nisko że jakby go ktoś odciął to byśmy się nim udusili od emocji, facet z transparentem stał na krzesełkach i krzyczał "a to nie bijemy?! a to nie bijemy?! a my bijemy!" jak opętany, a ja miałem tyle siły w rękach że gotów byłem pomóc mu skakać tylko po to żeby ten tekst jeszcze głośniej leciał, no i wtedy padł rzut karny, waldek numer 7 stanął jak mur i kopnął tak że sędzia aż podskoczył, a my? myśmy wrzeszczeli jakby nas ktoś nawijał na szpulę, ludzie beczaaali, jeden koleś obok mnie oberwał piwem w twarz od szczęścia no ale mówię serio, na drugie podium bym ten kubek postawił bo wiem że tam było piwo z browaru obok stadionu i smakowało jak medal mistrzostw 🏆🔥 a co najgorsze—żyłem to wszystko na nowo gdy wujek ściągnął mnie na dół bo musiałem wracać na autobus, a ja cały czas gadałem "no ale my jeszcze nie skończyliśmy! jeszcze nie skończyliśmy!" no bo i jak, skończyć jak oni właśnie zdobyli gola na 2:0 a trybuna się trzęsła od piosenek, a ja myślałem że ten hałas wydrąży mi dziurę w czaszce no ale co tam, najlepsze są dziury w czaszce jeśli mieszczą w sobie takie wspomnienia i w ogóle, nie no serio, to był mecz który zrobił z nas kibiców na całe życie bo przecież nie chodzi o same gole, tylko o to że wtedy wszyscy byliśmy jednym wielkim sercem i plułem ogniem razem z zielenią naszych sztandarów 💚🔥
Na trybunach od dzieciaka.
a, no to teraz jak już tyle dobrego padło to powiem wam coś co mnie wstrząsnęło tamtego wieczora… nie wiem czy któryś z was miał okazję być przy wyjściu z szatni po meczu, ale ja akurat stałem tam coś koło osiedlowego baru bo akurat piłem browar bezalkoholowy (no dobra, półalkoholowy, ale lepsze to niż nic) i widzę jak nasz trener tamtego sezonu, stary marek z brodą jakby go ktoś zaplątał w kosę, wychodzi w granatowej marynarce co mu lata świetności dawno minęły ale wtedy jakby ją wyprasował na twardo, a za nim waldek numer 7 w tej swojej wciąż takiej samej, sfatygowanej kurtce z napisem "lubelski potwór"…
i wiesz co? facet kiwał głową do kibiców jakby im dziękował, a jeden z nich, taki starszy pan z kapeluszem na bakier i transparentem "w Lublinie rodzą się twardziele", złapał go za rękę i mówi "marek, dzisiaj to nie był mecz, to była msza"… no i wiesz co ja wtedy poczułem? taki dreszcz, że aż mi się kubek z browarem o mało nie wyślizgnął… bo to nie były żadne gadania, to było takie małe memento, że my naprawdę coś zmieniliśmy nie tylko na boisku, ale i w tym mieście… a teraz jak patrzę jak te młode gęby przychodzą zamiast sztandarów z telefonami, to mnie coś ściska, ale ten dzień zawsze będzie moim biletem wstępu do nieba kibica no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
kurde, no a ja akurat w 98 byłem na trybunie gości i myślałem że zaraz mnie ktos z tłumem wbije w płot bo nie miałem pojęcia co to "nasza piłka" a co nie 😂 ale facet obok mnie, taki jeden z naszych w zielonym szaliku i z piwem w garści, klepnął mnie w plecy i wrzasnął "stary, popatrz na transparent, a nie na buty!" i wtedy zobaczyłem ten napis 'lublin bije, polska patrzy' wiszący nad nami jakby ktoś naprawdę chciał naszemu miastu coś dojebać 🤣🍿 no i co, padł rzut karny, waldek numer 7 kopnął jak do tej pory nikt inny nie umiał, a ja? ja myślałem że ten transparent się zaraz oderwie od tego wiatru i poleci wprost na sędziego bo kibice tak ryczeli że myślałem że trybuna się zawali 🏟️💥 potem wszyscy lecieliśmy z trybuny na dół, a ja potknąłem się o czyjegoś kanapkę z serem i upadłem w błoto bo ci co skakali, skakali, a ja miałem za szerokie spodnie po ojcu z 89 roku 😭👖 ale kurde, jakbym tam był dzisiaj, toby mi ktoś dał kubek piwa za to wspomnienie, a nie za to że urodziłem się w Lublinie – bo wtedy to była prawdziwa msza, a nie mecz z telefonami 💚🔥
Potrzymaj piwo.