Gdy złota era zawodnika była
aha, tamten marzec w rzeszowie... pamiętam jak dzisiaj, dziewiąty marca 2018, walczyliśmy w sali w zielonej górze i był taki chłód że papiery latały po trybunach. nie żaden tam mróz, ale ten siarczysty wiatr co to wychodzi z ubrań prosto w kości. drużyna jak na dolewkę — czwarta kwarta, dziesięć do czternastu, ale oni nie wiedzieli że to dopiero początek.
i nagle... taka jebnięta akcja, jeden podanie drugi odbicie i bum — liderka naszego napastnika, ten skok gdzie nogi siegały nieba i jeszcze ta piłka która spadła prosto w ręce naszego rozgrywającego, jakby ją ktoś na talerzu postawił. 15-14. sala zamilkła, kibice zielonej góry zaczęli się oglądać, a my — rzeszów — nieśmiali, z drżeniem serca.
potem już szło. trzy sety, jeden do trzech, i ten hałas jakby miasto wpadło do hali. nie mówię że graliśmy idealnie — czasem się potykaliśmy, raz czy drugi sędzia nas okradł, ale te momenty kiedy zjednoczyliśmy się w jednym okrzyku... cholera, aż ciarki przechodziły. i ten nasz trener co to powtarzał: "gramy dla siebie, nie dla sędziów" — no to zagraliśmy, i to na tyle że zielona góra musiała się pakować do autobusu z podkulonym ogonem.
no ale zobaczymy kiedy znowu wyjdziemy na parkiet razem, może tej wiosny znów coś takiego się wydarzy. miejmy nadzieję że nie trzeba będzie czekać kolejnych pięciu lat na taką frajdę 😄
Kurwa, w marcu 2018 mnie akurat nie było na tym meczu, bo akurat w BIAŁYMSTOKU rodziła się moja siostrzenica! 😭💪 Ale jak tylko usłyszałem później ten wynik i te opowieści... to aż mnie ścisnęło w pierś! Bo kurde, tyle razy chodziłem na trybuny przy ul. Targowej i wołałem „Rzeszów walcz!” że nawet głos mi pękał, a tu nagle taki ME-CZ!
I teraz sobie myślę... Jakby ktoś wtedy powiedział że zobaczę coś takiego na własne uszy, to bym go wyśmiał jak najęty! Ale jednak się doczekaliśmy, ha! To nie są tylko cyfry 3:1 — to była taka energia że aż włoski na karku stawały! I ten mój szwagier co kibicował Zielonej Górze, to potem uciekał z hali jakby za nim diabły goniły 😂
No i teraz czekamy na kolejną „epokę złota”, może w przyszłym sezonie znowu się rozpędzimy i kto wie, może znów zrobi się tak że drzwi sali będą trzęsły! Rzeszów NAJLEPSZY! 🔥🔴
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
pamiętam jeszcze ten mecz w listopadzie 2017, w rzeszowie, z pokonanym później przez nas w półfinałach pogromcą — moim zdaniem naprawdę dobrze zapowiadającym się drugim miejscem w lidze, ale akurat wpadliśmy jak bomba. graliśmy w starym sporcie, ten budynek co to dach się sypał, a my na trybunie jak makaron w garnku — jeden obok drugiego żeby chociaż tyle widzieć. i wtedy ten chłopak, nowy libero, który dopiero co przyjechał z akademii... bo kurwa, nikt go nawet nie znał poza nazwiskiem na koszulce. pierwszy set padł 25-23, ledwo że nie wygrała Zielona Góra, bo mieli tego swojego napastnika co to każdej piłce nadawał taką rotację że nawet sędzia odbijał ręce. ale ten nowy chłopaczyna, ten co nazywaliśmy "młody bystrzak", w kluczowym momencie jakby się wyrósł dwa metry — nie dość że zaserwował na aut, to jeszcze potem trzy razy z rzędu odebrał ich atak tak, że nawet ja, stary dureń na trybunie, poczułem te gęsią skórkę. i potem ten drugi set — 25-19 nasz, a ten napastnik zielonej góry tak się wnerwił że kopnął piłkę prosto w głowę sędziemu asystentowi, i sędzia go wyprosił! na drugi raz weszliśmy i było już po sprawie, bo ten nowy libero chodził po parkiecie jakby całe życie grał w finale mistrzostw świata. no i pamiętacie? potem jeszcze mieliśmy półfinał z jastrzębiem, tam było inne widowisko, ale ten mecz we wrześniu 2017 to był pierwszy raz kiedy poczułem, że może coś naprawdę się dzieje. cholera, jeszcze teraz jak myślę o tym jego serwieisie w listopadzie, aż się uśmiecham przez łzy — bo to była taka ulga, jakby komuś komuś wreszcie otworzyły się oczy na to co my widzimy od lat. no ale zobaczymy, może niedługo znów ktoś tak wyskoczy z akademika i zrobi nam znowu niespodziankę 😄
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ciekawe, że jak się dzisiaj na ten cały marketing i nachalny PR Rzeszowa patrzy, to aż dziwnie porównywać do tamtej ferajny z 2017-2018. Wtedy to było tak, że nie mieliśmy nawet podkoszulków z logo klubu, bo te stare się zużyły i nikt nie miał czasu czekać na nowe — nosiliśmy co kto miał, byle w barwach. A teraz? Teraz mamy sponsorów, merchandising, nawet te paskudne buty w kolorach drużyny, które kosztują tyle co kompletny obiad dla dwójki.
Tamten zespół był jak wielka, zgrana rodzina kibiców: raz była solidność, raz się potykaliśmy, ale w kluczowych momentach wiedzieliśmy, że ktoś drugi za nas walczy. Ten nowy… no cóż, nie ma co ukrywać, że mamy teraz kilku świetnych zawodników, którzy naprawdę walczą, ale brakuje tej magii, kiedy całe miasto trzęsło się od okrzyków na trybunach. Tamten zespół grał, jakby napędzany strachem przed porażką — a nie strachem przed dzisiejszymi tabelami ligi.
Pamiętam jeszcze, jak na meczu w Zielonej Górze 2018 jeden z zawodników naszych, ten szybki libero, który później miał problemy ze zdrowiem, wbiegł na boisko w trybie „raz kozie śmierć” — a my, stara gwardia, aż się modliliśmy w duchu, żeby nie oberwał w twarz. Teraz? Teraz zawodnicy są bardziej wyćwiczeni, ale też bardziej… powściągliwi. Nie bije z nich ta sama energia, co dawniej.
I jeszcze ten nasz trener z tamtych lat — stary wyga, który gadał tylko „gramy dla siebie”, a nie dla sponsorów ani dla nowego kontraktu. Teraz? Trenerzy przychodzą i odchodzą, media krzyczą o „projekcie”, a kibice siedzą w domach, bo nie ma tej samej chemii na trybunach.
No, ale zostaje nadzieja. Może niedługo znów ktoś wyskoczy z akademii i zrobi taki numer jak ówczesny libero — a my wszyscy znów poczujemy te dreszcze, kiedy Rzeszów będzie miało szansę coś zdziałać. Bo bez emocji to przecież nie Rzeszów. Tylko remiza w tabeli.
Aż mi się łzy w oczach zebrały jak wspomnę te lata... Pamiętam, jak przed marcowym meczem w Zielonej Górze 2018, całe dni kręciłem się koło stadionu i widziałem jak chłopaki z akademika nosili na plecach transparent "Rzeszów to nasz dom" ręcznie malowany farbą w sprayu. A ten jeden, ten najmłodszy, co dzisiaj gra w seniorskiej drużynie, to przyczepił do koszulki kawałek taśmy izolacyjnej z napisem "Kto tu rządzi? MY!".
I wiecie co? Tego popołudnia, kiedy padło to decydujące 15-14, to on pierwszy rzucił się na kolana i zaczął beczeć jak bóbr — a my wszyscy na trybunie aż zamilkliśmy przez sekundę, bo nikt nie spodziewał się takiej reakcji. Dopiero potem ten wrzask urwał się w hali! I ten jego tata, stary kibic od zawsze, złapał go za głowę i powiedział: "Widzisz, synu? Tak właśnie wygrywa się mecze — nie sercem, tylko tym całym pieprzonym duchem, którego nikt nie może policzyć w tabeli."
Potem na meczu w listopadzie 2017, gdy ten nowy libero zadebiutował... Pamiętam, że facet miał na nogach te same buty co ja kilka sezonów temu — te zniszczone Nike z dziurą w paluchu. I kiedy zbierał te wszystkie ataki, to buty aż się rozpadały, a on nawet nie zwracał uwagi. Po meczu podeszła do niego jakaś dziewczyna z dzieckiem i powiedziała: "Tato, to był ten pan co grał w butach dziurawych?" — a on na to: "Nie, kochanie, to był taki, co gra w butach serca."
I teraz gdy słucham o sponsorach i merchandisingu... Kurde, wolę te stare czasy kiedy kibice po meczu szli do baru przy Ratuszu i zamawiali piwo w kubkach, które ukradli z jakiejś imprezy miejskiej, niż te dzisiejsze oficjalne kubki z logo klubu. Bo wtedy naprawdę WALCZYLIŚMY razem — nie tylko zawodnicy, ale całe cholerne miasto. I to jest magia, której nikt nie sprzeda za żadne pieniądze ani marketingowe cyrki.
Rzeszów NAJLEPSZY! 🔥🔴⚡
Jeden klub, jedno życie ❤️
kurwa, a mnie się przypomniało jak cztery lata temu, jak żeśmy jeździli całą bandą kibiców do jasła na ten mecz z azs'em, że niby gdzieś tam na południu, żeby dolecieć na pierwszą ligę. szło się spać po powrocie o drugiej w nocy, a następnego dnia o siódmej rano już byliśmy w pracy albo na budowie, i nikt nie narzekał, bo wiedzieliśmy że to co robimy, to nie dla tabelki tylko żeby rzeszów miało kogo wspierać. taka prosta sprawa, że aż głupio o tym mówić — że to nie o sponsora chodzi, tylko o to żeby było wiadomo: kiedy nasz chłopak wbija blok albo zagrywa asa, to nie on wtedy gra, tylko cała ta dziura za nim w mieście. i ten nasz cwaniaczek z akademika co miał buty w dziurach? to był najlepszy przekaz jaki mogliśmy dać młodym — że liczy się to co masz w głowie i sercu, a nie to co masz w stopie. no ale zobaczymy, może niedługo znów wsiądziemy do autobusu, tym razem znowu z tą samą pieprzoną nadzieją co wtedy. rzeszów trzyma się razem, nie ma co 😉
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No to posłuchajcie, bo ja tam akurat na tamten marcowy mecz 2018 w Zielonej Górze poszedłem... nie że kibicowałem, tylko że umówiłem się z kumplem na piwko po pracy. Starym zwyczajem wyskoczyliśmy z pracy o szóstej, wiadomo — bo Rzeszów nie czeka, a my jesteśmy urodzeni optymistami. No i idziemy sobie ulicą Sucharskiego, słońce już zachodzi, a tu nagle spotykam sąsiada, tego co ma warsztat blacharski, i on na mnie: "Idziesz na mecz? Bo ja mam dwa bilety." A ja na to: "No co ty, przecież nie gram w żadnej drużynie!" A on: "No nie, ale ja jem piwo w przerwie!"
I tak oto siedzę na trybunie, z tymi dwoma biletami, które kosztowały mnie dwa piwa i obietnicę pomocy przy naprawie jego auta, a za mną ktoś cały czas krzyczy "Rzeszów walcz!" — ale nie wiem, czy to kibic, czy ten facet co sprzedaje kiełbasy, bo echo w tej hali było totalne. Potem ta akcja 15-14... cholera, jakby komuś huknęło w mózgu i powiedziało "teraz albo nigdy"! Ja wstałem z krzesłem dosłownie, a moje buty — te same co wtedy na budowie — strasznie zapiszczały pod nogami, jakby chciały powiedzieć "no i znowu cię tu znalazło, stary wiarusie".
A po meczu idziemy z kumplem do baru, bo przecież tradycja każe, i ten sąsiad pyta mnie: "No i jak, podobało się?" A ja na to: "Ech, stary, to nie był mecz — to była URODZINOWA IMPREZA Z PIŁKĄ W ROLI GŁÓWNEJ!" I on się śmieje, że niby ja teraz też jestem częścią drużyny, bo pomogłem w zdobyciu trzech punktów... no i musiałem mu oddać te cholerne bilety następnym razem, bo mi się nie opłacało 😂
Ale wiecie co? Tego wieczoru, jak szedłem do autobusu, to czułem się jakby ktoś wziął mnie za rękę i powiedział: "Spójrz, Grzesiu, oto twój Rzeszów — nie stadion, nie hala, tylko my wszyscy, którzy razem walczymy, nawet w butach co piskają". I to jest ta magia, którą nikt nie sprzeda, nawet gdyby chcieli 🍻🔴
Potrzymaj piwo.